czwartek, 16 sierpnia 2012

LIV


Punktualnie o godzinie siedemnastej Severus stanął przed drzwiami domu dziadka Sophie. W ręku trzymał dość spory bukiet herbacianych róż, w które zaopatrzył się na rynku w Madrycie, gdzie wstąpił na chwilę do baru na szklaneczkę czegoś mocniejszego. Niby dla odwagi i rozluźnienia…
Pomimo, że wrzesień chylił się ku końcowi na południu Europy wcale się tego nie odczuwało. Słońce przygrzewało dość mocno, a liście na drzewach nadal pozostawały soczyście zielone. Co innego działo się w Szkocji… Deszcz padał nieustannie od kilku dni, a nad jeziorem utrzymywała się mgła. Temperatura też nie zachęcała do przebywania na powietrzu. Hagrid zakończył już prace w swoim ogrodzie. Powoli przygotowywał się już do zimy – czasu odpoczynku po prawie całym roku wytężonej pracy. Dynie zostały sukcesywnie zamieniane w sok i ciasto. Pomona Sprout doglądała z niepokojem rośliny w cieplarni i zastanawiała się nad tym czy magicznie nie przyspieszyć ich wzrostu, by skrzaty przygotowujące posiłki zawsze miały dostęp do świeżych warzyw.
Severus pomyślał, że gdyby dane mu było doczekać emerytury to mógłby ją spędzić właśnie gdzieś na południu Europy, rozkoszując się ciepłem siedziałby w bujanym fotelu z nosem w książkach, a śliczna pielęgniarka podawałaby mu zimną lemoniadę z trzema kostkami lodu, w szklance przyozdobionej parasolką. To byłaby całkiem przyjemna starość… Tylko, że najpierw musiał wyjść zwycięsko z potyczki z Czarnym Panem i rozprawić się z Isabelle Thompson. Obie te sprawy wymagały stalowych nerwów i odrobiny szczęścia…
Pokonał z niebywałą łatwością kilka schodków i znalazł się na werandzie. Przeczesał dłonią włosy, które przez prawie cały ranek próbował doprowadzić do stanu używalności, a i tak nie był do końca pewny czy mu się to w pełni udało. Zastukał mosiężną kołatką w drzwi. Miał nadzieję, że żadnemu z jego p a n ó w nie będzie potrzebna pilna konsultacja z nim i dadzą mu, choć dziś święty spokój. Wymknięcie się niezauważonym z zamku to było nie lada wyzwanie, zwłaszcza, że bliźniacy Weasley na każdym kroku nastawiali na kogoś pułapki, które były równie skuteczne jak żarty Irytka. Kiedy wyszedł poza strefę ochronną Hogwartu, wiedział, że Albus nie zobaczy go już ze swojego okna w wieży. Ba! Nawet Pani Norris nie człapała za nim. Uznał to za szczęśliwy omen.
Gdy ponownie chciał zapukać, drzwi otworzyły się, a za nimi pojawiła się Isabelle Thompson. Wyglądała zupełnie inaczej niż kilka miesięcy temu, w dniu ślubu. Wychudzoną, bladą twarz zdobił lekki makijaż, ale dokładnie zakrywał mankamenty wynikające z efektów choroby; włosy, które jeszcze niedawno były dość gęste i dłuższe, schowała pod błękitną chustkę. W podobnym kolorze miała na sobie bluzkę. Gołym okiem było widać, że choroba ją wykańcza. Spoglądając na kobietę, doszedł do wniosku, że Czarny Pan był g ł u p c e m. Nie powinien wiązać się z matką Sophie! Tylko, czego nie robi się do zdobycia władzy i potęgi…
– Dzień dobry. Cóż za punktualność… – odezwała się na powitanie, otwierając szerzej drzwi.
– Witam – skłonił się lekko. – Nie chciałem przychodzić z pustymi rękami – wręczył jej bukiet róż.
– To chyba nie jest forma przekupstwa? – spytała lekko ironicznym tonem.
Snape zdawał sobie sprawę, że będzie to trudna przeprawa, Isabelle będzie równorzędnym przeciwnikiem w potyczce słownej, którą z pewnością niedługo rozpoczną.
Gestem dłoni zaprosiła go do środka, przeszli przez krótki korytarzyk i znaleźli się w słonecznym salonie z widokiem na piękny ogród.
W powietrzu czuć było napięcie nadchodzącej trudnej rozmowy. Severus zupełnie nie wiedział, jaką ma przyjąć taktykę. Musiał opanować nerwy, by za dużo informacji nie wyszło na światło dzienne. Wziął jeden głęboki oddech, kiedy Isabelle odwróciła się na chwilę, wkładając kwiaty do kryształowego wazonu.
– Sądziłem, że… kobiety… lubią dostawać kwiaty – odezwał się spokojnym tonem, stojąc nadal niedaleko wejścia do salonu.
– Sophie też opowiadał pan takie bajeczki? Nie czuje się pan jak p e d o f i l?
Oskarżycielski ton głosu i bazyliszkowaty wzrok Isabelle skierowany w jego stronę spowodował, że poczuł się właśnie w tym momencie jak pedofil.
Powinien był zmienić taktykę, wytłumaczyć jakoś ich postępowanie, jego postępowanie. Gdyby tamtej nocy zdecydowanie odmówił Sophie kontaktu cielesnego zapewne inaczej potoczyłoby się ich życie… Powinien zachować zimną krew i nie dać się wyprowadzić z równowagi. Nie mógł też podkulić ogona jak tchórzliwy pies i dać się zbesztać za coś, czego przecież nie żałował… podświadomie właśnie tego pragnął!
Usiedli. Mistrz Eliksirów spoczął na kanapie, a Isabelle naprzeciwko niego, w miękkim fotelu. Przegradzał ich jedynie niewielki stolik przykryty żółtym obrusem.
– To była ś w i a d o m a i o b o p u l n a decyzja. Nikt nikogo do niczego nie zmuszał…
Głośne westchnięcie wydobyło się z ust Isabelle, Sverus zupełnie je zignorował i dalej kontynuował swój wywód.
– Kiedy tylko Sophie pojawiła się w Hogwarcie wziąłem na siebie odpowiedzialność za opiekę nad nią. Albus Dumbledore mnie o to prosił – raczej żądał – pomyślał z niesmakiem – bo pani go o to prosiła…
Na twarzy Isabelle pojawiło lekkie zaskoczenie.
– Z początku przeszkadzało mi to, gdyż pani córka jest piekielnie irytująca, kiedy na coś się uprze. Lubiłem swoją samotność, ciszę i spokój panujące w lochach. Jednakowoż Sophie wniosła w moje nudne i uporządkowane życie trochę… egzotyki. Z początku broniłem się przed tym. Chyba tylko ze względu na moją przeszłość… Zupełnie nie wiedziałem jak Sophie zareaguje na to, że byłem… jestem Śmierciożercą… – Severusowi zdawało się, że Isabelle jeszcze bardziej pobladła. O ile jeszcze można było… – Przez kilka miesięcy siedziałem w Azkabanie, Dumbledore’owi udało się mnie jakoś stamtąd wydostać, ale nic nie było za darmo… Zacząłem dla niego szpiegować… Voldemorta…
Pomiędzy nimi zapadła niezręczna cisza. Isabelle przez ten czas tarła sobie palce jakby chciała usunąć z nich niewidzialny brud. Po raz kolejny Severus odezwał się jako pierwszy:
– Sophie – wymówił jej imię z dziwną czułością w głosie – ona mnie nie oceniała… Ona starała się mnie zrozumieć… Dała mi nadzieję na inne, lepsze życie…
Mistrz Eliksirów wpatrywał się przez dłuższą chwilę w niewielką plamkę na obrusie przykrywającym stolik. Irytująca była ta cisza, ale musiał dać Isabelle trochę czasu do namysłu… Nie codziennie matka dowiaduje się, że sympatia córki jest poplecznikiem Czarnego Pana!
– Nawet pomimo tego, mógł pan zachować resztki przyzwoitości… Wie pan doskonale, jaki jest mój stan zdrowia… Gdyby Sophie zaszła w ciążę? Co z jej studiami? Jaką by wtedy pan dla niej przyszłość widział? – zmierzyła go wzrokiem.
– To także byłoby m o j e dziecko – poczuł dziwne ciepło w okolicy serca, kiedy o tym sobie pomyślał. – Nie zostawiłbym jej… nawet Śmierciożerca posiada ludzkie uczucia.
Widać było, że Isabelle do końca nie uwierzyła Severusowi. Twarz miała obojętną, a jej oczy, pozbawione były jakichkolwiek emocji.
– Co już się wydarzyło, to się przecież nie odstanie – odparła filozoficznym tonem. – Nie, Sophie nie jest w ciąży, jeśli chciał pan o to zapytać.
Odczucie ulgi pomieszane z pewną dozą utraty czegoś ważnego pojawiło się w jego sercu. Przynajmniej jedna mała istotka nie pojawi się na tym świecie pełnym zła… Tym razem bogowie podjęli słuszną decyzję w sprawie ich losów…
Znów nastąpiła krótka pauza.
– Oczywiście nie zabraniam spotykania się z moją córką, bo to mijałoby się z celem… Oboje jesteście dorośli, proszę jednak, żebyście do pewnych spraw podchodzili z większą rozwagą… Wystarczająco Sophie martwi się o stan mojego zdrowia…
Severus nie wiedział, co ma odpowiedzieć, kiwnął jedynie głową. Kiedy Isabelle podniosła się, on też wstał. Przemknęło mu przez głowę, że powinien już iść. Z Sophie najwyżej spotka się w innym terminie.
– Chyba nie sądził pan, że nie zaproszę go na kolację? – odezwała się zupełnie innym tonem głosu. Trochę milszym. – Sophie powinna zaraz wrócić, proszę się rozgościć – lekko się do niego uśmiechnęła.
Teraz już naprawę nie wiedział, co tej kobiecie myśleć. Była jak mieszkanka wybuchowa w kociołkach bliźniaków Weasley. Raz kipiała złością i chłodem, by zaraz stać się miłą i przyjazną wszystkim. Chwilami Severus Snape naprawdę nie rozumiał kobiet!

*

Intensywnie pomarańczowa smuga zachodzącego słońca ozdabiała zachodni horyzont wieczornego nieba. Dotąd ciepłe podmuchy zamieniły się w chłodny, wieczorny wiatr, szumiący pomiędzy koronami drzew, ptasie trele powoli, milkły gdzieś w oddali, a koniki polne rozpoczynały właśnie swój codzienny, wieczorny koncert wśród traw. Z kwiatowych rabatek roznosił się po całym ogrodzie słodki zapach maciejki. Nadchodziła dość chłodna, wrześniowa noc.
Przy wysokim żywopłocie, w fotelu przypominającym ogromny wiklinowy kosz, wypchanym kilkoma miękkimi poduchami siedzieli, a właściwie byli w niego lekko wciśnięci i przykryci włochatym kocem Sophie i Severus. Przytuleni do siebie, wpatrywali się w powoli gasnący dzień. Milczenie panujące pomiędzy nimi zwiastowało c o ś więcej niż tylko zwykłą ciszę. Każdy zagłębił się w swoich myślach. Wystarczyła im jedynie wzajemna bliskość.
Mrok z każdą chwilą gęstniał, a wokół lampy zaczęło fruwać pół tuzina ciem. Tłukły szaleńczo skrzydełkami o szklany klosz, próbując dostać się do samego źródła światła. Oślepiający blask powodował, że jak otumanione, zatracały się w palącej potrzebie znalezienia się jak najbliżej celu swojego krótkiego żywota.
– Robi się późno, będę już szedł – Severus zaczął się niezdarnie gramolić z fotela, wpuszczając pod koc odrobinę świeżego powietrza.
– No wiesz, co… nie widzieliśmy się ponad trzy tygodnie, wcale do mnie nie pisałeś, a ty chcesz już iść? – oskarżycielski ton głosu Sophie, spowodował, że Severus poczuł lekkie wyrzuty sumienia, że trochę ją zaniedbuje. – Najwyżej sprawdzone eseje oddasz tydzień później niż zwykle…
– Mądrala się znalazła – nikły uśmiech wypełzł na jego oblicze. – Może chcesz mi jeszcze zaproponować, żebym u ciebie nocował?
– A mógłbyś? – spytała podekscytowana, szukając w mroku jego spojrzenia. – Przemyciłabym cię jakoś do mojego pokoju.
Wesoły dźwięk jej głosu sprawił, że kołnierzyk koszuli nagle zrobił się ciaśniejszy. Nie tylko kołnierzyk…
– Nie kuś biednego mężczyzny, bo obawiam się, że jest zbyt słaby, by oprzeć się urokowi i urodzie pięknej dziewczyny.
Melodyjny śmiech rozniósł się w ciemności.
– Severusie, chyba dostałeś gorączki od tej rozmowy z moją mamą – nie potrafiła ukryć rozbawienia, sprawdzając mu czoło. – Dziadek też dokładnie cię lustrował podczas kolacji; chyba się zmówili. Tylko, że wiesz doskonale, co ja na ten temat myślę…
– To, że ostatnio mieliśmy szczęście, nie oznacza, że tym razem los będzie dla nas łaskawy. Masz teraz studia, a twoja mama nie jest w najlepszym stanie… Chcesz sobie jeszcze dołożyć niańczenie dzieci?
Jego słowa ją zabolały, miała cichą nadzieję, że byłby zadowolony z takiej informacji.
Nie spodziewała się, co prawda dziecka, gdyż przed kilkoma dniami comiesięczna przypadłość właśnie się skończyła, ale gdyby okazało się inaczej cieszyłaby się z tego, ze zostanie matką. Ta mała istotka nie byłaby niczemu winna… No ale cóż los widocznie chciał inaczej.
– Skąd wiesz…
– Wyobraź sobie, że twoja potencjalna ciąża również była tematem, który poruszała twoja mama. Było mi trochę głupio, że nic nie wiem… W końcu byłaby to także moja wina…
– Tylko, że teraz nie ma tematu, bo dziecko się nie urodzi!
Gwałtownie wstała, ale silne ręce Severusa z powrotem zaciągnęły ją na fotel, w który wpadli jeszcze głębiej. Początkowo szamotała się, próbując wyrwać się z jego silnego uścisku. Jednak wszystko i tak szło na marne. Trzymał ją bardzo mocno.
– Zrozum, ja też tęsknię za t a m t ą nocą, ale teraz, co innego powinno być twoim priorytetem – wpatrywał się intensywnie swoimi czarnymi źrenicami w jej oczy.
– W takim razie zawsze c o ś będzie stawać nam na przeszkodzie! Mój brak czasu, twój brak czasu, pogoda, a w końcu nawet Voldem…
Zamknął jej usta pocałunkiem. Żarliwym, gorącym pocałunkiem. Zupełnie ją tym zaskoczył! Brakło jej zaraz tchu, gdyż mówiła do niego na pełnym wydechu. Kiedy spróbowała otworzyć szerzej usta, wkradł się głębiej, triumfalnie się przy tym uśmiechając. Była na niego piekielnie wkurzona, ale z ochotą oddała mu pocałunek.
– To nam musi wystarczyć, Sophie… nie mogę cię na nic narażać… Wiesz, kim jestem… W każdej chwili On może mnie wezwać…
– Ale zostaniesz u mnie na noc, obiecuję, że nie rzucę się na ciebie? – spytała.
– Zostanę.

*

Dom pogrążony był w całkowitej ciszy i ciemności. W przedpokoju słychać było jedynie tykanie starego zegara, który i tak nie wskazywał poprawnej godziny. Starali się przejść po cichu, by nikogo nie zbudzić. To znów wywołałoby lawinę pytań i podejrzeń.
– Mówiłam, że mama wcześnie się dziś położyła, a dziadek też nie wystawia nosa ze swojego pokoju po dwudziestej drugiej. Nikt nas nie nakryje… Kłamiesz Czarnemu Panu, a boisz się George’a Thompsona? – Severus usłyszał szept Sophie, w którym kryła się lekka nuta ironii.
Wchodząc do pokoju zapaliła małą lampkę; jej jasne światło rozlało się po pokoju.
Od razu zwrócił uwagę na dość wąskie łóżko stojące przy ścianie. Przeklinał teraz chwilę, w której zgodził się zostać u niej na noc. Bez skrępowania zdjęła zwiewną sukienkę, która miała na sobie, pozostając jedynie w białej, koronkowej bieliźnie.
Krew w nim zawrzała, ale nie dał po sobie tego poznać. Ta mała bestia kusiła, ale on nie mógł ulec, bo to groziłoby katastrofą.
– Chyba nie zamierzasz spać w tej ciasno zawianej koszuli? Pognieciesz sobie spodnie… Rozbieraj się!
Skinął głową pośpiesznie, zwalczając przemożną chęć, żeby nie rzucić się na nią w tej chwili i zamknąć jej usta pocałunkami, wsunąć ręce pod bawełnianą koszulę, którą właśnie zakładała; poczuć jej piersi w dłoniach, przytulić mocno, aż zniknie wszystko poza pożądaniem i jej słodkim ciałem.
– Pomyślmy… co można by było przetransmitować w koszulę nocną dla ciebie… – rozglądała się uważnie po pokoju, kiedy Severus zdejmował z siebie ubranie i kładąc je na oparciu krzesła. Znalazła starą serwetkę i siłowała się z nią kilka chwil zanim w ogóle zaczęła przypominać ubranie.
Voila! – podała mu najprawdziwszą męską koszulę nocną! Podobną do tej, w której widział kiedyś… Albusa. – Nie podoba ci się? – spytała zaniepokojona.
– Cóż… jest… staromodna…
– Tylko w takim stroju nie rzucę się na ciebie od razu… – figlarny uśmiech wpełzł jej na usta.
– Bardzo śmieszne, panno Thompson.
Narzucił na siebie ubranie, lotem błyskawicy.
Severus wcale nie wyglądał w tej koszuli mało apetycznie. Sophie musiała wymyślić takie rozwianie, żeby jej szatański plan uwiedzenia Mistrza Eliksirów się udał! Tęskniła za nim, za jego dotykiem, zapachem, za jego ciałem… Musiała szybko działać!
Przyglądała mu się najpierw uważnie, jakby oceniając jego prezencję w nowym odzieniu. Potem podeszła do niego i położyła mu dłoń na policzku. Zamknął oczy i przez chwilę rozkoszował się tą pieszczotą. Kiedy zamknął w ramionach jej szczupłe ciało, wydawała mu się cudownie piękna – była cudownie piękna. Stojąc tak blisko i dotykając dłonią jego twarzy, napełniała go kruchą nadzieją.
Nie mogąc się powstrzymać, schylił głowę i przyciskając Sophie do siebie, pocałował ją, po raz kolejny próbując dzisiejszego dnia językiem ciepłej wilgoci wewnętrznej strony jej warg. Tylko jeden pocałunek, powiedział sobie z rozpaczą. Wiedział, że postępuje niewłaściwie. Sophie rozbudziła w Severusie palącą potrzebę, której dłużej nie potrafił się opierać.
To tylko jeden pocałunek – pomyślał.
Nic jednak nie mogło się równać z potężną falą pożądania, jaka teraz ogarnęła Sophie. Nie wiedziała, jak ma zareagować. Przecież przed paroma minutami sam opierał się, a teraz całuje ją namiętnie. Wsparła się jedynie na Severusie całym ciałem, chłonąc cudowny smak jego ust, które wzięły ją w posiadanie.
Nagle odsunął się.
– Sprytna z ciebie wiedźma, przyznaję, jednak powinnaś się opanować…
– Bo odbierzesz mi punkty? – droczyła się z nim, oddychając ciężko.
– Gdyby to przyniosło jakiś skutek, nie wahałbym się ani minuty. Kładźmy się już spać.
Wzięła go za rękę i poprowadziła w stronę łóżka, kusząco kręcąc biodrami. Wskoczyła pod wąską kołdrę, przykrywając się nią pod sam nos. Severus zgasił światło i po chwili znalazł się obok niej, zabierając kawałek przykrycia dla siebie.
– Masz zimne stopy – powiedziała z wyrzutem, odwracając się do niego plecami. Miała nadzieję, że to go skłoni do tego by wydarzyło się coś więcej, ale tylko objął ją w pasie swoimi silnymi dłońmi.
– Dobranoc, moja miła – szepnął jej do ucha, całując po chwili w szyję.

*

Przebudziła się w nocy, targana jakimś dziwnym snem, który momentalnie uleciał jej z pamięci. Zaraz po otwarciu oczu wydawało jej się, że widziała zielony błysk, który odbił się od ścian i zaraz znikł w mroku. Usilnie wpatrywała się w okno czekając na dalszy rozwój wypadków, ale nic więcej się nie wydarzyło. Uznała to za przewidzenie. Severus spał smacznie odwrócony do niej, przytuliła się do jego pleców. Ciepło i bliskość jego ciała spowodowały, że nie mięło kilka minut, a Morfeusz zabrał ją do swojej krainy marzeń sennych.

*

Rozdzierający serce krzyk wydobył się z gardła Sophie, kiedy zeszła rankiem do kuchni, by przygotować wszystkim śniadanie. Widok, jaki zastała nawiedzał ją w najgorszych koszmarach. Jej mama leżała bez życia na zimniej podłodze. Na ratunek było już za późno! Choroba wygrała! A przecież jeszcze przed paroma godzinami jej serce biło. Leki zdawały się działać, a dziewczyna miała nadzieję, że eliksir, nad którym pracowała w wolnym czasie, wreszcie się na coś przyda. Nic nie było teraz prawdą!
Łzy ciekły jej po policzkach, kiedy próbowała przywrócić Isabelle do życia, klęcząc przy martwym ciele kobiety. Potem jakby wszystko działo się poza nią. Nagle pojawił się George, po nim Severus. Któryś z nich zabrał ciało i zaniósł je do pomieszczenia, w którym była kiedyś sypialnia kobiety.
Sophie siedziała na kanapie w salonie, kiedy przyjechali magomedycy ze szpitala św. Munga stwierdzić zgon. Wgapiała się pustymi oczami w jeden punkt na ścianie. Jej serce rozdzierał wielki żal i nie sprawiedliwość do losu i całego świata! Jej życie legło w gruzach i wiedziała, że nic od tej pory nie będzie takie samo.
Szykowały się wielkie zmiany…

*

Jestem zÓa ^^
Ale zrobię jatkę w następnych rozdziałach...
Drżyjcie gacie Merlina!

4 komentarze:

  1. Zacznę od: aloha!
    Severus i kwiaty? O mój Boże, co to się porobiło na tym świecie. Widocznie naprawdę bardzo kocha Sophie, że postarał się o kwiaty dla jej matki. I ja nadal uważam, że to była swego rodzaju forma przekupstwa. :P
    Rozmowa z Isabellą nie należała do najprzyjemniejszych. Padłam ze śmiechu jak go nazwała pedofilem. No już bez przesady! Moja matka z pewnością by się nie dowiedziała, że sypiam ze starszym mężczyzną, który w dodatku był kiedyś moim profesorem. Ale wracając - konwersacja między nimi była taka... hmm, wydawała mi się trochę wymuszona. Owszem, sprawiała wrażenie sztywnej, bo przecież o to zapewne chodziło, ale coś mi zgrzytało w opisie ich rozmowy. W każdym bądź razie wielki plus dla Severusa - że nie stracił głowy i zachował zimną krew, bo ja na jego miejscu już dawno pędziłabym do Hogwartu. :P
    Ach, z Sophie jest niegrzeczna dziewczynka, że namówiła Severusa na to, by został u niej na noc! Choć, nie powiem, liczyłam na małe co nieco. ]:-> Ale pewnie dlatego ten rozdział wyszedł taki idealny - bo Mistrz nie uległ małej diablicy i oparł się jej wdziękom.
    No nie! Chyba Cię, dziewczynko, pokręciło! Zabiłaś Isabelle?! Wiesz jak to się odbije teraz na uczuciach Severus&Sophie? Jeszcze jak ona zacznie się obwiniać o śmierć matki to już w ogóle... Bo mogła coś zrobić, bo niepotrzebnie coś tam... Znam ja już te gadki. I tylko nie próbuj JAKKOLWIEK ich ze sobą skłócać, bo aportuję się do Ciebie i wsadzę Ci moją własną różdżkę tam, gdzie słońce nie dociera!

    A poza tym, to rozdział był tak delikatny (prócz tych tekstów z pedofilią) i subtelny (SEVERUS W KOSZULI A LA DUMBLEDORE! <3), że przez Ciebie mam teraz nagiego Seviczka przed oczętami.
    Mmm, idę się nim zając. :3

    Ave Ci, z Panem Buczkiem i Weny życzę!
    Chcę rozdział szybciej niż ten. >.<

    <33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, troszkę się rozpisałam... Ale za tę przerwę - należało Ci się!

      Usuń
  2. Uprzedzam - komentarz zdecydowałam się napisać z komórki, a więc wybacz liczne błędy. Laptop prawdopodobnie oddaję ponownie do naprawy, bo to nie ma sensu, żeby mi mulilo. Grunt, że przeczytałam rozdziały na laptopie, bo wersja mobilna jest okropna.
    Nie wiem czemu,ale po pierwszym opisie w mojej glowie pojawił się dosyć dziwny obrazek, a mianowicie Snape, który zachowuje się jak paranoik; osoba, która zupełnie postradała zmysły i za wszelką cenę stara się skądś uciec - tu z Hogwartu. Heh, dziwne mam wyobrażenia, no wiem. A później Severus postawiony przed sądem najwyższym - matką Sophie. I bądź tu miłym, gdy Cię obwiniają, ba, Snape i bycie miłym? No nieważne, przecze sama sobie w komentarzu. Źle ze mną. W kazdym razie nasz bohater sobie poradził. Tekst o pedofilii z lekka mnie zniesmaczyl.
    Buu! Liczyłam na coś więcej :( a tu skończyło się na spaniu. XD i po co ta koszula? Bokserki w zupełności by wystarczyły :D
    Oj, ty niedobra. Uśmiercić Isabelle... Isabelle jak to Isabelle, ale teraz Sophie będzie to przeżywać. I chyba zaczynam popadać w paranoje i widzę wszędzie haczyki, ale czy przypadkiem ten zielony błysk nie był czymś więcej niż tylko przewidzeniem? Choroba zwyciężyła czy coś więcej? oO
    Czekam na dalsze rozdziały.
    Komentuję jako anonim, bo tak mi wygodniej. XD
    Pozdrowienia ode mnie i Hid :*
    Bell

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwsza część tekstu napisana jak zawsze niezwykle ciekawie i z tym właściwym Tobie kunsztem literackim. Uwielbiam Twoje opisy i dialogi. Bardzo plastyczne oddanie uczuć Severusa, jego spostrzeżeń odnośnie Izy, Voldemorta i Dumbledore'a. Spotkanie z przyszłą teściową było dla niego tak trudne, bo w końcu oznaczało otwartą rozmowę na temat jego uczuć, co robił niezwykle rzadko.
    Kreacja Izy świetna. Jako matka troszczy się o swoje dziecko, starając się je chronić, tym bardziej zważając na to w jakim sama jest w stanie. Dostrzegając związek Sophie i Seva, chce sprawdzić czy on naprawdę zasługuje na jej jedyną córkę. Początkowo chłodna, przekonując się jaki jest Snape, przyjęła go miło w swe progi. Takie to już zmienne są kobiety ;)
    Wspomnienie o pedofilu pasowało. Wydaje mi się, że miało to na celu wzbudzenie w Sevie poczucia winy i ewentualnego wycofania się z tego układu, gdyby jego uczucia nie były szczere. Skoro pozostał "wierny" Sophie, jego uczucia są jak najszczersze.
    Drugi fragment jest cudowną rozmową spragnionych siebie kochanków. Sev myśli dojrzale, lecz w Sophie jeszcze można wyczuć dziecko. Patrzy na siebie i swoje potrzeby, nie zastanawiając się dłużej nad sytuacją Snape'a i jego pozycją szpiega. Opis całej sytuacji genialny i jeszcze ten gorący pocałunek :)
    Opis Seva i Sophie kładących się spać i uczuć nimi targających - świetny. Proszę o więcej takich kolejnym razem ;)
    Czym był ten zielony promień? Avada od Voldka? Intrygujące...
    Śmierć Izy? Naprawdę jesteś zła... Teraz Tom może popisać się. Szykują się wielkie zmiany w życiu każdego Twojego bohatera. Jestem tylko ciekawa jak to rozwiążesz...
    Powodzenia w wymyślaniu! Co u Ciebie słychać? Jak się masz?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń