wtorek, 14 sierpnia 2012

LII

  
Brrr...

Krótko, bo w taki mróz styki nie działają w mózgu jak trzeba!

 

Blog ma 3 lata i 13 dni

Aromat owocowej herbaty unosił się w jasno oświetlonej kuchni, gdzie przy dużym, owalnym stole przykrytym kolorową ceratą siedziała Sophie, a Isabelle krzątała się przy kuchni. Georga nie było w domu, gdyż wyszedł jakiś czas temu do swojego mugolskiego przyjaciela na partyjkę szachów. Tylko spokojne tykanie zegara zagłuszało wieczorną ciszę i brzęczenie owadów, które po zachodzie słońca wzmożyły swoją aktywność.
Dziewczyna, kiedy tylko usłyszała propozycję matki, co do ciekawych opowieści z konferencji, przeszedł ją blady strach, a w żołądku poczuła, że rośnie bryła lodu. Naprawdę nie wiedziała, co może wyjawić, a co zachować głęboko w swoim sercu. Jej mama była spostrzegawcza i wiedziała, kiedy Sophie może mijać się z prawdą.
– Smakuje ci herbata? – Isabelle usiadła naprzeciwko córki. Jej oczy wydawały się trochę bardziej błyszczące niż zwykle. Twarz miała szczupłą i bladą jak prześcieradło.
– Ummm… Tak – podniosła wzrok znad białego kubka w trzy truskawki.
– Coś cię martwi, kochanie? – spytała matka z troską, kładąc wątłą rękę na dłoni córki. – Czy coś się stało na konferencji? Śmierciożercy zaatakowali? Prorok…
– Niee! – przerwała gwałtownie dziewczyna. – Było naprawdę fajnie. Poznałam wielu ciekawych ludzi – Flamela, jego żonę i jeszcze kilkunastu innych. Na wykładach dowiedziałam się dużo interesujących rzeczy; zrobiłam trochę notatek. Nie patrz tak na mnie, mamo – odpocząć też odpoczęłam; nie pracowałam cały czas. Znalazłam też czas na przyjemności… – poczuła, że na jej policzkach wykwitł rumieniec.
Czyżbym przez przypadek się wygadała? – myślała gorączkowo. Musi zachować spokój, bo inaczej wszystko się wyda. Chyba nadal nie dochodziło to do niej, co wydarzyło się wczorajszej nocy.
– Właśnie widzę, córciu. Wyglądasz promiennie, a oczy same ci się śmieją. Ja jednak nie ufałabym twojemu… – Isabelle szukała chwilę określenia na Snape’a. Przeczuwała, że coś pomiędzy nimi wydarzyło, ale zgłębianie sekretnych myśli Sophie wydawało jej się na miejscu. Jeszcze nie teraz. W przyszłości z pewnością córka podzieli się z nią wydarzeniami, które przeżyła w Grecji. – Twojemu byłemu… nauczycielowi. Już raz cię zranił, może…
A więc jednak mama już się domyśliła! Niech to szlag…
– Wyjaśniliśmy sobie z Severusem wszystko… Ta cała farsa to wina Voldemorta! – zacisnęła mocno palce na kubku, tak bardzo, że pobielały jej kostki. Musiała wziąć się w garść, by całkowicie się nie pogrążać. – Gdybyś wiedziała mamo jaką pracę wykonuje Severus, nie miałabyś…
– Kochanie, on jest sługą Sama-Wiesz-Kogo… – w głosie kobiety można było usłyszeć lekkie przerażenie.
Sophie przewróciła oczami.
– Mamo, Severus jest dla mnie kimś bardzo ważnym. Znam go na tyle dobrze, że mogę mu zaufać. Zaufałam mu już… – musi jak najszybciej skończyć rozmowę!
– Nie powinnaś wiązać się z kimś takim, Sophie. To niebezpieczne. Nie czytasz w „Proroku”, co też Śmierciożercy robią z Mugolami, a i czarodzieje nie są bezpieczni? Nie wiesz jaki jest profesor Snape, nie mogłaś się tego dowiedzieć przez te kilka dni… – Isabelle próbowała przekonać córkę do swoich racji.
– Owszem, udało mi się! Poznałam go bardzo dokładnie. Wiem o nim więcej niż ty wiedziałaś, mamo o Tomie, gdy za niego wychodziłaś. Naprawdę nie żałuję tego, co się pomiędzy nami wydarzyło! – rzuciła wojowniczo, podnosząc się z krzesła, na którym siedziała. Trudno, stało się! Nie ma, co płakać nad rozlanym mlekiem. – To były najpiękniejsze chwile mojego życia. Nie wpędzisz mnie w poczucie winy, mamo!
Isabelle zbladła o ile jeszcze można było bardziej i spoglądała na córkę z jawnym zdziwieniem.
Jej maleńka córeczka, którą starała się chronić przed światem, nagle dorosła i stała się dla niej zupełnie obca. Powinna porozmawiać z nią jak kobieta z kobietą, powiedzieć, co ją może czekać, na co musi zwrócić uwagę i czego unikać. Sądziła, że ma jeszcze czas…
– Mam nadzieję, ze pomyślałaś chociaż o… zabezpieczeniu. Gdybyś zaszła w ciążę… – jej głos był chłodny i rzeczowy. – Co ze studiami? Z dalszym życiem? Twój świat ległby w gruzach. Ja bym ci nie pomogła – niewiele czasu mi zostało…
– Chyba nie myślałaś, mamo, że jestem aż tak naiwna, ze chcę złapać faceta na dziecko? – Sophie patrzyła na matkę z góry. W jej oczach można było dostrzec długo skrywany ból – Chyba już trochę za późno na takie rozmowy, nie uważasz? Czarownice dorastają szybciej niż mugolskie dziewczynki…
– Czemu jesteś dla mnie taka oschła, Sophie? – głos kobiety drżał.
– Bo zaatakowałaś mnie jakbym była czemuś winna. Jakbym nie mogła mieć prawa do szczęścia i miłości. To co czuję do Severusa to nie coś przelotnego, ale głębokiego. Będę o niego walczyć i nikt i nic mi w tym nie przeszkodzi!
Po tych słowach odwróciła się na pięcie i wybiegła z kuchni, trzaskając głośno drzwiami.
O mały włos nie potrąciłaby Georga, który właśnie wchodził do domu.
– Sophie, wszystko w porządku? – odezwał się z troską.
– Tak, dziadku… – bąknęła przelotnie, nawet nie spoglądając na mężczyznę. Łzy cisnęły się jej do oczu. – Będę na huśtawce… jakby co…

*

Powrót do zamku okazał się trudniejszy niż się mogło Severusowi wydawać. Pomimo, że lubił szkockie krajobrazy wokół Hogwartu, to pogody jaka najczęściej tu panowała wprost nie tolerował. Drobny deszczyk siąpił z wieczornego nieba zasnutego chmurami, ale nie na tyle gęstymi, żeby blask księżyca nie mógł się przez nie przedostać. Rześkie, chłodne powietrze zwiastowało nadchodzącą małymi kroczkami jesień. Pozostało w kalendarzu jeszcze kilka kartek do wyrwania, by pojawiła się data pierwszego września.
To będzie kolejny ciężki rok szkolny.
Ostatni bez Pottera.
W przyszłym roku o tej porze zastanawiać się będzie… Merlinie! On już się zastanawiał! O Potterze rozmyślał przez cały ten czas, przez dziesięć nachodziły go przeróżne wizje, tego jak będzie wyglądał syn Lily. Do kogo będzie podobny? Jakie umiejętności dane mu będzie odziedziczyć? Jeszcze tylko rok i wszystko się wyjaśni. Dwanaście miesięcy, pięćdziesiąt dwa tygodnie, osiem tysięcy pięćset sześćdziesiąt godzin, pięćset dwadzieścia pięć tysięcy sześćset… Dość!
– Popadasz w paranoję, Severusie… – mruknął sam do siebie, otwierając z głośnym zgrzytem wielkie wrota do szkoły. Wszedł do środka, pozostawiając mokre ślady na lśniącej czystością posadzce.
Nagle poczuł na sobie czyjś przenikliwy wzrok.
Rozejrzał się uważnie wokół siebie, natrafiając po chwili na bystre ślepia Pani Norris. Siedziała na środku korytarza i uważnie go obserwowała. Futerko miała nastroszone. Kiedy zignorował ją i skierował się w stronę schodów prowadzących do lochów, kotka podniosła się i w mig pokonała dzielącą ich odległość. Prawie by go przewróciła, gdy wpadła mu pod nogi, ocierając się jednocześnie o jego kostki i głośno mrucząc.
– Akurat teraz zachciało ci się czułości? Ach! Te kobiety! Gdzie jest twój Filch? – przykucnął zrezygnowany i pogłaskał kocicę po grzbiecie oraz posmyrał po miękkim łebku pomiędzy uszami.
Towarzyszyła mu aż do kwater, po czym zniknęla w mroku. Severus nawet nie wiedział, kiedy kocica przestała kręcić się mu koło nóg. Dopiero, gdy wszedł do gabinetu, zorientował się, że Pani Norris zapewne została oddelegowana po to, by donieść Albusowi o jego bezpiecznym powrocie do zamku.
Zdążył na nowo rozniecić ogień w kominku, który zażył się czerwienią, a Albus siedział już w jego fotelu i odwijał z papierka cytrynowego dropsa. Uśmiechnął się wesoło, widząc mordercze spojrzenie Severusa i włożył sobie cukierka do ust.
– Udało ci się? – zapytał, uważnie lustrując postać nauczyciela eliksirów.
– Idziesz na rekord, Albusie – odparł spokojnie Severus, siadając w drugim fotelu, stojącym naprzeciwko biurka. – tym razem wysłużyłeś się Panią Norris… No, no, pogratulować przebiegłości.
– Udało się? – Albus ponowił pytanie.
– Nie mieliśmy czasu porozmawiać na ten temat. Przyznam, że całkiem inne rzeczy pochłonęły naszą uwagę… Pierwsze zetknięcie się z cała bandą Śmierciozerców było dla panny Thompson lekkim szokiem i o mały włos nie opróżniła całej piwniczki hotelowej z wina, ale na szczęście jeden ze Śmierciożerców w porę odkrył, co się świeci i uchronił biedną dziewczynę przed morderczymi skutkami raczenia się alkoholem.
– Udało się jej wejść na konferencję? Merlinie, jak ona tego dokonała? – Albus był szczerze zdumiony i poruszony. – Panna Thompson to naprawdę niezwykła osoba.
– Odrobina magii, sprytu oraz dwóch półgłówków przy wejściu – Mistrz eliksirów krótko streścił pomysłowość Sophie. W tej chwili był bardzo z niej dumny.
Albus kiwał z niedowierzaniem głową. Zupełnie machinalnie odpakował kolejnego cukierka.
– Właśnie taka osoba jest nam niezwłocznie potrzebna w Zakonie. Opanowana, mądra, a przy tym sprytna.
Severus ciężko westchnął.
– Macie już jedną taką osobę – sugestywnie wskazał na siebie. – Nie możemy narażać panny Thompson na taki stres. Na dłuższą metę nie da sobie z tym rady. Jeśli wpadnie w sidła Czarnego Pana, to już po niej…
– Severusie… Ona już od dawna siedzi w jego sidłach – przyznał ze smutkiem Dumbledore. – Mamy szczęście, że Tom jest na tyle ostrożny, że jeszcze nie wyjawił jej swojej prawdziwej tożsamości. Musimy podzielić się tą informacją z panną Thompson szybciej niż zrobi to Tom, bo inaczej straci do nas zaufanie.
– Sophie nam ufa! Mnie ufa… – zapewnił hardo Snape. – Nie zdradzi nas jakiemuś świrowi bez nosa!
– Jesteś bardzo pewny jej lojalności…
– Tak, jestem – powiedział dziwnie spokojnie. – Zostaw to mnie, Albusie… Wybacz, ale jest dosyć późno i chciałbym się położyć – ziewnął teatralnie.
Po wyjściu Dumbledore’a Severus nalał sobie szklaneczkę Ognistej i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Zapatrzył się w płomienie, które trawiły polana dorzucone przez mężczyznę do kominka. Charakterystyczny zapach żywicy rozniósł się po pomieszczeniu, a ciepło dochodzące od ognia skutecznie ogrzewało gołe stopy mężczyzny. Myślał o Sophie, Czarnym Panu, Dumbledorze… O przeszłości… Przyszłości… Nie wiedział nawet, kiedy spokojne trzaski spalającego się drewna i opróżniona do połowy butelka ukołysały go do snu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz