– Puszczaj
bydlaku, bo pożałujesz, że się w ogóle pojawiłeś na tym świecie – Sophie
krzyczała na całe gardło.
– Uspokój
się – ktoś rzucił dziewczynę na łóżko.
Reakcja
czarownicy była szybka i przemyślana. Wyjęła różdżkę z kieszeni szarego
płaszcza i wycelowała nią w swojego oprawcę. Po chwili doznała szoku. Na
podłodze ogłuszony zaklęciem leżał... Severus Snape we własnej osobie.
– Cholera
jasna, co ja zrobiłam? – złapała się za głowę.
Dobiegła
do nauczyciela. Oddychał, ale nie ruszał się. Zaczęła nim potrząsać, bić po
twarzy. Zarzucała sobie, że wybrała za silne zaklęcie. Mężczyzna leżał
bezwładnie na miękkim, czerwonym dywanie. Była bezsilna na to, co przed chwilą
zrobiła. Usiadła obok jego ciała i zaczęła płakać. Dopiero teraz zorientowała
się, że w pokoju panuje mrok. Zapaliła lampkę stojącą na nocnym stoliku. Smużki
światła momentalnie rozjaśniły pomieszczenie, ale nadal było ponuro. Sophie
spróbowała jeszcze kilka razy cucić Mistrza Eliksirów, ale bez skutku. Na dużym
łóżku znalazła poduszkę, podłożyła ją pod głowę i okryła go kocem. Kiedy
poprawiała okrycie mimowolnie spojrzała na jego twarz. Przydługie włosy
delikatnie opadały na jasne czoło. Odgarnęła je. Pogładziła gładki policzek, na
którym jeszcze niedawno składała ciosy wybudzenia. Znów uroniła kilka łez.
Wiedziała, że go nie zabiła, bo oddychał. Tylko, dlaczego jeszcze się nie
obudził? – myślała. Kiedy już miała wstać poczuła silne szarpnięcie za rękę. Za
chwilę leżała obok Mistrza Eliksirów. Wpatrywała się w jego czarne jak węgiel
oczy. Poczuła, że robi się jej gorąco. Chciała wstać. Przytrzymał ją. Przez
moment byli bardzo blisko siebie. Ich oddechy połączyły się w jeden. Ledwie
kilka centymetrów dzieliło ich od pocałunku, gdy nagle nauczyciel ją odepchnął
i powiedział:
– To nie
może się stać.
– Ale co?
– spytała oszołomiona.
–
Nieważne. Panno Thompson o ucieczce ze szkoły jutro powiadomimy, kogo trzeba –
podniósł się z podłogi. Teraz radziłbym iść spać, bo za spóźnienie na śniadanie
też odejmujemy punkty – uśmiechnął się sarkastycznie.
– Proszę
niech Pan Profesor nikomu o tym nie mówi. Ja chciałam się dowiedzieć czy mama
jest bezpieczna i jak się czuje. Mogę mieć nawet szlaban do końca roku, każdego
dnia, do później godziny tylko błagam niech dyrektor się o tym nie dowie –
błagalnie złożyła ręce. A właściwie gdzie my jesteśmy? – zapytała.
– Nie
mogę tego powiedzieć. Jakaś kara musi być. Lepiej cię stąd zabiorę. Daj mi rękę
– wyciągnął swoją dłoń.
Dziewczyna
nieufnie podała mu ją. Poczuła znajome szarpniecie i znalazła się przed
drzwiami swojego pokoju. Snape’a już nie było.
*
Już od
samego rana Sophie przeczuwała, że jej wczorajszy występek nie ujdzie na sucho.
Znała już trochę możliwości Snape’a. Nie było wątpliwości, że złośliwa natura
Nietoperza da dzisiaj o sobie znać. Z bijącym sercem udała się do Dumbledore’a.
Stwierdziła, że za przyznanie się do winy dostanie mniejszą karę. Zastukała
dosyć mocno i pewnie w stare dębowe drzwi. Po kilkunastu sekundach ponowiła
czynność, ponieważ nikt nie odpowiadał. Postanowiła sprawdzić, dlaczego
dyrektor nie zaprosił jej jeszcze do środka. Uchyliła po cichu drzwi i weszła
do pomieszczenia. Nikogo nie było w środku. Przynajmniej jej się tak wydawało.
– Widzę,
że jesteś szybsza ode mnie – usłyszała znajomy jak zwykle ironiczny głos.
– Profesor Snape, ja... tylko... chciałam... – zmieszała się.
– Profesor Snape, ja... tylko... chciałam... – zmieszała się.
– Nie
obchodzi mnie to, co chcesz.
– Sophie
dobrze, że już jesteś. Severusie nie będziesz potrzebny. Dziękuję, że
dotrzymałeś Sophie towarzystwa. Albus zaraz przyjdzie. Poradzimy sobie –
powiedział na przywitanie Flitwick.
Zaraz
potem pojawił się dyrektor. Czarownica złapała dwa głębokie wdechy i już od
progu przyznała się do winy. Dumbledore popatrzył się swoimi lazurowymi oczami
na dziewczynę zaraz potem na jej opiekuna. Flitwick znany był z tego, że miał
dobre serce i nie gniewał się długo na swoich wychowanków. Zrozumiał, że Sophie
musiała odwiedzić chorą matkę i kazał za karę napisać jej wypracowanie na
wybrany przez niego temat. Dumbledore powiedział pouczające kazanie na temat
bezpieczeństwa i obiecał, że zapyta ją za jakiś czas ze szkolnego regulaminu.
*
Minęło
kilka pochmurnych, listopadowych dni. Pierwszy śnieg zamienił się w lodowaty
deszcz. Dookoła było szaro, mokro i melancholijnie. Drzewa do końca straciły
liście. Nagie konary kołysały się jak im zagrał wiatr jednym słowem na dobre
przybyła prawdziwa, angielska jesień.
Tom
siedział przy łóżku przyszłej żony. Podkrążone oczy, nieogolona twarz,
zmierzwione włosy pokazywały jak bardzo zależało mu na tym żeby Isabelle
przeżyła. Zagroził kobiecie, że jeżeli zaraz się nie obudzi to nie wie czy ze
sobą nie skończy. Targały nim sprzeczne uczucia. Z jednej strony chęć władzy
nad światem panowała w jego umyśle, a z drugiej pieprznąłby to wszystko dla
ukochanej kobiety. Według lekarzy powinna była się już obudzić, a żaden znak na
niebie i ziemi na to nie wskazywał. Mężczyzna nerwowo zaczął chodzić po pokoju.
Miał dosyć bezczynnego czekania.
– Tom,
gdzie ja jestem? –usłyszał słaby kobiecy głos.
–
Isabelle nareszcie się obudziłaś – powiedział wzruszony.
– Co mi
jest? – próbowała się podnieść.
– Leż
teraz spokojnie. Porozmawiamy później. Teraz śpij. Musisz mieć siły, żebyś
ładnie wyglądała na ślubie – pogładził ją po głowie i pocałował w delikatnie w
czoło.
Poczekał
aż usnęła. Kiedy teraz wiedział już, że nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo
mógł spokojnie napisać o tym do Sophie. Jeżeli Severus powiedział jej o wypadku
dziewczyna ma prawo wiedzieć, że nic już matce nie grozi. Po powrocie do domu
napisał do czarownicy list. Przywiązał go do nóżki czarnej sowy, która za
wyleciała przed uchylone okno.
***
Jedynie
mała lampka oświetlała mroczny pokój panny Thompson. Zegar wybijał właśnie
północ brązowowłosa siedziała jeszcze nad wypracowaniem z transmutacji. Lubiła
bardzo nocą naukę. Nikt jej nie przeszkadzał, wokoło panowała cisza i spokój.
Pomiędzy jednym a drugim zdaniem wspominała kilka minionych dni. Cieszyła się,
że Drops nie ukarał jej za naruszenie regulaminu. Nurtowała ją tylko jedna
rzecz, a właściwie osoba – Severus Snape. Mistrz Eliksirów i ciętego języka.
Był dla niej zagadką nie do odkrycia. Kiedy poznawała jakąś osobę po chwili
rozmowy wiedziała co o niej myśleć. Teraz błądziła jak dziecko we mgle.
Nauczyciel był nie przewidywalny jak sztorm na morzu. Kto go bliżej poznał albo
pokochał, albo znienawidził. Sophie chyba stała pośrodku tej drogi. W
dzieciństwie jej dziadek uczył ją, żeby zrozumieć zachowanie ludzi trzeba ich
dobrze poznać i wtedy oceniać, jakimi są naprawdę. „Kochany dziadek” – spojrzała
na ramkę, na którym była z rodziną. Brakowało jej teraz tych rad. Z
przerażeniem stwierdziła, że nie widziała się z nim już ponad półtora roku. Co
prawda pisali do siebie listy, ale były one ubogie w informacje o życiu i
postępowaniu w czasie ziemskiego bytowania. Zastanawiała się także, co dzieje
się u jej ojca. Z pewnością nie wiedział o wypadku byłej żony, z resztą ona też
nie otrzymała żadnej wiadomości od Toma.
Odkąd
Robert rozstał się z Isabelle widziała go raz. Nie rozmawiali ze sobą, bo
ojciec bardzo się spieszył.Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie była córeczką
tatusia. Już kiedyś zlekceważył jej prośbę, ale teraz nie pamiętała, czego ona
dotyczyła.
Z
zamyśleń wyrwał ją delikatne pukanie w szybę. Serce dziewczyny skoczyło do
gardła. Dopuszczała do siebie najgorsze myśli. Otworzyła jedną cześć okna i
wpuściła sowę do środka, po odpięciu wiadomości ptak wzbił się w powietrze i
zniknął w zimnym listopadowym mroku. Trzęsącymi rękoma czarownica otworzyła
list.
Droga Sophie!
Przepraszam Cię, że dopiero teraz wysyłam ci
wiadomość o stanie zdrowia Isabelle, ale wcześniej nie miałem do tego głowy.
Twoja mama odzyskała przytomność. Lekarze mówią, że najgorsze już minęło.
Byłbym bardzo rad gdybyś w najbliższy piątek pojawiła się w domu. Porozmawiaj z
Dumbledorem. Gdyby nie wyraził zgody na twój chwilowy powrót do domu postaram
się to jakoś załatwić. I nie martw się na zapas, bo z mamą wszystko w porządku.
Tom R.
Odetchnęła
z ulgą kiedy do końca przeczytała list. Głowiła się jak przekonać Dropsa o
wyjeździe do Londynu. Żaden sensowny pomysł nie przychodził jej do głowy.
Spojrzała mimowolnie na stary zegar. Wskazywał pierwszą. Dopiero teraz poczuła
zmęczenie. Ziewnęła kilka razy, rozebrała się i położyła do łóżka. Nie minął
kwadrans, a Sophie udała się do krainy snów.
*
Nie
otwierając jeszcze oczu czarownica leniwie przeciągnęła się po łóżku. Poleżała
jeszcze chwilę pod ciepłą kołdrą. W pomieszczeniu było chłodno, ponieważ
dziewczyna zapomniała zamknąć okna przed pójściem spać. Zimne, świeże powietrze
dobrze zrobiło na zaspaną Sophie. Kilka razy wciągnęła je w płuca. Poczuła się
o wiele lepiej, ale na zegar spojrzała jeszcze sennym wzrokiem. Wskazówki
zatrzymały się na godzinie dziewiątej. Reakcja Sophie była natychmiastowa. Zrzuciła
z siebie piżamę i nałożyła byle, jakie ciuchy nie zapominając o szkolnej
szacie. W biegu złapała jeszcze jabłko, które zostało jej po kolacji i z
impetem ruszyła w stronę lochów.
– Dzień
dobry Panie Profesorze. Przepraszam za spóźnienie – wbiegła do sali bez
pukania.
– Minus dziesięć punktów dla waszego domu – powiedział chłodno Snape.
– A dziękujemy bardzo, że Pan Profesor po raz kolejny nagrodził nas przeze mnie. Jestem z tego powodu bardzo dumna – rzuciła z satysfakcją Sophie.
– Minus dziesięć punktów dla waszego domu – powiedział chłodno Snape.
– A dziękujemy bardzo, że Pan Profesor po raz kolejny nagrodził nas przeze mnie. Jestem z tego powodu bardzo dumna – rzuciła z satysfakcją Sophie.
– Panno
Thompson, tego już za wiele! – nauczyciel uderzył pięścią w stół. Twoje
zachowanie jest naganne.
– Nie
mniejsze od Pańskiego.
Czarownica
nie wiedziała, dlaczego prowadzi ta do niczego nieidącą dyskusję. Spodobało jej
się gnębienie Nietoperza. Ravenclaw nie miał jej tego za złe, ponieważ
przynosiła mu chwałę na innych lekcjach.
– Twoja
ignorancja mojego przedmiotu przeszła najśmielsze ludzkie oczekiwania.
– Nie
zaprzeczy pan profesor, że na ostatnim szlabanie był pan profesor miło
zaskoczony moimi umiejętnościami – uśmiechnęła się tajemniczo.
– Dosyć
tej dyskusji! Przez ciebie straciłem pół lekcji. Porozmawiamy po zajęciach na
temat twojego zachowania.
Ostatnie
dziesięć minut było już spokojnie. Snape nie za wiele zdążył wytłumaczyć. Kazał
przeczytać temat, a sam zajął się swoimi rzeczami.
Kiedy
wszyscy grzecznie opuścili pracownię. Sophie podeszła do biurka nauczyciela.
Wpatrywała się w swoje szkolne trzewiczki. Nie chciała zaczynać pierwsza tej
rozmowy. Wiedziała, że dzisiaj trochę przeholowała, ale Nietoperz tez nie był
bez winy.
– W takim
razie, co robimy w twoim przypadku? – nauczyciel wreszcie się odezwał.
– Może
kolejne odjęcie punktów i szlaban jak zwykle – zaproponowała.
– Miałem,
co do twojej osoby inne plany, ale skoro tak chcesz. Niech stracę ja, a
właściwie ty i nawet cała szkoła.
– Nie
rozumiem – spojrzała na niego.
–
Ministerstwo organizuje konkurs wiedzy o eliksirach. Myślałem o tobie jako
jednej z uczestniczek, ale po dzisiejszym spektaklu obawiam się, że nie
zasłużyłaś na taki zaszczyt.
– Wie Pan Profesor doskonale, że dobrze się uczę. A to, co zachodzi pomiędzy nami to jakieś pieprzone fatum, albo jeszcze coś gorszego.
– Wie Pan Profesor doskonale, że dobrze się uczę. A to, co zachodzi pomiędzy nami to jakieś pieprzone fatum, albo jeszcze coś gorszego.
– Panno
Thompson proszę nie używać takich słów w obecności nauczyciela. Zastanowię się
jeszcze nad wyróżnieniem ciebie na tym konkursie. Jeśli zdecydujesz się na
udział w nim to bądź przygotowana na krew po i łzy – podsumował to Severus.
- Jestem gotowa. I dam panu profesorowi dobra radę, że na szacunek i poważanie u ludzi trzeba pracować całymi latami. Do widzenia – pożegnała się.
- Jestem gotowa. I dam panu profesorowi dobra radę, że na szacunek i poważanie u ludzi trzeba pracować całymi latami. Do widzenia – pożegnała się.
– Do
widzenia. Pamiętaj, szlaban u mnie dzisiaj o dwudziestej, nie spóźnij się –
powiedział z sarkastycznym uśmiechem na ustach.
Cudowny rozdział, zresztą jak zwykle. Podobało mi się zagranie między Sophie i Sevem w klasie, nie wspominając juz o sytuacji z początku notki, aż gorąco mi się zrobiło.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam - nie przypominaj mi o maturze, mamy jeszcze prawie miesiąc :)
~Merimaat
Ciekawe co się wydarzy na tm szlabanie xD Super;)
OdpowiedzUsuń~XxX
jak zawsze genialnie
OdpowiedzUsuńnocne odrabianie lekcji Sophie przypomina mi pisanie mojego opowiadania, które powstaje zwykle między pierwszą a trzecią w nocy
(tak mnie wena nachodzi)
Severus przełamuje się
no,no
ciekawa jestem tego konkursu...
Mogłabyś mnie informować na gg?
11589264(częściej byłam na gadu niż na blogu:D)
czekam na next
powodzenia w przygotowaniach do matury
(trzymam kciuki)
~panna Rickman
Ja cię! Scena na początku to normalnie...ah! xp Mi się gorąco zrobiło, a tu buu.
OdpowiedzUsuńFajnie, że mama Sophie się obudziła:)
A końcowa wymiana zdań z Nietoperzem to po prostu 1klasa xD Jak ja kocham takie pyskówki:lol2:
Mega, że rozdział tak szybko i nie trzeba było czekać:)) Więcej takich proszę!
xD
Buźka;*
~Dżo