Willa
Toma była niezwykle przestronna i wygodna. Apartament, który załatwił im Robert
nawet w pięćdziesięciu procentach nie wyglądał jak ten dom, ale na nic więcej
nie było go stać. Pensja w Ministerstwie, choć dosyć duża nie wystarczyłaby na
opłacenie dwóch ekskluzywnych mieszkań.
Na
parterze znajdował się ogromny salon z kominkiem i dwiema wygodnymi skórzanymi
kanapami na wprost niego, kuchnia wraz z jadalnią, łazienka oraz gabinet Toma.
Marmurowe schody prowadziły na piętro gdzie były pokoje gościnne i strych.
Sophie jeszcze nigdy nie widziała tak luksusowego domu. Wszystko, co ją otaczało
zrobione zostało z najdroższych materiałów. Zastanawiała się skąd Tom bierze na
to wszystko pieniądze. Zdawała sobie sprawę, że taki dom jest drogi w
utrzymaniu.
Od razu
polubiła Konrada. Od lokaja emanowało ciepło i spokój. Staruszek cierpliwie
znosił humory Pana domu,ale też pomagał mu w różnych sytuacjach. Kiedy tylko
czarownica przebywała w kuchni prowadzili rozmowy na przeróżne tematy.
Dziewczyna po kilku interesujących konwersacjach zorientowała się, że Konrad
jest mugolem, ale ma dużo wiedzy o świecie magicznym i nie jest zbyt szkodliwy.
Po
obiedzie Sophie postanowiła poczytać. Na szczęście w gabinecie przyjaciela
matki znajdował się ogromny księgozbiór. Delikatnie zapukała w drzwi po chwili
usłyszała krótkie „proszę” wtedy weszła do środka. Tom akurat oglądał
pierścionek. Dziewczyna podeszła do niego i zza ramienia spoglądała na
biżuterie.
–
Naprawdę mamy dobry gust – powiedział z uśmiechem.
–
Rzeczywiście jest bardzo piękny – przytaknęła.
– Mógłbym
Ci go włożyć na palec, bo nawet nie wiem czy będzie dobry na twoją mamę, a wy
macie podobne palce – zapytał.
– Możesz
– dziewczyna wyraziła zgodę.
Wziął ją
za rękę czarownicę i wsunął jej na palec pierścionek. W tym momencie serce
Sophie podskoczyło do gardła. Chciała żeby to teraz były jej zaręczyny. Mężczyzna
wpatrywał się w nią. W jego oczach dostrzegła dziwny błysk. Nie wiedziała, w co
pogrywa Tom. Przecież w każdej chwili do gabinetu mogła wejść jej mama i chyba
pomyślała o tym w złej chwili, bo otworzyły się, a w nich stanęła Isabelle. Łzy
mimowolnie zaczęły jej płynąć po policzku. Odwróciła się na pięcie i wybiegła z
pokoju.
– Mamo!
To nie jest tak jak myślisz! – krzyknęła podążając za nią.
Weszła do
pokoju matki. Kobieta leżała na dosyć dużym łóżku, przykrytym czerwoną narzutą
i płakała. Czarownica usiadła obok niej i pogładziła ją po plecach.
– Mamo to
nie jest tak jak wyglądało. Przymierzałam pierścionek żeby zobaczyć czy będzie
pasować na twój palec – odezwała się. Mnie się Tom nie podoba – skłamała.
– Kochanie, ale wiesz jak to zobaczyłam to chciałam umrzeć. Kocham Toma i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Ale wiedz, że o wspólnych latach z twoim ojcem nie zapomniałam –uśmiechnęła się słabo.
– Kochanie, ale wiesz jak to zobaczyłam to chciałam umrzeć. Kocham Toma i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Ale wiedz, że o wspólnych latach z twoim ojcem nie zapomniałam –uśmiechnęła się słabo.
– Kocham
Cię, mamo – dziewczyna przytuliła matkę.
Tymczasem
Tom siedział wpatrzony w jeden punkt na suficie. Zastanawiał się, dlaczego
poczuł dziwne ciepło bijące od Sophie, kiedy wkładał jej pierścionek na palec.
Niewątpliwie miała ogromną moc. Przy niej Isabelle jest mierną czarownicą. Być
może, jeśli uda się Severusowi przekabacić ją na stronę Śmierciożerców będzie
mógł wykorzystać jej siłę do zapanowania nad światem. Rozmyślania przerwało
wejście obuch kobiet do gabinetu.
– Skoro
już mama wie o pierścionku to może się wreszcie oświadczysz – próbowała zdjąć
go z palca, ponieważ zapomniała zrobić to wcześniej. Dlaczego nie mogę go
ściągnąć? –przestraszyła się. Tom, mamo pomóżcie – zaczęła się denerwować.
Mężczyzna
ponownie wziął dłoń swojej przyszłej pasierbicy i bez problemu zdjął
pierścionek. Młoda czarownica odetchnęła z ulgą.
– Sophie,
Isabelle pozwolicie, że w piątek pójdziemy na uroczystą zaręczynowa kolację –
zarządził.
– Dobrze.
Tylko, w co się ubierzemy?! – powiedziały chórem kobiety.
*
Już od
samego rana Sophie wraz z matką wybrały się na zakupy. Odwiedziły kilka
sklepów, ale nic im się nie podobało. Kiedy już straciły nadzieję ich oczom
ukazała się długa granatowoczarna sukienka. Od razu postanowiły, że będzie
pasować na Isabelle.Niestety była za mała, za to na czarownicy leżała idealnie.
Kreacja wiązana była na szyi odkrywając plecy dziewczyny. Kobiety śmiały się,
że to chyba naprawdę Sophie wystąpi w roli przyszłej narzeczonej, bo dla
Isabelle nic niemożna było znaleźć.
Tymczasem w willi trwała narada Śmierciożerców. Panowała żywa dyskusja na temat kolejnego ataku na Hogsmeade. Jednak, kiedy do salonu wszedł Czarny Pan rozmowy momentalnie ucichły.
Tymczasem w willi trwała narada Śmierciożerców. Panowała żywa dyskusja na temat kolejnego ataku na Hogsmeade. Jednak, kiedy do salonu wszedł Czarny Pan rozmowy momentalnie ucichły.
– Witam
moich drogich przyjaciół – przywitał się.
Zazwyczaj
Lord Voldemort na zebraniach pojawiał się w swojej mrocznej osobie, ale dziś
postanowił przybrać ludzką postać.
–
Zebraliśmy się tutaj, abym przekazał wam ważną wiadomość – zaczął swoją
przemowę.
– Panie, już wiesz jak pokonać Pottera? – zapytał przebiegły jak zwykle Lucjusz Malfoy.
– Lucjuszu nie będę walczył z dzieciakiem, co ma jeszcze mleko pod nosem – oświadczył ze śmiechem.
– Panie w takim razie, co nam chcesz powiedzieć – dopytywała się Bellatriks.
– Otóż niedługo się żenię i do tego czasu nie chcę, aby komukolwiek coś się stało. Zakon za bardzo węszy wokół mojej osoby. Nie chce, aby doszli do tego, że zmieniłem nazwisko i miejsce zamieszkania – oświadczył chłodno.
– Panie, już wiesz jak pokonać Pottera? – zapytał przebiegły jak zwykle Lucjusz Malfoy.
– Lucjuszu nie będę walczył z dzieciakiem, co ma jeszcze mleko pod nosem – oświadczył ze śmiechem.
– Panie w takim razie, co nam chcesz powiedzieć – dopytywała się Bellatriks.
– Otóż niedługo się żenię i do tego czasu nie chcę, aby komukolwiek coś się stało. Zakon za bardzo węszy wokół mojej osoby. Nie chce, aby doszli do tego, że zmieniłem nazwisko i miejsce zamieszkania – oświadczył chłodno.
Za to
jego poplecznicy okazali więcej emocji na nowinę, którą ogłosił ich Władca.
Jedynie Mistrz Eliksirów zachował tą samą pozbawioną uczuć, kamienną twarz.
Zastanawiał się teraz nad tym jak zmieni się życie Sophie. Znał na tyle dobrze swojego
Pana, że mógł przypuszczać, że wykorzysta on nie tylko jego uczennicę, ale
również jej matkę do osiągnięcia swojego planu. Kobiety tak samo jak i on byli
pionkami w chorej grze, którą prowadził Voldemord.
– Cisza!
– krzyknął zdenerwowany Tom wyrywając Snape’a z rozmyślań. Jeśli macie się
zachowywać jak banda plotuchów i nieokrzesańców to lepiej żebyście opuścili ten
salon. Koniec zebrania – powiedział. Severusie możesz zostać jeszcze na chwilę
– zwrócił się do odchodzącego Śmierciożercy.
– Tak
Panie, czego jeszcze ode mnie oczekujesz skoro jestem niewychowany – rzucił z
ironią.
– Severusie, przestańmy zachowywać się jak dzieci. Mam do ciebie pewną sprawę. Zostałbyś świadkiem na moim ślubie? Jesteś najbardziej normalny z całej tej bandy – zaproponował.
– Panie, to będzie dla mnie zaszczyt – mężczyzna nie krył zdziwienia, że jego Pan go o to prosi.
– Dziękuję. Możesz odejść. W razie, czego będę Cię wzywał – powiedział spokojnie.
– Severusie, przestańmy zachowywać się jak dzieci. Mam do ciebie pewną sprawę. Zostałbyś świadkiem na moim ślubie? Jesteś najbardziej normalny z całej tej bandy – zaproponował.
– Panie, to będzie dla mnie zaszczyt – mężczyzna nie krył zdziwienia, że jego Pan go o to prosi.
– Dziękuję. Możesz odejść. W razie, czego będę Cię wzywał – powiedział spokojnie.
*
Nadszedł
oczekiwany przez wszystkich piątek. O 20 Tom miał zabrać je na uroczystą
kolację. Kilka minut po dziewiętnastej Sophie była już ubrana. Do nowej
sukienki założyła szpilki i czarny żakiet. Dzięki kilku zaklęciom jej włosy, na
co dzień proste stały się lekko falowane. Umalowała się delikatnym cieniem, a
rzęsy podkreśliła czarnym, pogrubiającym tuszem. Kiedy przejrzała się w lustrze
nie poznała się.
Jej matka
również źle nie wyglądała. Czerwona sukienka podkreślała wszystkie atuty
Isabelle łącznie z dość dużym biustem.
Tom
czekał na nie w salonie. Dobrze skrojony ciemno grafitowy garnitur perfekcyjnie
na nim leżał, a seledynowa koszula idealnie współgrała z jego oczami.
Po
wykwintnej kolacji Tom wyciągnął dwa małe pudełeczka z kieszeni. Jeden
podarował Sophie, a z drugiego wyjął pierścionek.
– O jejku
do dla mnie. Dziękuję – dziewczyna aż podskoczyła z radości. W środku
znajdowały się kolczyki w kształcie kwiatuszków.
– To
takie małe przekupstwo żebyś zgodziła się na zaręczyny – uśmiechnął się, po
czym wziął rękę Isabelle i wsunął jej pierścionek na palec. Wyjdziesz za mnie?
– zapytał zdenerwowany. Po chwili milczenia kobieta wyraziła zgodę.
– To może
wznieśmy toast za narzeczonych – powiedziała Sophie. Zaraz potem przechyliła i
wypiła całą lampkę szampana.
Hmm... Moim zdaniem akcja troche za szybko się dzieje. Początek wyszedł Ci średnio - nie pasował mi ten mugol w willi i to że matka zachowała sie jak 5-letnie dziecko wybiegając z pokoju - było to troszke dziwne. Liczę na lepszą notkę;p ;)
OdpowiedzUsuń~XxX
Konrad, mugol - to nawet pasowałoby do Voldemorta, który chciałby pozostać w ukryciu ze swoimi prawdziwymi intencjami. Opis poszczególnych osób był tak plastyczny, że niemal widziałam je tuż przed własnym nosem. Bardzo dobra ta akcja z pierścionkiem - Iza widocznie jest tak zaślepiona miłością, że nie widzi niebezpieczeństwa ze strony Toma. Ogółem - bardzo mi się podobało. Szablon dodaje nastroju. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny.
~Merimaat
rozkręcasz się z rozdziału na rozdział
OdpowiedzUsuńoby tak dalej
Panna Rickman
No rozdział super^^
OdpowiedzUsuńTomuś się stara jak widzę xp
Czekam na next:)
Zapraszam do mnie na nowy rozdział www.hp-ksiezniczka-smierci.blog.onet.pl :)
dzo
Super blog....Podoba mi sie
OdpowiedzUsuń~Rozgwiazda