wtorek, 14 sierpnia 2012

LI


  
Skończyłam 21 lat o.O

"Time to face what you are hiding from
Don’t have to do this on your own
Together we are strong
We don’t need anyone
No matter what they say
The time has come

I’m ready now to start a new begining
with all our hopes and all our dreams
and i know the stars will shine for you and for me
from the moment you believe

I know they think that i’m not good for you
but we both know that they’re wrong
together we can fight show everyone we’re right
I don’t care what they say, our time has come

I’m ready now to start a new begining
with all our hopes and our dreams
and i know the stars will shine for you and for me
from the moment you believe

When you believe there’s nothing you can’t overcome
When you believe the earth is brighter than the sun

I believe
(When you believe there’s nothing you can’t overcome)

I’m ready now to start a new begining
with all our hopes and our dreams
and i know the stars will shine for you and for me
from the moment you believe"

Melanie C - "The Moment You Belive"

Głośne brzęczenie, gdzieś w okolicy lewego ucha nie pozwoliło Severusowi dalej znajdować się w sennych marzeniach, w które zapadł zaledwie przed dwoma godzinami, zmęczony po kolejnej rundzie miłości. Otworzył najpierw jedno oko, potem drugie, by przyzwyczaić źrenice do porannego światła. Dostrzegł ogromną muchę latającą tuż nad jego nosem. Owad wirował nad łóżkiem jak oszalały, wydając przy tym denerwujące dźwięki. Stłumił przekleństwo, próbując jak najciszej pozbawić tego przeklętego owada życia, tak by nie obudził śpiącej smacznie obok niego panny Thompson. Najwidoczniej jednak to małe stworzonko, nie kwapiło się do opuszczenia tego ziemskiego padołu i nadal, pomimo usilnych starań Snape’a, nie udało mu się go złapać. Uciszyło ją dopiero jedno ciche, niewinnie wypowiedziane zaklęcie – Avada Kedavra.
Zadowolony z siebie, odłożył różdżkę na nocny stolik i z powrotem wślizgnął się pod ciepłą pościel, na której odznaczało się lekko opalone, nagie ciało i burza ciemnych włosów Sophie. Uśmiechnął się, na widok tego ślicznego anioła, leżącego na brzuchu i tulącego do siebie poduszkę.
Pragnął leżeć tak bez końca, trzymać ją w objęciach i łudzić się, że należy do niego, zasnąć z uczuciem, że ma jeszcze na tym świecie coś, dla czego warto żyć. Nigdy by mu do głowy nie przyszło, że kiedykolwiek będzie czuł się tak niewyobrażalnie szczęśliwy. A teraz… teraz ten piękny sen, który czasem go nawiedzał, wreszcie się ziścił. Miał obok siebie kobietę, którą bardzo… która zajmowała ważne miejsce w jego życiu. Nie chciał jej już nigdy stracić. Choć tak bardzo się od siebie różnili – ona przez całe dotychczasowe życie miała pełną, szczęśliwą rodzinę i bezproblemowe dzieciństwo, a on ciągłe awantury, pijackie…
Nie!
Nie będzie się nad sobą użalał! Musi być silny! Inaczej nie nazywałby się Severus Snape!
Po raz pierwszy od wielu lat marzył, by zasnąć i zamiast przeżywać koszmary, w których jawiły mu się dawne winy, dręcząc go co noc, marzyć o szczęśliwej przyszłości, która go czeka. Przyszłości, niebędącej wyłącznie pokutą za grzechy. Sophie mogła sprawić, by z czasem zapomniał o przeszłości.
Nakrył ją kołdrą, nie chcąc by pomimo wakacyjnej pogody przeziębiła się. Mruknęła coś niezrozumiale i wtuliła się jeszcze bardziej w poduszkę. Objął ją lekko, starając się nie obudzić i głaskał subtelnie opuszkami palców jej plecy wzdłuż linii kręgosłupa i prawego obojczyka.
Całkiem go zaskoczyła jej wczorajsza reakcja, gdy po raz pierwszy dotknęła nieśmiało jego wstrętnych, pokrytych bliznami pleców; jak pieściła zapamiętale Mroczny Znak. Potem rosnący w niej żar namiętności o mało go nie spalił. Była ognista i słodka zarazem, pożądliwa, a równocześnie niewinna… Jej zmysłowość była naturalna, jawna i szczera. Pragnęła go, ochoczo tuliła go w objęciach i ta świadomość napełniała Severusa niezwykłym szczęściem, niemal równie wielkim jak ekstaza miłosna. Trzeba to było przyznać, że Sophie miała niespożytą energię i zadziwiające pomysły na to jak można na wiele sposobów nie nudzić się w łóżku. Zadziwiało go to, ale również był zadowolony, że szybko uczy się tej jakże przyjemnej sfery życia człowieka.
Odgarnął niesforny kosmyk, który mógł łaskotać Sophie w nos i złożył na jej ciepłym policzku delikatnego całusa. Sen całkowicie odszedł, dlatego postanowił, że zanim dziewczyna się obudzi, zadba o to, by miała przyszykowane smakowite śniadanie i gorącą kąpiel.

*

Zapach świeżo zaparzonej kawy dotarł do nozdrzy będącej w półśnie Sophie. Przewróciła się na plecy, okrywając się szczelniej kołdrą, gdyż poczuła na ciele chłodny powiew wiatru. Leżała tak chwilę pod przykryciem, rozkoszując się ciepłem. Przejechała dłonią wzdłuż miękkiego materaca, szukając śladów obecności Severusa w łóżku. Miejsce po jego stronie było puste i zimne, a przecież jeszcze przed kilkoma godzinami, kiedy po raz kolejny się z nią kochał, nie dał jej w ogóle poznać, że kiedy nadejdzie świt po prostu ją zostawi. Sądziła, że obudzi się w jego ramionach szczęśliwa i wypoczęta, a poczuła ukłucie zawodu, że nie potrafiła go przy sobie zatrzymać. Poszedł sobie, nie chciał leżeć obok niej i cieszyć się z bliskości. Może nie miała tyle doświadczenia, co inne jego kochanki, ale starała się. Zdawało jej się, że lektura „Arcanum Amor” w zupełności wystarczy, ale się zawiodła. Widocznie sama teoria, jaka była zawarta w książce, nie wystarczyła, by mieć przy sobie Severusa. Zastanawiała się, dlaczego przeciwieństwa się przyciągają. Tak bardzo się od siebie różnili. Pod każdym względem. Ich uczucia nigdy nie mogłyby wyjść poza wzajemną fascynację. Namiętność i pożądanie kiedyś się wypali, a to co zostanie z pewnością nie wystarczy by zbudować trwały i udany związek. Nie mogliby żyć razem w harmonii i szczęściu. Była głupia, że wczoraj dała się ponieść emocjom. Co sobie myślała, że czeka ich szczęśliwa przyszłość?
Głupia! Głupia! Głupia!
Nagle zebrało jej się na płacz. Szybko jednak powstrzymała się od wyrzucenia z siebie żalu i dziwnej pustki, gdyż usłyszała ciche kroki. Udała, że nadal śpi, kiedy czyjaś dłoń odgarnęła jej włosy z czoła.
– Pobudka, moja śpiąca królewno – zmysłowy głos Severusa spowodował, że puls jej przyspieszył. – To grzech spać tak długo.
– To twoja wina – mruknęła, siadając na łóżku. Okryła się prześcieradłem, które leżało zmięte na łóżku. – Wszystko mnie boli, czuję jakby moje ciało było z ołowiu.
– Jesteś pewna, że to tylko moja wina? – w głosie Severusa usłyszała lekkie rozbawienie. – Przygotowałem ci ciepłą kąpiel. Powinna złagodzić napięcie mięśni i ogólną bolesność.
– Dziękuję – wysiliła się na lekki uśmiech, spoglądając na Severusa.
Był już całkowicie ubrany w swoje nietoperzowate szaty. Nie przypominał w ogóle mężczyzny, z którym wczoraj w blasku księżyca pływała w morzu, któremu oddała swoją niewinność. Bił od niego dziwny chłód i niedostępność, podobnie jak na lekcjach w Hogwarcie. Jak to możliwe, że w ciągu kilku chwil mógł zmienić swoje stanowisko wobec niej?
– Jak się czujesz? – zapytał miękko, pomagając jej wstać. Trzymał ją w ramionach jak cenny skarb, kiedy lekko się zachwiała wzmocnił uścisk. – Jak twoja stopa? Możesz chodzić?
A może tylko mi się wydaje, że jest oschły? – pomyślała w przelocie.
– O dziwo już wcale nie boli. Dziękuję, że byłeś ze mną wtedy – cmoknęła go krótko w usta, czując jak przylgnął do niej jeszcze bardziej.
– Idź się lepiej wykąp, bo sądzę, że za chwilę możemy znów wrócić do łóżka i na pewno spóźnimy się na wykład zamykający konferencję – polecił jej.
– Tak jest panie, profesorze – wyswobodziła się z jego objęć i zniknęła szybko za drzwiami łazienki.

*

Wspólne śniadanie minęło w przyjemnej atmosferze. Sophie pozbyła się już wszelkich wątpliwości, co do Severusa. Taka była jego natura. Przez te wszystkie lata musiał dostosowywać się do panujących wokół niego warunków. Czego innego oczekiwał Czarny Pan, zupełnie inne ideały przyświecały Dumbledore’owi. Musiał umieć się posługiwać wieloma twarzami, aby wychodzić cało z opresji. Ubiór tylko potwierdzał jej przypuszczenia, co do budowania przez Mistrza Eliksirów mitu niedostępnego, złośliwego nauczyciela. Nikt przy zdrowych zmysłach nie odezwałby się do człowieka, który ma wiecznie kwaśną minę i chodzi w czarnych strojach. Podejrzewała, że rzadko kiedy mógł być sobą. Wczoraj wieczorem niewątpliwie pozbył się maski opanowania, kiedy oddawali się namiętności, natomiast rankiem, kiedy tylko pierwszy brzask wdarł się do hotelowego pokoju, znów skrył się do swej skorupy, zostawiając jedynie wąską szczelinę dla najbardziej zaufanej osoby, jaką stała się dla niego Sophie.

*

Była jasna, pogodna noc, gwiazdy świeciły na bezgranicznej czerni nieba. Wysokie lampiony ustawione w ogrodzie dawały nikłe światło na równo przystrzyżony trawnik i kwiatowe rabaty. Chłodny, letni wiatr kołysał koronami drzew, powodując szelest liści.
Powinni byli się rozstać, ale żadne z nich nie kwapiło się do tego. Stali zapatrzeni w siebie niedaleko wejścia do domu George’a Thompsona. Sophie znajdowała się nadal w zasięgu ramion Severusa, ciepła, kobieca i kusząca. Pragnął gładzić ją po jedwabistych włosach, całować pełne wargi.
Bez zastanowienia przyciągnął ją do siebie im pocałował. Westchnęła cichutko i zarzuciła mu ręce na szyję. Jej pocałunek miał smak słodkich malin. Severus pogładził jej zaokrąglone biodra i pożądanie, zapłonęło w nim jak pożar. Ten uścisk był czymś całkowicie odmiennym od tego, co do tej pory przeżywał z innymi kobietami. Teraz doszło do głosu jakieś uczucie głębokie, tajemne i takie... naturalne.
Oderwał się od Sophie, czując zawrót głowy. Zamrugała zamglonymi oczyma. Pewnie jego czy były równie nieprzytomne.
– Bardzo mi przykro... – powiedział innym głosem niż zwykle. Był przerażony i zawstydzony brakiem swego opanowania.
– Masz na mnie okropny demoralizujący wpływ. Zapomniałam przy tobie, że jestem tylko skromną i nieśmiałą dziewczyną. Być może tkwi coś we mnie, co pozwala mi na takie szaleństwa, ale sądząc po tym jak się czuję to wcale nie jest mi przykro. Ten pocałunek był rozkoszny!
– Sophie jesteś stworzona do całowania. Jednak mimo wszystko powinienem się powstrzymać przed tą pokusą. Zaraz pojawi się tu twoja mama… – zawahał się, pragnął powiedzieć znacznie więcej.
– Boisz się mojej mamy? Nie żartuj, Severusie! Dziadek jest chyba gorszy, ale nie wypali ci wielgachnej dziury na pośladku – dziewczyna parsknęła śmiechem.
Severus wzniósł oczy ku rozgwieżdżonemu niebu. Chwilę milczał, zastanawiając się, co mógłby jej w tym momencie powiedzieć.
– Chodzi mi, że jesteś taka śliczna... po prostu masz nade mną jakąś moc. Nie jestem ciebie warty, wiesz o tym!
Uniosła ręce i dotknęła jego policzków, przesunęła lekko palcami po jego twarzy. Przyjemnie było czuć pod opuszkami równo ogolony policzek i mocno zarysowaną szczękę.
– Gadasz głupoty! – zgasiła go. – Coś na łączy, prawda? Jakaś... szczególna wieź. Kruchy kwiat, który przy odrobinie ciężkiej pracy wyda owoc. Nie możemy zakładać na początku, że nasz związek nie ma sensu, dopóki nie poznamy się nawzajem. Czeka nas jeszcze wiele lat trudności, ale nie możemy patrzeć w przyszłość przez pryzmat bolesnej przeszłości.
– Też bym chciał, żeby było tak jak mówisz, ale ja mam zobowiązania wobec obu moich… panów. To zbyt skomplikowane, żebyś to zrozumiała – pogładził ją po włosach.
– Sądzisz, że jestem głupia? – spojrzała na niego uważnie, mrużąc powieki.
– Och! Skądże, Sophie! Jesteś najinteligentniejszą osóbką…
Nagły, słodki pocałunek przerwał wypowiedź Severusa w połowie zdania. Mruknął z zadowoleniem przyciągając dziewczynę do siebie. Badał każdy skrawek jej ciała, błądząc rękami po plecach i biodrach. Sophie zarzuciła mu ręce na szyję.
Głośne chrząkniecie wyrwało ich z chwilowego zatracenia. Zmieszani zwrócili się w stronę, skąd dochodził hałas. Isabelle stała na ganku, przypatrując się zaistniałej sytuacji.
– A nie mówiłem – mruknął Severus. – Twoja mama stoi na straży moralności.
– Znalazł się znawca – stwierdziła kwaśno Sophie.
Miała nadzieję, że nie wyniknie z tego żadna scena jak z taniego mugolskiego filmu. Musi zachować spokój, bo inaczej mama domyśli się wszystkiego.
– Cześć, mamo! – odezwała się wesoło, ciągnąc za sobą Severusa w stronę domu.
– Co ty do diabła robisz? – chciał jej się wyrwać, ale mu na to nie pozwoliła. Trzymała go mocno za rękę.
– Bądź miły i nie odzywaj się niepytany – uprzedziła go.
Mężczyzna prychnął lekceważąco.
– Dobry wieczór, Sophie, profesorze… – odezwała się kobieta, kiedy podeszli bliżej.
Atmosfera jakby stężała. Wiatr ustał, a nocny ptasi trel umilkł jakby ktoś specjalnie odebrał ptakom głos.
– Dobry wieczór, pani Isabello… – Severus ukłonił się lekko. Musi zachować spokój dla dobra Sophie.
– Ekhm… Severus był taki miły i odprowadził mnie pod samo dom; konferencja była nadzwyczaj… pouczająca. – spojrzała z dziwnym blaskiem w oczach na Mistrza Eliksirów.
Uduszę ją! Merlinie, uduszę! – pomyślał gorączkowo.
– Może pn wejdzie… na herbatę? – spytała uprzejmie kobieta.
– Nie, dziękuję. Nie będę pani kłopotał. A jak samopoczucie?
Po zadaniu tego pytania poczuł jak dłoń Sophie ściska jego palce. Widocznie było dla niej ważne, że interesuje się losem jej matki. Poczuł dziwny uścisk w okolicy serca.
– Bywało lepiej – zakasłała. – Niedługo zaczynam nową kurację. Może jednak pan wejdzie na herbatę, to porozmawiamy.
Czerwona lampka zapaliła się Sophie w głowie, ale to pierwszy odezwał się Severus:
– Dużo się wydarzyło dzisiejszego dnia, sądzę, że Sophie potrzebny jest odpoczynek i duża ilość snu, a i pani nie wygląda przecież na okaz zdrowia. Może kiedy indziej wpadnę na herbatę – wysilił się na lekki uśmiech.
Panna Thompson stała jak wryta, kiedy usłyszała deklarację Mistrza Eliksirów. Wszelkie wątpliwości, które miała rano zupełnie się rozpłynęły. Ten człowiek naprawdę starał się sprawić, by jego życie zmieniło się na lepsze.
– Będzie mi bardo miło – odwzajemniła uśmiech.
– Dobranoc, moje drogie panie – uścisnął najpierw dłoń Isabelle, a potem złożył na policzku Sophie krótkiego całusa – będę już szedł, bo czeka mnie jeszcze wiele obowiązków. Odszedł kilka kroków i teleportował się z głośnym trzaskiem.
– Chodź, Sophie do domu; poopowiadasz mi, co tam ciekawego widziałaś w wielkim świecie – kobieta wzięła pod rękę córkę i weszły razem do domu.
Dziewczyna wiedziała już przestępując próg, że ta rozmowa do łatwych nie będzie należała…

*

Komentujcie :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz