Z
denerwowany Mistrz Eliksirów podążał korytarzem w stronę gabinetu dyrektora.
Wszedł bez pukania do środka i od razu wytłumaczył Dumbledore’owi, po co
przyszedł. Staruszek długo patrzył na Snape’a swoim spokojnym wzrokiem pełnym
ufności do każdego żyjącego stworzenia. Nauczyciela zaczęło to powoli irytować.
– Długo
tak jeszcze będziesz medytować?
–
Spokojnie Severusie. Nie mogę podjąć decyzji od tak. Wiesz doskonale, że tonie
chodziło o matkę Sophie tylko o nią samą. Widocznie niebiosa wiedzą, co robią.
Na razie musimy chronić naszą uczennicę przed Malfoy’em. Nie wiadomo, co mu
przyjdzie do głowy. Isabelle przy Tomie jest bezpieczna. Musisz porozmawiać z
Sophie – odparł z nieprzeniknioną mina.
– Ja? Albusie
wiesz, że nie nadaję się na takie tematy. Mam powiedzieć dziewczynie, że idiota
Malfoy czyha na jej życie i żeby się lepiej ukryła gdzieś na pustkowiu –
powiedział cierpko Snape.
– Och,
Severusie. Przecież wiem, że potrafisz – zapewnił go dyrektor.
– Albo rozmawiamy w twojej obecności, albo zaprzestaję nauki w tej szkole –postawił warunek.
– No już dobrze. Przyjdź z nią jutro po kolacji – Dumbledore poddał się.
– Albo rozmawiamy w twojej obecności, albo zaprzestaję nauki w tej szkole –postawił warunek.
– No już dobrze. Przyjdź z nią jutro po kolacji – Dumbledore poddał się.
*
Pani
Jesień zlitowała się nad uczniami Hogwartu i podarowała mi kilka dni słonecznej
i ciepłej pogody. Młodzież, kiedy tylko mogła przebywała na świeżym powietrzu
łapiąc ostatnie, ciepłe promienie najjaśniejszej gwiazdy Ziemi. Sophie również
skorzystała z uroków babiego lata. Zabrała ze sobą książkę do eliksirów i
wyszła na błonia. Delikatny powiew jesiennego wiatru rozwiał jej czarne włosy,
a promienie słonecznie musnęły swoim blaskiem jej oliwkową twarz. Znalazła
sobie ciche i ustronne miejsce z dala od murów szkoły. Usiadła na wielkim,
rozgrzanym przez słońce kamieniu, rozpostarła nogi i przez dłuższy czas
wpatrywała się w spokojną taflę jeziora. Analizowała ostatnie miesiące. Z
jednej strony cieszyła się, że mama będzie szczęśliwa z Tomem. Jednak w głębi
serca czuła narastającą złość z tego powodu. Jeszcze nie tak dawno byli
szczęśliwą rodziną. Robert pracował w Ministerstwie Magii, Isabelle zajmowała
się córką i domem. Co roku wyjeżdżali na wakacje do jej dziadka. Uwielbiała tam
spędzać letnie miesiące. Poczciwy George zawsze z uśmiechem na ustach witał
syna z rodziną. Odkąd kilkanaście lat temu przeszedł na emeryturę przeprowadził
się do Hiszpanii, bo jak twierdził nie sprzyjała mu deszczowa, angielska
pogoda. Na samą myśl o dziadku Sophie zrobiło się cieplej na sercu. Tak
właściwie to nie wiadomo, kiedy coś zaczęło psuć się pomiędzy małżonkami. Co
raz częstsze kłótnie doprowadzały członków rodziny Thompson do załamania
nerwowego. Któregoś dnia bez słowa wyjaśnienia Isabelle spakowała walizki i
przeniosła się z córką do Francji – jej ojczystego kraju, z którego wyjechała
zaraz po ślubie z Robertem. Sophie podejrzewała, że ojciec znalazł sobie jakąś
kobietę, ale to nie były potwierdzone informacje. Teraz, gdy Tom oświadczył się
jej matce nie było sensu ratować małżeństwa rodziców. Westchnęła ciężko i
zajęła się czytaniem zabranej ze sobą książki. Godziny mijały powolutku. Sophie
zaczytała się w sposobach przyrządzania eliksirów na dolegliwości żołądkowe.
Pasjonowało ją to jak można z kilku całkiem odróżniającym się od siebie
składników stworzyć miksturę, która ratuje życie. Nagle poczuła na swoim ramieniu
czyjąś dłoń. Odwróciła się i ujrzała za sobą Mistrza Eliksirów.
– Piękną
mamy dzisiaj pogodę prawda – odezwał się swoim zimnym głosem.
– Rzeczywiście pogoda ostatnio nas rozpieszcza.
– Rzeczywiście pogoda ostatnio nas rozpieszcza.
– Panno
Thompson chciałbym porozmawiać na temat twojej ostatniej pracy –powiedział
spokojnie.
– Czy coś
jest z nią nie tak? – zdziwiła się.
– Że tak
powiem jest nad wyraz dojrzała – nauczyciel zorientował się, że nadal ma
położoną dłoń na ramieniu uczennicy. Przyjdź do mnie dzisiaj po kolacji –
polecił jej, po czym oddalił się.
Sophie
jeszcze przez krótką chwilę wpatrywała się w jezioro. Analizowała rozmowę,
która wydarzyła się przed chwilą. Zastanawiała się na tym, dlaczego Nietoperz,
na co dzień zimny i niedostępny dla uczniów dzisiaj sam przyszedł do niej. Nie
lubiła sytuacji, w których nie wiedziała, co ma robić.
*
W
Wielkiej Sali kłębiło się mnóstwo uczniów. Każdy chciał zjeść jak najszybciej
posiłek i udać się na spoczynek po dość długim i męczącym dniu. Sophie również
marzyło się pójść wcześniej do łóżka, ale przecież obiecała Nietoperzowi, że
przyjdzie do niego na rozmowę.
– Co ty
taka zamyślona jesteś? Stało się coś? – zapytał z troską Mark.
–
Nie. Trochę jestem zmęczona – wymusiła uśmiech.
– To
szybko pałaszuj kolację i zmykaj do łóżka – poradził dziewczynie.
Sophie
nałożyła sobie trochę jarzynowej sałatki. Jednak nie zjadła jej do końca. Kiedy
tylko ujrzała Mistrza Eliksirów wychodzącego z Wielkiej Sali pożegnała się z
Markiem i opuściła jadalnię.
Dogoniła
go przed gabinetem Dumbledore’a. Nauczyciel zatrzymał Sophie i poprosił ja, aby
zaczekała wraz z nim na dyrektora, ponieważ chcą z nią porozmawiać. Dziewczyna
przeczuwała, że z tej rozmowy nic dobrego nie wyniknie. Zaraz za nimi przybył
Album i wszyscy weszli do jego gabinetu.
Na
obrazach drzemali dawni dyrektorzy Hogwartu. Chociaż co kilka chwil jakaś
postać spozierała na obecnych w komnacie Dumbledore’a. Wszyscy usiedli na
wygodnych fotelach. – Sophie musisz na jakiś czas opuścić Anglię, ponieważ
grozi Ci niebezpieczeństwo – powiedział spokojnie Snape nie czekając na reakcję
ze strony dyrektora.
– Pan
Profesor żartuje? – spojrzała na niego jak na wariata. Chyba właśnie, dlatego
przyjechałam do tej szkoły. Bo Voldzio boi się wyjść z ukrycia i stanąć do
walki z Porterem – zaśmiała się kpiąco.
– Dobrze
wiesz, że Harry nie jest jeszcze na tyle dobrym czarodziejem, żeby zmierzyć się
z Sama – Wiesz–Kim – odparł Dumbledore.
–
Przepraszam bardzo, ale nie zamierzam opuszczać szkoły w środku semestru. Jestem
gotowa do walki z Voldemortem – powiedziała pewnie.
Mężczyźni
patrzyli na nią ze zdumieniem. Nie podejrzewali, że w dziewczynie drzemie taki
potencjał do walki.
– Nie
możemy narażać niewinnych osób na niebezpieczeństwo. Jego poplecznicy są bardzo
brutalni w stosunku do osób, które zagrażają ich Władcy – wytłumaczył jej Nietoperz.
– A moi najbliżsi? Przecież ich też mogą zaatakować Śmierciożercy – stwierdziła po krótkim namyśle.
– A moi najbliżsi? Przecież ich też mogą zaatakować Śmierciożercy – stwierdziła po krótkim namyśle.
– Nie
sądzę. Zapewnimy Ci odpowiednią opiekę i będę, co tydzień przysyłał prace
domowe. Sophie to jest dla twojego dobra. Rodzice na pewno nie będą mieć nic
przeciwko, bo boją się o ciebie tak samo jak ja – powiedział dyrektor.
–
Dyrektorze, jeśli jest taka konieczność to zgadzam się, ale proszę, żeby moi
rodzice o tym nie wiedzieli. Nie chce ich martwić. A profesor Flitwick nie
będzie zdziwiony tym posunięciem? A kiedy miałabym opuścić Hogwart – zapytała z
ciekawością.
– O niego się nie martw. Najlepiej jeszcze w tym tygodniu. Przyjdź do mnie jutro to powiem Ci gdzie będziesz wysłana. Możecie opuścić już mój pokój. Sophie wiedziałem, że jesteś mądrą dziewczyną – odparł staruszek z uśmiechem na twarzy.
– O niego się nie martw. Najlepiej jeszcze w tym tygodniu. Przyjdź do mnie jutro to powiem Ci gdzie będziesz wysłana. Możecie opuścić już mój pokój. Sophie wiedziałem, że jesteś mądrą dziewczyną – odparł staruszek z uśmiechem na twarzy.
Dziewczyna
wraz z Nietoperzem wyszła z pokoju Dropsa. Chciała iść w stronę lochów, ale
Snape ją zatrzymał.
– Może na
dzisiaj starczy rozmów.
– Skoro
Pan Profesor tak mówi – uśmiechnęła się słabo. Myśli Pan Profesor, że dobrze
zrobiłam zgadzając się na propozycję dyrektora? Boję się na prawdę o moich
rodziców.
– Wszystko będzie dobrze – Snape objął ramieniem dziewczynę. A teraz idź już się połóż, bo ledwo stoisz na nogach – polecił jej.
– Wszystko będzie dobrze – Snape objął ramieniem dziewczynę. A teraz idź już się połóż, bo ledwo stoisz na nogach – polecił jej.
–
Dziękuję za troskę. Dobranoc – oblała się rumieńcem.
– Do
jutra – pożegnał się z nią.
Mężczyzna
stał jeszcze krótką chwilę zanim dziewczyna znikła mu z oczu, po czym udał się
na spoczynek do zimnych i niedostępnych lochów.
Bardzo ciekawy rozdział. Severus i Sophie zbliżają się do siebie coraz bardziej. Albus otacza ją opieką. Ta historia coś mi przypomina ...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i weny własnej życzę.
~Merimaat
Jak zawsze cudownie! Widzę, że Snape coraz bardziej się do Sophie zbliża:) Nie mogę się doczekać, aż wszystko się jeszcze bardziej rozwinie xp
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie na nowy rozdział http://hp-ksiezniczka-smierci.blog.onet.pl/
ps. Przepraszam, że dopiero teraz komentuję. Rozdział czytałam już w sobotę, ale zaraz po tym musiałam zejść z kompa i nie zdążyłam zostawić opinii, a potem kompletnie wyleciało mi to z głowy.
dzo