wtorek, 14 sierpnia 2012

XLI

Biegła.
Biegła tak szybko przed siebie, ile sił miała w nogach. Nie potrafiła siedzieć w swoim dormitorium i płakać w poduszkę. Ściany zamku ją przytłaczały, chciała poczuć się wolna. Chciała, by więzy, które ją oplatały wreszcie puściły.
Powoli zaczynało jej brakować powietrza w płucach, ale nadal pędziła przez szkolne błonia. Miała dość wszystkiego!
Kłamstw Severusa, łagodności i spokoju Albusa, choroby matki, nawet tego, że od dawna nic sobie nie przypomniała. W głowie cały czas miała słowa Severusa: „– Chcesz prawdy? Nawet takiej, która zaboli cię do żywego? Po której usłyszeniu nic nie będzie takie samo? Sophie, jestem Ś M I E R C I O Ż E R C Ą! Kogoś takiego jak ja nie można kochać, można nienawidzić, ale, na Merlina, nie kochać!”
Miał rację.
Teraz już nic nie jest takie jak było. Życie w błogiej nieświadomości wydawało się o wiele lepsze. Miała jakieś tam swoje wyobrażenie o Mistrzu Eliksirów. Zimny, sarkastyczny Nietoperz z lochów – tak o nim mówili uczniowie. Fakt, był inny niż pozostałe grono pedagogiczne, ale czy nie to spowodowało, że Krukonce właśnie do Snape’a mocniej zabiło serce? Dla niej starał się zmienić. Ich potyczki słowne były tylko zabawnymi przekomarzaniami. Sophie nie umiała doszukać się w nich brutalnego sarkazmu, którego doświadczali inni uczniowie Hogwartu. Może właśnie, dlatego, że służył Czarnemu Panu miał taki sposób bycia. Nikt przecież o zdrowych zmysłach nie zapytałby się Snape’a o jego życie prywatne, bo to byłoby równe z wydaniem na siebie wyroku śmierci. Więc dlaczego do niej zwracał się w jakiś inny, milszy sposób?
Niczego już nie rozumiała…
Łzy nie przestawały płynąć jej po policzkach, zimny wiatr smagał jej twarz i targał włosy.
On zabija ludzi dla zabawy… Jest bestią w ludzkiej skórze. Tortury to jego specjalność. – usłyszała nagle cichy głos w swojej głowie.
Przed oczami miała cały czas Mroczny Znak, który pokazał jej Severus. Znak, który tak bała się zobaczyć na jego ciele. Był prawdziwy. Nie namalowany farbami, nie narysowany tuszem, a wypalony przez samego Lorda Voldemorta.
Spojrzała na swoje lewe przedramię.
Nie spodziewała się przecież, że zobaczy tam Mroczny Znak, ale jakaś cząstka jej umysłu drgnęła na tą myśl, że on mógłby się tam kiedyś znaleźć. Szybko odgoniła ten pomysł, sadząc, że nerwy do końca pomieszały jej w głowie.
Księżyc i gwiazdy początkowo oświetlały jej drogę do Zakazanego Lasu, lecz po jakimś czasie zniknęły za gęstą warstwą chmur. Podmuchy wiatru przybrały na sile, a niebo rozjaśniły błyskawice. Kiedy Sophie dobiegła do skrajów Zakazanego Lasu, pierwsze krople deszczu spadały na ziemię. Nie przejęła się zbytnio tym, co działo się wokół niej. Szybkim krokiem przemierzała leśne gęstwiny, kierowała się w tylko sobie znane miejsce. Deszcz przelatywał pomiędzy wysokimi konarami drzew i moczył wszystko dookoła. Po jakimś czasie na Krukonce nie było suchej nitki. Woda spływała jej potwarzy, a może to były łzy. Po pewnym czasie dobiegła do dużej polany usytuowanej w samym środku Zakazanego Lasu.
Na środku polany rosła duża, rozłożysta… Wierzba.

*

Severus zaklął wyjątkowo paskudnie. Noga bolała go niemiłosiernie, a od ciągłego leżenia czuł, że kręgosłup wyjdzie mu zaraz czubkiem głowy. Rozejrzał się uważnie po swojej sypialni. Nigdzie nie dostrzegł chociażby najmniejszej buteleczki z czymś, co przypominałoby eliksir leczniczy. Przekręcił się lekko na zdrową nogę, tak aby mógł dosięgnąć nocnej szafki znajdującej się po prawej stronie łóżka. Zaklął po raz kolejny. Szafka była pusta. Miał nadzieję, że chociaż tam została mu jeszcze jedna butelka Ognistej Whisky. Ona załatwiłaby wszystkie jego problemy. Z niechęcią wziął do ręki szklankę z wodą, która stała na drugim nocnym stoliku i wypił ją jednym duszkiem. Nawet najgorszy kac był lepszy od tego, co teraz miał w ustach. Musiał jeszcze się napić. Skupił się na szklance i powtarzał w myślach „Aquamenti”, ale jak na złość woda nie chciała pojawić się w naczyniu. Był za słaby, zdecydowanie za słaby. Nie dość, że Nagini odgryzła mu połowę nogi to jeszcze to leżenie nie wpływa dobrze na jego samopoczucie. Znów spróbował się podnieść, ale niczym to nie poskutkowało. Leżał tak dobre kilkanaście minut i tępo patrzył w sufit.
Myślał…
Jedynie to go nie bolało.
Powinien czuć ulgę, że Sophie dowiedziała się o tym, że jest Śmierciożercą, a jednak było inaczej.
Czuł pustkę.
Pierwszy raz doznał takiego uczucia, gdy nazwał Lily Evans, szlamą.
Po raz kolejny tego dnia zaklął paskudnie.
Sophie niczemu nie była winna. A on na nią nawrzeszczał i wyrzucił ją ze swojej sypialni. Miał nadzieję, że Krukonka nie zostawi go bez jakiejkolwiek pomocy. Nie byłaby chyba aż tak bezduszna i obojętna na jego cierpienie, skoro przez ostatnie dni zajmowała się nim dzień i noc. Chociaż na widok Poppy Pomfrey zacząłby wypowiadać wszystkie zaklęcia torturujące, jakie znał, bo to właśnie przez nią Sophie teraz wypłakuje sobie oczy. Gdyby nie jej długi jęzor zapewne w tym momencie Krukonka siedziałaby obok niego na łóżku i pomagała mu zjeść coś, bo przecież odkąd się obudził wypił jedynie dwie szklanki wody. Może nie tylko pomagałaby mu w tym… zganił się natychmiast za to, o czym pomyślał.
Sophie nie była dla niego. Była jego uczennicą, trzynaście lat młodszą uczennicą. Czy ją kochał? Podobała mu się. Nie była jakąś oszałamiającą pięknością, ale miała w sobie to COŚ. Jej uśmiech, iskierki w oczach, kiedy przyrządzała eliksiry albo w czasie wspólnych rozmów, gdy kończyli nauki do konkursu. Opiekowała się nim, starała się pomóc każdemu w każdej sytuacji, miała też niesamowicie dużo wiedzy, która przy odpowiednim szkoleniu może przynieść niesamowite korzyści nie tylko dla niej samej, ale również dla Hogwartu. Jej niewinność go lekko przerażała, ale również stanowiła pewną tajemnicę, którą bardzo chciał rozwikłać. Musiał jednak poczekać aż osiągnie pełnoletniość. Nie mógł jej przecież wykorzystać. Nie byłaż takim wielkim sukinsynem. A może był…
Nagle drzwi do jego sypialni się otworzyły.
Silencio! – usłyszał pewny głos swojej uczennicy.
Próbował coś powiedzieć, ale głos zatrzymał mu się pomiędzy tchawicą a gardłem.
„W co ona ze mną pogrywa?” – pomyślał zirytowany.
Chciał się podnieść, ale poczuł, że jakaś siła ciągnie go w stronę łóżka.
– Zaklęcie przywierające – wytłumaczyła, obojętnie przechodząc obok niego.
Z włosów skapywała jej woda. Ogólnie była cała mokra. Biała podkoszulka z krótkim rękawem przykleiła jej się do ciała. Prześwitywało wszystko. Zwrócił uwagę na odznaczający się na jej biuście koronkowy biustonosz. „A gdyby tak się tego pozbyła?” – przeleciało mu przez głowę.
Miała nad nim absolutną władzę.
– A teraz posłuchasz mnie, Severusie Snape! – wycelowała różdżką w jego stronę. To go trochę otrzeźwiło. –Mam już dość tych ciągłych kłamstw z twojej strony. Jakiś dziwnych podchodów. Raz mnie przytulasz i całujesz, za chwilę jakaś myśl przychodzi ci do głowy i brutalnie mnie odtrącasz. Ja byłam wobec ciebie szczera. Moje uczucie do ciebie jest jak najbardziej prawdziwe i płynie prosto z serca. Bardzo chciałabym dowiedzieć się czegoś na twój temat, bo wybacz „Historia Hogwartu” jest bardzo… ehmm… stronnicza. – Sophie zaczęła chodzić po pokoju w te i we wte. – przypominała teraz trochę McGonagall, którą Severus zapamiętał z lekcji transmutacji, kiedy był jeszcze uczniem.
Niezgrabnie wziął szklankę i zaczął pokazywać, że chce mu się pić.
Aquamenti – w naczyniu pojawił się przeźroczysty płyn. – Severusie, czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Severus przytaknął i jednym duszkiem wypił całą zawartość szklanki.
– Wracając… ekhm… do naszej rozmowy – powiedziała Krukonka spokojnie, siadając na łóżku po turecku. – Nie oczekuję od ciebie, Severusie, że będziesz codziennie rano przynosił mi kwiaty, wyznawał miłość i śpiewał serenady pod zachodnią wieżą. – dostrzegła, że na jej słowa Mistrz Eliksirów jakby się uśmiechnął. – Wiem, że nie jesteś typem romantyka, który przy świetle księżyca idzie ze swoją ukochaną na długi spacer. Jednak, na Merlina, posiadasz chyba jakieś uczucia? Miałeś chyba rodziców? Dumbledore nie znalazł cię w kapuście i nie zabrał do zamku myśląc, że będzie z ciebie idealny nauczyciel eliksirów?
Severusowi nie podobało się to, w jaki sposób Sophie się do niego odnosi. Nie mógł jednak nic zrobić. Leżał tam plackiem na łóżku, bez głosu i z cholernie bolącą nogą.
– Chciałabymdowiedziećsięcodomnieczujesz. – powiedziała na jednym wydechu, patrząc ze strachem na Mistrza Eliksirów.
Snape kilkakrotnie zamrugał oczami. Nie spodziewał się takiego pytania. Zaczął pokazywać na swoje gardło.
– Odczaruję cię pod warunkiem, że nie będziesz się na mnie wydzierać, opowiesz mi wszystko o sobie i porozmawiamy na temat naszej… umm… przyszłości – podrapała się nerwowo po nosie. – Oczekuję na szczerą rozmowę. Bez wymijania i opuszczania faktów. Rozumiesz? – spytała rzeczowo.
Severus popatrzył na nią jak na wariata i założył ręce na piersi.
– W takim razie leż tu sobie i czekaj, aż łaskawie pani Pomfrey przyjdzie do ciebie, żeby zobaczyć czy jeszcze żyjesz. Ja mam jeszcze do napisania pracę dla profesora Flitwicka, na trzy stopy, więc nie wiem, kiedy znów do ciebie zajrzę. No to, do zobaczenia – zsunęła się z łóżka.
Przerażenie malowało się na twarzy Snape’a.
O mały włos Sophie parsknęłaby śmiechem, ale się powstrzymała.
Severus był tak zirytowany, że zaczął wymachiwać rękami w powietrzu, chcąc powiedzieć Krukonce, że zgadza się na wszystko byle tylko odwołała zaklęcie przywierające. Miał nadzieję, że również przywróci mu głos, ale się pomylił. Dostał jedynie mały zeszyt i pióro.
„CHCĘ DO TOALETY!” – napisał wielkimi, drukowanymi literami.
– W takim razie idź, zdjęłam z ciebie zaklęcie.
Pokazał jej nogę.
– Ludzie po gorszych wypadkach i operacjach wstawali bez pomocy, a ty musisz się o kogoś oprzeć – powiedziała Sophie z lekkim wyrzutem.
Severus poderwał się momentalnie z łóżka na równe nogi. Lekko się zachwiał, ale utrzymał się w pozycji pionowej. Miał na sobie ciemnozieloną, satynową koszulę od piżamy i czarne bokserki. Odetchnął, że nie jest w tym miejscu zupełnie nagi. Trzymając się kolumny podtrzymującej baldachim jego łóżka, powolnym krokiem skierował się w stronę łazienki. Noga rwała go niemiłosiernie, ale nie dał po sobie tego poznać. Szedł kuśtykając i wcale nie patrzył się na Sophie jak interesująco wygląda w mokrym ubraniu.
– Doskonale widzę, że nie możesz iść, bo noga cię boli – odezwała się Sophie, kiedy wreszcie do niej doczłapał.
Całe jego skupienie szlag trafił.
Lekko się zakołysał i wpadł wprost w ramiona zszokowanej Krukonki. Popatrzył w jej orzechowe oczy i szatański uśmieszek wpłynął mu na twarz. Genialny pomysł już siedział mu w głowie.
– Severusie! Ani mi się waż. Tonie zmieni mojej decy… – zamknął jej usta pocałunkiem.
Przez chwilę opierała się wąskim ustom Mistrza Eliksirów, ale po chwili całowała go z taką samą natarczywością, z jaką on to rozpoczął. Jęknęła cichutko, kiedy język Severusa wdarł się jej do ust i zaczął pieścić jej podniebienie. Wplotła swoje dłonie w jego przetłuszczone włosy by po chwili przejechać jedną z nich po jego nieogolonym policzku. Napierał na nią. Nie wiedziała czy robi to specjalnie czy to w skutek chorej nogi i musi się o coś oprzeć. Nie odrywał się od niej przez dłuższy czas, jego pieszczoty stawały się, co raz bardziej namiętne. Jego ręce powędrowały pod bluzkę Sophie, a usta powoli podążały w stronę szyi dziewczyny.
– Och, Severusie – wyrwało jej się. – Sonorus.
– Ty. Mała. Przebiegła. Wiedźmo –wychrypiał gardłowym głosem tuż przy jej uchu. – Cóż ci mam powiedzieć? –musnął koniuszkiem języka jej wrażliwe miejsce przy uchu.
Sophie jęknęła. Poczuła przyjemny dreszcz przechodzący przez jej kręgosłup.
– Wszystko.
– Prawda czasem boli…
– Ale przecież ty lubisz ZADAWAĆ BÓL, prawda? – powiedziała słodko, przejeżdżając palcem po całym ciele mężczyzny aż do jego wrażliwego miejsca. – Tortury to twoja specjalność.
– W co ty pogrywasz, Sophie?
– Lepiej ty mi powiedz, Severusie, co cię skłoniło do zostania Śmierciożercą? To ja dziś chcę zadawać pytania.
– W porządku, ale pozwól, że teraz udam się do łazienki, gdyż mój pęcherz zaraz eksploduje.
– Mam wrażenie, że nie tylko pęcherz – uśmiechnęła się do niego filuternie, całując go w szczękę.
– Ty mała zalotnico. Wiesz doskonale, że na razie nic nie możemy z tym zrobić – powiedział spokojnie kuśtykając do łazienki.

*

Sophie opadła z łoskotem na polowe łóżko, które zaskrzypiało pod naporem jej ciała. Z satysfakcją myślała o tym, co wydarzyło się przed chwilą w tej sypialni. Babcia Wierzba[1] miała rację, co do Severusa. Z wierzchu zimny i wyrachowany, ale w środku był zagubionym jedenastoletnim chłopcem, który dopiero, co trafił do Hogwartu. Może miała szczęście, że akurat teraz trafiła na tę polanę albo był to po prostu przypadek. Nie sądziła, że Babcia Wierzba jest daleką kuzynką Bijącej Wierzby rosnącej niedaleko jeziora na szkolnych błoniach. Jej mądrość ją zachwycała, nie mogła się nadziwić jak potężna magia ukryta została w tym wiekowym drzewie. Drzewo nie tylko znało historię Hogwartu, ale również wszystkich uczniów, którzy mieli okazję uczyć się w niej. Sophie nie miała odwagi pytać o Toma Riddle’a.
Na zapytanie się o jego osobę przyjdzie jeszcze czas.
Przebrała się w czyste, suche ubranie i jednym zaklęciem wysuszyła sobie włosy. Zapukała z lekkim niepokojem do drzwi łazienki, by upewnić się, że z Severusem jest wszystko w porządku.Poprosiła też skrzaty o przyniesienie jakiejś kolacji, herbaty oraz dużej blaszanej miski, brzytwy i szarego mydła.
– Po co ci to? Będziesz… ekhm… golić łydki? – zapytał Severus wychodząc z łazienki, kiedy zobaczył stojącą na taborecie miskę, a w niej przyrządy do pielęgnacji.
Sophie posłała mu mordercze spojrzenie.
– To dla ciebie. Nie będziesz chyba leżał w łóżku jak ostatni… menel. Musisz się ogolić.
– Nie rządź mi!
– Nie zachowuj się, Severusie, jak jedenastoletni smarkacz! Siadaj na krześle. Zaraz będziesz wyglądać jak normalny człowiek – uśmiechnęła się pod nosem.
– Że, że niby ty masz mnie ogolić? W żadnym wypadku! Będziesz chciała mnie zabić!
Krukonka popatrzyła się z politowaniem na swojego profesora.
– Wiesz doskonale, że nie możesz długo stać, bo wtedy boli cię noga. Siadaj i nie marudź. A może chcesz się położyć? Aha i zdejmij koszulę, bo nie chcę ci jej zabrudzić.
Z cichym westchnięciem Severus skierował się w stronę krzesełka, delikatnie usiadł na wolnym krześle i zdjął z siebie ubranie.
Sophie z lekkim niepokojem spoglądała na jego plecy, gdzie od lewej łopatki aż do kości ogonowej biegła ogromna blizna jakby jakiś olbrzymi zwierz napadł na Mistrza Eliksirów. Nie tylko ta blizna znajdowała się na ciele Severusa, jeszcze wiele większych bądź mniejszych „zadrapań” zdobiło jego skórę.
– Długo jeszcze się tak na mnie będziesz gapić, Thompson! – warknął.
– Przepraszam – zmieszała się. –Proszę teraz zamknąć oczy i odchylić głowę.
Posłusznie zrobił to, co mu kazała.
Sophie porządnie namydliła policzki Mistrza Eliksirów. Wyczuła pod palcami zarost. W dzieciństwie widziała jak takich przyrządów używał dziadek. Lubiła patrzeć się jak dziadek robi poranną toaletę. Wzięła kilka głębokich oddechów i rozpoczęła golenie. Delikatnymi ruchami usuwała znajdujące się na twarzy mydło. Zauważyła, że Severus lekko się poruszył i przełknął głośno ślinę, kiedy dotknęła ostrzem brzytwy jego szyi. Na jego czole pojawiły się kropelki potu, chociaż w lochu panował chłód. Powolnymi ruchami dokończyła golenie mężczyzny. Jak na pierwszy raz poszło jej całkiem dobrze – na policzkach nie zostało ani krzty zarostu ani tym bardziej nie można się było doszukiwać zranień. Obmyła mu twarz wodą i wytarła ręcznikiem.
– No teraz wyglądasz jak normalny człowiek – uśmiechnęła się do niego.
– A wcześniej to tak wyglądałem? Jak troll?
– Hmm… Jak troll to może nie, ale jak… różowy puszek pigmejski.
– Thooompsooon!
– Przydałoby Cię się jeszcze umyć głowę, bo masz włosy jak badyle, ale na razie masz zbyt chorą nogę na branie prysznica czy moczenie jej we wodzie. Wracaj do łóżka. Skrzaty zaraz przyniosą coś do jedzenia. Muszę też ci podać eliksiry i nasmarować nogę maścią Uliana.
– Skąd masz maść Uliana? –zapytał rzeczowo, kładąc się już do łóżka.
Dziewczyna zarumieniła się.
– Z-zrobiłam…
– Jak to zrobiłaś? Kto ci pozwolił wchodzić do mojej pracowni?
– Hmm… No, ja. Severusie, nie denerwuj się, gdybym tam nie poszła to byś… umarł – nagle posmutniała.
– No dobrze, więc gdzie moja… yyy… kolacja?
Jak na zawołanie pojawiły się dwa skrzaty. Jeden niósł tacę z talerzem, na którym był duży ziemniaczany placek z mięsem i puchar z sokiem pomarańczowym, natomiast drugi miał w rękach tacę z talerzem rosołu i kanapkami z szynką oraz gorącą herbatą.
– Dziękuję, Groszku i Jagódko – uśmiechnęła się w kierunku skrzatów.
– To prawdziwa przyjemność służyć takiej przemiłej panience. Groszek jest rad z tego – zapiszczał skrzat, ubrany w za dużą brunatnozieloną, poplamioną koszulę. Rękawy wlekły się po podłodze. Podobnie sktrzatka miała na sobie wyblakłą różową sukienkę i szary fartuszek, one też nie były pierwszej nowości.
Sophie machnęła kilka razy różdżką, a ubrania skrzatów przybrały odpowiedni rozmiar do ich postury.
– Och, co panienka robi? –zapiszczała skrzatka, zalewając się łzami. – Jak my teraz wyglądamy? – wielkie łzy stanęły w jej wodnistych oczach.
– Będzie wam o wiele lepiej. Nie będziecie się przewracać, a rękawy nie umoczą się w zupie – dziewczyna uśmiechnęła się do nich przyjaźnie.
– Jaka panienka dobra dla Groszka i Jagódki, my zrobić dla panienki wszystko.
– Wystarczy, że każdy jest najedzony, a w Hogwarcie panuje nieskazitelny porządek. Zmykajcie już.
– Smacznego, sir i panienko – oba skrzaty ukłoniły się i aportowały się z głośnym trzaskiem.
– Nie jesteś dla nich zbyt miła? To tylko skrzaty domowe. Po co się tak angażować w zawieranie znajomości z nimi? – Severus dopiero teraz się odezwał.
– Po co? Och, one są takie rozczulające. Z jednej strony potrafią wszystko, a z drugiej nic. Lepiej już jedz, bo rosołu nie wolno jeść zimnego, jeśli chce się wyzdrowieć.
– Mówisz dokładnie jak moja zmarła matka. Nie mam pięciu lat – oburzył się. – Jak mam dojść do pełni sił po czymś takim? Phi, rosół i kanapki!
– Mogę powiedzieć skrzatom, że byto zabrały i będziesz mieć gwizdaną kolację. Wybieraj…
– No dobra. Ale dasz mi spróbować trochę placka?
– Najpierw zjedz to, co masz na swoich talerzach, dopiero potem będziesz mógł dostać kawałek placka. Smacznego, Severusie.
– Smacznego – odburknął.
Jedli w milczeniu. Żadne nie miało odwagi odezwać się do drugiego. Wiedzieli, że za chwilę czeka ich trudna rozmowa i woleli do tego czasu zachować ciszę i spokój. Severus wiedział, że Krukonka nie odpuści mu, dopóki nie dowie się prawdy. Taki człowiek, jakim był Severus Snape, nie powinien się niczego lękać. Zadawał ból, mordował z zimną krwią, kiedy trzeba było dopuszczał się gwałtu, nie tylko na mugolskich dziewczynach, ale również na Śmierciożerczyniach, które podpadły Czarnemu Panu, a on sam nie miał ochoty ich dotykać. Wypady po spotkaniach z Tym-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać na mugolskie prostytutki były czymś w rodzaju tradycji, rytuału, który musiał być wykonany.
Obowiązkowo.
Lucjusz Malfoy już tego pilnował…
Teraz, jednak odczuwał dziwny ucisk w okolicy serca. Może się bał? Ale czego? Tej małej, przemądrzałej Krukonki. Gdyby chciał wyrzuciłby ją ze swojej sypialni, nawrzeszczałby na nią i już nigdy by się do niej nie odezwał. Ale nie chciał tego. Zastanawiał się jak świat wyglądałby bez niej. Przedtem miał tylko cztery puste ściany w lochach i butelkę ognistej, głęboko schowaną przed wścibskimi oczami Minerwy i Poppy. Z nią dało się przeżyć kolejne dni, wiedział, że nawet, gdy wróci ze spotkania z Czarnym Panem ona będzie gdzieś na niego czekać. A co by się stało,gdyby ją stracił?
Nie, nie straci jej!
Odgonił szybko te myśli. Na razie nie musiał się nad tym zastanawiać. Miał ją przy sobie i tylko to się liczyło.
– Smakowało Ci? – z zamyślenia wyrwał go głos dziewczyny.
– Dało się przełknąć – uśmiechnąłsię ironicznie. – Więc, gdzie mój obiecany kawałek placka?
– Chore osoby nie mogą jeść na noc takich ciężkostrawnych potraw! Będą ci się później śnić Cyganie! –pogroziła mu palcem.
– Cyganie?
Dziewczyna zebrała brudne talerze i odesłała je skrzatom.
Wyszła na chwilę z sypialni, po czym wróciła z dużym słoiczkiem maści.
– Powiesz mi wreszcie, co się z tymi Cyganami dzieje? – zapytał Severus, lekko zdezorientowany.
Dziewczyna szczerze się zaśmiała.
– Jak byłam mała, to dziadek straszył mnie czymś takim. Do tej pory nic mi się nic takiego nie przyśniło, ale zawsze mam z tego uciechę.
– Pamiętasz swoje dzieciństwo? Wróciła ci pamięć?
– Czasem miewam przebłyski, ale to nie jest to, co bym chciała – uśmiechnęła się słabo. Odsunęła kołdrę i spojrzała na nogę Severusa. – Nie za dobrze to wygląda – podrapała się po policzku.
Wzięła na rękę sporą ilość maści i nałożyła Severusowi na nogę. Mężczyzna zasyczał z bólu.
– Jesteś pewna, że to maść Uliana? Cholernie boli.
– Musi. Mięśnie się odnawiają, więc ciągnie i boli. Nałożę grubą warstwę i zabandażuję. Zaraz powinieneś poczuć ulgę. To boli tylko przez pewien czas.
Miała rację.
Rwanie i pieczenie powoli mijało, a następowało błogie zimno. Ręka dziewczyny powoli sunęła po nodze Severusa, nakładając maść. Dziwne ciepło rozchodziło się wzdłuż nogi i docierało do każdego skrawka jego ciała.
Mogłaby tak robić godzinami.
Przed oczami miał wizję ich wspólnej nocy. Te delikatne ruchy jej dłoni na jego… hmm… ciele. Słodkie pocałunki.
Jęknął.
– Severusie, boli cię? – zapytała zaniepokojona.
– Och, co? Nie – dopiero po chwili odzyskał pełną świadomość. Zastanawiał się czy Sophie wie, o czym myślał.
– No gotowe! – powiedziała po chwili. – Pójdę się wykąpać i zaraz do ciebie przyjdę.
Kiedy wróciła wszystkie pochodnie były zgaszone. Mrok ogarnął sypialnię Mistrza Eliksirów, niewielkie światło dawała jedynie świeczka stojąca na komodzie. Sophie poczuła się dziwnie. Atmosfera stała się bardzo intymna, gdy wślizgnęła się niepostrzeżenie pod kołdrę, którą był przykryty Severus. Pogładziła mężczyznę po policzku. Z niecierpliwością czekała na jego ruch. Czyżby zasnął?
– Hej, śpiący królewiczu, nie wymigasz się nawet, gdybyś chrapał na cały Hogwart.
– A już myślałem, że mi odpuścisz. Zaraz, zaraz, dlaczego położyłaś się do mojego łóżka, jesteś przykryta moją kołdrą i przytulasz się do mojego ramienia? Szkolny regulamin zakazuje spania w jednym łóżku ze swoim nauczycielem. Co powie na to dyrektor? – spojrzał się na oświetloną płomieniem świeci twarz dziewczyny.
Sophie tylko się uśmiechnęła.
– Dyrektor z pewnością nic się na to nie odezwie. Nie widzi nas, a na twoje mieszkanie rzuciłam takie zaklęcia, że nawet sam Czarny Pan ich nie przełamie. Czeka nas długa noc i nikt nie powinien nam przeszkadzać.
Severus uniósł brew do góry.
– Długa noc powiadasz?
– Severusie, najpierw obowiązki, a potem przyjemności. Pamiętaj, wszystko ma być szczere.
Nastała chwila ciszy.
Sophie wiedziała, że to, czego dowie się teraz od Severusa, nie będzie mu łatwo opowiadać. Musi się przed nią obnażyć, choć nie w takim sensie, jakim oboje by chcieli. Musi odkryć cząstkę swojej duszy i podzielić się nią, chociażby niewiadomo jak go to bolało.
– Wszystko zaczęło się jakieś dwadzieścia, może dwadzieścia dwa lata temu. Mieszkałem wtedy na ulicy Spinner’s End w Little Nook[2] w małym, obskurnym domku niedaleko rzeki. Mój ojciec był mugolem, a mama czarownicą. Piekielnie dobrą czarownicą. Nawet nie wiem, dlaczego moja mama spojrzała, choć przez chwilę na takiego człowieka, jakim był mój ojciec – Severus mówił wolno, starając się, aby każde słowo wypływające z jego ust wydawało się ważne. – Możliwe, że czuła do niego wdzięczność, gdyż uratował ją przed niedźwiedziem, gdy wypuściła się nocą na spacer. Moi dziadkowie nie pochwalili swojej córki za to, że zadaje się z mugolem. Z czasem rodzice spędzali ze sobą, co raz więcej czasu. Mama wymykała się nocami do ojca, czasem, kiedy dziadków nie było w domu on przychodził do niej. Kiedy zapadła decyzja o ślubie, dziadkowie wyrzucili mamę z domu. Ojciec był drwalem z zawodu. Przenieśli się do jego rozwalającej się chałupy, kiedy wzięli ślub…
– Czy… czy twój tata wiedział, że mama jest czarownicą? – zapytała ledwie słyszalnie.
– Nie, nie wiedział. Powiedziała mu kilka lat po ślubie. I to tylko, dlatego, że ja zacząłem przejawiać zdolności magiczne. Nigdy nie zapomnę jak popchnął mnie na stół, gdzie stała szklanka z gorącą herbatą. Wiesz, dlaczego to zrobił?
Sophie pokiwała przecząco głową.
– Bo… bo przelewitowałem jego papierosy z kuchennej szafki do jego ręki.
Z gardła dziewczyny wydobyło się cichutkie „och”.
– Okazał się wielkim sukinsynem.– zrobił krótką pauzę. Sophie pomyślała, że dobrze, że sypialnię oświetla tylko jedna świeczka. Nie chciała w tym momencie widzieć twarzy Severusa. – Odkąd pamiętam, zawsze się kłócili. Najwięcej awantur było o mnie. Uciekałem wtedy z domu i chodziłem nad rzekę patrzeć się w rwący nurt. To mnie uspokajało. Kilka razy miałem ochotę rzucić w ojca którymś z niewybaczalnych, o których czytałem w starych książkach mojej mamy. Zawsze się powstrzymywałem. Tam, nad rzeką po raz pierwszy ją zobaczyłem.
– Lily Evans? Tą dziewczynę ze zdjęcia?
– Jakiego zdjęcia? – Severus jakby wyrwał się z letargu.
– Yyyyy… Accio książka! Z tego – Sophie pokazała mu fotografię znalezioną w starym woluminie.
– Skąd ją masz? – zapytał beznamiętnym tonem.
– Z książki z biblioteki.
– Tak, to ją wtedy ujrzałem. Była z tą swoją mugolską siostrzyczką. Bawiły się piłką. Lily przez cały czas używała zaklęć, za co sztorcowała ją jej siostra. Z początku nie miałem odwagi się ujawnić, obserwowałem je codziennie podczas zabawy. Czasem chodziłem też na pobliski plac zabaw, gdy dziewczynek nie było nad rzeką. Któregoś dnia nie wytrzymałem tego napięcia czy odkryją, że ich obserwuję czy nie i wyszedłem zza krzaków. Petunia, siostra Lily uciekła na mój widok, ale nie Evans. Stała tam i patrzyła się na mnie jak na jakiegoś odmieńca, gdy powiedziałem jej, że jest czarownicą. Zarumieniłem się jak niedoświadczony uczniak, choć przed ojcem skrzętnie ukrywałem swoje uczucia. Spotykaliśmy się codziennie nad rzeką i rozmawialiśmy o tym jak to będzie, gdy już pojedziemy do Hogwartu. Zwierzaliśmy się sobie z najskrytszych sekretów. Wiedziała, jaki jest mój ojciec, co robi mnie i mojej mamie. Petunia śledziła nas za każdym razem aż w końcu ją nakryliśmy i ukarałem ją. Spadła na nią nieduża gałąź z pobliskiego drzewa. Lily nie odzywała się do mnie do końca wakacji. Na peronie dziewięć i trzy czwarte widziałem jak odprowadzają ją rodzice i Petunia, kłóciły się. Konduktor zagwizdał i szybko pożegnała się z rodziną. Wbiegła do pociągu, a ja za nią. Kiedy ją znalazłem, siedziała w przedziale z tymi… z Porterem i Blackiem. Wyszliśmy po tym jak zaczęli się ze mnie śmiać. Już od tej pory ich nienawidziłem. Podczas przydziału doznałem rozczarowania, Lily trafiła do Gryffindoru tak jak Black, Lupin, Pettigrew no i Potter. Ja poszedłem do Slytherinu. Nasze więzi się jeszcze trochę wzmocniły. Miałem nadzieję, że wreszcie spojrzy na mnie jak na kogoś, kogo można pokochać. To zdjęcie zrobiliśmy dwudziestego pierwszego września piętnaście lat temu w parku w Hogsmeade. Któryś z Huncwotów musiał nas wtedy wypatrzyć. Od tej pory zaczęły się żarty w stylu „Evans chodzi ze Se… Smerakusem”. Rumieniła się, gdy razem rozmawialiśmy, choć zarzucała mi, że zadaję się z niewłaściwym towarzystwem. Avery, Rookwood, Mulciber – to o nich była najbardziej zazdrosna, można by powiedzieć. Jakoś ją ułaskawiłem tym, że Potter też nie zachowuje się diamentowo. Uwierzyła mi. Postanowiłem, że po zakończeniu SUMów poproszę ją o chodzenie.
– O chodzenie? No wiesz? – dziewczyna udała oburzenie, choć wiedziała, że dla Severusa dużo znaczyła bliskość tej Evans.
Mistrz Eliksirów nie przejął się tym, co powiedziała Krukonka, kontynuował dalej swoją opowieść tym samym pozbawionym emocji głosem.
– Po egzaminie z OPCM wyszliśmy na szkolne błonia. Huncwoci usiedli pod jednym z drzew, Potter jak zwykle się popisywał. Analizowałem jeszcze przez chwilę zadania, które przed momentem oddałem. Kiedy skończyłem, udałem się w stronę zamku, a Black z Potterem za mną. Rozbroił mnie. Śmiali się ze mnie – powiedział cicho przez zęby. Sophie chciała go przytulić, ale odsunął się. – Nagle jakby spod ziemi pojawiła się… Lily. Broniła mnie. Wykorzystałem moment, gdy zdjął ze mnie zaklęcie i trzasnąłem go „Feriro”[3] z jego policzka trysnęła krew, wtedy on… on, a może to był Black spowodował, że wisiałem nogami do góry kilka cali nad ziemią. Evans nadal się z nimi kłóciła. Z jednej strony czułem się szczęśliwy, że jej na mnie zależy, ale z drugiej miałem ochotę powybijać ich wszystkich. Nie wiem, co mi do głowy strzeliło, ale nazwałem ją szlamą. Od tej pory nie odzywała się do mnie. Przepraszałem ją, błagałem o wybaczenie, mówiłem, że to tylko był żart, że wcale tak o niej nie myślę. Niestety nie przebaczyła mi. Po dwóch latach od tego incydentu był już dziewczyną Pottera. Niedługo potem ja wstąpiłem w szeregi Czarnego Pana. Chciałem w końcu być w czymś lepszy. Chyba w głupocie – powiedział sam do siebie. – Łaknąłem zainteresowania, a Śmierciożercy mi to zapewnili. Znałem prawie tyle samo czarnomagicznych zaklęć, co Czarny Pan. Tortur, które zadawałem bali się nawet oni. W końcu moje ego, gnębione urosło do niewyobrażalnych rozmiarów. Cieszyłem się z tego. I co nadal uważasz, że jestem zagubionym jedenastoletnim smarkaczem? – zapytał nagle.
– Umm… co? – zapytała niemrawo Sophie. – Zwariowałeś? Dla mnie jesteś zagubionym trzydziestolatkiem – dopiero po chwili zrozumiała jego pytanie. – Severusie, to co mi opowiedziałeś to… to… niesamowite. Dziękuję, że się aż tak przede mną otworzyłeś. Przeżyłeś tyle, że nikomu nie życzę takiego życia. I wiesz, co może już skończmy. Miałeś za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Musisz się wyspać, oboje musimy – pocałowała go w szczękę. – Kiedyś z pewnością sam opowiesz mi resztę swojego życia. Naprawdę jestem ci wdzięczna. I wiesz, co?
– Co? Co chcesz jeszcze wiedzieć?
– Och, nic – zaśmiała się cicho. – Kocham Cię.
Słowa Krukonki lekko go zszokowały. Nie wiedział, co ma jej odpowiedzieć. Pocałował ją jedynie w czoło.
– Nie musisz już teraz deklarować swoich uczuć. Zrozumiem jeśli… jeśli nam nie wyjdzie – wyswobodziła się z jego uścisku i wstała. – Proszę wypij – podała mu maleńką buteleczkę – to eliksir Słodkiego Snu.
Wypił go jednym duszkiem i od razu ziewnął.
– Dobranoc, moja mała, przemądrzała wiedźmo – powiedział.
– Dobranoc, Severusie – wślizgnęła się pod kołdrę, od razu po przyłożeniu głowy do poduszki zasnęła. Chwilę wcześniej pałętało jej się po głowie, że zrobiła duży krok w stronę wspólnej przyszłości.
Przyszłości z Severusem.

***

Prawie 10 stron pisanych 12 Timesem!
Wena sflaczała i leży bez ducha.
Płakałam i pisałam.
Nie mogłam powstrzymać emocji mną targających. Rowling to jednak kawał [tu wstaw odpowiednie mocne słowo], bo zabiła naszego Mistrza... On miał prawo do szczęścia, miłości. Ehh... ale co my na to poradzimy.
Resztę pozostawię pod waszą krytykę. Po tej notce już nic nie będzie w moim życiu takie samo, a historia zmieni się o kilkanaście stopni. Może nawet o 90 albo 180!
––––––––––––––––
[1] Babcia Wierzba - ostatnio oglądałam "Pocahontas" i kurczę jakoś mnie tak natchnęło. Pewnie pojawi się jeszcze w opowiadaniu, to coś więcej się o niej dowiecie. Ma ok. 700 lat.
[2] Little Nook - Mały Zakątek - wioska, w której mieszkał Severus i Lily Evans. Nie ma takiej nazwy geograficznej.
[3] Feriro - (wł.) ferire - ranić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz