wtorek, 14 sierpnia 2012

XXVII

Czas do wyjazdu dłużył się Sophie niemiłosiernie. Odliczała dni nie mogąc się doczekać się spotkania z dziadkiem. Przejrzała dokładnie swoją garderobę i stwierdziła, że przydałoby się odświeżyć kilka rzeczy. Większość ubrań, które mieściła stara, dębowa szafa były za duże na czarownicę. Zaklęcie zmniejszające wydawało się dobrym rozwiązaniem, jednakże zakup nowych ciuchów jeszcze bardziej poprawiłby jej humor.
– Cześć, skarbie! Co ci tak wesoło od kilku dni? – zapytał Mark przy śniadaniu, całując swoją dziewczynę w policzek.
– Jadę do dziadka w przyszłym tygodniu. A właśnie! Może masz ochotę zabrać się ze mną? Dziadek ucieszy się, że ktoś jeszcze go odwiedził – uśmiechnęła się zalotnie.
– Eeeee… Mówisz serio? – podrapał się po głowie. Raczej będę musiał ci odmówić, bo widzisz rodzice wracają ze Stanów i obiecałem im wizytę. Przepraszam – posmutniał.
– Mark, nic się nie stało. Ja jadę z mamą, więc nudzić się raczej nie będę. Mamy przecież całe wakacje. Na pewno kiedyś przedstawię cię mojemu dziadkowi, a teraz wcinaj do końca jajecznicę i biegiem na zaklęcia – cmoknęła chłopaka w policzek i wyszła z Wielkiej Sali kierując się na zajęcia z transmutacji.
Profesor McGonagall weszła energicznym krokiem chwilę przed dzwonkiem. Gwar roznoszący się po klasie momentalnie ustał. Nauczycielka potrafiła jednym spojrzeniem uciszyć całą Wielką Salę, co nie każdemu się udawało. Pomimo, że stosowała dosyć surowe metody wychowania czy nauczania wszyscy ją lubili i szanowali. Nie zdarzyło się żeby któryś z uczniów za jej plecami ją obgadywał, co zdarzało się, kiedy chodziło o innego profesora. Gryfoni byli dumni, że opiekunem ich domu została właśnie McGonagall.
Czarownica usiadła przy biurku i zaczęła sprawdzać listę. Kilkoro uczniów jej brakowało, dlatego wysłała Sophie na przeszukanie skrzydła szpitalnego i kilku zakamarków, do których nauczycielom nie można było oficjalnie wchodzić. Dziewczyna z niechęcią wykonała polecenie. Wiedziała, że jeśli znajdzie choćby jednego kolegę lub koleżankę skaże się na potępienie. Szła z bijącym sercem przez szkolne korytarze, modląc się żeby nikogo nie spotkała na swojej drodze. Nagle usłyszała dwa podniesione głosy. Była pewna, że jeden należy do Snape’a, ale drugi. Na Dumbledore’a zbyt zimny i pewny siebie, Flitwick nigdy nie kłóciłby się z Nietoperzem, bo on stara się rozwiązywać wszelakie problemy ugodowo i z małymi stratami, a Lingeus Dart* zignorowałby Mistrza Eliksirów z daleka i nie wstawałby się w niepotrzebne konwersacje. Więc kto? Serce Sophie podeszło prawie do gardła, kiedy kierowała się w stronę kłócących się mężczyzn. Wyjrzała zza rogu i ujrzała odwróconego w jej stronę profesora Snape’a, naprzeciwko niego stał długowłosy blondyn o jasnej wręcz białej skórze i zimnych oczach.
– Severusie, nie wmawiaj mi, że Sybilli nie ma na zamku, bo i tak nie uwierzę – grzmiał.
– Niestety musisz. Wczoraj Dumbledore wysłał ją na kilkudniowy urlop. Biedaczka nie wytrzymywała psychicznie z bandą tych rozwydrzonych bachorów. Na nasze nieszczęście nie powiedziała gdzie będzie zbierać siły na dożycie do końca roku – Severus kłamał jak najęty.
Trelawney faktycznie nie znajdowała się teraz w szkole, a na błoniach. Jak zwykle, kiedy pierwsze, cieplejsze promienie słoneczne zostawały skierowane w stronę ziemi, wróżbitka wychodziła na zewnątrz i oddawała się kilkugodzinnej medytacji zapominając, że wokół niej nadal toczy się życie.
– Lucjuszu, kiedy tylko Sybilla wróci na zajęcia poinformuję ją o twojej wizycie.
– Nie mogę czekać! Muszę poznać kolejną przepowiednię! Ta szmata chodzi spokojnie po tej ziemi i cały czas zagraża Naszemu Panu, a ty mówisz o tym tak spokojnie – Malfoy nie wytrzymał i wyjął różdżkę z kieszeni płaszcza.
– Drętwota! – krzyknęła Sophie, zanim blond włosy czarownik zdążył wykonać jakikolwiek ruch ręką.
– Do cholery, Thompson, tylko ciebie jeszcze tu brakowało! Sto punktów dla Ravenclawu, codzienny szlaban do końca roku, a teraz marsz do dyrektora – głos profesora roznosił się echem po korytarzu. – Albo nie, pójdziemy oboje. Poczekaj na mnie chwilę – teleportował się z trzaskiem wraz ze swoim rozmówcą.
„No to się wkopałam” – westchnęła czarownica zsuwając się powoli po ścianie i siadając na zimnej, marmurowej posadzce. Zawsze musiała znajdować się w niewłaściwym miejscu i czasie. Schowała twarz w dłoniach, a łzy ciurkiem zaczęły lecieć jej po policzkach. „Przecież ja uratowałam mu życie. A on? Nawrzeszczał na mnie, odebrał punkty i na dodatek do końca roku mam odrabiać szlabany. Pięknie, Panno Thompson! – zrugała się w myślach.
– Thompson, przestań się mazać i podnieś wreszcie swój tyłek – z rozmyślań wyrwał ją zimny głos Snape’a.
– Przepraszam, panie profesorze – szybko zaczęła wycierać łzy.
– Znowu zaczynasz? – teatralnie westchnął. – Idziemy do Dumbledore’a! – złapał ją za ramię.
– Boli – syknęła i próbowała się wyrwać. – Profesorze, może załatwimy to w jakiś inny sposób. Jeśli dyrektor dowie się, że Pan Profesor przyjmuje nielegalnie gości to na pewno nie pochwali Pana Profesora za takie zachowanie.
– Thompson, co ty insynuujesz? Jak mamy to załatwić inaczej? – zapytał zdumiony.
– Mogę wziąć na siebie sprawdzanie prac młodszych roczników – zaproponowała nieśmiało.
– To właśnie leżało w twoich obowiązkach w czasie szlabanów, ale pewnie coś razem wymyślimy – uśmiechnął się ironicznie i przysunął się niebezpiecznie do Sophie.
Uniósł ku sobie jej twarz w obu dłoniach. Spojrzała na niego ze zdumieniem. Dał jej chwilę, żeby mogła się cofnąć, ale stała bez ruchu, z zaciśniętymi wagarami, zgadzając się na pocałunek.
Najpierw lekko musnął jej wargi swoimi, a potem, mocniej, delektując się nimi – były delikatne, miękkie i pełne. Pocałunek stawał się coraz bardziej intensywny, w miarę jak wzbierała w nim namiętność. Niemal zapomniał, że miał zamiar ją tylko przestraszyć. Dla jej własnego dobra. Rozchyliła wargi i mógł się w nie zgłębić.
Raczej wyczuł, niż usłyszał, jak jęknęła. Obydwoje zatracili się w pocałunku. Nie cofnęła się, ani nie próbowała udawać nieśmiałości. Wtuliła się w niego. Severus oderwał się od niej. Patrzył na Sophie, walcząc z przyspieszonym oddechem.
– To na tym mają polegać moje szlabany? – uśmiechnęła się chytrze.
– Panno Thompson, ja… – Severus zaczął się jąkać z trudem łapiąc oddech.
– Severus Snape, Mistrz Eliksirów, przerośnięty Nietoperz i postrach hogwardzkich korytarzy w jednej osobie nie wie, co powiedzieć biednej wykorzystanej przez siebie uczennicy. Trzeba to gdzieś zapisać – zaśmiała się na całe gardło, a potem przysunęła się ponownie do swojego profesora.
Znaleźli się w jakieś mało uczęszczanej sali. Snape przygniótł Sophie całym ciałem do ściany i gwałtownie zaczął całować po szyi. Dziewczyna jęknęła przeciągle jak kotka i wsunęła swoje palce we włosy nauczyciela. W jej głowie kłębiło się milion myśli. „Dlaczego ja to robię? Dlaczego zdradzam Mark’a z tym… genialnie całującym facetem?! Dlaczego akurat musi to być Snape? A może przed wypadkiem coś nas łączyło, a ja o tym zapomniałam. Nie to nie może być prawda. Byłam dziewczyną Mark’a i tak zostanie.
Z rozmyślań wyrwało ją ciche uderzanie guzików od jej szkolnej szaty o kamienną posadzkę. Snape nie był delikatny tak w doprowadzaniu kobiety do ekstazy jak w przygotowywaniu eliksirów.
– Profesorze! Moja szata – jęknęła.
– Thompson, nie rób z siebie takiej świętej – powiedział zachrypniętym głosem. Twój kochaś chwali się na prawo i lewo, czego to z tobą nie robił. Kilka razy odebrałem temu półgłówkowi punkty za obrażanie cię, ale widocznie to go nic nie nauczyło – zaśmiał się gorzko.
– Niech Pan Profesor nie obraża Mark’a! – prawie krzyknęła. – Puść mnie, zboczeńcu – próbowała się wyrwać.
– Ani mi się śni – zamknął jej usta pocałunkiem.
Po chwili ponownie oddawała się czułościom Snape’a. Zapamiętale pieścił językiem jej nagi dekolt, a ona powoli rozpinała małe guziczki jego szaty. Nieśmiało dotknął jej uda, delikatnie przesuwając ku górze masował napięte mięśnie. Sophie wyzwoliła w nim dawno uśpione instynkty. Zastanawiał się tylko czy dziewczyna zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo działa na niego. Czuł, że niedługo jego suwak od spodni sam się odepnie, a wtedy już nie będzie opanowany tak jak w tej chwili.
– Sophie, a co z lekcjami?– odezwał się całkiem spokojnie, choć jego ciało było rozgrzane do granic możliwości.
– Wytłumaczymy się jakoś McGonagall – przejechała długim paznokciem po nagim torsie nauczyciela, wywołując u niego przyjemny dreszcz.
– Panno Thompson, proszę nie demoralizować nauczyciela – jego usta wykrzywiły się w ironicznym uśmiechu.
– Nie śmiałabym. Pozwoli Pan Profesor, że udam się na siedem minut lekcji transmutacji, bo to będzie bardzo dziwne, jeżeli się tam nie pojawię – delikatnie cmoknęła Severusa w policzek. Do zobaczenia na szlabanie – puściła do niego oczko, po czym wyszła naprawiając zaklęciem swoją szkolną szatę.
Opiekunka Gryfonów dosyć spokojnie przyjęła fakt, że cała lekcja zeszła dziewczynie na poszukiwaniu osób, które kilka minut po jej wyjściu pojawiły się na zajęciach. Niewiele straciła. Uczyli się jak transmutować człowieka w szkolne krzesło, a czarownica przerabiała to jeszcze przed przyjazdem do Hogwartu. Wiedziała jak to się robi, ponieważ znalazła kilka dni temu notatki z tamtego okresu.
Wracając do swojego pokoju po podręczniki do eliksirów, natknęła się na zdenerwowanego Bobby’ego  Hopkinsa.
– Sophie, dobrze, że Cię widzę dyrektor chce się z tobą spotkać, bo musi przeprowadzić z tobą poważną rozmowę.
– Dzięki, Bobby. Zaraz do niego pójdę.
„Mam nadzieję, że nie będzie dotyczyć dzisiejszego wybryku z Mistrzem Eliksirów” – uśmiechnęła się do siebie i zarumieniła, kiedy przypomniała sobie, co wyprawiali jeszcze przed niespełna godziną.

***

Moja wena wróciła i to chyba na dobre;) Chyba pożądanie odpoczęła z Panem Wenem Panny Rickman:P A no i jeszcze wczorajsze dwa filmy z moimi jakby to ich nazwać przyjaciółmi (czyt."Rewolwer i melonik - Ralph" F. & "Dwa w jednym" - AlanR.)
Przepraszam za pieprzne fragmenty, ale tak mnie jakoś natchnęło na coś gorącego...
Mam nadzieję, że wam się podobało, bo moje doświadczenie z mężczyznami jest znikome i głównie opierałam się na romansach i mojej "wszechstronnej" wyobraźni.
W kolejnej notce nie będzie tak wesoło:/
Dedykacja dla:
Merimaat - za całokształt komentowania moich wypocin. Ładnie proszę o drugą część rozdziału:)
Panny Rickman - Twój Wen wróci, bo odpoczywa po wytarmoszeniu przez moja panią Wenową i jeszcze te wysokie słowackie Tatry;p
i
Annie - za wszystkie dotychczasowe rozmowy na gg;)
*
*Lingeus Dart - wytwór mojej szalonej wyobraźni - nauczyciel OPCM

6 komentarzy:

  1. Ale gorąco było xD Moja wyobraźnia wciąż pracuje!! Świetny był ten fragment xD Ja chce więcej;p

    ~Annie

    OdpowiedzUsuń
  2. kurcze aż dwa zaszczyty mnie kopnęły... dedykacja:D za którą oczywiście dziękuję, ale mój wen nie zamierza się chyba pokazać mi:( a tęsknię za nim:(

    NO i takie notki lubię:D jakbym to powiedziała ja: Ogggień :D :D
    nie wiedziałam, że z Sophie taka niegrzeczna dziewczynka... jakby tak biednego Severusa doprowadziła do zawału??
    no ale wszystko skończyło się dobrze... ciekawe co tam stary poczciwy Dumbl chce od Sophie...
    no i znowu każesz mi na siebie czekać
    cóż, oczywiście zrobię to...
    liczę, że niebawem pojawi się kolejny rozdział twojej 2 historii

    pozdrawiam gorąco

    ~panna Rickman

    OdpowiedzUsuń
  3. Woow xd bardzo mi się podobały te ostrzejsze fragmenty;p
    Czekam na ciąg dalszy i na szlaban^^
    Ciekawe czego Dumbledore może chcieć od Sophie:]
    Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział:))

    ~Dżo

    OdpowiedzUsuń
  4. B: No i to jest co kocham :) Jak ja uwielbiam takie gorące fragmenty. To jest to co najbardziej lubię czytać ^^ Szkoda, że w kolejnej notce nie będzie wesoło:( Mam nadzieję, że dyrektor nie dowie się o tym.
    Pozdrawiamy

    ~Bell i Hidney

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za dedykację.
    Treść - jestem zaskoczona reakcją Seva. Rzucił się na uczennicę na szkolnym korytarzu? Ostro zaczynasz. Może chciał odreagować wizytę Lucjusza? ;) Jeśli tak, to tych odwiedzin powinno być jeszcze więcej, a Sophie nie odpędzi od siebie naszego Mistrza. Dziwię się jej, że zachowała zimną krew i zechciała wrócić na lekcje. Ale jak to mówią, może trafiła kosa na kamień. :) Ten rozdział rozgrzał moją wyobraźnię do granic możliwości.
    Severus górą!!! :) Prawdziwy z niego wulkan energii.
    Pozdrawiam, a 2 część już niedługo...

    ~Merimaat

    OdpowiedzUsuń
  6. ah i oh xD ale za to powinnaś dostać porzadnego kopa za to że przerwałaś w takim momencie! xD małam tylko jeden zgrzyt, gdy był fragment, gdzie sophi płakała. Chodzi mi odkłodniej o to odejmowanie pkt, bo on powiedział "dla", a nie "od" co sugeruje dodanie, a nie odjęcie pkt.
    Pozdrawiam

    ~bóg powieści

    OdpowiedzUsuń