poniedziałek, 13 sierpnia 2012

XI

– Puszczaj bydlaku, bo pożałujesz, że się w ogóle pojawiłeś na tym świecie – Sophie krzyczała na całe gardło.
– Uspokój się – ktoś rzucił dziewczynę na łóżko.
Reakcja czarownicy była szybka i przemyślana. Wyjęła różdżkę z kieszeni szarego płaszcza i wycelowała nią w swojego oprawcę. Po chwili doznała szoku. Na podłodze ogłuszony zaklęciem leżał... Severus Snape we własnej osobie.
– Cholera jasna, co ja zrobiłam? – złapała się za głowę.
Dobiegła do nauczyciela. Oddychał, ale nie ruszał się. Zaczęła nim potrząsać, bić po twarzy. Zarzucała sobie, że wybrała za silne zaklęcie. Mężczyzna leżał bezwładnie na miękkim, czerwonym dywanie. Była bezsilna na to, co przed chwilą zrobiła. Usiadła obok jego ciała i zaczęła płakać. Dopiero teraz zorientowała się, że w pokoju panuje mrok. Zapaliła lampkę stojącą na nocnym stoliku. Smużki światła momentalnie rozjaśniły pomieszczenie, ale nadal było ponuro. Sophie spróbowała jeszcze kilka razy cucić Mistrza Eliksirów, ale bez skutku. Na dużym łóżku znalazła poduszkę, podłożyła ją pod głowę i okryła go kocem. Kiedy poprawiała okrycie mimowolnie spojrzała na jego twarz. Przydługie włosy delikatnie opadały na jasne czoło. Odgarnęła je. Pogładziła gładki policzek, na którym jeszcze niedawno składała ciosy wybudzenia. Znów uroniła kilka łez. Wiedziała, że go nie zabiła, bo oddychał. Tylko, dlaczego jeszcze się nie obudził? – myślała. Kiedy już miała wstać poczuła silne szarpnięcie za rękę. Za chwilę leżała obok Mistrza Eliksirów. Wpatrywała się w jego czarne jak węgiel oczy. Poczuła, że robi się jej gorąco. Chciała wstać. Przytrzymał ją. Przez moment byli bardzo blisko siebie. Ich oddechy połączyły się w jeden. Ledwie kilka centymetrów dzieliło ich od pocałunku, gdy nagle nauczyciel ją odepchnął i powiedział:
– To nie może się stać.
– Ale co? – spytała oszołomiona.
– Nieważne. Panno Thompson o ucieczce ze szkoły jutro powiadomimy, kogo trzeba – podniósł się z podłogi. Teraz radziłbym iść spać, bo za spóźnienie na śniadanie też odejmujemy punkty – uśmiechnął się sarkastycznie.
– Proszę niech Pan Profesor nikomu o tym nie mówi. Ja chciałam się dowiedzieć czy mama jest bezpieczna i jak się czuje. Mogę mieć nawet szlaban do końca roku, każdego dnia, do później godziny tylko błagam niech dyrektor się o tym nie dowie – błagalnie złożyła ręce. A właściwie gdzie my jesteśmy? – zapytała.
– Nie mogę tego powiedzieć. Jakaś kara musi być. Lepiej cię stąd zabiorę. Daj mi rękę – wyciągnął swoją dłoń.
Dziewczyna nieufnie podała mu ją. Poczuła znajome szarpniecie i znalazła się przed drzwiami swojego pokoju. Snape’a już nie było.

*

Już od samego rana Sophie przeczuwała, że jej wczorajszy występek nie ujdzie na sucho. Znała już trochę możliwości Snape’a. Nie było wątpliwości, że złośliwa natura Nietoperza da dzisiaj o sobie znać. Z bijącym sercem udała się do Dumbledore’a. Stwierdziła, że za przyznanie się do winy dostanie mniejszą karę. Zastukała dosyć mocno i pewnie w stare dębowe drzwi. Po kilkunastu sekundach ponowiła czynność, ponieważ nikt nie odpowiadał. Postanowiła sprawdzić, dlaczego dyrektor nie zaprosił jej jeszcze do środka. Uchyliła po cichu drzwi i weszła do pomieszczenia. Nikogo nie było w środku. Przynajmniej jej się tak wydawało.
– Widzę, że jesteś szybsza ode mnie – usłyszała znajomy jak zwykle ironiczny głos.
– Profesor Snape, ja... tylko... chciałam... – zmieszała się.
– Nie obchodzi mnie to, co chcesz.
– Sophie dobrze, że już jesteś. Severusie nie będziesz potrzebny. Dziękuję, że dotrzymałeś Sophie towarzystwa. Albus zaraz przyjdzie. Poradzimy sobie – powiedział na przywitanie Flitwick.
Zaraz potem pojawił się dyrektor. Czarownica złapała dwa głębokie wdechy i już od progu przyznała się do winy. Dumbledore popatrzył się swoimi lazurowymi oczami na dziewczynę zaraz potem na jej opiekuna. Flitwick znany był z tego, że miał dobre serce i nie gniewał się długo na swoich wychowanków. Zrozumiał, że Sophie musiała odwiedzić chorą matkę i kazał za karę napisać jej wypracowanie na wybrany przez niego temat. Dumbledore powiedział pouczające kazanie na temat bezpieczeństwa i obiecał, że zapyta ją za jakiś czas ze szkolnego regulaminu.

*

Minęło kilka pochmurnych, listopadowych dni. Pierwszy śnieg zamienił się w lodowaty deszcz. Dookoła było szaro, mokro i melancholijnie. Drzewa do końca straciły liście. Nagie konary kołysały się jak im zagrał wiatr jednym słowem na dobre przybyła prawdziwa, angielska jesień.
Tom siedział przy łóżku przyszłej żony. Podkrążone oczy, nieogolona twarz, zmierzwione włosy pokazywały jak bardzo zależało mu na tym żeby Isabelle przeżyła. Zagroził kobiecie, że jeżeli zaraz się nie obudzi to nie wie czy ze sobą nie skończy. Targały nim sprzeczne uczucia. Z jednej strony chęć władzy nad światem panowała w jego umyśle, a z drugiej pieprznąłby to wszystko dla ukochanej kobiety. Według lekarzy powinna była się już obudzić, a żaden znak na niebie i ziemi na to nie wskazywał. Mężczyzna nerwowo zaczął chodzić po pokoju. Miał dosyć bezczynnego czekania.
– Tom, gdzie ja jestem? –usłyszał słaby kobiecy głos.
– Isabelle nareszcie się obudziłaś – powiedział wzruszony.
– Co mi jest? – próbowała się podnieść.
– Leż teraz spokojnie. Porozmawiamy później. Teraz śpij. Musisz mieć siły, żebyś ładnie wyglądała na ślubie – pogładził ją po głowie i pocałował w delikatnie w czoło.
Poczekał aż usnęła. Kiedy teraz wiedział już, że nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo mógł spokojnie napisać o tym do Sophie. Jeżeli Severus powiedział jej o wypadku dziewczyna ma prawo wiedzieć, że nic już matce nie grozi. Po powrocie do domu napisał do czarownicy list. Przywiązał go do nóżki czarnej sowy, która za wyleciała przed uchylone okno.

***

Jedynie mała lampka oświetlała mroczny pokój panny Thompson. Zegar wybijał właśnie północ brązowowłosa siedziała jeszcze nad wypracowaniem z transmutacji. Lubiła bardzo nocą naukę. Nikt jej nie przeszkadzał, wokoło panowała cisza i spokój. Pomiędzy jednym a drugim zdaniem wspominała kilka minionych dni. Cieszyła się, że Drops nie ukarał jej za naruszenie regulaminu. Nurtowała ją tylko jedna rzecz, a właściwie osoba – Severus Snape. Mistrz Eliksirów i ciętego języka. Był dla niej zagadką nie do odkrycia. Kiedy poznawała jakąś osobę po chwili rozmowy wiedziała co o  niej myśleć. Teraz błądziła jak dziecko we mgle. Nauczyciel był nie przewidywalny jak sztorm na morzu. Kto go bliżej poznał albo pokochał, albo znienawidził. Sophie chyba stała pośrodku tej drogi. W dzieciństwie jej dziadek uczył ją, żeby zrozumieć zachowanie ludzi trzeba ich dobrze poznać i wtedy oceniać, jakimi są naprawdę. „Kochany dziadek” – spojrzała na ramkę, na którym była z rodziną. Brakowało jej teraz tych rad. Z przerażeniem stwierdziła, że nie widziała się z nim już ponad półtora roku. Co prawda pisali do siebie listy, ale były one ubogie w informacje o życiu i postępowaniu w czasie ziemskiego bytowania. Zastanawiała się także, co dzieje się u jej ojca. Z pewnością nie wiedział o wypadku byłej żony, z resztą ona też nie otrzymała żadnej wiadomości od Toma.
Odkąd Robert rozstał się z Isabelle widziała go raz. Nie rozmawiali ze sobą, bo ojciec bardzo się spieszył.Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie była córeczką tatusia. Już kiedyś zlekceważył jej prośbę, ale teraz nie pamiętała, czego ona dotyczyła.
Z zamyśleń wyrwał ją delikatne pukanie w szybę. Serce dziewczyny skoczyło do gardła. Dopuszczała do siebie najgorsze myśli. Otworzyła jedną cześć okna i wpuściła sowę do środka, po odpięciu wiadomości ptak wzbił się w powietrze i zniknął w zimnym listopadowym mroku. Trzęsącymi rękoma czarownica otworzyła list. 

Droga Sophie!
Przepraszam Cię, że dopiero teraz wysyłam ci wiadomość o stanie zdrowia Isabelle, ale wcześniej nie miałem do tego głowy. Twoja mama odzyskała przytomność. Lekarze mówią, że najgorsze już minęło. Byłbym bardzo rad gdybyś w najbliższy piątek pojawiła się w domu. Porozmawiaj z Dumbledorem. Gdyby nie wyraził zgody na twój chwilowy powrót do domu postaram się to jakoś załatwić. I nie martw się na zapas, bo z mamą wszystko w porządku.

Tom R.

Odetchnęła z ulgą kiedy do końca przeczytała list. Głowiła się jak przekonać Dropsa o wyjeździe do Londynu. Żaden sensowny pomysł nie przychodził jej do głowy. Spojrzała mimowolnie na stary zegar. Wskazywał pierwszą. Dopiero teraz poczuła zmęczenie. Ziewnęła kilka razy, rozebrała się i położyła do łóżka. Nie minął kwadrans, a Sophie udała się do krainy snów.

*

Nie otwierając jeszcze oczu czarownica leniwie przeciągnęła się po łóżku. Poleżała jeszcze chwilę pod ciepłą kołdrą. W pomieszczeniu było chłodno, ponieważ dziewczyna zapomniała zamknąć okna przed pójściem spać. Zimne, świeże powietrze dobrze zrobiło na zaspaną Sophie. Kilka razy wciągnęła je w płuca. Poczuła się o wiele lepiej, ale na zegar spojrzała jeszcze sennym wzrokiem. Wskazówki zatrzymały się na godzinie dziewiątej. Reakcja Sophie była natychmiastowa. Zrzuciła z siebie piżamę i nałożyła byle, jakie ciuchy nie zapominając o szkolnej szacie. W biegu złapała jeszcze jabłko, które zostało jej po kolacji i z impetem ruszyła w stronę lochów.
– Dzień dobry Panie Profesorze. Przepraszam za spóźnienie – wbiegła do sali bez pukania.
– Minus dziesięć punktów dla waszego domu – powiedział chłodno Snape.
– A dziękujemy bardzo, że Pan Profesor po raz kolejny nagrodził nas przeze mnie. Jestem z tego powodu bardzo dumna – rzuciła z satysfakcją Sophie.
– Panno Thompson, tego już za wiele! – nauczyciel uderzył pięścią w stół. Twoje zachowanie jest naganne.
– Nie mniejsze od Pańskiego.
Czarownica nie wiedziała, dlaczego prowadzi ta do niczego nieidącą dyskusję. Spodobało jej się gnębienie Nietoperza. Ravenclaw nie miał jej tego za złe, ponieważ przynosiła mu chwałę na innych lekcjach.
– Twoja ignorancja mojego przedmiotu przeszła najśmielsze ludzkie oczekiwania.
– Nie zaprzeczy pan profesor, że na ostatnim szlabanie był pan profesor miło zaskoczony moimi umiejętnościami – uśmiechnęła się tajemniczo.
– Dosyć tej dyskusji! Przez ciebie straciłem pół lekcji. Porozmawiamy po zajęciach na temat twojego zachowania.
Ostatnie dziesięć minut było już spokojnie. Snape nie za wiele zdążył wytłumaczyć. Kazał przeczytać temat, a sam zajął się swoimi rzeczami.
Kiedy wszyscy grzecznie opuścili pracownię. Sophie podeszła do biurka nauczyciela. Wpatrywała się w swoje szkolne trzewiczki. Nie chciała zaczynać pierwsza tej rozmowy. Wiedziała, że dzisiaj trochę przeholowała, ale Nietoperz tez nie był bez winy.
– W takim razie, co robimy w twoim przypadku? – nauczyciel wreszcie się odezwał.
– Może kolejne odjęcie punktów i szlaban jak zwykle – zaproponowała.
– Miałem, co do twojej osoby inne plany, ale skoro tak chcesz. Niech stracę ja, a właściwie ty i nawet cała szkoła.
– Nie rozumiem – spojrzała na niego.
– Ministerstwo organizuje konkurs wiedzy o eliksirach. Myślałem o tobie jako jednej z uczestniczek, ale po dzisiejszym spektaklu obawiam się, że nie zasłużyłaś na taki zaszczyt.
– Wie Pan Profesor doskonale, że dobrze się uczę. A to, co zachodzi pomiędzy nami to jakieś pieprzone fatum, albo jeszcze coś gorszego.
– Panno Thompson proszę nie używać takich słów w obecności nauczyciela. Zastanowię się jeszcze nad wyróżnieniem ciebie na tym konkursie. Jeśli zdecydujesz się na udział w nim to bądź przygotowana na krew po i łzy – podsumował to Severus.
- Jestem gotowa. I dam panu profesorowi dobra radę, że na szacunek i poważanie u ludzi trzeba pracować całymi latami. Do widzenia – pożegnała się.
– Do widzenia. Pamiętaj, szlaban u mnie dzisiaj o dwudziestej, nie spóźnij się – powiedział z sarkastycznym uśmiechem na ustach.

4 komentarze:

  1. Cudowny rozdział, zresztą jak zwykle. Podobało mi się zagranie między Sophie i Sevem w klasie, nie wspominając juz o sytuacji z początku notki, aż gorąco mi się zrobiło.
    Pozdrawiam - nie przypominaj mi o maturze, mamy jeszcze prawie miesiąc :)

    ~Merimaat

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe co się wydarzy na tm szlabanie xD Super;)

    ~XxX

    OdpowiedzUsuń
  3. jak zawsze genialnie
    nocne odrabianie lekcji Sophie przypomina mi pisanie mojego opowiadania, które powstaje zwykle między pierwszą a trzecią w nocy
    (tak mnie wena nachodzi)

    Severus przełamuje się
    no,no
    ciekawa jestem tego konkursu...

    Mogłabyś mnie informować na gg?
    11589264(częściej byłam na gadu niż na blogu:D)
    czekam na next
    powodzenia w przygotowaniach do matury
    (trzymam kciuki)


    ~panna Rickman

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja cię! Scena na początku to normalnie...ah! xp Mi się gorąco zrobiło, a tu buu.
    Fajnie, że mama Sophie się obudziła:)
    A końcowa wymiana zdań z Nietoperzem to po prostu 1klasa xD Jak ja kocham takie pyskówki:lol2:
    Mega, że rozdział tak szybko i nie trzeba było czekać:)) Więcej takich proszę!
    xD
    Buźka;*

    ~Dżo

    OdpowiedzUsuń