poniedziałek, 13 sierpnia 2012

X

Nowy dzień nie przyniósł nie tylko nieziemskiego kaca, ale też wyrzuty sumienia. W pokoju pod śnieżnobiałą pościelą leżało dwoje obcych sobie ludzi. Z pozoru obcych, bo przecież poprzedniej nocy połączyli się w miłosnym uniesieniu. Długowłosa piękność spoczywała na nagim torsie Mistrza Eliksirów, a on obejmował jej powabne ciało. Z pozoru wyglądali na szczęśliwych, ale w głębi duszy oboje zdawali sobie sprawę, że była to tylko nic nieznacząca przygoda. Severus zbudził się pierwszy.Ogromne napięcie prawie rozrywało mu głowę. Spojrzał sennie na kobietę leżącą obok i szybko oprzytomniał. Jak w kalejdoskopie zaczęły przesuwać się obrazy z poprzedniego wieczoru. Rozmowa z Dropsem, wyjście do Trzech Mioteł, spotkanie Monique, duża ilość alkoholu, a na końcu wspólny seks. Wstał delikatnie, aby nie obudzić dziewczyny. Pozbierał swoje rzeczy i szybko się ubrał. Chwilami spoglądał na śpiącą Monique. Jej jasne włosy zabawnie układały się na poduszce, a blade ciało prawie nie odróżniało się od białej pościeli. Rzucił jej zwitek pieniędzy na nocny stolik, założył płaszcz i wyszedł po cichu. Na dworze panował straszny ziąb. Wiatr smagał twarz Severusa, a lekki mróz szczypał w nos. Patrzył tępo przed siebie nie zwracając uwagi na ludzi go mijających. Zastanawiał się, dlaczego poszedł z nią wczoraj do łóżka. Komu chciał pokazać swoją desperację? Sophie? Wyszła zanim odwalił ten cały cyrk.Sobie niczego nie musiał udowadniać. Wiedział, że najważniejszą kobieta w jego życiu była Lily Evans i to z nią przeżywał najlepsze chwile nie tylko za dnia,ale również w nocy. A potem wszystko prysło jak bańka mydlana – na horyzoncie pojawił się James Potter.Zabrał mu ją. Tak bezczelnie. Prostacko. Po policzku spłynęła łza.
*
Dzień dobry, Sophie – czarownica usłyszała za sobą głos kolegi.
– Cześć, pijaku – uśmiechnęła się.
–Od razu zaraz pijaku. Wypiłem tylko 6 kremowych piw – próbował się bronić. Nasz Mistrzunio wypił z pewnością o wiele więcej i jakoś nikt nie robi mu z tego powodów wyrzutów – wskazał na puste miejsce przy stole nauczycieli.
– Nie rozmawiajmy o nim.
– Coś od ostatniego szlabanu nie pałacie do siebie oschłą sympatią jak było zazwyczaj. Daj spokój, przecież widzę, że drażni Cię to, że nietoperz umie więcej od ciebie.
– Mark, ulżyłeś sobie? – spojrzała na niego spode łba. Podły jesteś – pierwsze łzy napłynęły jej do oczu.
Sophie biegła korytarzem nie zwracając uwagi na to czy wpadnie na kogoś czynie. Słone kryształki powoli spływały po rozpalonych policzkach. W głowie kłębiło się po raz kolejny pytanie: Co dla ciebie Sophie Thompson znaczy człowiek o imieniu Severus, a co Tom? Te rozważania były dla niej bolesne. Jeden i drugi mężczyzna był dla niej zakazanym owocem. Nauczyciel i przyszły ojczym – dwóch facetów – jedno serce. Jeszcze bardziej się rozryczała. Łzy już całkiem zasłoniły jej wzrok. Szła na oślep i... wpadła wprost na Nietoperza.
– Pieprzyć was wszystkich! –krzyknęła i poszła dalej.
– Hola, hola Panno Thompson, co to za odzywki do nauczyciela? – złapał ją mocno za nadgarstek.
– Niech mnie Pan Profesor puści, bo zacznę krzyczeć.
– Ravenclaw traci pięćdziesiąt punktów! A teraz idziemy do dyrektora – pociągnął ją za sobą.
Dumbledore zdziwił się wizytą tych dwojga w swoim gabinecie, ale nie dał po sobie tego poznać. Pozwolił im usiąść. Po kilku głębokich oddechach i wytarciu okularów – połówek dyrektor przemówił:
– Kochani, czy mogę wiedzieć, dlaczego mnie odwiedziliście? Stało się coś?
– Przed chwilą ta młoda dama wysłowiła się w nieodpowiedni sposób.Chciałbym, żeby zostały z tego powodu wyciągnięte konsekwencje –wyraził się jasno Snape.
– Że co? Nie wystarczy satysfakcja z tego,że odebrał Pan Profesor punkty mojemu domowi – dziewczyna spojrzała na niego gniewnie.
– Zapewne dyrektor zgodzi się zemną, że takie zachowanie nie może być tolerowane – rzucił okiem w kierunku Dropsa.
– Ale zdarzyło mi się to pierwszy raz, uczę się dobrze, ogólnie nie sprawiam problemów. Chyba każdemu może zdarzyć się zły dzień – westchnęła głośno.
– Panno Thompson nie rozumiem dyskusji, jaka jest ze mną prowadzona.
– Przestańcie się kłócić. Lepiej ja zdecyduję, co zrobić w tej sytuacji. Severusie mógłbym cię prosić żebyś opuścił mój gabinet muszę porozmawiać z Sophie – Dumbledore wtrącił się do rozmowy.
Długowłosy skinął głową, po czym wstał i wyszedł. Zaraz po opuszczeniu pomieszczenia poczuł silny, piekący ból wychodzący lewego ramienia – znak, że Czarny Pan wzywa. Aportował się przed willę Toma. Bez pukania wszedł do środka i od razu udał się do salonu. Zebrania już trwało. Przeprosił za spóźnienie i zajął ostatnie wolne miejsce.
–Do cholery, co to ma znaczyć?Kto z tu obecnych wie co, a może kto poluje na moją przyszłą żonę? Od kilku dni leży nieprzytomna w Mungu inie wiadomo, co z nią będzie – wysyczał zdenerwowany Voldemort.
Na sali zapadła cisza. Każdy z obecnych spojrzał z lękiem na towarzysza siedzącego obok. Wszyscy głośno przełknęli ślinę.
– Słysząc tę do niczego nie prowadzącą ciszę wnioskuję, że wina nie leży po waszej stronie – odezwał się ponownie. Zejdźcie mi z oczu!
Śmierciozercy posłusznie opuścili salon. Oprócz Mistrza Eliksirów, który postanowił dowiedzieć się czegoś na wypadek gdyby Drops powiedział o wypadku Sophie.
– Panie, jak ona się czuje –zapytał Snape, gdy reszta sobie poszła.
–To tylko z pozoru wyglądało niegroźnie. Jej stan jest ciężki. Może nie powinienem się z nią wiązać. Zniszczę życie nie tylko jej, ale też Sophie. Severusie chce zostać sam – zdecydował po chwili.
– Już sobie idę. Wszystko będzie dobrze – poklepał go przyjaźnie po ramieniu.
Sophie wybiegła z jeszcze gorszym płaczem z gabinetu Dumbledore’a niż do niego trafiła. „Twoja mama jest umierająca. Nic nie da się zrobić. Sophie musisz być silna.” – dźwięczały jej w uszach słowa dyrektora. Nie chciała, aby one okazały się prawdą. Rozpaczliwie szukała rozwiązania jak odwiedzić rodzicielkę w szpitalu. Dezercja okazała się chyba jedynym sensownym sposobem. Od razu przeszła do działania. Spakowała kilka najpotrzebniejszych rzeczy, przemyła twarz wodą i narzuciła na siebie wygodne ciuchy. Kiedy przemierzała szkolny korytarz modliła się o to aby nikogo nie spotkać. Nie było to trudne, ponieważ wszystkie niedziele młodzież spędzała w pokojach wspólnych ucząc się, albo relaksując się przed kolejnym meczącym tygodniem. Gorzej wyszłoby gdyby na horyzoncie pojawił się Nietoperz, bo jak to on lubi wynurzać się zza rogu. Na szczęście nie tym razem.
*
Czarownica szybko teleportowała się przed dom handlowy Purge & Dowse Ltd. Manekin wpuścił ją do środka. Pełna obaw kroczyła szpitalnym korytarzem na czwarte piętro, gdzie miała nadzieję zobaczyć matkę. Cieszyła się, że nikt nie zwraca uwagi na pałętającą się bez opieki dziewczynę. Kiedy dotarła do wyznaczonego miejsca poczęła szukać sali w której leży jej rodzicielka. Po sprawdzeniu prawie wszystkich pokoi straciła już nadzieję. Z bijącym sercem otworzyła  ostatnie drzwi na oddziale urazów po zaklęciowych i poczuła się o wiele bardziej spokojna. Na szpitalnym łóżku leżała jej mama. Prawie nie odróżniała się od śnieżnobiałej pościeli przykrywającej jej ciało. Brązowe włosy równo leżały na poduszce. Jedynym znakiem życia była podnosząca się miarowo do góry klatka piersiowa kobiety. Sophie usiadła na krzesełku stojącym obok łóżka i schowała twarz w dłoniach. Płakała. Rzewne łzy spływały po policzkach i spadały na pościel. Sophie wspominała lata spędzone z matką.Wspólne wakacje, rozmowy, wygłupy. Wyrzucała sobie teraz, że pokochała Toma miłością dojrzałą i prawdziwą. Ale teraz, jakie to miało znaczenie...
Spędziła przy łóżku matki bardzo dużo czasu. Pewna bardzo miła pielęgniarka pozwoliła jej zostać widząc smutne oczy dziewczyny. Po wyjściu ze szpitala Sophie była o wiele spokojniejsza. Zobaczyła jak wygląda stan matki oraz jaką ma opiekę.
Powoli zaczynało się ściemniać. Ciemne chmury skrzętnie zakryły niebo. Zaczęła padać mżawka. Dziewczyna szła pustoszejącymi ulicami Londynu. Nie miała gdzie się podziać. Jedynym sensownym rozwiązaniem było wpadnięcie na kolację do przyszłego ojczyma. Kierowała się w stronę willi. Pomimo, że różdżka spoczywała na dnie kieszeni płaszcza czarownica nie czuła się bezpieczna. Sądziła, że jest po raz kolejny przez kogoś śledzona, ale kiedy się odwracała nikt za nią nie szedł. Nagle poczuła,że ktoś łapie ją w pasie, przyciąga do siebie. Nastąpiła szybka teleportacja. Była zgubiona...

4 komentarze:

  1. decydowanie twój najlepszy rozdział
    będzie moim uluboinym
    podobało mi się:D
    mam nadzieję, że nie uśmiercisz matki Sophie
    lubię ją

    Monique to tylko postać epizodyczna czy pojawi się później?

    no i severus z wyrzutami sumienia... no, no
    pozdrawiam:*

    ~panna Rickman

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, super!!! Ja chce wiecej xD xD xD !!!

    ~XxX

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały rozdział - tyle emocji, niespodziewanych refleksji, urzekła mnie łza Severusa, a także rozmyślania Sophie o Tomie i Sevie. Jak Ty to robisz, że wciągasz czytelnika, który z napięciem czyta kolejne wersy Twego opowiadania, przeżywa emocje bohaterów i z niecierpliwością oczekuje na kolejne zdanie? Perfekcja w pełnym tego słowa znaczeniu. Bardzo mi się podobało. Pozdrawiam, weny życzę i dziękuję za dedykację. :)

    ~Merimaat

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG!
    Rozdział po prostu boski^^ Najpierw Nietoperz, a potem Mark i jego "sympatyczna" odzywka i znowu Snape- ten to się zawsze napatoczy;)
    Jejj...mam nadzieję, że matce Sophie nic nie będzie i wyzdrowieje. No ale najbardziej mnie ciekawi co się stanie z Sophie...szybko pisz następny rozdział, bo normalnie nie wytrzymam.
    Oj! Czuję się wyróżniona:) Danke;*


    ~Dżo

    OdpowiedzUsuń