Bielusieńkie
chmury o przedziwnych kształtach i rodzajach leniwie snuły się po błękitnym
nieboskłonie. Promienie słoneczne subtelnie oświetlały swoim blaskiem i ciepłem
hogwarckie błonia powodując, że przyroda wreszcie na dobre obudziła się z
zimowego snu.
Wierzba
bijąca okryła swoją zimową nagość gałęzi milionami drobnych, zielonych listków.
Zakazany Las dotąd ponury zamienił się w tętniący życiem ekosystem. Wesołe,
ptasie trele dochodzące z koron drzew zwiastowały powiększenie się ich rodzin o
młode pisklęta. Nie tylko w fruwających familiach nastąpiło przybycie na świat
potomstwa, bo również w innych gatunkach było słychać popiskiwania
nowonarodzonych zwierząt.
Trawa
przybrała soczyście zielony kolor. Hagrid z dumą każdego ranka oglądał swoje
plony w ogródku znajdującym się niedaleko chatki, a profesor Sprout zachwycała
się barwami, jakimi natura obdarzyła rośliny w jej szklarni. Na dziedzińcu
zakwitły pierwsze kolorowe prymulki, tulipany, żółte żonkile oraz krokusy,
fioletowe i bordowe irysy. Uczniowie, co raz chętniej wychodzili z chłodnych i
słabo oświetlonych zamkowych pomieszczeń na świeże powietrze, zapominając
często o zadanych pracach domowych. Sophie pomimo nawału pracy, jaką miała na
dwa miesiące przez zakończenie mroku szkolnego czy ostatnie przygotowania do
drugiego etapu konkursu z eliksirów znalazła wolną chwilę na spędzenie
popołudnia z dala od szkolnego gwaru.
W
lazurowej tafli jeziora poruszanej przez lekki, chłodny wiatr odbijały się
milionami srebrzystych kryształków promienie popołudniowego słońca. Czarownica zmęczona
długim spacerem przysiadła z na rozgrzanym kamieniu. Wyjęła z kieszeni szaty
małe zawiniątko wielkości mugolskiego pudełka od zapałek, po chwili mogła już
zanurzyć się w lekturze Gryzeldy Binnds na temat biografii Mistrzów Eliksirów w
historii świata. Było ich niewielu. Raptem dwudziestu trzech od początku
istnienia człowieka. O hogwarckim postrachu szkolnych korytarzy też zostało
zamieszczone kilka informacji, ale Sophie postanowiła pozostawić sobie
profesora na deser.
Już w V
wieku p.n.e na terenie Mezopotamii i Egiptu powstały pierwsze szkoły kształcące
przyszłych Mistrzów Eliksirów. W dolinie Tygrysu i Eufratu jak i Nilu bujna
roślinność i łatwy dostęp do bogactw naturalnych pozwalał na sporządzanie
przeróżnych magicznych mikstur. Zdobycie tytułu Mistrza Eliksirów wiązało się z
pewnymi przywilejami i szacunkiem wśród społeczeństwa, dlatego starożytni
magowie przykładali dużą wagę do tego, jaki człowiek chce się kształcić w
dziedzinie uważania eliksirów. Zdarzały się przypadki, że na naukę trudnych i
zawiłych zagadnień ze świata magii zgłaszali się zwykli chłopi przebrani za
czarodziejów chcący uzyskać profity z „posiadania” wiedzy magicznej. Wielu z
nich zginęło od niewłaściwego zmieszania przygotowanych składników. Takie
wypadki, które zdarzały się dosyć często i zmuszały prawdziwych posiadaczy
nadprzyrodzonych mocy do rezygnacji z nauki.
Kiedy
rozpoczęły się wędrówki ludów wiedza na temat uważania eliksirów
rozprzestrzeniała się na kolejne tereny. Teraz nie tylko na półwyspie Arabskim
czy w dolinie Nilu znane były przepisy na wszelakie mikstury powodujące od
wskrzeszenia człowieka przez jego ozdrowienie z nieuleczalnej choroby po śmierć
w wyniku zażycia odpowiedniego specyfiku, ale również magia starożytnych
Mistrzów Eliksirów zawitała w całym basenie Morza Śródziemnego. Stamtąd
pierwszy znany na całym świecie rzymski czarownik Magnus Sapientianulous
(s.10-13) wyruszył w wędrówkę po Europie, gdzie nauczał wybranych przez siebie
magów skomplikowanej sztuki przygotowywania eliksirów.
Średniowieczne
wieki ciemnoty i zacofania ludzi przyczyniły się dotego, że szkoły działały
raczej nieoficjalnie i znajdowało się w nich najwyżej dwóch czy trzech uczniów,
którzy nie zawsze kończyli swoją edukację, ponieważ mugolska Święta Inkwizycja
prowadziła na szeroką skalę procesy o czary. W roku 1583 doszło do głośnej
rozprawy w Oberkirch w małej wiosce w Niemczech niedaleko granicy z Francją.
Tamtejszy sąd wezwał przed swoje oblicze młodego chłopaka i kilkuset świadków,
którzy mieli świadczyć przeciwko Mistrzowi Eliksirów. Niebieskooki blondynek o
anielskim uśmiechu imieniem Adoniusz (s.18-20) cudem uszedł przed widmem
spalenia na stosie. Większość ludzi opowiedziała się za tym, że młody
czarodziej został niesłusznie oskarżony o czary. Mikstury, które przygotowywał
głównie pomagały wieśniakom, aniżeli szkodziły. Podobny los spotkał Maryelenę
McLondton (s.22-26) – pierwszą kobietę, która zdobyła ten tytuł. W roku 1692 w
Salem również odbył się proces. Niestety Maryelena nie miała takiego szczęścia
jak jej nauczyciel, który przybył na dziewicze tereny Ameryki Północnej wraz z
pierwszymi kolonizatorami angielskimi. Została spalona na stosie. (...)
Delikatne
podmuchy wiosennego wiatru muskały policzki dziewczyny i targały jej długimi
czarnymi włosami. Słońce powoli kierowało się w stronę zachodniej części nieba.
Sophie wyciągnęła przed siebie zdrętwiałe nogi głośno przy tym mrucząc. Książka
pochłonęła ją całkowicie. Straciła poczucie czasu, ale wiosenne powietrze tak
dobrze na nią działało.
– Panno
Thompson, proszę nie wydawać z siebie niezrozumiałych dla nikogo dźwięków,
ponieważ wystraszysz wszystkie ptaki z Zakazanego Lasu – usłyszała za sobą
spokojny głos Snape’a.
– Ja też
się cieszę, że widzę Pana Profesora. Czy coś się stało? – zapytała zmieszana.
Dopiero za dwie godziny miałam przyjść na przygotowania do konkursu.
– A czy
coś musiało się stać? – przysiadł się do swojej uczennicy. Proszę – wręczył jej
mały bukiecik niezapominajek.
– To dla
mnie? – spojrzała się dziwnie na nauczyciela. Nic nie mogła wyczytać z czerni
jego oczu prócz pustki, za to ona momentalnie zarumieniła się. Dziękuję –
wydukała.
Siedzieli
tak w milczeniu jeszcze jakiś czas i wpatrywali się w spokojne lustro wody.
Sophie jakby szukając czułości i silnej męskiej ręki oparła swoją głowę na
ramieniu Severusa. Czuła spokojne bicie jego serca, ciepło ciała. Objął ją
jednocześnie przykrywając szatą.
– Nie boi
się Pan profesor, że ktoś nas razem zauważy? – spytała się niepewnie podnosząc
oczy ku niemu.
–
Thopmson, czy ty jesteś taka głupia czy zamieniłaś się na mózg z Hopkinsem?
Rzuciłem na nas zaklęcie Kameleona. Nie sądzisz chyba, że pozwoliłbym na
jeszcze większe plotki niż te, które teraz chodzą po szkole? – nadal wpatrywał
się w jezioro, ale teraz ton jego głosu zrobił się ostrzejszy.
Miał
rację. Mark, w zupełności wykorzystał swoją wiedzę, jaką posiadał w tym
temacie. Teraz rzadko, kto z nią rozmawiał. Kiedy wchodziła na posiłki na
Wielką Salę czuła na sobie wzrok nie tylko kolegów z Ravenclawu, ale również
Gryfonów, Ślizgonów, a nawet Puchonów, których na co dzień raczej nie obchodzą
sfery uczuciowe innych ludzi. Nauczyciele raczej chłodno podchodzili do
rewelacji, jakie usłyszeli na szkolnych korytarzach. Westchnęła cicho. Czym
sobie zasłużyła na taki los? Dlaczego ulokowała swe uczucia w tym zimnym,
niedostępnym człowieku, jakim jest Snape? Był Mark, ale do niego nic nie czuła
prócz wdzięczności za okazaną po wypadku pomoc. Teraz dokładnie to wiedziała.
–
Profesorze? – zapytała cichym prawie niedosłyszalnym głosem.
– Tak?
Sophie
się zawahała. Zastanawiała się, czy pytanie, które chce zadać nauczycielowi
zbytnio nie wpłynie na ich wzajemne stosunki.
–
Chciałaś o coś zapytać, więc cię słucham – nalegał na poznanie tego, co siedzi
jej w głowie.
– Czy…
Czy trudno… – starała się żeby głos był jak najbardziej normalny. Bała się jego
reakcji na jej zapytanie.
–
Thompson, długo jeszcze będziesz się zastanawiać nad pytaniem? Nie chcę spędzić
tutaj nocy.
– Czy
trudno zostać… Śmierciożercą? – wydusiła w końcu z siebie.
–
Thompson, czy ty już do końca rozum postradałaś?! – poderwał się nagle z
miejsca.
Momentalnie
Sophie zrobiło się strasznie zimno. Chłód dotarł do niej ze zdwojoną siłą. Pod
szatą Mistrza Eliksirów było tak ciepło i… bezpiecznie.
–
Thompson, mam nadzieję, że to było pytanie czysto retoryczne i raczej
wynikające z twojej głupoty i szaleństwa niż odrobiny zdrowego myślenia o tym
żeby wstąpić w szeregi Czarnego Pana. Zastanów się najpierw sto razy nad tym, o
co chcesz pytać ludzi, a dopiero potem wypowiadaj to na głos. Wracamy do szkoły
– jego głos był stanowczy i zimny jakby przedtem zjadł całą, wielką miskę
kostek lodu.
–
Przepraszam – powiedziała cicho, kiedy wchodzili już do szkoły.
– Mnie
nie musisz przepraszać, lepiej zastanów się nad tym, o co mnie zapytałaś. Zostając
Śmierciożercą nosiłabyś na sobie niesamowite piętno, które odznacza się na
całym twoim życiu. Uwierz mi na słowo, że to jest przyjemne, kiedy jest się
wyrzutkiem społeczeństwa. Do zobaczenia na przygotowaniu do konkursu –
nauczyciel odwrócił się na pięcie i odszedł w sobie tylko znaną stronę.
Nie
chciała zadawać więcej pytań. Stała jeszcze chwilę w miejscu, w którym się
rozstali. W dłoni trzyma łamały bukiecik niezapominajek, który dał jej przed
paroma godzinami. Niby taki zwykły gest, a wywołał u niej szybsze bicie serca.
Nie spodziewała się, że Snape jest zdolny do takiej czułości. A jednak…
***
W pokoju
panował półmrok. Z lampy stającej na stylowej komodzie sączyło się słabe
światło. Miarowe tykanie dużego zegara przerywało głuchą ciszę. Isabelle
Thompson siedziała w dużym fotelu z nogami podkurczonymi pod brodę i tępo
wpatrywała się w dywan. Jej twarz bledsza niż zwykle z pierwszymi zmarszczkami
zdradzała, że kobieta nie martwi się tylko stanem swojego zdrowia.
Dzisiejszego
popołudnia zdobyła się na odwagę i poszła prosić o pomoc Toma. Robert ucieszył
się z jej wizyty. Już od progu zaproponował coś do picia i szybko zaprowadził
ją do gabinetu swojego pana.
–
Isabello, jak miło cię widzieć. Co cię do mnie sprowadza, czyżbyś zmieniła
zdanie, co do ślubu? – szarmancko ujął jej dłoń i złożył na niej delikatny
pocałunek. Proszę usiądź –wskazał jej miejsce naprzeciwko siebie.
– Dzień
dobry. Chciałam prosić cię o pomoc. Jestem umierająca. Mam białaczkę ostrą.
Pozostało mi najwyżej pół roku życia – wydusiła z siebie jednym tchem. Tom,
jesteś moją ostatnią deską ratunku. Ktoś musi zająć się Sophie, przynajmniej
dopóki nie pozbiera się po mojej śmierci.
–
Isabelle, to nie może być prawda. Zawsze byłaś okazem zdrowia – w głowie
Czarnego Pana zaczęło kołowało się milion myśli jak wykorzystać zaistniała
sytuację. A Robert? Przecież to on jest ojcem Sophie. Jaki ja mógłbym mieć w
tym udział?
– Jeszcze
nie wiem. Chciałabym żebyś z nią był, kiedy odejdę. O to cię proszę. Wytłumaczę
jej to jakoś. Robert, on… zaginął, nawet jego ojciec nie wie gdzie on jest.
Podejrzewa, że zginął gdzieś na morzu – starała się być spokojna, ale głos jej
się łamał. Pomóż mi.
Riddle
wyjął z szuflady biurka małe pudełeczko, wstał i podszedł do swojej byłej
narzeczonej.
– W
takiej sytuacji pozostaje tylko jedno wyjście. Wyjdziesz za mnie, Isabelle? –
włożył jej na palec pierścionek.
Spoglądała
na małą błyszcząca biżuterię na swoim, serdecznym palcu. Ślub? Czy powinna
wychodzić w tej sytuacji za Toma? Jak to przyjmie Sophie? Bała się, ale
wierzyła, że Tom to dobry człowiek i nie pozwoli nikomu zrobić krzywdy Sophie.
To już za
miesiąc. Trzydzieści dni na przekonanie córki na to, że robi dobrze wychodząc
za Toma. Ten wyjazd do George’a to jedyna możliwość żeby poważnie porozmawiać z
nią na temat jej dalszej przyszłości.
***
Mamy mały
jubileusz! Otóż po wielu próbach i męczarniach łącznie ze snem z Sevem w roli
głównej napisałam 30 rozdział moich wypocin!
Jestem z
niego dumna i mam nadzieję, że wam też się podobał:)
Akcja się
komplikuje, pojawia się Voldzio i mam pomysł na dalsze rozdziały, ale nie wiem
jak czas mi pozwoli "ubierać" je w zdania.
Nie wierzę - jestem pierwsza!!! Weszłam już odruchowo na tego bloga sprawdzić, czy pojawił sie kolejny rozdział, więc radość podwójna, że jest :):):)
OdpowiedzUsuńWyłapałam parę literówek, błędów interpunkcyjnych i spacji w nieodpowiednich miejscach, chwialmi ciut to raziło, ale do treści nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń. A ten Snape z bukiecikiem kwiatów - cuuudooo!!! ;) Zastanawia mnie też, jak Sophie zareaguje na ponowne zaręczyny swojej matki z Tomem... Troszkę wydaje mi się to przesadzone, ale zobaczymy, co dalej wymyślisz ;)
Czekam na kolejną notkę, mam tylko nadzieję, że nie będziesz mnie i pozostałych, którzy czytają Twojego bloga, zbyt długo torturować i znajdziesz czas na pisanie ;p
~hope357