wtorek, 14 sierpnia 2012

XLII

Dedykacja dla: Atramentowej

Nadszedł maj. Dni stawały się co raz dłuższe, a temperatura oscylowała w okolicach dwudziestu pięciu stopni. Coraz częściej zza chmur wychodziło słońce; drzewa owocowe, którymi opiekował się gajowy Hagrid obsypały się śnieżnobiałym kwieciem. Małe pisklęta wyklute na początku wiosny, właśnie teraz uczyły się latać, a zaniepokojeni ptasi rodzice fruwali w około gniazd i podglądali jak ich pociechy sobie radzą.
Sophie jeszcze nigdy nie była taka szczęśliwa.
Dostała list od Isabelle, że choroba się na razie zatrzymała, a leki, które zażywa są skuteczne. Pisała córce, że to już za dwa tygodnie wyjdzie za Toma, u którego boku wreszcie odzyskała spokój i harmonię ducha. Krukonka nie mogła doczekać się, kiedy zobaczy swoją rodzicielkę ubrana w białą suknię. Kwitnące drzewa, które okalały szkolne błonia przypominały właśnie pannę młodą odzianą w śnieżnobiałą kreację.
Nareszcie też z Severusem układało jej się jak należy. Oczywiście czasami mieli drobne sprzeczki, ale za każdym razem godzili się prędzej czy później. Dziewczyna była mu wdzięczna, że za to jak się przed nią otworzył te kilka tygodni temu; czuła, że jakiś niewyobrażalny ciężar spadł mu z serca. Zdawała sobie również sprawę, że to nie wszystko, co wydarzyło się w krótkim, acz burzliwym życiu Mistrza Eliksirów.
Dyrektor był oszołomiony tym jak szybko jego szpieg powrócił do zdrowia po ukąszeniu przez Nagini. Próbował wyciągnąć od Severusa, jakim cudem panna Thompson wyrwała go ze szponów śmierci. Ten jednak milczał. Nie chciał zdradzać szczegółów dotyczących ich życia. Albus i tak za bardzo już ingerował w to, co działo się pomiędzy nim a Krukonką. Doszedł również do wniosku, że powinien trochę wcześniej powiedzieć Sophie o tym, że on też został zaproszony na ślub i wesele. Miał cichą nadzieję, że dziewczyna przyjmie to spokojnie i nie będzie zadawać zbędnych pytań.
– Skończyłaś już ten eliksir?– zapytał pewnego wieczoru, kiedy dziewczyna przyszła pomóc w uzupełnianiu zapasów do Skrzydła Szpitalnego.
Konkurs przepadł bezpowrotnie, gdy Severus leżał nieprzytomny, a panna Thompson się nim zajmowała. Brązowowłosa nie miała żalu do swojego nauczyciela za to, co się stało; wolała mieć go zdrowego przy sobie niż pierwsze miejsce w jakimś tam konkursie. W zamian za to Snape zgodził się, aby uczennica domu Roweny pomagała mu w warzeniu niektórych eliksirów.
– Daj mi jeszcze pięć minut, Severusie – uśmiechnęła się do mężczyzny z nad parującego kociołka.
Trudny był temat przechodzenia z profesorem na „ty”.
Mordercze spojrzenia kierowane w stronę Krukonki niewiele dawały, choć Severus bardzo się starał; wrzaski też nie zdawały egzaminu. Sophie trwała w swoim postanowieniu, a kiedy miała lepszy humor wymyślała przeróżne zdrobnienia od imienia Severus. Sevuś, Sevulek, Sevcio, Sevuniek, Severuś, Severusiek, Severulek – to były tylko niektóre pieszczotliwe określenia kierowane do Postrachu szkolnych korytarzy. Niekiedy wypowiadane były z taką dozą pieszczotliwości, że mężczyzna powoli przekonywał się, że uczucie jego uczennicy jest jak najbardziej szczere.
– Coś się stało, Severusie, że chcesz ze mną rozmawiać? – Krukonka usiadła obok swojego profesora, kiedy ostatnie fiolki wysłała Siecią Fiuu do pani Pomfrey.
– Chodzi o ślub twojej mamy. Ja też na niego idę – oznajmił spokojnie.
– Oczywiście, że idziesz! Ze mną – uśmiechnęła się.
– Właśnie tego chciałbym uniknąć. Możesz mi przez chwilę nie przerywać? – spojrzał na nią uważnie. – Pan młody jest moim znajomym, dobrym znajomym. Kilka dni temu dostałem zaproszenie, jakież było moje zdziwienie, gdy przeczytałem, kto jest wybranką serca – skłamał gładko, chociaż nie miał na to ochoty.
– Moja mama?
Przytaknął, po czym kontynuował.
– To byłoby trochę dziwne gdybyśmy poszli na ten ślub i wesele jako… para. Pamiętaj Sophie, że nadal jestem twoim nauczycielem, a ty nie skończyłaś jeszcze siedemnastu lat. Nie możemy wystawiać się na widok publiczny dopóki nie opuścisz progów Hogwartu –wytłumaczył jej.
– Skoro tak mówisz – lekko posmutniała. – Ale chyba z raz poprosisz mnie do tańca? – spytała zalotnie, przytulając się do Severusa.
– No wiesz – odgarnął jej kosmyk włosów z czoła – musisz zasłużyć – uśmiechnął się wrednie.
– Więc, czego pragniesz? – powoli zaczęła odpinać małe guziczki przy surducie mężczyzny.
– W tym momencie napiłbym się herbaty, moja panno – wstał i pośpiesznie skierował się w stronę niewielkiej kuchni.
Dziewczyna westchnęła.
– Severusie, ja poproszę egzotyczną z jedną łyżeczką cukru. Ani mi się waż robić tę ohydną cytrusową! – zawołała po chwili namysłu.
Opadła bez sił na miękką kanapę.
Stosowała różne metody, aby zbliżyć się do Severusa, ale nic nie skutkowało. W „Arcanum Amor” znalazła wiele przydatnych sposobów, ale jak widać żaden z nich nie był wystarczająco dobry na zdobycie Mistrza Eliksirów. Nie poddawała się, wiedziała, że musi być coś, co roztopi jego serce.
– Mówiłam, że nie chcę cytrynowej herbaty – jęknęła, marszcząc nos, kiedy mężczyzna przyniósł jej filiżankę z parującym napojem.
– Jeśli masz zasłużyć na taniec ze mną, a może nawet na dwa to musisz się trochę pomęczyć – Sophie mogła przysiąc, że uśmiech Severusa był szczery.
Wzięła niechętnie kubek.
– Dodałem trochę miodu – poinformował ją.
Upiła łyk gorącego płynu.
– Ale pamiętaj, Sophie, że życie nie jest takie słodkie – usiadł obok niej i spojrzał w tańczące ognie w kominku.
– Oj, musiałeś zepsuć taki miły wieczór – skarciła go.
– Jestem realistą.
Sophie nic nie odezwała się na te słowa, tylko przytuliła się do szczupłego ciała Snape’a.
Chłonęła jego ciepło, intrygujący zapach, który nie był podobny do żadnej znanej jej woni. Tak tylko pachniała mieszanka eliksirów, które przygotowywał. Jego oddech uspokajał ją i sprawiał, że czuła się w jego ramionach bezpieczna. Miała nadzieję, że taki stan będzie trwać jak najdłużej, że nie pokłócą się o jakąś błahostkę. Po tym, co ostatnio przeszli starali się mieć do siebie większe zaufanie.
– Moja panno, wypadałoby iść już spać – Severus odezwał się cicho po jakimś czasie.
– Mhmm…
– Argus zaraz zacznie patrolować korytarze, więc dopij do końca herbatę i zmykaj stąd – polecił jej.
– Nie mogłabym spać dzisiaj u ciebie? – spojrzała na niego na wpół śpiąco. – Nie mam ochoty tłuc się teraz po zamku.
Ziewnęła przeciągle.
– To nie najlepszy pomysł. Albus lubi sobie rano przychodzić do mnie. Twoja obecność tutaj o tak wczesnej porze będzie znaczyła tylko jedno, a tego na razie chcemy uniknąć, prawda?
Severus odczytał w twarzy Krukonki pewne wahanie, kiedy odgarnął zbłąkany kosmyk z jej czoła.
– W takim razie dobranoc, Severusie – pocałowała go prosto w usta.
Nie wiedział, co począć; nie był przygotowany na taki obrót sprawy. Sophie całkowicie go zniewoliła. Momentalnie przysunął ją do siebie i pogłębił pocałunek. Poczuł bolesne pulsowanie w okolicy podbrzusza, kiedy dziewczyna niechcący się o niego otarła. Słodkie dreszcze przebiegły po jego ciele, gdy palce Sophie zaczęły gładzić go po torsie.
– Ty mała, przebiegła, wiedźmo! – wychrypiał, kiedy Sophie wreszcie się od niego odsunęła. – Nigdy więcej tak nie rób!
– Jak? – spytała niewinnie, drocząc się z nim.
Oczy jej błyszczały.
– A tak!
Znów przylgnął ustami do jej warg, całując ją łapczywie. Nie wiedział, dlaczego tak postąpił. Może chciał jej dać nauczkę, za to jak go podeszła przed chwilą; za to, co uczyniła by obudzić w nim żądze.
Krew w nim kipiała, gdy wpijał się swymi ustami jak szalony w usta dziewczyny, która nie protesto­wała przed takim demonicznym zachowaniem. Przewrócił się na plecy, ciągnąc za sobą Sophie; nie przerwał namiętnego pocałunku, choć brakło mu tchu. Było cudownie!
Pożądanie niczym para z bulgoczącego kociołka pełnego Amortencji unosiło się w powietrzu.
Czuł znów, że żyje – i pragnął tej dziewczyny.
– Może jednak skończymy to w łóżku? – wymruczała przez wpół otwarte usta. Bardzo dobrze radziła sobie z odpinaniem guzików od surduta.
– Może… jednak… nie – złapał wreszcie odrobinę oddechu. Musiał się opanować. Nie mógł jej skrzywdzić, choć jej propozycja była kusząca. – Wracaj do siebie, Sophie – prawie zrzucił ją z kolan. – Tak będzie lepiej.
Oboje oddychali ciężko jakby przebiegli dwudziestokilometrowy maraton.
Oczy Sophie błyszczały, a usta miała lekko spuchnięte
– Przecież widzę, że nie chcesz, żebym szła.
– To nie tak… Nie możemy, Sophie. Jeszcze nie teraz – pogładził ją po ręce.
Westchnęła ciężko.
Zapadła pomiędzy nimi niezręczna cisza.
– Pójdę już – powiedziała cicho, kiedy zrozumiała, że nic nie wskóra. – Nie musisz mnie odprowadzać, sama trafię – rzuciła z wyrzutem.
W biegu złapała jeszcze dwa łyki herbaty i wyszła z gabinetu, trzaskając drzwiami.
Rzuciła na siebie zaklęcie „Kameleona”, kiedy już na dobre opuściła szkolny loch. Sen zupełnie odszedł. Zastąpiło go zupełnie inne uczucie. Jeszcze przed paroma minutami oczy jej się zamykały, a teraz mogłaby przenosić góry. Serce łomotało jej w piersi. Szybkim krokiem skierowała się w stronę Wieży Astronomicznej. Przemknęła niezauważona obok woźnego Filcha, gdy ten patrolował szkolne korytarze z Panią Norris. Euforia, która ją rozsadzała, pozwoliła wbiec Krukonce na Wieżę Astronomiczną z niebywałą szybkością i wcale się przy tym nie zmęczyła.
Widok, jaki ujrzała, zaparł jej dech w piersiach. Czyste, majowe niebo migotało od miliona gwiazd na nim się znajdujących. Srebrzysty księżyc odbijał się w tafli jeziora, poruszanej przez chłodny, lekki wietrzyk. Zakazany Las tańczył w rytm swojej własnej, cichej piosenki komponowanej pomiędzy gałęziami drzew. Cisza aż bolała w uszach.
Krukonka usiadła na zimnej kamiennej posadzce, a nogi przełożyła pomiędzy szczebelkami barierki. Spojrzała uważnie w ciemność przed sobą.
Jej ciało zaskakująco łatwo reagowało na dotyk Severusa. Mógł ją musnąć przelotnie podczas rozdawania esejów na lekcji, a ona już miękła niczym masło wyjęte z lodówki; jego uśmiech wywoływał podobną reakcję. Zastanawiała się czasem czy ich na wpół nieświadome gesty przesyłane na zajęciach korytarzu czy w Wielkiej Sali widzą inni. Niewiele osób, ba właściwie nikt prócz wąskiego grona pedagogicznego wiedział albo domyślał, że coś może łączyć Severusa Snape’a z Sophie Thompson. No, bo jak można wytłumaczyć troskę o nauczyciela, gdy leżał on bez życia w swojej sypialni? Gdyby Severus był inny… miły dla wszystkich, nie wyżywałby się na uczniach, a z jego ust nie wychodziłaby lawina wyzwisk i ironii, to można by jakoś to wytłumaczyć, ale tak…
Sophie westchnęła.
Gdyby Severus był inny, to może nie zwróciłaby na niego uwagi. Obecnie miała mętlik w głowie i nie wiedziała dokładnie, dlaczego tak szaleńczo zakochała się w Mistrzu Eliksirów.
Może miał rację, że nie powinni jeszcze sypiać ze sobą…
Fakt, kilka razy została u niego na noc, ale nigdy jeszcze nie posunął się do czegoś więcej niż lekkich pocałunków i przytulania, gdy było naprawdę zimno. A przecież mógłby… W „Arcanum Amor” było mnóstwo przykładów jak sprawić sobie przyjemność nie naruszając dziewczęcej niewinności. Z każdym przeczytanym rozdziałem Krukonka, co raz mniej się rumieniła, odkrywając tajniki seksu.
Już niedługo, pomyślała Sophie z satysfakcją, już za kilkanaście dni skończy siedemnaście lat. A za rok już oficjalnie będzie mogła wykrzyczeć całemu światu jak bardzo kocha Severusa Snape’a.
Schodząc ze schodów w kierunku Wieży Ravenclawu uśmiech nie schodził z jej twarzy. Miała już gotowy plan uwiedzenia swojego Mistrza.

*

Wena wróciła, a jakże:D
Podoba mi się notka...
Tak, będę zwracać uwagę na cielesność ich związku!
Komentujcie;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz