Przez
kilka minionych dni Sophie i Mistrz Eliksirów unikali się jak ognia. Na lekcji
każde z nich zajmowało się swoimi sprawami. Epizod w czasie szlabanu zmienił
ich stosunek do siebie. Severus jeszcze bardziej przeklinał dzień, kiedy
zgodził się na współpracę z Dropsem. Teraz nie byłoby całego tego zamieszania.
Żyłby w swoim minimalistycznym świecie posłuszny Czarnemu Panu. Nie
obchodziłoby go nic prócz pełnej miski i kilku nieszczęsnych mugoli, których
musiał znajdywać i co jakiś czas posyłać na tamten świat, aby nie narazić się
na gniew Toma.
Czarnowłosa
wyrzucała sobie zbytnią nachalność. Nie powinna była rzucać się nauczycielowi
na szyję. Co on sobie teraz o niej pomyśli, że szuka przygody, albo jeszcze
czegoś innego?! Na zajęciach z nim starała sięjak najmniej odzywać i zwracać na
siebie uwagę.
***
Nadszedł
listopad, a wraz z nim pierwsze opady śniegu. Błonia przykryła cieniutka
warstwa białego puchu, a drzewa całkowicie pozbawione liści smutnie kołysały
się w rytm świszczącego wiatru. Płatki wirowały w powietrzu skutecznie
ograniczając widoczność. Sophie wpatrywała się w ten krajobraz za oknem tęskniąc
za ciepłymi promieniami słońca i lekkim powiewem wiatru od morza. Próbowała
skupić się na eseju z transmutacji‚ale jej myśli krążyły wciąż wokół tamtego
wieczoru w gabinecie Snape’a. Kiedy o tym myślała czuła dziwne ściskanie w
okolicy serca. Według niej nauczyciel nie wyróżniał się niczym szczególnym.
Stale przetłuszczone włosy, ciągle te same ubrania wskazywały na to, że Mistrz
Eliksirów nie za bardzo zwraca uwagę na swój wygląd. Z przemyśleń wyrwało ją
gwałtowne pukanie do drzwi.
– No,
myślałem, że już mi nie otworzysz – wyszczerzył zęby długowłosy chłopak.
– Bo miałam nie otwierać. Co się stało, że mnie nachodzisz, kiedy się uczę? – zaprosiła kolegę do środka.
– Bo miałam nie otwierać. Co się stało, że mnie nachodzisz, kiedy się uczę? – zaprosiła kolegę do środka.
– Sophie
mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia.
– Mark,
co ty znowu wymyśliłeś? – spojrzała na niego podejrzliwie.
–
Pomyślałem sobie, że może pójdziemy dzisiaj wieczorem do Trzech Mioteł na
kremowe piwo. Ja stawiam – uśmiechnął się.
– Czy ty
w tym momencie zapraszasz mnie na randkę? – oczy czarownicy zrobiły się jak dwa
dorodne arbuzy.
– W żadnym
wypadku. Po prostu chciałem Cię gdzieś wyrwać, bo ciągle siedzisz w tych
książkach. Niedługo zapomnisz, co to dobra zabawa. Jeśli nie chcesz nie obrażę
się, ale gdybyś zmieniła zdanie to czekam na ciebie w holu wpół do ósmej – Mark
wyszedł bez pożegnania.
W głowie
dziewczyny kłębiło się tyle myśli ile pary w kociołku pełnym gotującego się
eliksiru. Może Mark miał rację, że za dużo czasu poświęca na naukę. Kiedy
jeszcze mieszkała z matką czasem wychodziła gdzieś na miasto. Snuła się wtedy
cichymi uliczkami Paryża podziwiając zabytki i zachowanie tamtejszej ludności
jednak nigdy nie przyszłoby jej do głowy żeby chodzić po nocnych klubach i
podrywać przystojnych Francuzów. Była łatwym kąskiem dla Żabojadów – sama w
obcym mieście, ale kiedy któryś próbował ją poderwać spławiała go szybko i
skutecznie. Miała z nich niezły ubaw, kiedy z zagubionej turystki stawała się
pewną siebie dziewczyną mówiąca doskonale ojczystym językiem Napoleona. Zawsze
wtedy nawet dobry humor stawał się jeszcze lepszy.
*
Równo o
wpół do ósmej odszykowana w najlepsze ciuchy, jakie miała zeszła na umówione
spotkanie. Seledynowa bluzka zawiązywana na szyję podkreślała jaj dosyć spory
biust, brązowa spódniczka do pół uda pokazywała zgrabne nogi, a długie kozaki
dźwięcznie stukały o kamienną posadzkę. Włosy skręciła w zabawne loczki
opadające równo na jej odkryte ramiona. Umalowała się lekko, ale wyraziście.
Mark stał już na dole. Oniemiał, kiedy ujrzał swoją koleżankę schodzącą ze
schodów.
– No, no,
nie myślałem, że z ciebie taka laska jest – powiedział do niej pomagając
założyć jej płaszcz.
– Mark, zachowaj sobie takie teksty dla jakiejś naiwnej czarownicy – spojrzała na niego spode łba.
– Mark, zachowaj sobie takie teksty dla jakiejś naiwnej czarownicy – spojrzała na niego spode łba.
Kiedy
wrota Hogwartu zamknęły się za nimi poczuła, że ktoś ich śledzi. Kilka razy
odwróciła się, ale nikogo ani niczego nie ujrzała. Wzięła pod rękę Marka
Edwardsa i wtuliła się w jego ramię tak objęci pokierowali się w stronę
Hogsmeade.
Tymczasem
w gabinecie Dumbledore'a trwała ostra dyskusja.
– Ja nie
będę niańczył jakieś smarkuli, bo tobie się tak podoba – żywo gestykulował
Snape.
– Severusie nie denerwuj się. Proszę Cię tylko o to żebyś poszedł dzisiaj do Hogsmeade. Posiedział tam trochę i zobaczysz czy nic złego nie dzieje się i wrócisz do swoich lochów. Wiesz dobrze, że Lucjusz nie odpuści zanim nie skrzywdzi Sophie. Nie proszę Cię, żebyś afiszował się z tym, że tam jesteś – dyrektor spojrzał błagalnie na Mistrza Eliksirów.
– Lucjusz jeszcze nie kontaktował się ze mną w tej sprawie. Nie będzie chyba na tyle głupi, żeby narażać się na gniew Toma?
– Severusie nie denerwuj się. Proszę Cię tylko o to żebyś poszedł dzisiaj do Hogsmeade. Posiedział tam trochę i zobaczysz czy nic złego nie dzieje się i wrócisz do swoich lochów. Wiesz dobrze, że Lucjusz nie odpuści zanim nie skrzywdzi Sophie. Nie proszę Cię, żebyś afiszował się z tym, że tam jesteś – dyrektor spojrzał błagalnie na Mistrza Eliksirów.
– Lucjusz jeszcze nie kontaktował się ze mną w tej sprawie. Nie będzie chyba na tyle głupi, żeby narażać się na gniew Toma?
– Nie
wiemy tego, ale lepiej gdybyś tam poszedł. Dzisiaj dostałem wiadomość, że ktoś
próbował pozbawić życia jej matkę. Nic jej się nie stało. Ma tylko kilka
zadrapań i siniaków spowodowanych nieumiejętnym zastosowaniem Avady.
Podejrzewam, że zrobił to Draco, ale pewności nie mam.
– Albusie
niech Ci będzie. Pójdę tam – wstał i wyszedł bez pożegnania nie stawiając
żadnych warunków.
Kiedy
dotarł do Trzech Mioteł było już dobrze po ósmej. Wiedział, że się trochę
spóźnił, ale musiał się przecież jakoś w miarę normalnie ubrać, choć w swoim
stylu. Założył czarną koszulę i dopasowane spodnie. Na wierzch zarzucił
pelerynę również w swoim ulubionym kolorze nocy. Zauważył Sophie siedzącą na
przeciwko Edwardsa. Śmiała się z czegoś. Na jego widok zamarła i nachyliła się
na chłopakiem, ale on nie odwrócił się. Severus usiadł w najciemniejszym kącie,
ale właśnie stamtąd miał dobry widok na swoich uczniów. Zamówił ognistą i
czekał aż małolatom znudzi się siedzenie w zadymionej knajpie.
Mijały
minuty, a Sophie z Mark’iem nie opuszczali Trzech Mioteł, co wprawiało go w
lekką irytację. Już by do niech podszedł gdyby na horyzoncie nie pojawiła się
długonoga blondynka o niebieskich oczach. Usiadła obok Mistrza Eliksirów i z
gracją przedstawiła się:
– Jestem
Monique.
– Severus
– podał jej rękę, po czym zamówił dla niej i dla siebie kolejną kolejkę
ognistej.
Nie
zauważył nawet, kiedy pomieszczenie opuścili jego uczniowie. Spoglądał tylko na
nowo poznaną kobietę, a właściwie na jej obfity biust. Po jakimś czasie opuścili
bar w bardzo dobrych nastrojach. Wiatr smagał ich twarze, ale nie przeszkadzało
im to. Alkohol uderzył im do głowy. Znaleźli sobie przytulny hotelik.
Zarezerwowali pokój i udali się do niego obsypując się nawzajem pocałunkami.
Szybko zrzucili z siebie wierzchnie odzienie i udali się do równo posłanego
łoża. Pieścili nawzajem swoje ciała tak intensywnie jakby nowego dnia miało nie
być. Kiedy spazm rozkoszy przeszedł i chciała, opadli zmęczeni na miękki
materac i od razu usnęli.
Cudowny rozdział moja droga. Masz talent. Świetnie trzymasz w napięciu. Sophie taką laską? Oj, coś czuję,że dla Marka to nie tylko koleżanka, ale już się chyba nią zauroczył, przynajmniej mi się tak wydaje. Sev dalej taki sam, głęboko w sobie ukrywa swe uczucia. Niech się wreszcie przyzna, że zależy mu na dziewczynie. A postać Monique uatrakcyjniła to opowiadanie. Severus w pewnym sensie zdradził Sophie, ale mam nadzieję, że najdą go z tego powodu wyrzuty sumienia.
OdpowiedzUsuńRozpisałam się, sorry. Wyobraźnia pracuje na wyższych obrotach po takim zakończeniu :), zwłaszcza jeśli jest się zakochanym po uszy. Dziękuję za dedykację {jeśli to dla mnie} :).
Pozdrawiam i proszę o jedno - nie opuszczaj Angel i Diabla, bo to opko było i jest wspaniałe. :)
~Merimaat
O jezu jaki zaskok na koniec:)
OdpowiedzUsuńty to potrafisz człowieka zaskoczyć:D
Severus taki ogier no nie pogadasz
bosko:)
już sie nie mogę doczekać nexta:*
pozdrawiam i niech cie wena niesie
~panna Rickman
Jeej! Normalnie końcówka zaskoczyła xp Snape i taki 'one night stand' ;] szał! xd
OdpowiedzUsuńI z Sophie jaka panna się zrobiła:)) MeGa po prostu:D A wgl to Lucjan jak coś jej zrobi to go zabije xp Dobrze, że jej matce nic nie jest:)
Pzdr;*
~Dżo