Snape
dotarłszy na miejsce otrzepał z kurzu swoją czarną jak noc szatę i
zadzwonił do bramy willi. Po kilku chwilach oczekiwania wszedł na
podwórze. Dwa owczarki niemieckie groźnie szczękając przywitały Mistrza
Eliksirów, ale kiedy mężczyzna spojrzał na nie swoimi czarnymi oczami
uciekły z podkulonymi ogonami.
Drzwi od rezydencji otworzył siwy staruszek ubrany nienagannie w czarny garnitur.
– Doby wieczór Panie Severusie. Jak się Pan ostatnio miewa?! – kamerdyner grzecznie przywitał gościa.
– Witam, Konradzie. Nie narzekam na samopoczucie – odpowiedział. Pan u siebie?! –zapytał kierując się w stronę gabinetu.
– Tak, ale jest za... – lokaj nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ czarodziej z impetem wszedł do pokoju swojego Pana.
To,
co tam zobaczył zniesmaczyło samego Mistrza Eliksirów. Jego władca
obściskiwał jakąś kobietę. Nie było w tym nic dziwnego, bo od czasu do
czasu Voldemort lubił „pójść na dziewczyny”, ale tym razem Snape nie
zastał panienki lekkich obyczajów tylko matkę Sophie. Wiła się w jego
ramionach jak wąż. Nie zwracali uwagi na nikogo. Czarodziej postanowił
nie przeszkadzać kochankom i po cichu opuścił pokój. Rozsiadł się
wygodnie na kanapie w salonie, Konrad nalał mu szklaneczkę Ognistej.
Sącząc powoli alkohol myślał o Sophie. Zdawał sobiesprawę, że dziewczyna
nie wie, kim jest kochanek jej matki. W głębi duszy coś podpowiadało
mu, że musi się nią zaopiekować. Jeśli przypuszczenia Dumbledore’a się
sprawdzą czarownicy groziło duże niebezpieczeństwo.
–Severusie, co cię do mnie sprowadza?! Nie wzywałem cię przecież na naradę – Tom wyrwał z rozmyślań Śmierciożercę.
– Właśnie o to mi chodzi. Czy ja się muszę z gazet dowiadywać o twoich poczynaniach? –powiedział z zarzutem Snape.
–
Nie byłeś nam potrzebny. Wszystko poszło sprawnie i szybko tylko, ale
nadal nie odnaleźliśmy ostatniego horkruksa – Czarny Pan nalał sobie
szklaneczkę whisky. Powoli tracę cierpliwość. Ten idiota Robert – mąż
Isabelle za bardzo węszy. Nawet sprowadził ją i ich córkę do Londynu
żeby sprawować opiekę nad Sophie. Kiedy jeszcze w Paryżu odwiedziłem je,
dziewczyna była mną wprost oczarowana,ale przecież nie mogę ją tak po
prostu uwieść. Dlatego zrobisz to TY Severusie – odrzekł triumfalnie
Lord Voldemort.
– Chyba oszalałeś? Ona nigdy nie spojrzy na kogoś takiego jak ja – Snape nie krył oburzenia zaistniałą sytuacją.
–
Jeśli nie wykonasz zadania będę musiał użyć swojej mocy, a wiesz
doskonale, że to każdemu z nas nie jest na rękę. Dlatego zrób to, co ci
rozkazałem. Za jakiś czas powiadomisz mnie jak ci idzie. A teraz
pozwolisz, że udam się do swojej sypialni. Muszę dowiedzieć się kilku
istotnych wydarzeń z życia rodziny Thompsonów – uciął ostatecznie
rozmowę i wyszedł z salonu.
Snapezostał
sam. Nie wiedział na razie jak przekonać do siebie Sophie. W głębi
sercanadal kochał nieżyjącą już od 9 lat Lily, ale groźba utraty życia
przeważyłanad uczuciami do zmarłej. Bezradny wobec losu teleportował się
do Hogwartu.
*
Sophie
obudziło jakieś stukanie. Niechętnie otworzyła oczy, zwlokła się z
łóżka i podeszła do okna. Za szybą zauważyła szarą sowę. Kiedy uchyliła
jedną część okienka ptak wleciał do środka. Pozostawił na biurku rolkę
pergaminu i szybko opuścił pokój czarownicy. Dziewczyna ziewnęła,
spojrzała na zegarek, który wskazywał piątą rano i wróciła do łóżka,
ponieważ do późna czytała książki wypożyczone z biblioteki.
„Kiedyś
chęć zdobycia większej wiedzy doprowadzi mnie do tego, że na nic innego
nie będę mieć czasu” pomyślała czarownica wbiegając spóźniona do
Wielkiej Sali. Na szczęście Mark zostawił jej grzanki, trochę konfitur i
sok pomarańczowy do napicia.
– Często Ci się zdarza spóźnić na śniadanie? – zapytał.
–Pierwszy raz – powiedziała zdyszana. Dzięki, że wszystkiego nie zjadłeś –uśmiechnęła się.
*
Poobiedzie
postanowiła, że wybierze się na spacer po błoniach. Proponowała nawet
Markowi wspólną przechadzkę, ale chłopak wykręcił się brakiem czasu z
powodu wypracowania z numerologii. Kiedy Sophie wyszła na zewnątrz
zaciągnęła się świeżym, ale już nie tak ciepłym jak ostatnio jesiennym
powietrzem. Promie niesłoneczne delikatnie muskały jej twarz. Przez
chwile dziewczyna poczuła się jakby tu też był jej dom. Udała się w
stronę jeziora. Bardzo lubiła patrzeć na poruszającą się taflę.
Uspokajało ją to i relaksowało w pewien sposób. Nagle w oddali zobaczyła
małego, białego zajączka. Poszła w jego kierunku. Skradała się niczym
kot. Niestety zwierzak spłoszył się, gdy tylko podeszła bliżej niego.
Zaciekawiona pobiegła za nim. Nie zwróciła uwagi, że wbiegła do
Zakazanego Lasu. Brnęła, co raz dalej. Kiedy zorientowała się gdzie jest
nagle gdzieś w oddali błysnęło zaraz po tym zagrzmiało i zaczął padać
ulewny deszcz. W duchu czarownica klęła jeszcze jaśniej niż było to
widoczne na niebie. Próbowała wydostać się, ale ciągle wydawało się jej,
że błądzi i trafia w to samo miejsce. Na dodatek jej nogi zaplatały się
w Diabelskie Sidła. Im bardziej chciała się wyswobodzić tym bardziej
roślina zaciskała swoje łodygi. Przemoknięta do suchej nitki i trochę
przestraszona całą zaistniałą sytuacją nie wiedziała, co począć.
Przestała się ruszać i czekała aż roślinie znudzi się więzienie jej. Po
chwili gdzieś mocno uderzył piorun. Sophie zlękła się i skuliła
ułatwiając roślinie oplecenie jej ciała w jeszcze mocniejszy kokon. Po
policzku mimowolnie zaczęły spływać łzy. Kiedy zaczęła tracić nadzieję
na to, że ktoś lub coś jej pomoże poczuła dziwną łunę wydobywającą się z
kieszeni jej płaszcza. Z trudnością włożyła tam rękę i wyjęła różdżkę, z
której wydobywało się oślepiające światło. Roślina momentalnie zaczęła
słabnąć. Po kilku chwilach Diabelskie Sidła całkowicie gdzieś znikły.
Sophie wreszcie była wolna. Szybko pobiegła przed siebie prosząc
niebiosa o ratunek. Na szczęście tym razem ją wysłuchały. Deszcz nadal
padał, ale nie już tak gwałtownie jak jeszcze kilka godzin temu. Burza
powoli przechodziła, ale chwilami dało się usłyszeć jakieś grzmoty.
Kiedy czarownica dopadła do bramy szkoły zza chmur wyszedł księżyc.
Znając jej szczęście zaraz spotka Panią Norris i szlaban będzie
murowany. Kiedy znalazła się pod ścianą z Szarą Damą wypowiedziała hasło
niestety okazało się niepoprawne. Próbowała jeszcze kilka razy, co
wzbudziło w namalowanej postaci lekkie zdenerwowanie. Przemoknięta,
zmarznięta i zła na cały świat postanowiła poszukać jakiegoś
pomieszczenia, w którym mogłaby przenocować. Kilkadziesiąt minut błąkała
się po zamku. W pewnym momencie spostrzegła woźnego. Była zgubiona.
Filch szedł w jej stronę oczywiście towarzyszyła mu Pani Norris. Już
miał ją złapać za rękę i zaprowadzić do swojej drewutni, gdy
niespodziewanie pojawił się Mistrz Eliksirów.
–Dziękuję Argusie, że zaopiekowałeś się moja uczennicą – powiedział z ironią Snape.
– Proszę bardzo, ale na drugi raz bardziej pilnuj tych bachorów – rzucił stróż i znikł w mroku.
– A ty, dlaczego nie jesteś w swoim dormitorium? – zapytał nauczyciel. Ravenclaw traci pięćdziesiąt punktów za złamanie regulaminu – dodał po chwili z kamienną twarzą.
– Ale czem... – nie zdążyła skończyć, bo Snape wziął ją za rękę i pokierował w stronę lochów.
– Proszę bardzo, ale na drugi raz bardziej pilnuj tych bachorów – rzucił stróż i znikł w mroku.
– A ty, dlaczego nie jesteś w swoim dormitorium? – zapytał nauczyciel. Ravenclaw traci pięćdziesiąt punktów za złamanie regulaminu – dodał po chwili z kamienną twarzą.
– Ale czem... – nie zdążyła skończyć, bo Snape wziął ją za rękę i pokierował w stronę lochów.
Przed
ścianą profesor powiedział hasło po chwili Krwawy Baron wpuścił obojga
do środka. Sophie nie była jeszcze nigdy w tej części zamku. Myślała, że
jak to w lochach jest zimno i ponuro, ale pomyliła się. Szła cicho koło
nauczyciela spoglądając, co jakiś czas na zielonozłote ściany.
– Jesteśmy na miejscu – odezwał się w końcu Snape i otworzył drzwi do... swojego gabinetu.
– Dziękuję za pomoc Panie Profesorze, ale to chyba nie wypada żeby uczennica zostawała na noc w pokoju nauczyciela – powiedziałam bez zastanowienia.
– Dziękuję za pomoc Panie Profesorze, ale to chyba nie wypada żeby uczennica zostawała na noc w pokoju nauczyciela – powiedziałam bez zastanowienia.
–
Panno Thompson, twój dom stracił kolejne dwadzieścia punktów. Tym razem
za twoją bezczelność. Chcę Ci pomóc. Wchodzisz, czy mam się wrócić po
Filcha? – zadał pytanie.
Dziewczyna
weszła do środka. Po raz kolejny lekko się zdziwiła. Gabinet
nauczyciela nie był taki jak opowiadał jej Mark – ciemny i ponury. Wręcz
przeciwnie. Pomieszczenie rozświetlały lampy w kształcie pochodni. Na
ścianach wisiały obrazy. Na środku pokoju stało solidne, dębowe biurko, a
za nim duży fotel z zielonym obiciem. Pod oknem zauważyła kanapę i mały
stoliczek. Na przeciwko sofy był kominek, w którym profesor rozpalił
ogień.
– A psik!– kichnęła dziewczyna.
–
Na zdrowie – odpowiedział. Lepiej zdejmij te mokre ubrania, bo będzie
jeszcze gorzej. Najlepiej idź do łazienki i się wykąp, ale najpierw
wypij ten eliksir –podał Sophie małą buteleczkę z różowym płynem.
– Nie jestem pewna czy mogę to wypić. To może być jakiś podstęp – wahała się.
– Przecież nie jestem jakimś pedofilem czy kimś. Z resztą nie jesteś w moim typie.
– Przecież nie jestem jakimś pedofilem czy kimś. Z resztą nie jesteś w moim typie.
Czarownica
lekko uśmiechnęła się i wypiła cały flakonik od razu. Niby czuła się
normalnie,ale tak jakoś ciepło jej było na żołądku. Posłuchała rady
Snape’a i udała się do łazienki. Pokój kąpielowy był nieduży, ale dobrze
wyposażony. Znajdował się w nim prysznic, mała umywalka, szafka na
ręczniki i toaleta. Sophie wykapała się, a przemoczone ubrania powiesiła
na kaloryferze. Ubrała się w rzeczy, które zostawił jej Snape. Musiała
przyznać, że śmiesznie wyglądała w za dużej piżamie i czarnych
bawełnianych skarpetkach. Oplotła się szlafrokiem i wyszła z łazienki.
Na małym stoliku stały dwa talerze, na których była jajecznica.
– Sophie zjedz coś, bo na pewno zgłodniałaś – powiedział ciepło nauczyciel.
– Dziękuję Panie Profesorze, ale nie trzeba było się trudzić – dziewczyna usiadła przy stoliku i zaczęła jeść.
Po
chwili nauczyciel spoczął naprzeciwko niej. Zaczęli luźną rozmowę od
tego jak podoba się jej w szkole, po paru chwilach przeszli na tematy
bardziej związane z nauką. Snape’a bardzo zaskoczyła wiedza, jaką
posiadła dziewczyna. Sądził, że wychowana i nauczana w domu nie będzie
mieć takiego dobrego wykształcenia. Sophie kilka razy ziewnęła i uznała,
że powinna udać się spać. Nie wiedziała gdzie iść spać, ponieważ Mistrz
Eliksirów opuścił na chwilę pokój, dlatego położyła się na kanapie.
Kiedy nauczyciel wrócił z powrotem do uczennicy ta smacznie spała. Wziął
ją delikatnie na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Czarownica nie
wiedząc, co się z nią dzieje wtuliła się w profesora. Położył ją do
łóżka i przykrył kołdrą w kolorze zielonym.
To
przecież było niedorzeczne żeby rozkochał w sobie dziewczynę, ale
doskonale wiedział, że jeśli nie wykona polecenia Czarnego Pana, czeka
go pewna śmierć. Zastanawiał się tylko, dlaczego Voldemortowi tak bardzo
zależy na Sophie. Z tymi przemyśleniami położył się na niewygodnej
kanapie i od razu przeniósł się do krainy snów.
Ciekawe, tylko dlaczego akcja rozwija się tak szybko? Już kilkakrotnie spotkałam się z tym, że Snape ma rozkaz rozkochać w sobie dziewczynę na polecenie Voldemorta albo Dumbledore'a. Nie chcę Cię krytykować, ale ten motyw już mi się objadł. Mam nadzieję, że Ty go ciekawiej rozwiniesz od pozostałych. Trzymam kciuki! Ferie mam dopiero od 16.02. Szkoda, ale jeszcze 2 tyg.szkoły i luz, a raczej nauka do maturki, w końcu maj już niedaleko. ;}
OdpowiedzUsuń~Merimaat
Voldemort'a jakoś ciężko mi sobie wyobrazić jak sie kocha z inną kobietą, bo on nie jest przystojny;p Chyba że jako człowiek;p czekam na następną;p
OdpowiedzUsuń~XxX