poniedziałek, 13 sierpnia 2012

III

Snape dotarłszy na miejsce otrzepał z kurzu swoją czarną jak noc szatę i zadzwonił do bramy willi. Po kilku chwilach oczekiwania wszedł na podwórze. Dwa owczarki niemieckie groźnie szczękając przywitały Mistrza Eliksirów, ale kiedy mężczyzna spojrzał na nie swoimi czarnymi oczami uciekły z podkulonymi ogonami.
Drzwi od rezydencji otworzył siwy staruszek ubrany nienagannie w czarny garnitur.
– Doby wieczór Panie Severusie. Jak się Pan ostatnio miewa?! – kamerdyner grzecznie przywitał gościa.
– Witam, Konradzie. Nie narzekam na samopoczucie – odpowiedział. Pan u siebie?! –zapytał kierując się w stronę gabinetu.
– Tak, ale jest za... – lokaj nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ czarodziej z impetem wszedł do pokoju swojego Pana.
To, co tam zobaczył zniesmaczyło samego Mistrza Eliksirów. Jego władca obściskiwał jakąś kobietę. Nie było w tym nic dziwnego, bo od czasu do czasu Voldemort lubił „pójść na dziewczyny”, ale tym razem Snape nie zastał panienki lekkich obyczajów tylko matkę Sophie. Wiła się w jego ramionach jak wąż. Nie zwracali uwagi na nikogo. Czarodziej postanowił nie przeszkadzać kochankom i po cichu opuścił pokój. Rozsiadł się wygodnie na kanapie w salonie, Konrad nalał mu szklaneczkę Ognistej. Sącząc powoli alkohol myślał o Sophie. Zdawał sobiesprawę, że dziewczyna nie wie, kim jest kochanek jej matki. W głębi duszy coś podpowiadało mu, że musi się nią zaopiekować. Jeśli przypuszczenia Dumbledore’a się sprawdzą czarownicy groziło duże niebezpieczeństwo.
–Severusie, co cię do mnie sprowadza?! Nie wzywałem cię przecież na naradę – Tom wyrwał z rozmyślań Śmierciożercę.
– Właśnie o to mi chodzi. Czy ja się muszę z gazet dowiadywać o twoich poczynaniach? –powiedział z zarzutem Snape.
– Nie byłeś nam potrzebny. Wszystko poszło sprawnie i szybko tylko, ale nadal nie odnaleźliśmy ostatniego horkruksa – Czarny Pan nalał sobie szklaneczkę whisky. Powoli tracę cierpliwość. Ten idiota Robert – mąż Isabelle za bardzo węszy. Nawet sprowadził ją i ich córkę do Londynu żeby sprawować opiekę nad Sophie. Kiedy jeszcze w Paryżu odwiedziłem je, dziewczyna była mną wprost oczarowana,ale przecież nie mogę ją tak po prostu uwieść. Dlatego zrobisz to TY Severusie – odrzekł triumfalnie Lord Voldemort.
– Chyba oszalałeś? Ona nigdy nie spojrzy na kogoś takiego jak ja – Snape nie krył oburzenia zaistniałą sytuacją.
– Jeśli nie wykonasz zadania będę musiał użyć swojej mocy, a wiesz doskonale, że to każdemu z nas nie jest na rękę. Dlatego zrób to, co ci rozkazałem. Za jakiś czas powiadomisz mnie jak ci idzie. A teraz pozwolisz, że udam się do swojej sypialni. Muszę dowiedzieć się kilku istotnych wydarzeń z życia rodziny Thompsonów – uciął ostatecznie rozmowę i wyszedł z salonu.
Snapezostał sam. Nie wiedział na razie jak przekonać do siebie Sophie. W głębi sercanadal kochał nieżyjącą już od 9 lat Lily, ale groźba utraty życia przeważyłanad uczuciami do zmarłej. Bezradny wobec losu teleportował się do Hogwartu.

*
Sophie obudziło jakieś stukanie. Niechętnie otworzyła oczy, zwlokła się z łóżka i podeszła do okna. Za szybą zauważyła szarą sowę. Kiedy uchyliła jedną część okienka ptak wleciał do środka. Pozostawił na biurku rolkę pergaminu i szybko opuścił pokój czarownicy. Dziewczyna ziewnęła, spojrzała na zegarek, który wskazywał piątą rano i wróciła do łóżka, ponieważ do późna czytała książki wypożyczone z biblioteki.
„Kiedyś chęć zdobycia większej wiedzy doprowadzi mnie do tego, że na nic innego nie będę mieć czasu” pomyślała czarownica wbiegając spóźniona do Wielkiej Sali. Na szczęście Mark zostawił jej grzanki, trochę konfitur i sok pomarańczowy do napicia.
– Często Ci się zdarza spóźnić na śniadanie? – zapytał.
–Pierwszy raz – powiedziała zdyszana. Dzięki, że wszystkiego nie zjadłeś –uśmiechnęła się.

*

Poobiedzie postanowiła, że wybierze się na spacer po błoniach. Proponowała nawet Markowi wspólną przechadzkę, ale chłopak wykręcił się brakiem czasu z powodu wypracowania z numerologii. Kiedy Sophie wyszła na zewnątrz zaciągnęła się świeżym, ale już nie tak ciepłym jak ostatnio jesiennym powietrzem. Promie niesłoneczne delikatnie muskały jej twarz. Przez chwile dziewczyna poczuła się jakby tu też był jej dom. Udała się w stronę jeziora. Bardzo lubiła patrzeć na poruszającą się taflę. Uspokajało ją to i relaksowało w pewien sposób. Nagle w oddali zobaczyła małego, białego zajączka. Poszła w jego kierunku. Skradała się niczym kot. Niestety zwierzak spłoszył się, gdy tylko podeszła bliżej niego. Zaciekawiona pobiegła za nim. Nie zwróciła uwagi, że wbiegła do Zakazanego Lasu. Brnęła, co raz dalej. Kiedy zorientowała się gdzie jest nagle gdzieś w oddali błysnęło zaraz po tym zagrzmiało i zaczął padać ulewny deszcz. W duchu czarownica klęła jeszcze jaśniej niż było to widoczne na niebie. Próbowała wydostać się, ale ciągle wydawało się jej, że błądzi i trafia w to samo miejsce. Na dodatek jej nogi zaplatały się w Diabelskie Sidła. Im bardziej chciała się wyswobodzić tym bardziej roślina zaciskała swoje łodygi. Przemoknięta do suchej nitki i trochę przestraszona całą zaistniałą sytuacją nie wiedziała, co począć. Przestała się ruszać i czekała aż roślinie znudzi się więzienie jej. Po chwili gdzieś mocno uderzył piorun. Sophie zlękła się i skuliła ułatwiając roślinie oplecenie jej ciała w jeszcze mocniejszy kokon. Po policzku mimowolnie zaczęły spływać łzy. Kiedy zaczęła tracić nadzieję na to, że ktoś lub coś jej pomoże poczuła dziwną łunę wydobywającą się z kieszeni jej płaszcza. Z trudnością włożyła tam rękę i wyjęła różdżkę, z której wydobywało się oślepiające światło. Roślina momentalnie zaczęła słabnąć. Po kilku chwilach Diabelskie Sidła całkowicie gdzieś znikły. Sophie wreszcie była wolna. Szybko pobiegła przed siebie prosząc niebiosa o ratunek. Na szczęście tym razem ją wysłuchały. Deszcz nadal padał, ale nie już tak gwałtownie jak jeszcze kilka godzin temu. Burza powoli przechodziła, ale chwilami dało się usłyszeć jakieś grzmoty. Kiedy czarownica dopadła do bramy szkoły zza chmur wyszedł księżyc. Znając jej szczęście zaraz spotka Panią Norris i szlaban będzie murowany. Kiedy znalazła się pod ścianą z Szarą Damą wypowiedziała hasło niestety okazało się niepoprawne. Próbowała jeszcze kilka razy, co wzbudziło w namalowanej postaci lekkie zdenerwowanie. Przemoknięta, zmarznięta i zła na cały świat postanowiła poszukać jakiegoś pomieszczenia, w którym mogłaby przenocować. Kilkadziesiąt minut błąkała się po zamku. W pewnym momencie spostrzegła woźnego. Była zgubiona. Filch szedł w jej stronę oczywiście towarzyszyła mu Pani Norris. Już miał ją złapać za rękę i zaprowadzić do swojej drewutni, gdy niespodziewanie pojawił się Mistrz Eliksirów.
–Dziękuję Argusie, że zaopiekowałeś się moja uczennicą – powiedział z ironią Snape.
– Proszę bardzo, ale na drugi raz bardziej pilnuj tych bachorów – rzucił stróż i znikł w mroku.
– A ty, dlaczego nie jesteś w swoim dormitorium? – zapytał nauczyciel. Ravenclaw traci pięćdziesiąt punktów za złamanie regulaminu – dodał po chwili z kamienną twarzą.
– Ale czem... – nie zdążyła skończyć, bo Snape wziął ją za rękę i pokierował w stronę lochów.
Przed ścianą profesor powiedział hasło po chwili Krwawy Baron wpuścił obojga do środka. Sophie nie była jeszcze nigdy w tej części zamku. Myślała, że jak to w lochach jest zimno i ponuro, ale pomyliła się. Szła cicho koło nauczyciela spoglądając, co jakiś czas na zielonozłote ściany.
– Jesteśmy na miejscu – odezwał się w końcu Snape i otworzył drzwi do... swojego gabinetu.
– Dziękuję za pomoc Panie Profesorze, ale to chyba nie wypada żeby uczennica zostawała na noc w pokoju nauczyciela – powiedziałam bez zastanowienia.
– Panno Thompson, twój dom stracił kolejne dwadzieścia punktów. Tym razem za twoją bezczelność. Chcę Ci pomóc. Wchodzisz, czy mam się wrócić po Filcha? – zadał pytanie.
Dziewczyna weszła do środka. Po raz kolejny lekko się zdziwiła. Gabinet nauczyciela nie był taki jak opowiadał jej Mark – ciemny i ponury. Wręcz przeciwnie. Pomieszczenie rozświetlały lampy w kształcie pochodni. Na ścianach wisiały obrazy. Na środku pokoju stało solidne, dębowe biurko, a za nim duży fotel z zielonym obiciem. Pod oknem zauważyła kanapę i mały stoliczek. Na przeciwko sofy był kominek, w którym profesor rozpalił ogień.
– A psik!– kichnęła dziewczyna.
– Na zdrowie – odpowiedział. Lepiej zdejmij te mokre ubrania, bo będzie jeszcze gorzej. Najlepiej idź do łazienki i się wykąp, ale najpierw wypij ten eliksir –podał Sophie małą buteleczkę z różowym płynem.
– Nie jestem pewna czy mogę to wypić. To może być jakiś podstęp – wahała się.
– Przecież nie jestem jakimś pedofilem czy kimś. Z resztą nie jesteś w moim typie.
Czarownica lekko uśmiechnęła się i wypiła cały flakonik od razu. Niby czuła się normalnie,ale tak jakoś ciepło jej było na żołądku. Posłuchała rady Snape’a i udała się do łazienki. Pokój kąpielowy był nieduży, ale dobrze wyposażony. Znajdował się w nim prysznic, mała umywalka, szafka na ręczniki i toaleta. Sophie wykapała się, a przemoczone ubrania powiesiła na kaloryferze. Ubrała się w rzeczy, które zostawił jej Snape. Musiała przyznać, że śmiesznie wyglądała w za dużej piżamie i czarnych bawełnianych skarpetkach. Oplotła się szlafrokiem i wyszła z łazienki. Na małym stoliku stały dwa talerze, na których była jajecznica.
– Sophie zjedz coś, bo na pewno zgłodniałaś – powiedział ciepło nauczyciel.
– Dziękuję Panie Profesorze, ale nie trzeba było się trudzić – dziewczyna usiadła przy stoliku i zaczęła jeść.
Po chwili nauczyciel spoczął naprzeciwko niej. Zaczęli luźną rozmowę od tego jak podoba się jej w szkole, po paru chwilach przeszli na tematy bardziej związane z nauką. Snape’a bardzo zaskoczyła wiedza, jaką posiadła dziewczyna. Sądził, że wychowana i nauczana w domu nie będzie mieć takiego dobrego wykształcenia. Sophie kilka razy ziewnęła i uznała, że powinna udać się spać. Nie wiedziała gdzie iść spać, ponieważ Mistrz Eliksirów opuścił na chwilę pokój, dlatego położyła się na kanapie. Kiedy nauczyciel wrócił z powrotem do uczennicy ta smacznie spała. Wziął ją delikatnie na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Czarownica nie wiedząc, co się z nią dzieje wtuliła się w profesora. Położył ją do łóżka i przykrył kołdrą w kolorze zielonym.
To przecież było niedorzeczne żeby rozkochał w sobie dziewczynę, ale doskonale wiedział, że jeśli nie wykona polecenia Czarnego Pana, czeka go pewna śmierć. Zastanawiał się tylko, dlaczego Voldemortowi tak bardzo zależy na Sophie. Z tymi przemyśleniami położył się na niewygodnej kanapie i od razu przeniósł się do krainy snów.

2 komentarze:

  1. Ciekawe, tylko dlaczego akcja rozwija się tak szybko? Już kilkakrotnie spotkałam się z tym, że Snape ma rozkaz rozkochać w sobie dziewczynę na polecenie Voldemorta albo Dumbledore'a. Nie chcę Cię krytykować, ale ten motyw już mi się objadł. Mam nadzieję, że Ty go ciekawiej rozwiniesz od pozostałych. Trzymam kciuki! Ferie mam dopiero od 16.02. Szkoda, ale jeszcze 2 tyg.szkoły i luz, a raczej nauka do maturki, w końcu maj już niedaleko. ;}

    ~Merimaat

    OdpowiedzUsuń
  2. Voldemort'a jakoś ciężko mi sobie wyobrazić jak sie kocha z inną kobietą, bo on nie jest przystojny;p Chyba że jako człowiek;p czekam na następną;p

    ~XxX

    OdpowiedzUsuń