wtorek, 14 sierpnia 2012

XXIII

– Mark, przestań mnie całować, a przy okazji rozbierać, bo, pomimo, że od środka jest mi naprawdę gorąco to na zewnątrz trzęsę się jak galareta – czarownica przemówiła, kiedy tylko udało się jej złapać oddech. – Chcę z tobą porozmawiać. Poważnie.
– Kochanie, a nie możemy pogadać za parę chwil, kiedy już będziesz należeć tylko do mnie – słodko się uśmiechnął.
– Nalegam – odsunęła się na tyle, żeby nie mógł jej pocałować i próbowała wyswobodzić się z mocnego uścisku chłopaka.
– Skoro to poprawi ci humor – zrezygnowany opuścił ręce.
– O, tak o wiele lepiej – skradła mu delikatnego całusa. – Mark, nie zrozum mnie źle, ale nie jestem przygotowana na taki krok. Musisz dać mi trochę czasu. Moja miłość do ciebie jest naprawdę gorąca, jednakże miałam wpojone inne cele, którymi mam się kierować w życiu i na razie chcę się ich trzymać – czuła, że to, co powiedziała, było nieszczere.
– W takim razie jestem gotowy z tej poduszki stransmutować pierścionek – wskazał ręką na pościel. – Oświadczyć ci się w tej chwili, a jutro od samego rana jechać do zaprzyjaźnionego pastora i wziąć z tobą cichy ślub bez świadków. Pomyśl, jaka byłby piękna ceremonia o wschodzie słońca w małym kościołku gdzieś nad morzem? Ty ubrana w białą sukienkę. Oczywiście w welonie, albo nie! Z białą lilią we włosach – rozmarzył się.
– Wariat! – uderzyła go z całej siły wspomnianym wcześniej jaśkiem, sprowadzając go na ziemię. – Wystarczy, że na początek mnie przytulisz.
– Ależ oczywiście! – wziął ją w ramiona, powstrzymując swoje nie do końca spokojne żądze.
Przez chwilę siedzieli na łóżku Krukonki wtuleni w siebie. Chłopak delikatnie głaskał Sophie po głowie tak jakby to miało jej pomóc odgonić złe myśli.
– Skarbie, ja już pójdę do siebie – pocałował ją w czoło. Powinnaś się wyspać, bo jutro czeka nas kolejny ciężki dzień – westchnął.
– A w żadnym wypadku! Nigdzie się stąd nie ruszysz – zatrzymała go, kiedy próbował się podnieść. Filch i Pani Norris czekają tylko jak pojawi się jakiś uczeń łamiący regulamin – przez myśl lotem błyskawicy przeleciało jej pewne zdarzenie, które wywarło na niej niemałe wrażenie.
Stała na środku szkolnego korytarza przemoknięta do suchej nitki. W jej stronę szedł woźny, obok niego dumnie kroczyła bura kocica o zielonych oczach, które dostrzec mogły wszystkie potknięcia uczniów. Bała się. Nagle skądś pojawił się Snape. Zabrał ją stamtąd. Wspomnienie znikło tak samo szybko jak się pojawiło, pozostawiając po sobie wiele pytań. Zapewne wiele z nich pozostanie bez odpowiedzi...
– Coś się stało? Źle się czujesz?– spytał zdenerwowany Mark.
– Nie... Trochę zakręciło mi się w głowie, ale już jest ok – słabo się uśmiechnęła.
Wzięła piżamę i udała się szybkim krokiem do łazienki. Chłodny prysznic podziałał kojąco na rozpalone różnymi emocjami ciało. „Dlaczego właśnie teraz jej pamięć nagle zaczęła pracować? Dlaczego akurat to wydarzenie zostało odtworzone? Dlaczego był w nim Snape?” – westchnęła ciężko.
– Dziękuję za ugrzanie miejsca – cmoknęła Mark’a w policzek i wskoczyła pod kołdrę, kiedy zakończyła kąpiel.
– Może jednak zmienisz zdanie na wcześniejszy temat? – zamruczał jej koło ucha.
– Może nie! – obrażona odwróciła się do niego plecami.
Po chwili poczuła na głowie dłoń swojego chłopaka. Delikatnie głaskał jej włosy. Ziewnęła kilka razy i usnęła, wtulając się w Mark’a.

***
Ostatkiem sił, jakie mu pozostały próbował się podnieść – bezskutecznie. Stłumione jęki wydobywały się z zachrypniętego gardła Mistrza Eliksirów. Całe ciało go bolało od całonocnych tortur, które zaserwował mu Czarny Pan. Trzeba przyznać nie był w tym delikatny. Cruciatusy latały w stronę Snape z częstotliwością większą niż światło słoneczne dociera do ziemi z kosmosu. Od czasu do czasu oberwał Imperiusem, Sectusemprą, Petryficusem Totalusem dla wzmocnienia władzy Lorda Voldemorta i chyba też, dlatego, że Czarny Pan szybko nudził się jednym zaklęciem. Lewitowanie i uderzanie z dużą siłą o chropowatą, kamienną ścianę też nie było obce Severusowi. Myślenie o tym momencie za bardzo go męczyło. Wyczerpany torturami zasnął na zimnej, marmurowej posadzce prosząc niebiosa oto żeby się już nigdy nie obudzić.
Niestety jego modlitwy nie zostały wysłuchane. Nadal żył i wciąż leżał w ciemnej, przesiąkniętej stęchlizną piwnicy. Wszystko go bolało, począwszy od czubków palców u nóg skończywszy na końcówkach rozdwojonych włosów. Nie wiedział ile spał. Przez małe okienko przy samym suficie wpadały, co prawda delikatne promienie słoneczne, jednakże nie było do końca wiadomo, jaka panuje obecnie pora dnia. Nagle usłyszał czyjeś kroki i zgrzyt klucza w zamku.
– Och, Severusie już się obudziłeś? Mam nadzieję, że było ci tu wygodniej niż w swoim, własnym łóżku. Tak bardzo się starałem, żeby było ci u mnie przyjemnie. Chyba nie powiesz, że cię źle ugościłem? – zaśmiał się szyderczo Tom.
– Panie, twoje atrakcje, które mi zagwarantowałeś były... niezwykłym przeżyciem. Będę Cię musiał częściej odwiedzać, ponieważ bardzo mi się to podobało – rzucił poważnie Mistrz Eliksirów.
– Severusie, nie musisz się martwić, że jestem za mało gościnny: Crucio!
Ciałem czarodzieja wstrząsnął wielki spazm bólu. Z jednej strony miażdżył go z zewnątrz, a z drugiej rozrywało od środka. Chciał krzyknąć, ale głos został gdzieś daleko, jakby po za nim. Przygotował się na kolejny cios, jednak go nie otrzymał.
– No na dzisiaj starczy „rozrywki” – odezwał się chłodno Czarny Pan. Za trzy minuty ma cię tu nie być! Zrozumiano? – rzucił mu pod nos różdżkę.
Severus po raz kolejny został sam. Pomijając kilka szczurów przebiegających obok niego. Powoli rozprostował rękę w kierunku swojego magicznego patyka. Wypowiedział ciche „antefero”* i teleportował się wprost do Hogwartu.

***

Już od kilku godzin Sophie próbowała wytłumaczyć Markowi działanie eliksiru Wielosokowego, ale jej starania przynosiły mierny skutek. Chłopak ciągle się czymś się dezorientował, wprawiając swoją dziewczynę we wściekłość. Próbując załagodzić sytuację zapytał:
– Może jakaś mała przerwa?
– Mark, nie zmieniaj tematu! – skarciła go. Chociaż masz rację. Zrobimy sobie przerwę. Widziałeś te zdziwione miny, kiedy oboje weszliśmy przytuleni do Wielkiej Sali na śniadanie? – wyczarowała dwie szklanki soku dyniowego.
– Trudno było nie zauważyć. Biedna Helen. Musieli ją ratować, bo zakrztusiła się sokiem. A Ślizgoni? Tam to dopiero huczy od plotek. Dobrze, że Nietoperza nie było na śniadaniu, bo chyba posądziłby mnie o dekoncentrowanie cię przed konkursem. Szlaban murowany – zaczął się śmiać.
– No właśnie! Na obiedzie też go nie widziałam, a za dzisiejszą lekcję eliksirów mieliśmy transmutację. To do niego nie podobne, żeby się spóźniał, albo w ogóle nie przychodził na zajęcia. Odkąd go znam nigdy nawet kataru czy kaszlu nie miał – zignorowała wzmiankę o szlabanie.
– Przesadzasz – machnął ręką i napił się soku. – Sophie, a skąd właściwie wiesz, że Snape jest punktualny, nigdy nie choruje? Coś ci się przypomniało? – zlustrował ją wzrokiem.
– Nie, chyba nie… – zawahała się. ­– Powiedziałam to całkiem naturalnie. Jakbym o tym wiedziała. A teraz przeczytaj strony od sto siódmej do sto trzydziestej trzeciej – podała mu książkę „Podręcznik dla początkujących czarodziei”. A teraz przepraszam Cię, bo muszę iść porozmawiać z Dumbledorem na temat Snape’a. Martwię się o niego.
– Sophie, ale to książka dla drugoroczniaków, a ja jestem w szóstej klasie! – krzyknął zdegustowany, ale dziewczyny już nie było w Pokoju Wspólnym.

***

No i namazałam nową notkę! Miałam przy niej tyyyyle stresu, dlatego Severus oberwał. Musiałam się wyżyć na kimś. Przepraszam, że to był Sev, a nie Mark, chociaż wiele czytelników by się z tego ucieszyło:P Wiem jestem zła, ale są gorsi ode mnie (czyt. panna Rickman:)).
Muszę być nieskromna i powiedzieć, że jestem studentką etnologii!!! Mają szczęście, że mnie przyjęli, bo straciliby bardzo wielki skarb... Jejku, jak sobie słodzę?!
Mam jeszcze jedną dobrą wiadomość: kolejna notka ukaże się... w sobotę, ponieważ mam bardzo ładny dialog pomiędzy Sophie, a Mistrzem Naszym i nie może on zbyt długo czekać na publikację.
Dedykacja dla:
- Annie - a mówiłam, że się na nas poznają:P
- Merimaat - specjalnie dla Ciebie starałam się pokazać Voldzia z kanonicznej strony. Udało się?
- Panny Rickman - bo jesteś gorsza ode mnie:P

6 komentarzy:

  1. Biedny Sev... Jak mogłaś tak go urządzić?!;p Będziesz musiała mu to jakoś wynagrodzić :) Gratulacje dostania się na etnologię:)

    ~Annie

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję z całego serca takiego sukcesu :) i dziękuję za dedykację.
    Voldemort iście kanoniczny z tym swoim "szyderstwem" i klątwami. Płaczę tylko po torturach mojego {a może naszego?} kochanego Mistrza. Jesteś zła :) Mark'owi zależy tylko na łóżkowych sprawach, skoro nie liczy się dla niego ślub, który z przytoczonego tu dialogu, traktuje jak zwykłą formalność. Ale Sophie jaka dojrzała, duuuuuży plus za to. Uwielbiam ją.
    Jak zawsze piękne opisy idealnie oddające atmosferę pomiędzy poszczególnymi bohaterami czy nastrój otaczający dane miejsce.
    W jednym zdaniu była literówka, zamiast byłaby użyłaś "byłby".
    U mnie już wkrótce, rozdział gotowy, ale nie mam za bardzo czasu, kiedy go wstawić, bo zaczytuję się w książkach o Egipcie, które ostatnio nabyłam.
    Serdecznie pozdrawiam

    ~Merimaat

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że dobrze zrobiłaś ukazują Voldemorta jako potfora, bo w kanonie nim jest i gdybyś tego nie zrobiła, byłoby tak słooodko. Ten niekanoniczny Tom zawsze leżał mi na wątrobie, ale teraz na szczęscie już jest lepiej.
    Notka właściwie zbyt duzo nie wniosła oprócz tego, ze Sophie miała jakieś tam przebłyski, a Snape nadal żyje.
    Pozdrawiam

    ~bóg powieści

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, jaki ten rozdział długi...
    Sevciu nieźle oberwał. Jak to mówią: "Musiało boleć". Napisałaś, że rozdział ukarze się w sobotę, a mi jest smutno, że go nie przeczytam od razu ;( A ten wspomniany dialog mnie tak zaciekawił, że chyba umrę z zniecierpliwienia.
    Pozdrawiam [sensibility-love]

    ~Sensibility

    OdpowiedzUsuń
  5. Nareszcie coś dłuższego xd A w sobotę new:] Rozpieszczasz nas^^ Ale to fajnie!;)
    Mówiłam już, że Mark działa mi na nerwy? I to bardzo...jak nie, to mówię xd
    Chyba coś sobie przypomina;p Takie wspomnienia ze Snape'm ;]
    A Tomcio-Voldzio jak zawsze gościnny xd
    Gratuluję przyjęcia na studia;*
    I zapraszam na http://vampire-element.blog.onet.pl/ ;)

    dzo

    OdpowiedzUsuń
  6. B: Specjalnie dla ciebie wymąciłam od kuzyna na niecałą godzinę komputer xD Muszę powiedzieć, że Mark mnie irytuje. Jak mogłaś potraktować tak Snape'a?! :c No wiesz ty co... koniec tego pisania, zaległosci trzeba nadrobić...

    ~Bell i Hidney

    OdpowiedzUsuń