Uwaga!
Rozdział zawiera wątek erotyczny!
Jeśli nie jesteś pełnoletni czytasz go na
własną odpowiedzialność! W razie problemów i wątpliwości skonsultuj się z
lekarzem lub farmaceutą!
Życzę przyjemnej lektury pełnoletnim
czytelnikom:)
Spokojne,
miarowe tętno z każdą minutą stawało się przyspieszone i nierówne. Lekki,
chłodny wiatr połączony z coraz cieplejszymi promieniami wiosennego słońca
towarzyszyły Sophie podczas codziennego joggingu. Chociaż z początku była
sceptycznie nastawiona dobiegania to kłótnia ze Snapem skutecznie przekonała ją
do tego, że naśladowanie profesora wyjdzie jej na zdrowie. Lepiej spała, nie
musiała wypijać hektolitrów kawy, jak to mieli w zwyczaju jej koledzy no i
zeszczuplała. Z Mistrzem Eliksirów przeważnie się mijali, ponieważ po tym, co
jej zrobił tamtej nocy, nie chciała go więcej widywać. Zmuszała się do
uprzejmości podczas lekcji, czy na szkolnych korytarzach, ale kiedy miała pójść
na przygotowania do konkursu poprostu sobie odpuściła. Myślała, że Postrach
hogwartckich korytarzy zrobi to samo, jednak się przeliczyła. Każdego wieczoru
dostawała kilkanaście listów, w których Snape namawiał ją do przybycia do
lochów. Nigdy nie odpisała. Było jej żal Hermesa, bo biedak latał w te i we w
te na marne. Miała nadzieję, że pasywne zachowanie zmusi w końcu profesora do
przyjścia i przeproszenia jej, ale i tu Mistrz Eliksirów zachował się jak
ostatni dupek. Do wczoraj… Musiała przyznać, że ją zaskoczył. Przeprosił i do
tego pocałował w taki sposób, że dziewczyna miała ochotę wykorzystać w praktyce
którąś radę z książki, którą pożyczyła od dziadka. Tęskniła za jego ironicznym
dowcipem, chłodnym usposobieniem i czarnymi oczami. Był ostoją. Osobą, z którą
można ufać, nawet pomimo tego, że reagował na jej czułość z taka rezerwą.
Zachłysnęła
się rześkim, wiosennym powietrzem, kiedy wyszła na szkolne błonia. Odziana w
stary, wysłużony dres i wygodne buty zachwycała się ciepłą kwietniową pogodą
biegnąc wzdłuż plaży. Bobby prawie przewrócił Sophie, kiedy dziękował za
samosprawdzające błędy ortograficzne pióro. Zawsze o takim marzył, jednak nikt
z jego bliskich nie obdarował go tak potrzebnym prezentem. Przez kilka dni
Krukonka wysłuchiwała litanii podziękowań aż w końcu musiała powiedzieć koledze
kilka otrzeźwiających słów. Ten tylko się na nią spojrzał i bąknął coś o
specyficznym humorze dziewczyny, który ma odkąd intensywnie uczęszcza na
przygotowania do konkursu z eliksirów. W duchu przyznała mu rację. Zmieniła
się. Co raz bardziej zwracała uwagę na to, co na siebie zakłada, jakiego
słownictwa używa. Nie dała się już wykorzystywać młodszym rocznikom, na
złośliwe uwagi odpowiadała równie ciętymi ripostami. A to wszystko dla Niego –
zimnego, nieczułego Nietoperza z lochów.
Nie bała
się powiedzieć Markowi, kiedy wręczała mu pamiątkę z Hiszpanii – kamień
księżycowy, że jego zachowanie po prostu ją wkurza. Odkąd się rozstali, chłopak
miał, co tydzień inną ukochaną. Obnosił się z tym na korytarzu irytując
wszystkich, a zwłaszcza Snape'a. Za każdym razem, gdy widział Edwardsa z
dziewczyną odejmował mu punkty. Sophie natomiast robiło się żal tych wszystkich
nieszczęśliwe zakochanych w jej koledze panienek. Z autopsji znała to uczucie
bezsilności, pustki, kiedy Mistrz Eliksirów ją odrzucał. Ale teraz wiedziała,
że chce o niego walczyć, o nich. Nawet sam Lord Voldemort jej w tym nie
przeszkodzi!
*
Szła
właśnie do gabinetu dyrektora, miała dwugodzinną przerwę obiadową pomiędzy
transmutacją, a eliksirami, dlatego postanowiła, że jeszcze przed posiłkiem
załatwi sprawę profesora Flitwicka i jego oprawców. Mistrz zaklęć czuł się i
wyglądał znacznie lepiej niż poprzedniego wieczoru, kiedy Krukonka znalazła go
nieprzytomnego na korytarzu. Pani Pomfrey akurat podawał mu niezbędne eliksiry
do wyzdrowienia, ale zabroniła mu jeszcze wstawać. Poprosiła Sophie o to żeby
poczekała dopóki lekarstwa nie zaczną działać. Pielęgniarka musiała wracać do
Skrzydła Szpitalnego, ponieważ kilkoro uczniów dostało dziwnej wysypki po
lekcjach zielarstwa. Dziewczyna z chęcią została, gdyż lubiła opiekuna swojego
domu. Może nie tak bardzo jak Mistrza Eliksirów, ale karłowaty nauczyciel
emanował dobrocią, spokojem, opanowaniem w kontaktach z uczniami. Zupełne
przeciwieństwo jego kolegi mieszkającego w lochach.
„Czekoladowe
muffinki dla chłopca i dla dziewczynki” – Sophie delikatnie uśmiechnęła się,
kiedy wypowiadała hasło równouprawniające ja do wejścia do gabinetu dyrektora.
Chimera odsunęła się ukazując długie, kręte schody.
– Dzień
dobry, dyrektorze! O, dzień dobry profesorze Snape! – przywitała się po wejściu
do włości Dumbledore’a.
– Dzień
dobry, Sophie – odpowiedział jej dyrektor, za to Mistrz Eliksirów odburknął jej
coś niezrozumiale, na co ona wysłała mu w myślach: „Mówiłam, żeby pan profesor
został u mnie wczoraj, a tak od samego rana jest popsuty humor.” – uśmiechnęła
się do niego.
–
Thompson, nie pozwalaj sobie! – wrzasnął poirytowany.
– Kochane
dzieci, uspokójcie się, Sophie, Severusie usiądźcie – wskazał im dwa fotele
naprzeciwko swojego biurka.
–
Dziękuję postoję – odwarknął zdenerwowany Severus.
– Już
chyba wiem, co cię do mnie sprowadza, panno Thompson – zaczął Albus, kiedy
dziewczyna zajęła jeden z foteli. – Jak się czuje Filius? – zapytał.
– Dobrze,
w miarę dobrze,dyrektorze. Pani Pomfrey robi wszystko żeby ulżyć mu w bólu.
Rano chciał już normalnie prowadzić zajęcia, ale pani Pomfrey dała mu kilka
fiolek eliksirów i zanim zdążył wstać zmorzył go sen…
–
Pracoholik – wtrącił Mistrz Eliksirów.
– Taki
sam jak ty, Severusie! Daj jej skończyć – skarcił go.
– Wracając,
to obawiam się, że rekonwalescencja zabierze dosyć dużo czasu. Alexander
Carrow, Nicenta Macnair, Agatgel Flous, Ian Drummn, Poxisus Hu nie byli
delikatni w swojej zabawie, ale proszę zapytać się pani Pomfrey. Nie chcę być
wścibska ani tym bardziej niegrzeczna, ale czy będą wyciągnięte wnioski z tego,
co przytrafiło się profesorowi Flitwickowi? Sadząc po metodach wychowawczych
profesora Snape’a nie jestem do końca pewna skuteczności kary, jaką zastosuje
wobec swoich uczniów, dlatego postanowiłam skonsultować się z panem, dyrektorze
– powiedziała stanowczym głosem, pozbawionym emocji.
–
Thompson, masz coś do moich metod? – odezwał się młodszy czarodziej głosem
pełnym jadu.
–
Oczywiście! Profesorze, faworyzuje pan swoich uczniów zapominając o innych. Ile
razy odebrał pan profesor punkty Markowi Edwardsowi, Bobby’emu Hopkinsowi,
Jelenie Kowaliewnej czy Giovannie Vasco? O szlabanach nie wspomnę.
–
Thompson, nie pozwalaj sobie! –wydarł się.
– Ja mam
sobie nie pozwalać? – żachnęła się. – To pańska wina, profesorze,
że pańscy wychowankowie robią, co chcą. Gdyby pan oceniał ich bardziej
surowo i karał za niecne występki, to ta banda dwa razy by się zastanowiła
zanim coś głupiego wpadłoby im do głowy – Sophie wstała i intensywnie zaczęła
wpatrywać się w nauczyciela.
– Coś mi
zarzucasz? Twierdzisz, że moi podopieczni nie przestrzegają zasad? – spojrzał
się w brązowe oczy swojej uczennicy, wydawało mu się, że tęczówki stały się
teraz niemal czarne.
Próbował
wedrzeć się do jej umysłu, ale go blokowała – spryciara. Nagle poczuł, że unosi
się do góry. Momentalnie przerwał więź myśli, jaka łączyła go z Sophie, ale
nadal pozostawał kilkanaście stóp nad podłogą.
–
Thompson, do cholery, postaw mnie natychmiast na ziemi! – krzyczał.
–
Niesamowite – Albus aż usiadł ze zdziwienia.
–
Albusie, na gacie Merlina, zrób coś! Ona może mnie zabić! – jęknął.
– Nie
zabije cię! Uwierz mi. Jej podświadomość wie, z kim ma do czynienia. Zachowuj
się spokojnie i nie irytuj się tak. To jeszcze bardziej działa na siły Sophie,
bo myśli, że przed nią stoi wróg – dyrektor poinstruował młodszego kolegę.
– Idź do
diabła, Dumbledore! Thompson, masz mnie natychmiast puścić! – Mistrz Eliksirów
zaczął wymachiwać rękami i nogami w powietrzu, co spowodowało, że poszybował
prawie pod sam sufit i obracał się w różne strony.
Poczuł,
jednak, że moc, która utrzymuje go w górze zaczyna słabnąć. Uradowany czekał aż
jego uczennica powoli postawi go na ziemi, ale przeliczył się. Głuche, głośne
uderzenie ciała o podłogę wyrwało Sophie z transu. Z przerażeniem spojrzała się
na podnoszącego się z podłogi i rzucającego przekleństwami na prawo i lewo
Snape’a. Zdołała wydusić z siebie krótkie „przepraszam” i zemdlała.
– No i co
żeś narobił, Severusie? Szybko zanoś pannę Thompson do Skrzydła Szpitalnego –
rozkazał mu Albus.
*
Tępy,
ostry ból rozchodził się lotem błyskawicy od potylicy w kierunku skroni i na
odwrót. Jaskrawe światło nocnej lampki raziło nawet przez zamknięte powieki, a
charakterystyczny zapach leczniczych eliksirów drażnił pole węchowe Krukonki powodując
skurcz żołądka i odruch wymiotny.
Obrazy z
rozmowy powoli przemieszczały się w podświadomości dziewczyny w logiczna
całość. Nie powinna tak zareagować na słowa Snape’a, jednak za bardzo
faworyzował swoich uczniów, dlatego ktoś musiał mu otworzyć oczy, że Ślizgoni
są fałszywymi, krnąbrnymi, stawiającymi na końcu listy uczucia ludźmi. Severus
był Slizgonem, wiec posiadał te same cechy, co jego wychowankowie, ale on
starał się to zmienić. Od czasu do czasu ją przytulił, czasem się uśmiechnął,
lecz tak ironicznie, jak do innych, tylko szczerze. Zdejmował wtedy maskę
obojętności, którą zmuszony był nosić, na co dzień, aby uczniowie czuli do
niego szacunek i respekt. Bukiecik niezapominajek, choć już zasuszony stał cały
czas na honorowym miejscu w pokoju Krukonki. Z zamyśleń wyrwał ją spokojny głos
pani Pomfrey.
– Panno
Thompson, proszę się obudzić.
Uchyliła
lekko powieki, ale zaraz je zamknęła – światło lampki za bardzo ja raziło.
– Boli
mnie głowa – wyszeptała.
– Nie
dziwię ci się, dziecko. Zaledwie siłami myśli podnieść dorosłego mężczyznę.
Albus był z ciebie dumny, gdy z Severusem cię tu doprowadzili, a raczej
przynieśli.
– No
właśnie, co z profesorem Snapem? – zapytała, otwierając szeroko oczy.
– Jest
trochę poobijany, ale wyjdzie z tego. Najważniejsze, że język nie ucierpiał, bo
to byłaby istna tragedia dla niego – w głosie pielęgniarki można było usłyszeć
nutkę ironii. Wrócił już do siebie.
–
Faktycznie, ma pani rację.
–
Dostaniesz zaraz dawkę leków i wrócisz do swojego dormitorium, bo nie ma
potrzeby żebyś zajmowała łóżko, ale na jutro wypiszę ci jeszcze zwolnienie.
– Dobrze,
dziękuję – uśmiechnęła się.
Po pół
godzinie zaopatrzona w całą masę fiolek z eliksirami leczniczymi i całą
litanią, jak ma je stosować oraz zwolnieniem na kolejny dzień Sophie kierowała
się do wieży Ravenclawu. Głowa już całkowicie przestała ją boleć, ale nie
wiedziała, czy stało się to samoistnie czy też zasługą są specyfiki, które
zażyła w Skrzydle Szpitalnym.
– Dobry
wieczór, sir Nicholasie – ukłoniła się grzecznie przed mijającym ją duchem.
– Dobry
wieczór, Sophie. Już cię Madame Pomfrey wypuściła ze Skrzydła Szpitalnego?
Wyglądasz dużo lepiej niż Severus i przynajmniej się nie wydzierasz na
wszystkich – uśmiechnął się nieznacznie.
–
Dziękuję, sir Nicholasie – powiedziała na odchodne.
„Skąd oni
to wszystko wiedzą? W tej szkole nie da się nic ukryć!” – westchnęła
poirytowana.
Szara
Dama zadała wyjątkowo łatwe pytanie uczennicy domu Rowery i wpuściła ją do
środka po otrzymaniu poprawnej odpowiedzi. W Pokoju Wspólnym siedziało kilka
osób i odrabiało prace domowe na kolejny dzień, a przy tym wesoło rozmawiali.
Na widok Sophie wszyscy umilkli. Dopiero, kiedy chciała udać się do swojego
dormitorium usłyszała za sobą:
– Sophie,
to było klawe! – rudy chłopak o imieniu Liam z siódmego roku podszedł do niej i
poklepał ją po plecach.
– Ale,
co? – zapytała zdziwiona.
– No
latanie Snape’a. Sir Nicholas streścił nam pokrótce, co mu zrobiłaś, podobno
bardzo się wydzierał. Nawet bliźniacy Weasley by czegoś takiego nie wymyślili,
a przecież to największe psikusy od czasów Huncwotów – uśmiechnął się od ucha
do ucha.
– Od
czasu, kogo? – zrobiła duże oczy.
– Taka
mądra, a nie wie, kim byli Huncwoci – przewrócił oczami.
– Wiesz,
co Liam, nie chcę być nieuprzejma, ale jestem zmęczona. Kiedy indziej opowiesz
mi o tych Huncwotach czy jak oni się nazywali.
– W
porządku. Nie sądziłem, że jesteś taka zabawna.
– Ja też
nie. Dobranoc wszystkim – pożegnała się.
Otworzyła
powoli drzwi do swojej komnaty i zapaliła małą lampkę przy łóżku. Postawiła
fiolki z eliksirami na komodzie, zrzuciła z siebie ubranie i zupełnie naga
poszła do łazienki wziąć prysznic. Zmyła z siebie cały dzień, wszelkie kłopoty,
które ją dotknęły. Kokosowy żel i powstała z niego piana delikatnie muskały
ciało Krukonki, a zapach roztaczający się wokoło przyjemnie drażnił zmysły.
Mogłaby brać godzinami prysznic gdyby nie troska o środowisko. Szybko wytarła
się i owinęła suchym ręcznikiem. Wyszczotkowała dokładnie zęby i zgasiła światło
w łazience. Kiedy weszła do dormitorium momentalnie serce stanęło jej w piersi.
Na jej łóżku we własnej osobie siedział… Severus Snape!
–
Profesorze! – krzyknęła. – Co profesor tu robi?
– Siedzę,
nie widać? – uniósł lekko brew. – Nie wiedziałem, że lubujesz się w różowych
ręcznikach, Thompson?
– To moja
sprawa, jakie mam ręczniki! Wie pan, profesorze, że nie wolno przebywać z
uczennicami w ich dormitoriach? Złamał pan regulamin! Powinnam iść z tym do
dyrektora.
– W takim
stroju? – Severus nie mógł sobie odmówić spojrzenia na smukłe ciało Sophie.
– Nawet i
w takim stroju! – odburknęła.
– Nie
masz mi nic do powiedzenia?– zapytał wstając.
– Nie!
– Jesteś
pewna?
– Tak!
Niech pan profesor tak na mnie nie patrzy!
– Znaczy
jak? – musnął ustami jej wargi.
– Lubieżnie.
Tak jakby chciał w tej chwili… – westchnęła, gdy zaczął całować jej szyję.
Wzdrygnęła
się, kiedy położył dłonie na jej talii i próbował ściągnąć z niej ręcznik. Nie
była mu dłużna, szarpnęła porządnie za koszulę i rozerwała ją tuż przy
guzikach. Dziękowała, że nie miał na sobie surduta, bo znaczniej trudniej
byłoby go rozebrać. Delikatnie pieściła jego tors, by za chwilę zająć się
plecami. Wyczuła pod opuszkami palców mniejsze lub większe blizny. Z lubością
dotykała i uczyła się ich na pamięć. Nie wiedziała, kto mu je zrobił, ale była
przekonana o tym, że kiedy spotka tą osobę osobiście, sprawi, że zapłaci za
krzywdy Severusa. Znów cichutko jęknęła czując dłonie w okolicach piersi.
Ręcznik opadł momentalnie na podłogę. Stała przed nim kompletnie naga, ale nie
przeszkadzało jej to. Chciała go, pragnęła by zatopił się w niej. Kochała go
szalenie.
–
Ślicznie wyglądasz. Poranne bieganie ci służy – uśmiechnął się najładniej jak
potrafił.
–
Dziękuję.
Lekko pchnął
ją na łóżko. Poddała się temu bez szemrania. Zdjął z siebie spodnie, a oczom
Sophie ukazało się lekkie wybrzuszenie na jego czarnych bokserkach. Wiedziała,
co to oznacza. Pożądał jej. Z ulgą przyznała, że książka od dziadka przydała
jej się teraz, przynajmniej wiedziała, co ma robić.
Nachylił
się nad nią i subtelnie przejechał palcem po sterczącym już sutku prawej
piersi, a lewą obsypał deszczem delikatnych pocałunków. Tak pięknie pachniała.
Kokos mieszał się z zapachem jej ciała – ciała kobiety, którą trzymał w
ramionach i kochał do utraty tchu. Musiał się przyznać, że niewinny romans,
który kazał mu rozpocząć Czarny Pan przerodził się w gorące uczucie, którego
nie mógł się pozbyć za żadne skarby. Po prostu nie chciał.
Każdy cal
jej brzucha domagał się czułości, więc Severus podarował jej wszystko, co w tej
chwili mógł. Zwinnym językiem kreślił znaki pożądania w okolicy pępka. Na
chwilę oderwał się od niej by spojrzeć jej w oczy. Lekko zamglone spoglądały na
niego z taką czułością, że serce w nim zamarło. Dyszała cicho, kiedy zatopił
swoje palce w jej kobiecości. Była bardzo podniecona. Poruszał się powoli,
wiedział, że gwałtowne ruchy mogłyby ją przestraszyć.
–
Sevesusie, jesteś wspaniały – szepnęła mu do ucha podnosząc się lekko i
przerywając jego pieszczoty. – Pozwól, że ja zajmę się teraz tobą.
Zaskoczyła
go. Nie sądził, że w tej małej, przemądrzałej od czasu do czasu Krukonce
drzemie taka siła. Obsypała go całym koszem pocałunków. Nieśmiało, choć z pewną
dozą odwagi zsunęła z niego majtki, a jej oczom ukazał się jego sztywny
członek.
– Oooo…
–
Kochanie, co się stało? Nie podoba ci się? – po chwili stwierdził, że palnął
głupotę. „Ona nigdy nie widziała nagiego mężczyzny!” – uzmysłowił sobie.
– Och,
nie – zmieszała się. – Tylko, że inaczej sobie go wyobrażałam – powiedziała
nieśmiało. – Jest taki, duży i …sztywny.
– To
normalne. Jesteś pewna, że chcesz go dotknąć?
– Z
chęcią, Severusie – na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech.
Dotykała
go wspaniale. Pieszczoty w początku nieśmiałe z każdą minutą stawały się, co
raz bardziej intensywne i pozbawione barier. Ciężko oddychał, jak podczas
wspólnego biegania. Czuł, że zaraz eksploduje. Gonitwa myśli, co zrobić żeby
nie skończyć wcześniej od niej. Złapał ją za nadgarstki i odsunął jej dłonie
jak najdalej można było.
– Nie
podoba ci się? – spytała przerażona.
– Jest
idealnie, ale pozwól, że ja teraz trochę zajmę się tobą – powiedział lekko
ochrypłym głosem.
Znów
wsunął w nią palce. Teraz poruszał się w niej pewniej, ale nadal poznawał jej
reakcję na dotyk. Wygięła się lekko w łuk, aby dać mu więcej miejsca i
swobody. Nie musiał długo czekać na spełnienie. Głośny okrzyk satysfakcji
wydobył się z jej gardła, chwilę pot ym jak poczuł wyraźne skurcze targające
jej kobiecością. Jego imię zostało wypowiedziane z taką ekspresją, że brzmiało
jak najpiękniejsza muzyka.Oczywiście, że chciał całkowicie zatopić się w niej,
ale wiedział, że ona nie-jest jeszcze na to gotowa. Dał jej namiastkę czegoś,
co w przyszłości może się rozwinąć. Zasiał w niej ziarenko pożądania, które miał
nadzieje pewnego dnia wykiełkuje i wyrośnie z niego piękny kwiat ich wspólnej
miłości. Chwilę później zupełnie, co innego zaprzątało jego głowę. Pieszczoty,
które zaserwowała mu spowodowały nieziemskie uczucie błogości i spełnienia
rozchodzące się od czubków palców po końcówki włosów. Kiedy doszedł do siebie
jednym ruchem różdżki oczyścił łóżko Sophie z życiodajnego nektaru i przytulił
się do swojej ukochanej szepcząc jej do ucha najpiękniejsze słowa jakie tylko
znał. Nie mięło kilka minut, a oboje znaleźli się w krainie Morfeusza.
Szczęśliwi, że mają siebie.
*
Ha!
Zaskoczyłam was:D
Ha!
Zaskoczyłam was:D
Siebie
też!
To był
impuls spowodowany urodzinami Alana, więc nie wiem jak wena sobie z tym
poradziła. Bardzo proszę o konstruktywną krytykę, ponieważ to moja pierwsza
scena erotyczna tego typu...
Rok temu
też była notka, ale wtedy żyłam w nieświadomości, o do urodzin naszego
wspaniałego i utalentowanego Alana, ale dzisiaj się poprawiam.
STO LAT
ALANOWI i żeby przyjechał do Polski:D:D:D
Dużo
seksapilu, który w nim tak ubóstwiamy *.*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz