Pomimo
tego, że kartka z kalendarza wskazywała początek września za oknem
wcale nie było tego widać. Granatowe chmury całkowicie zasnuły niebo,
które jeszcze kilka dni temu przypominało zagon niezapominajek. Deszcz
rytmicznie uderzał w szyby, a wiatr hulał pomiędzy drzewami strącając
pożółkłe już liście. W pokoju panował półmrok. Jedynym źródłem światła
była mała lampka w kształcie kwiatowego kielicha. Sophie siedziała w
fotelu i czytała książkę. Przynajmniej próbowała czytać, bo jej myśli
krążyły wokół tych niebiesko-zielonych oczu. Pierwszy raz zobaczyła je
na czterdziestych urodzinach matki i od razu się w nich zadurzyła.
Starszy od niej o prawie dwanaście lat mężczyzna zawrócił dziewczynie w
głowie galanterią, nienagannymi manierami i adorowaniem przy każdej
sprzyjającej okoliczności. Imponowało jej to, ponieważ chłopcy w jej
wieku traktowali ją bardziej jak kumpla niż obiekt westchnień. Każdej
nocy śniły jej się te oczy wpatrzone w jej postać. Zawsze wtedy czuła te
motylki wariujące w dole brzucha. Odłożyła książkę i w przypływie
emocji wyjęła papirus, aby napisać do niegowiadomość. Kiedy zaczęła
stawiać pierwsze litery ktoś zapukał do drzwi. Szybko schowała kartkę,
powtórnie sięgnęła po podręcznik do zielarstwa. I wypowiedziała krótkie
„proszę”. Do pokoju weszła szczupła szatynka o brązowych oczach na jej
twarzy dało się zauważyć lekkie zdenerwowanie.
– Cześć córciu, jak ci minął dzień? – przywitała się z dziewczyną, po czym usiadła koło niej.
– Dobrze. Mamo coś się stało?! – spytała niepewnie, ponieważ spostrzegła dziwne zachowanie matki.
–
Sophie musimy poważnie porozmawiać. Dostałam wczoraj od twojego ojca
list. Pisał w nim, że Lord Voldemord zwiększa swoje szeregi i teren
działania. Boi się o ciebie i dlatego prosi o to abyśmy przeprowadzili
się do Anglii przynajmniej do czasu, kiedy Harry Potter na tyle nie
opanuje swoje magiczne umiejętności, aby pokonać Czarnego Pana –
wytłumaczyła jej.
– Chyba raczej pojechały – dziewczyna starała się poprawić matkę, kiedy popełniała chociażby drobne błędy językowe.
–
Nie kochanie jedzie z nami jeszcze Tom, bo wiesz jesteśmy ze sobą. Nie
chciałam ci tego mówić w ten sposób no, ale jak tak wyszło to musiałam
ci wyznać naszą tajemnicę – kobieta zaczęła gubić się w tym, co mówiła.
–
Mamo to dla mnie trudne. Tu we Francji się wychowałam i jest mi tu
dobrze. Daj mi trochę czasu na zastanowienie – poprosiła matkę.
–
Sophie, nie możesz długo zwlekać, bo w przyszłym tygodniu mamy stawić
się w Londynie – kobieta poklepała ją po ramieniu i wyszła z pokoju.
Ta
wiadomość spadła na dziewczynę jak grom z jasnego nieba. Nie sądziła,
że matka omota Toma na tyle, że zgodzi się na związek z nią. Dla
pewności uszczypnęła się w pośladek. Niestety to była prawda. I jeszcze
ten wyjazd. Z pewnością rodzice wyślą ją do Hogwartu, bo to najlepsza
szkoła magii, a wtedy nie będzie szans na bliższe pozna nieprzyjaciela
matki. Zgniotła papirus i jednym celnym rzutem wrzuciła go do kosza.
Pragnęła wyżalić się komuś ze swoich rozterek jednak tak naprawdę nikt
nie był w stanie jej pomóc. Prawdziwej przyjaciółki nie miała. Bała się,
że jeśli ktoś pozna jej sekret narazi nie tylko ją na
niebezpieczeństwo, ale i samego siebie. Z początku chodzenie do
mugolskiej szkoły było dobrym rozwiązaniem, ale kiedy, w Sophie zaczęły
budzić się nadprzyrodzone moce Isabelle z Robertem postanowili, że ich
córka będzie uczyć się w domu pod okiem najlepszych nauczycieli. Sophie
poznawała tajniki nie tylko białej magii, ale również zaklęcia związane z
jej ciemną stroną. Cieszyło ją każde wykonane zadanie nieważne czy było
dobrze zrobione czy nie. Czary sprawiały dziewczynie frajdę. Potrafiła
godzinami studiować stare księgi dziadka i zgłębiać się w zdaniach tam
zamieszczonych. Czasami potrafiła zasnąć nad książką i spać takcałą noc.
Ta miłość do starodruków była jak najbardziej odwzajemniona i owocowała
u czarownicy rozległą wiedzą w każdej dziedzinie.
*
Londyn
przywitał Sophie i jej matkę mżawką oraz porywistym wiatrem. Tom miał
jeszcze kilka spraw do załatwienia w Paryżu, dlatego nie przybył wraz z
nimi na wyspy. Może to i lepiej, ponieważ ojciec nie mógłby znieść
widoku rozanielonych oczu swojej byłej żony (i córki) do innego faceta.
Dom,
w którym miała zamieszkać Isabelle wraz z córka był przestronny i
wygodny. Robert starał się najlepiej jak umiał dogodzić swojej eks.
Sophie nie przywiązywała zbytnio wagi do tego jak mieszka. Dla niej
ważne było czy domowa biblioteka wyposażona jest w odpowiednie pozycje
do dalszego samokształcenia.
Tak
jak przypuszczała rodzice zapisali ją do Hogwartu. Za kilka dni miała
się tam pojawić. Pomimo tego, że doskonale radziła sobie z czarami
Dumbledore poprosił ją o napisanie SUMów. Z niechęcią podeszła do
egzaminu, ponieważ nie lubiła, gdy ktoś wątpił w jej umiejętności jednak
napisała go najlepiej jak umiała. Wyniki nie tylko zdziwiły Dyrektora,
ale i sama zainteresowaną. Albus obiecał dziewczynie, że otoczy ją
opieką i będzie się mogła zwracać do niego z każdym problemem, jaki
będzie ją trapił.
*
Sophie
nie mogła spać przez całą noc. Niepokoiło ja to jak będzie wyglądać
nauka w Hogwarcie i do jakiego dom utrafi. Czy inni uczniowie
zaakceptują ją i jak nauczyciele spojrzą na to, że jej moc jest dużo
bardziej rozwinięta niż u innych. Na szczęście jej obawy szybko się
rozwiały, bo gdy tylko weszła do szkoły każdego, kogo spotkała na swojej
drodze uśmiechał się do niej przyjaźnie. Na Wielkiej Sali kłębiło się
mnóstwo ludzi. Dziewczyna stanęła z boku i przypatrywała się tłumowi.
Gwar ustał, kiedy na podwyższeniu pojawił się Dyrektor. Wygłosił krótką,
ale dobitną mowę i oddał głos dojrzałemu brunetowi o dłuższych włosach.
Pomimo, że dziewczyna stała dość daleko od mówcy doskonale widziała
jego czarne oczy. Coś jej mówiło, że taki wzrok potrafi zdziałać wiele
rzeczy. Zasłuchała się w tym,co mówił. Starała się zapamiętać barwę jego
głosu. Nie wiedziała, dlaczego tak bardzo zainteresowała ją osoba
przyszłego profesora.
– Sophie Thompson – z zamyśleń wyrwał ją głos Dumbledore’a.
Brunetka
podeszła do zebranych przy Tiarze Przydziału i podała rękę każdemu
nauczycielowi z osobna. Kiedy wymieniała uścisk z czarnookim profesorem
coś pomiędzy nimi zaiskrzyło. Jakaś dziwna siła sprawiła, że Sophie
oblała się rumieńcem, a jej orzechowe oczy dziwnie się rozświetliły.
Tiara długo zastanawiała gdzie przydzielić młodą czarownicę z jednej strony była pracowita jak Puchonka jednak szczerość i uczciwość też zostały zauważone, takie cechy powinna mieć Gryfonka. Wreszcie Tiara wykrzyknęła:
Tiara długo zastanawiała gdzie przydzielić młodą czarownicę z jednej strony była pracowita jak Puchonka jednak szczerość i uczciwość też zostały zauważone, takie cechy powinna mieć Gryfonka. Wreszcie Tiara wykrzyknęła:
– Ravenclaw!
Dyrektor
pogratulował Filiusowi Flitwickowi znakomitej uczennicy. Sophie byłą
trochę zawiedziona, że nie trafiła do Slytherinu. Jej rozczarowanie
zauważył Snape.
–
Z pewnością tiara miała dobre zamiary kierując cię do Krukonów. Sadzę,
że jeszcze nie raz będziemy razem współpracować. Żegnam – powiedział
nauczyciel.
– Do zobaczenia – pożegnała się.
Wzrok nauczyciela nie wyraził żadnych emocji. Uśmiechnął się tylko lekko pod nosem i podszedł w swoja stronę.
Sophie zmęczona całym dniem udała się do swojego dormitorium. Kiedy tylko przyłożyła głowę do poduszki od razu zmorzył ją sen.
Zaczyna sie ciekawie:) Zobaczymy co wymyślisz dalej;)
OdpowiedzUsuń~XxX
zaczynam czytac Twój blog mam nadzieje ze sie nie załamie jak po takim jednym ale nie bede mówić jakim...^^
OdpowiedzUsuń~LOlciaa