Dedykacja
dla: Atramentowej
Nadszedł
maj. Dni stawały się co raz dłuższe, a temperatura oscylowała w okolicach
dwudziestu pięciu stopni. Coraz częściej zza chmur wychodziło słońce; drzewa
owocowe, którymi opiekował się gajowy Hagrid obsypały się śnieżnobiałym
kwieciem. Małe pisklęta wyklute na początku wiosny, właśnie teraz uczyły się
latać, a zaniepokojeni ptasi rodzice fruwali w około gniazd i podglądali jak
ich pociechy sobie radzą.
Sophie
jeszcze nigdy nie była taka szczęśliwa.
Dostała
list od Isabelle, że choroba się na razie zatrzymała, a leki, które zażywa są
skuteczne. Pisała córce, że to już za dwa tygodnie wyjdzie za Toma, u którego
boku wreszcie odzyskała spokój i harmonię ducha. Krukonka nie mogła doczekać
się, kiedy zobaczy swoją rodzicielkę ubrana w białą suknię. Kwitnące drzewa,
które okalały szkolne błonia przypominały właśnie pannę młodą odzianą w
śnieżnobiałą kreację.
Nareszcie
też z Severusem układało jej się jak należy. Oczywiście czasami mieli drobne
sprzeczki, ale za każdym razem godzili się prędzej czy później. Dziewczyna była
mu wdzięczna, że za to jak się przed nią otworzył te kilka tygodni temu; czuła,
że jakiś niewyobrażalny ciężar spadł mu z serca. Zdawała sobie również sprawę,
że to nie wszystko, co wydarzyło się w krótkim, acz burzliwym życiu Mistrza
Eliksirów.
Dyrektor
był oszołomiony tym jak szybko jego szpieg powrócił do zdrowia po
ukąszeniu przez Nagini. Próbował wyciągnąć od Severusa, jakim cudem panna
Thompson wyrwała go ze szponów śmierci. Ten jednak milczał. Nie chciał zdradzać
szczegółów dotyczących ich życia. Albus i tak za bardzo już ingerował w
to, co działo się pomiędzy nim a Krukonką. Doszedł również do wniosku, że powinien
trochę wcześniej powiedzieć Sophie o tym, że on też został zaproszony na ślub i
wesele. Miał cichą nadzieję, że dziewczyna przyjmie to spokojnie i nie będzie
zadawać zbędnych pytań.
–
Skończyłaś już ten eliksir?– zapytał pewnego wieczoru, kiedy dziewczyna
przyszła pomóc w uzupełnianiu zapasów do Skrzydła Szpitalnego.
Konkurs
przepadł bezpowrotnie, gdy Severus leżał nieprzytomny, a panna Thompson się nim
zajmowała. Brązowowłosa nie miała żalu do swojego nauczyciela za to, co się
stało; wolała mieć go zdrowego przy sobie niż pierwsze miejsce w jakimś tam
konkursie. W zamian za to Snape zgodził się, aby uczennica domu Roweny pomagała
mu w warzeniu niektórych eliksirów.
– Daj mi
jeszcze pięć minut, Severusie – uśmiechnęła się do mężczyzny z nad parującego kociołka.
Trudny
był temat przechodzenia z profesorem na „ty”.
Mordercze
spojrzenia kierowane w stronę Krukonki niewiele dawały, choć Severus bardzo się
starał; wrzaski też nie zdawały egzaminu. Sophie trwała w swoim postanowieniu,
a kiedy miała lepszy humor wymyślała przeróżne zdrobnienia od imienia Severus.
Sevuś, Sevulek, Sevcio, Sevuniek, Severuś, Severusiek, Severulek – to były
tylko niektóre pieszczotliwe określenia kierowane do Postrachu szkolnych
korytarzy. Niekiedy wypowiadane były z taką dozą pieszczotliwości, że mężczyzna
powoli przekonywał się, że uczucie jego uczennicy jest jak najbardziej szczere.
– Coś się
stało, Severusie, że chcesz ze mną rozmawiać? – Krukonka usiadła obok swojego
profesora, kiedy ostatnie fiolki wysłała Siecią Fiuu do pani Pomfrey.
– Chodzi
o ślub twojej mamy. Ja też na niego idę – oznajmił spokojnie.
–
Oczywiście, że idziesz! Ze mną – uśmiechnęła się.
– Właśnie
tego chciałbym uniknąć. Możesz mi przez chwilę nie przerywać? – spojrzał na nią
uważnie. – Pan młody jest moim znajomym, dobrym znajomym. Kilka dni temu
dostałem zaproszenie, jakież było moje zdziwienie, gdy przeczytałem, kto jest
wybranką serca – skłamał gładko, chociaż nie miał na to ochoty.
– Moja
mama?
Przytaknął,
po czym kontynuował.
– To
byłoby trochę dziwne gdybyśmy poszli na ten ślub i wesele jako… para.
Pamiętaj Sophie, że nadal jestem twoim nauczycielem, a ty nie skończyłaś
jeszcze siedemnastu lat. Nie możemy wystawiać się na widok publiczny dopóki nie
opuścisz progów Hogwartu –wytłumaczył jej.
– Skoro
tak mówisz – lekko posmutniała. – Ale chyba z raz poprosisz mnie do tańca? –
spytała zalotnie, przytulając się do Severusa.
– No
wiesz – odgarnął jej kosmyk włosów z czoła – musisz zasłużyć – uśmiechnął się
wrednie.
– Więc,
czego pragniesz? – powoli zaczęła odpinać małe guziczki przy surducie
mężczyzny.
– W tym
momencie napiłbym się herbaty, moja panno – wstał i pośpiesznie skierował się w
stronę niewielkiej kuchni.
Dziewczyna
westchnęła.
–
Severusie, ja poproszę egzotyczną z jedną łyżeczką cukru. Ani mi się waż robić
tę ohydną cytrusową! – zawołała po chwili namysłu.
Opadła
bez sił na miękką kanapę.
Stosowała
różne metody, aby zbliżyć się do Severusa, ale nic nie skutkowało. W „Arcanum
Amor” znalazła wiele przydatnych sposobów, ale jak widać żaden z nich nie był wystarczająco
dobry na zdobycie Mistrza Eliksirów. Nie poddawała się, wiedziała, że musi być coś,
co roztopi jego serce.
–
Mówiłam, że nie chcę cytrynowej herbaty – jęknęła, marszcząc nos, kiedy
mężczyzna przyniósł jej filiżankę z parującym napojem.
– Jeśli
masz zasłużyć na taniec ze mną, a może nawet na dwa to musisz się trochę
pomęczyć – Sophie mogła przysiąc, że uśmiech Severusa był szczery.
Wzięła
niechętnie kubek.
– Dodałem
trochę miodu – poinformował ją.
Upiła łyk
gorącego płynu.
– Ale
pamiętaj, Sophie, że życie nie jest takie słodkie – usiadł obok niej i spojrzał
w tańczące ognie w kominku.
– Oj,
musiałeś zepsuć taki miły wieczór – skarciła go.
– Jestem realistą.
Sophie
nic nie odezwała się na te słowa, tylko przytuliła się do szczupłego ciała
Snape’a.
Chłonęła
jego ciepło, intrygujący zapach, który nie był podobny do żadnej znanej jej
woni. Tak tylko pachniała mieszanka eliksirów, które przygotowywał. Jego oddech
uspokajał ją i sprawiał, że czuła się w jego ramionach bezpieczna. Miała
nadzieję, że taki stan będzie trwać jak najdłużej, że nie pokłócą się o jakąś błahostkę.
Po tym, co ostatnio przeszli starali się mieć do siebie większe zaufanie.
– Moja
panno, wypadałoby iść już spać – Severus odezwał się cicho po jakimś czasie.
– Mhmm…
– Argus
zaraz zacznie patrolować korytarze, więc dopij do końca herbatę i zmykaj stąd –
polecił jej.
– Nie
mogłabym spać dzisiaj u ciebie? – spojrzała na niego na wpół śpiąco. – Nie mam
ochoty tłuc się teraz po zamku.
Ziewnęła
przeciągle.
– To nie
najlepszy pomysł. Albus lubi sobie rano przychodzić do mnie. Twoja obecność
tutaj o tak wczesnej porze będzie znaczyła tylko jedno, a tego na razie
chcemy uniknąć, prawda?
Severus
odczytał w twarzy Krukonki pewne wahanie, kiedy odgarnął zbłąkany kosmyk z jej
czoła.
– W takim
razie dobranoc, Severusie – pocałowała go prosto w usta.
Nie
wiedział, co począć; nie był przygotowany na taki obrót sprawy. Sophie
całkowicie go zniewoliła. Momentalnie przysunął ją do siebie i pogłębił
pocałunek. Poczuł bolesne pulsowanie w okolicy podbrzusza, kiedy dziewczyna
niechcący się o niego otarła. Słodkie dreszcze przebiegły po jego ciele, gdy
palce Sophie zaczęły gładzić go po torsie.
– Ty
mała, przebiegła, wiedźmo! – wychrypiał, kiedy Sophie wreszcie się od niego
odsunęła. – Nigdy więcej tak nie rób!
– Jak? –
spytała niewinnie, drocząc się z nim.
Oczy jej
błyszczały.
– A tak!
Znów
przylgnął ustami do jej warg, całując ją łapczywie. Nie wiedział, dlaczego tak
postąpił. Może chciał jej dać nauczkę, za to jak go podeszła przed chwilą; za
to, co uczyniła by obudzić w nim żądze.
Krew w
nim kipiała, gdy wpijał się swymi ustami jak szalony w usta dziewczyny, która
nie protestowała przed takim demonicznym zachowaniem. Przewrócił się na plecy,
ciągnąc za sobą Sophie; nie przerwał namiętnego pocałunku, choć brakło mu tchu.
Było cudownie!
Pożądanie
niczym para z bulgoczącego kociołka pełnego Amortencji unosiło się w
powietrzu.
Czuł
znów, że żyje – i pragnął tej dziewczyny.
– Może
jednak skończymy to w łóżku? – wymruczała przez wpół otwarte usta.
Bardzo dobrze radziła sobie z odpinaniem guzików od surduta.
– Może…
jednak… nie – złapał wreszcie odrobinę oddechu. Musiał się opanować. Nie mógł
jej skrzywdzić, choć jej propozycja była kusząca. – Wracaj do siebie, Sophie –
prawie zrzucił ją z kolan. – Tak będzie lepiej.
Oboje
oddychali ciężko jakby przebiegli dwudziestokilometrowy maraton.
Oczy
Sophie błyszczały, a usta miała lekko spuchnięte
–
Przecież widzę, że nie chcesz, żebym szła.
– To nie
tak… Nie możemy, Sophie. Jeszcze nie teraz – pogładził ją po ręce.
Westchnęła
ciężko.
Zapadła
pomiędzy nimi niezręczna cisza.
– Pójdę
już – powiedziała cicho, kiedy zrozumiała, że nic nie wskóra. – Nie musisz mnie
odprowadzać, sama trafię – rzuciła z wyrzutem.
W biegu
złapała jeszcze dwa łyki herbaty i wyszła z gabinetu, trzaskając drzwiami.
Rzuciła
na siebie zaklęcie „Kameleona”, kiedy już na dobre opuściła szkolny
loch. Sen zupełnie odszedł. Zastąpiło go zupełnie inne uczucie. Jeszcze przed
paroma minutami oczy jej się zamykały, a teraz mogłaby przenosić góry. Serce
łomotało jej w piersi. Szybkim krokiem skierowała się w stronę Wieży
Astronomicznej. Przemknęła niezauważona obok woźnego Filcha, gdy ten patrolował
szkolne korytarze z Panią Norris. Euforia, która ją rozsadzała, pozwoliła wbiec
Krukonce na Wieżę Astronomiczną z niebywałą szybkością i wcale się przy tym nie
zmęczyła.
Widok,
jaki ujrzała, zaparł jej dech w piersiach. Czyste, majowe niebo migotało od
miliona gwiazd na nim się znajdujących. Srebrzysty księżyc odbijał się w tafli
jeziora, poruszanej przez chłodny, lekki wietrzyk. Zakazany Las tańczył w rytm
swojej własnej, cichej piosenki komponowanej pomiędzy gałęziami drzew. Cisza aż
bolała w uszach.
Krukonka
usiadła na zimnej kamiennej posadzce, a nogi przełożyła pomiędzy szczebelkami
barierki. Spojrzała uważnie w ciemność przed sobą.
Jej ciało
zaskakująco łatwo reagowało na dotyk Severusa. Mógł ją musnąć przelotnie
podczas rozdawania esejów na lekcji, a ona już miękła niczym masło wyjęte z
lodówki; jego uśmiech wywoływał podobną reakcję. Zastanawiała się czasem czy
ich na wpół nieświadome gesty przesyłane na zajęciach korytarzu czy w Wielkiej
Sali widzą inni. Niewiele osób, ba właściwie nikt prócz wąskiego grona
pedagogicznego wiedział albo domyślał, że coś może łączyć Severusa Snape’a z
Sophie Thompson. No, bo jak można wytłumaczyć troskę o nauczyciela, gdy leżał
on bez życia w swojej sypialni? Gdyby Severus był inny… miły dla
wszystkich, nie wyżywałby się na uczniach, a z jego ust nie wychodziłaby lawina
wyzwisk i ironii, to można by jakoś to wytłumaczyć, ale tak…
Sophie
westchnęła.
Gdyby
Severus był inny, to może nie zwróciłaby na niego uwagi. Obecnie
miała mętlik w głowie i nie wiedziała dokładnie, dlaczego tak szaleńczo
zakochała się w Mistrzu Eliksirów.
Może miał
rację, że nie powinni jeszcze sypiać ze sobą…
Fakt,
kilka razy została u niego na noc, ale nigdy jeszcze nie posunął się do czegoś więcej
niż lekkich pocałunków i przytulania, gdy było naprawdę zimno. A przecież
mógłby… W „Arcanum Amor” było mnóstwo przykładów jak sprawić sobie przyjemność
nie naruszając dziewczęcej niewinności. Z każdym przeczytanym rozdziałem
Krukonka, co raz mniej się rumieniła, odkrywając tajniki seksu.
Już
niedługo, pomyślała Sophie z satysfakcją, już za kilkanaście dni skończy
siedemnaście lat. A za rok już oficjalnie będzie mogła wykrzyczeć całemu światu
jak bardzo kocha Severusa Snape’a.
Schodząc
ze schodów w kierunku Wieży Ravenclawu uśmiech nie schodził z jej twarzy. Miała
już gotowy plan uwiedzenia swojego Mistrza.
*
Wena
wróciła, a jakże:D
Podoba mi
się notka...
Tak, będę
zwracać uwagę na cielesność ich związku!
Komentujcie;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz