Sophie
zbiegała ze schodów lotem błyskawicy, prawie nie patrząc pod nogi. Minęła kilku
kolegów, nie zwracając na nich zbytnio swojej uwagi. Za to oni spojrzeli na nią
jakby była z innej planety. Ignorowała wszelkie docinki, które kierowali
uczniowie innych Domów w jej stronę. Czasami jednak wybuchała i wtedy jak na
złość musiał pojawiać się Mistrz Eliksirów. Odbierał punkty, szlaban, (chociaż
i tak przesiadywała u niego większość swojego wolnego czasu), czyli to, co
zwykle lubił robić w takich sytuacjach. Trochę ją to nudziło, ale przynajmniej
jej wiedza na temat eliksirów poszerzyła się dwukrotnie.
Droga do
gabinetu Dumbledore’a dłużyła się niemiłosiernie. W duchu przeklinała
założycieli Hogwartu, bo zdecydowanie za daleko od wieży Ravenclav’u znajdowały
się włości dyrektora. Niespodziewanie coś wyrosło przed nią. Z całą swoja siłą
o to uderzyła. Bez pośpiechu podniosła wzrok. Przed nią stał nie, kto inny jak
postrach hogwardzkich korytarzy – Severus Snape. Nie wyglądał normalnie. Worki
pod oczami, zaschnięta krew na policzku, mniejsze lub większe rany widoczne w
odkrytych miejscach na ciele, potargane włosy. Ubranie Mistrza też nie było
lepsze, urwana do połowy nogawka od spodni, poszarpana szata, rozdarty rękaw.
– Długo
mi się będziesz tak przyglądać? Zamknij buzie, bo ci mucha do gardła wpadnie –
odezwał się w końcu.
–
Profesor Snape? Na Merlina! Kto pana tak urządził? – nie mogła oderwać od niego
wzroku.
– Thompson, czy ty się zawsze musisz pojawiać w najmniej spodziewanym momencie? Kto ci pozwolił biegać po korytarzu? Pięć punktów stracił twój dom – starał się być jak najbardziej normalny, chociaż wszystko go bolało niemiłosiernie.
– Thompson, czy ty się zawsze musisz pojawiać w najmniej spodziewanym momencie? Kto ci pozwolił biegać po korytarzu? Pięć punktów stracił twój dom – starał się być jak najbardziej normalny, chociaż wszystko go bolało niemiłosiernie.
– Niech
mi pan profesor nie wciska kitu, że przebiegło po panu stado Hipogryfów, bo i
tak nie uwierzę. To sprawka Śmierciożerców, prawda? – zapytała wprost.
–
Thompson, za dużo byś chciała wiedzieć. Teraz zejdź mi z oczu, bo jestem
skłonny odjąć ci kolejne punkty.
– A co z
dyrektorem? Mam go powiadomić? Może pobiegnę po panią Pomfrey? – zaproponowała.
– W żadnym wypadku! – wrzasnął tak, że aż poczuł jedno z pękniętych żeber wbija mu się w głębiej. Próbował złapać oddech.
– W żadnym wypadku! – wrzasnął tak, że aż poczuł jedno z pękniętych żeber wbija mu się w głębiej. Próbował złapać oddech.
–
Profesorze nalegam – oznajmiła twardo.
– Kolejne
pięć punktów – wycedził przez zęby. – Przez tą zbędą dyskusję z tobą Thompson
już od dawna odpoczywałbym w swoim łóżku, a tak muszę się z tobą użerać.
– Może,
chociaż pomogę panu profesorowi dojść do gabinetu? Nie wybaczyłabym gdyby po
drodze coś stało się panu profesorowi.
–
Thopmson! Jestem już dorosły i umiem o siebie zadbać. Zejdź mi z pola widzenia.
Natychmiast! – warknął ostatkiem sił.
– Do
widzenia – powiedziała smutno, po czym odwróciła się na pięcie i poszła w swoją
stronę.
– Do
jutra – pokuśtykał w stronę lochów.
*
,, Cholerny
Dumbledore, cholerny Voldemort, cholerna Sophie” – te i inne mniej lub bardziej
„soczyste” przekleństwa wydobywały się z ust Severusa. Normalnemu człowiekowi
słyszącemu „taką wiązankę” zwiędły by uszy, ale Mistrz Eliksirów był
niewzruszony tym, co mówił.
Różdżka
powoli sunęła po ciele torturowanego mężczyzny lecząc kilka złamanych żeber,
zwichniętą nogę i obite plecy. Rany pomimo uleczenia pozostawiały brzydkie
blizny, których żadnym znanym mu eliksirem nie dało się usunąć. Kiedy już
położył się do łóżka wreszcie odczuł ulgę. Całkowicie „zatrzymał” swoje myśli
od jakichkolwiek wspomnień i rozważań na temat tego, co ostatnio się wydarzyło.
Mugolska książka o historii Imperium Rzymskiego wciągnęła go na tyle, że
zupełnie wyłączył się z tego, co dzieje się w sypialni. Z minuty na minutę
jednak brak snu dawał osobie znać i powieki same się zamykały. Po chwili
Morfeusz zabrał Severusa do swojej krainy, wolnej od trosk i przeciwności losu.
***
Z samego
rana Sophie pomimo usilnych sprzeciwów Mark’a poszła dowiedzieć się od
dyrektora, co spowodowało u Snape’a takie obrażenia. Nie powinna mu się tak
wczoraj narzucać, ale przecież doskonale widziała jak wyglądał. „Czy dla niego
jest to ujma, jeśli ktoś mu pomaga? Widocznie tak.” – powiedziała do siebie.
Wypowiedziała hasło uprawniające ją do wejścia
– Dzień
dobry, profesorze –przywitała się po wejściu do środka.
– Witaj,
Sophie! – skinął głową, po czym wskazał jej miejsce naprzeciwko siebie. Czy coś
się stało? – spytał zaniepokojony.
–
Właściwie to nie, ale... –zaczęła się gubić w tym co chciała powiedzieć.
– Sophie,
możesz się streszczać, ponieważ za chwilę mam poważną rozmowę z profesorem
Snape’m – ponaglił ją.
– No właśnie,
chodzi mi o profesora. Dlaczego wczoraj był w takim stanie? Spotkałam go na
korytarzu. Wyglądał jakby przebiegło po nim stado Hipogryfów. Nie chciał
rozmawiać z panem dyrektorem, a tym bardziej z panią Pomfrey – wydusiła w końcu
z siebie.
– Jak
bardzo był ranny? spytał.
– Parę
zadrapań na twarzy, rozwalone ramię, kulał i miał bardzo poszarpane ubranie –
streściła krótko wygląd mistrza Eliksirów.
–
Dziękuję Sophie za informacje, a teraz zmykaj na śniadanie – poradził z ciepłym
uśmiechem na ustach.
– Proszę
bardzo, cała przyjemność po mojej stronie. Do widzenia – pożegnała się.
Nie
słyszała czy Dumbledore jej odpowiedział czy nie. Nagle wpadł jej do głowy szkoły
pomysł. Puściła się pędem w stronę lochów, ale przedtem zajrzała do szkolnej
kuchni i zabrała śniadanie dla profesora. Skrzaty dziwnie się na nią patrzyły,
ale żaden z nich nie śmiał zwrócić Krukonce uwagi na ten temat.
Miała
nadzieję, że nie Snape nie wsadzi jej tacy na głowę, kiedy mu ją zaniesie. Pod
osłoną zaklęcia kameleona przeszła niezauważona koło grupki Ślizgonów
kierujących się w stronę Wielkiej Sali. Ulgę odczuła dopiero pod drzwiami
włości nauczyciela. Kilka zabezpieczających zaklęć, które Nietoperz rzucił w
obawie, że jakiś znienawidzony uczeń przyjdzie pod osłoną nocy odesłać go na
tamten świat, nie sprawiło czarownicy większego problemu. Mistrz Eliksirów sam
ją nauczył zdejmować urok, kiedy prawie każdego dnia przychodziła pobierać
dodatkowe lekcje przed konkursem. Kiedy weszła do środka od razu w oczy rzucił
jej się bałagan. Na biurku w nieładzie leżały niesprawdzone prace uczniów,
pomieszane ze sprawdzonymi, kilka pustych butelek po... Ognistej pochowanych w różnych
miejscach, kosz pełen papierów oraz niedoczyszczone kociołki po eliksirach,
które dwa dni temu przygotowywali. Nigdy wcześniej nie widziała żeby Snape tak
zaniedbał jakieś pomieszczenie. Jednym ruchem doprowadziła wszystko do
porządku. Zadowolona z siebie rozejrzała się szukając drzwi do sypialni. W
półmroku, który panował w lochach było to trudne, ale nie niemożliwe, ponieważ
Sophie po raz kolejny posłużyła się ponadprzeciętną wiedzą, którą posiadała. Po
chwili poszukiwań i wymówieniu setek zaklęć jej oczom ukazały się drewniane
wrota o dużej, mosiężnej, ręcznie zdobionej klamce. Dziewczyna obawiała się
tego, co może ujrzeć. Od nagiego Nietoperza z przepiękną kobietą u jego boku,
po martwe ciało profesora leżące w kałuży krwi. To drugie rozwiązanie wydawało
jej się bardziej prawdopodobne zważając na to jak nauczyciel wyglądał ostatnim
razem. Z bijącym sercem nacisnęła ją i powoli pchnęła ciężkie drzwi. Sypialnia
prezentowała się trochę lepiej od gabinetu, rozgrzebana pościel wskazywała na
to, że niedawno jeszcze ktoś w niej leżał. Sophie od razu zrobiło się lżej na
sercu, że Snape żyje. Postawiła tacę na stojącej nieopodal komodzie i zabrała się
za ścielenie wielkiego łóżka. Kiedy już prawie skończyła, usłyszała za plecami
głośne ryknięcie:
– Do
jasnej cholery, Thompson, co ty tutaj robisz?! Kto ci pozwolił tu wejść?!
Dlaczego ścielisz mi łóżko?!
Na dźwięk
tego głosu momentalnie się wyprostowała i głośno przełknęła ślinę.
– Thompson, głucha jesteś, czy robisz z siebie idiotkę gorszą niż jesteś? Zadałem ci pytania – powiedział już trochę spokojniej, ale nadal miał podniesiony głos.
– Thompson, głucha jesteś, czy robisz z siebie idiotkę gorszą niż jesteś? Zadałem ci pytania – powiedział już trochę spokojniej, ale nadal miał podniesiony głos.
– Bo
ja... – odwróciła się i natychmiast zamilkła.
Nauczyciel
stał kilka kroków od niej owinięty jedynie czarnym, frotowym ręcznikiem na
biodrach. Widziała jego nagą, ociekającą wodą klatkę piersiową i mokre włosy.
Dostrzegła jeszcze kilka blizn szpecących tors nauczyciela. Wyglądał tak...
inaczej niż podczas lekcji. Na policzkach dziewczyny momentalnie pojawił się
rumieniec.
– Głucha,
głupia i do tego niemowa. Merlinie, czemu aż tak mnie każesz? – Severus wzniósł
oczy ku górze.
–
Przyniosłam panu profesorowi śniadanie. Myślałam, że będzie panu profesorowi
miło – odezwała się zmieszana.
– Może mi
miło, może nie, ale to nie zmienia faktu, że weszłaś tu bez mojego pozwolenia,
zaczęłaś ścielić moje łóżko. Gdyby Dumbledore się o tym dowiedział to z
pewnością nie byłabyś już uczennicą naszej szkoły – powiedział chłodno.
– Proszę,
błagam, niech pan nic nie mówi dyrektorowi. Mogę mieć szlabany codziennie do
końca roku i odbierze pan profesor mojemu Domowi pięćset punktów – stanęła
przed nim i położyła dłonie na jego torsie. – Martwię się o pana profesora.
Kiedy ostatnio się widzieliśmy nie wyglądał pan profesor dobrze.
–
Thompson, zabierz swoje ręce z mojej klatki piersiowej! Chyba nie chcesz, abym
posądził cię o molestowanie – jego usta mimowolnie wykrzywiły się w ironicznym
uśmiechu, kiedy zauważył jak dziewczyna po raz kolejny się rumieni.
–
Przepraszam. Tu jest pańskie śniadanie, profesorze – wskazała ręka na tacę. To
ja już pójdę. Do widzenia – odwróciła się na pięcie i prawie bezszelestnie
opuściła sypialnię nauczyciela.
„Szalona
dziewucha” – uśmiechnął się do siebie, upijając łyk zimnej już kawy.
„Severusie, przecież to twoja uczennica”– zganił się za to, co o niej pomyślał.
***
Tak jak
mówiłam notka dzisiaj:D Wiem, wiem, że się bardzo cieszycie z tego powodu.
Dopisałam jeszcze jeden według mnie ciekawy dialog pomiędzy Sev'em a Sophie.
Mam nadzieję, ze wam się podoba.
Zmniejszyła
się liczba komentarzy, ponieważ skasowałam powiadomienia o nowych notkach.
Dedykacja
dla... Panny S, ponieważ mnie tez się coś od życia należy;) oraz Merimaat
- żeby się w końcu dziewczyna zdecydowała na opublikowanie kolejnego
rozdziału no i może dla Annie, bo ma jutro imieniny:*
Dzięki za dedykację, wkrótce opublikuję. Teraz do meritum: O, Merlinie! Jesteś niesamowita! Sophie jest naprawdę uzdolnioną czarownicą, ale to jak zachowała się w sypialni Seva - zrobiło mi się gorąco i to bardzo, jak pomyślałam sobie do czego mogło dojść.
OdpowiedzUsuńTwój Severus doprowadza mnie do istnego {pozytywnego} szaleństwa. Kocham go! Sarkazm i ironia wszem i wobec królują. A ten czarny ręcznik - przeszłaś samą siebie.
Czekam z niecierpliwością na kolejne notki.
Serdecznie pozdrawiam
PS Dostałam się wszędzie, gdzie chciałam i miałam ogromny problem z wyborem, ale ostatecznie padło na historię ze wymarzoną dla mnie specjalnością, gdzie będę mogła też rozwijać matematyczne zainteresowania.
~Merimaat
Dzięki za dedykacje xD Własnie wróciłam z HP z kina - boski film!!, a wracając do notki UWIELBIAM takiego Snape'a:D:D:D
OdpowiedzUsuń~Annie
Niedawno powstała nowa ocenialnia szukam blogów do oceny oraz oceniających! Jeśli czujesz, że dobrze sprawdzisz się w tej roli to zapraszam! Może akurat Ciebie szukam!
OdpowiedzUsuń[reducto-oceny]
~susanne
Nooo! xd
OdpowiedzUsuńDialogi pierwsza klasa:) Się uśmiałam:lol2:
Stado hipogryfów rządzi!^^
Czekam na następny:) Pisz szybciutko xd
~Dżo
B: Notka jak zwykle ciekawa. Snape w ręczniku, uuu...
OdpowiedzUsuńH:
B: Hid'! Jak możesz! Zabieram się za kolejny rozdział.
H: :F
~Bell i Hidney