wtorek, 14 sierpnia 2012

XXXI

Godziny spędzone razem mijały szybko. Sophie potrzebowała towarzystwa, pomimo tego, że w samotności też czuła się doskonale. Severus idealnie spełniał wymagania, jakie miała dziewczyna. Był mądry, można było się z nim pogadać na przeróżne tematy, kiedy nie wpadał w złość. Na ironie, którymi sypał z rękawa niczym mugolski magik wyciąga króliki ze swojego cylindra, Sophie odpowiadała równie ciętymi ripostami wprawiając Mistrza Eliksirów w jeszcze większy gniew.
–Profesorze, jestem pewna, że gdyby dodać dwa liście prawoślazu eliksir odkrztuszający były dwa razy mocniejszy – odezwała się z nad parującego kociołka, kiedy przybyła na przygotowywania do konkursu.
– Thompson, nie masz wymyślać nowych, bezużytecznych eliksirów tylko uczyć się jak przyrządzać znane od wieków mikstury.
–Sądzę jednak, że to w dużym stopniu również skróciłoby to pańską pracę, profesorze, ponieważ nie musiałby pan profesor dodawać śluzu z bzu czarnego, który jest trudny w zebraniu –pochwaliła się znajomością nie tylko przygotowywania eliksirów, ale również wiedzą, którą posiadała z zielarstwa.
–Thompson, to ile czasu spędzam w swojej pracowni powinno cię najmniej obchodzić! Lubię swoją pracę! – warknął tak aż dziewczyna podskoczyła do góry.
–Wiem, nie jestem pańską matką – odburknęła, cytując słowa nauczyciela, które słyszała zawsze podczas niezliczonych kłótni z profesorem, kiedy pytała się go o coś niezwiązanego ze szkołą. A właściwie, kim są pana rodzice?
Po chwili doszło do niej, że jednak jest do zbyt osobiste pytanie.
Spojrzała niepewnie na swojego nauczyciela. Stał odwrócony do niej plecami, ręce miał oparte na blacie stołu,przy którym pracował. Z niepokojem czekała na jego reakcję. Wiedziała, że przekroczyła cienką linię, która oddzielała ją od Snape’a. Wdarła się brutalnie w prywatne życie Nietoperza bez jego zgody. Zdała sobie sprawę, że o takie rzeczy nie powinna się pytać. Znali się zbyt krótko i był jej nauczycielem. Zmniejszyła ogień pod kociołkiem i prawie bezgłośnie skierowała się w jego stronę. Chciała żeby teraz odwrócił się i nawrzeszczał na nią, ale nadal opierał się o blat.
– Profesorze… – odezwała się. Czy coś panu jest?
– Thompson, próbuję zdusić w sobie chęć zabicia cię! Nie waż się już nigdy pytać o moją rodzinę! – ryknął.
–Jak dobrze, że nic panu profesorowi nie jest – rzuciła mu się na szyję. Przepraszam za mój niewyparzony język – spojrzała mu prosto w oczy. Dostrzegła w nich gniew mieszany z pewną dozą niepewności. Odgarnęła pojedynczy kosmyk włosów, który opadł mu na czoło. Czuła jego przyspieszony oddech, połączony z jej szalejącym niczym sztorm na morzu sercem. Już nigdy nie będę pytać o pańską rodzinę. Przyrzekam –wydusiła z siebie.
– Do następnego razu – uśmiechnął się nieznacznie.
– Nie rozumiem, jak do następnego razu, profesorze? – spojrzała pytająco na nauczyciela, którego nadal obejmowała.
–Do tego, w którym zapytasz się o inne rzeczy związane ze mną. Thompson, ciekawość towarzyszy nam już od samego początku świata. Wiele eliksirów czy zaklęć nie powstałoby w ogóle gdyby właśnie człowiek nie dążył do poznania nowych zagadnień, ale na Merlina trzeba to robić z wyczuciem. Tobie go z pewnością jeszcze brakuje, lecz nie przeczę, choć to bardzo ryzykowne, co powiem i mogę tego w przyszłości żałować jednakże z wiekiem powinnaś wyrobić w sobie jakieś pokłady delikatności.
– Rozumiem – lekko zaczerwieniła się na tę pochwałę, co wywołało u Severusa ponowny uśmiech.
– Pan profesor się uśmiechnął? – zauważyła.
– Skądże. Thompson, wracaj do eliksiru, a raczej do tego, co z niego zostało – próbował blokować swój umysł. Do jasnej cholery, nie sprawdzaj w ten sposób mojej cierpliwości – podniósł lekko głos.
– Chciałam…
– Wiem, co chciałaś, ale pamiętaj, że jestem twoim nauczycielem i takie praktyki są surowo zabronione! – przerwał jej.
– Przepraszam – wyswobodziła się z uścisku Mistrza Eliksirów, który zdążył ją objąć podczas rozmowy.
Wrócili do swoich zajęć. Pracowali w milczeniu. Sophie intensywnie mieszała ciecz znajdującą się w mosiężnym kociołku jakby to miało pomóc jej zapomnieć o sytuacji sprzed kilku minut. Wiedziała, że nie powinna zaglądać w umysł nauczyciela, ale chciała mu pokazać, że to ona jednak miała rację. Zastanawiała się również, co do ukrycia ma taki człowiek jak Snape. Kawaler o trudnym charakterze, sarkastyczny nauczyciel, doskonały kochanek. Tego ostatniego nie była pewna w stu procentach, ale sądząc po tym jak całuje mogła przypuszczać, że w łóżku może doprowadzać kobietę do pewnych rzeczy, na które się rumieniła, kiedy o tym myślała. Odgoniła te myśli szybko od siebie, ponieważ poczuła dziwne, nieznane dotąd uczucie, które zawładnęło jej ciałem. Ciepło mieszane z pewnym nieprzyjemnym uściskiem w dole brzucha przechodzące gwałtownie do serca właśnie teraz przybrało na sile. Czyżby osoba profesora tak na nią działała? Przywołała w pamięci zdarzenia sprzed kilku dni, kiedy w opuszczonej sali oddawali się czułościom, czy pocałunki, którymi obdarzali się ostatnio w jego sypialni. Po raz kolejny fala gorąca przebiegła po jej ciele. Głośno wciągnęła powietrze, aby się uspokoić. Trochę pomogło, ale nadal czuła dyskomfort. Skończyła eliksir i przelała go do buteleczki.
– Gotowe – machnęła kilka razy energicznie różdżką czyszcząc kociołek i inne przedmioty potrzebne do sporządzenia mikstury.
– W takim razie możesz wracać do siebie – powiedział Severus nie odrywając się od swojej pracy.
– Jutro raczej nie przyjdę na przygotowania, ponieważ wyjeżdżam z Hogwartu na czas próbnych testów. Dobranoc, profesorze – po cichu zamknęła za sobą drzwi od pracowni Snape’a.

*

Chłód kwietniowego poranka wdarł się przez uchylone okno do dormitorium Sophie Thompson. Dzień zapowiadał się równie przyjemnie, jak poprzedni. Błękit nieba mieszany z bielą chmur piętra wysokiego i zielenią Zakazanego Lasu tworzył piękną mozaikę kolorów i kształtów, którymi pani wiosna obdarowała krajobrazy otaczające Hogwart. Małe wskazówki na mugolskim budziku wskazywały godzinę wpół do siódmej. Czarownica zaraz po przebudzeniu wzięła się za pakowanie bagażu. Cztery książki do eliksirów, których jeszcze nie przeczytała, a były konieczne do konkursu, kilka ulubionych ubrań, choć wiedziała, że cała szafa ciuchów czeka na nią w domu, różową kosmetyczkę oraz etui na różdżkę. Zadowolona z siebie zapięła walizkę i postawiła ją w kącie pokoju.
Czarownica wyjrzała mimowolnie przez okno, aby zorientować się jak dzisiejszego dnia ma się ubrać. W oddali zauważyła znajomą postać biegnącą w stronę Zakazanego Lasu. Przetarła oczy ze zdumienia. Nie mogła sobie odmówić takiej przyjemności jak spotkanie Snape’a podczas porannego joggingu. Ubrała się w stary dres i wyciągnięty podkoszulek, a włosy związała w koński ogon. Teleportowała się wprost przed haczykowaty nos Mistrza Eliksirów.
– Dzień dobry, profesorze – powiedziała wesoło. No, nie podejrzewałabym pana profesora o takie zachowanie.
–Do jasnej cholery, Thompson! Co ty tutaj robisz o tej porze? – prawie wpadłby na nią. Pięć punktów straty zastraszenie nauczyciela – syknął.
– Też się cieszę, że pan profesor ma dobry humor od samego rana. Mogę się przyłączyć? – spytała.
–Thompson, nawet podczas porannej gimnastyki musisz mnie prześladować? Nie możesz sobie znaleźć innego terminu, który nie koliduje z moim. Nie dość, że muszę cię znosić po lekcjach to odbierasz mi jeszcze odrobinę prywatności również przed zajęciami – spojrzał na nią groźnie.
– W takim razie do zobaczenia na eliksirach – Krukonka odwróciła się i pobiegła w stronę jeziora.
Biegła ile sił w nogach wzdłuż plaży. Wiatr smagał jej policzki i targał włosy. „Wstrętny, przerośnięty nietoperz zawsze musi zepsuć mi humor. Chciałam być miła, a jak zawsze wyszło, że mu przeszkadzam. I po co się tak bardzo angażuję? – myślała. Ale on tak seksownie wygląda w tym dosyć obcisłym dresie. Zupełnie inaczej niż w tych, swoich nietoperzowatych szatach.” Przeleciało jej przez myśl, że mógłby nieźle prezentować się bez nich, ale zaraz zganiła się za to, co przywołała jej wyobraźnia.
– No, muszę przyznać, Thompson, że masz dobrą kondycję – po jakimś czasie usłyszała za sobą zdyszany głos Mistrza Eliksirów.
– Już panu profesorowi nie przeszkadza moja obecność? – przyspieszyła.
– Thompson, nie tak szybko, mogłem już z tobą biegać od dobrych kilku minut, ale ty tak wyrwałaś, że nie nadążałem za tobą.
– Widocznie już panu profesorowi wiek nie pozwala na takie szybkie bieganie, a z drugiej strony to chyba nie wypada tak uganiać się za uczennicą. Dyrektor pozwala na to? – uśmiechnęła się nieznacznie.
– Thompson! Dziesięć punktów właśnie stracił twój dom za bezczelność! – ryknął.
–Za piętnaście minut śniadanie! Jak pierwsza dobiegnę do szkolnej bramy to cofa mi pan profesor dzisiejsze stracone punkty – zaproponowała.
– Chyba śnisz, Thompson!
– Tchórz! – krzyknęła i pędem puściła się w stronę zamku.
– Nigdy w życiu! – ruszył za nią.

*

Sophie śmiała się na całe gardło opowiadając mamie sytuację, która wydarzyła się rano. Miała satysfakcję, że chociaż raz pokonała w czymś Snape’a. To było bezcenne doświadczenie widzieć zdyszanego i bezradnego nauczyciela, biegnącego za uczennicą, ale przecież człowiek każdego dnia styka się z różnymi dziwnymi zdarzeniami. Isabelle słuchała córki, ale jakby znajdowała się w innym świecie. Wiedziała, że czeka ją trudna rozmowa z Sophie, ale miała nadzieję, że córka zrozumie decyzje, które nią kierowały. Chciała mieć to już za sobą, ale zdawała sobie sprawę, że lepiej poruszyć ten temat podczas wyjazdu do Hiszpanii, gdzie z pomocą może przyjść jej George, a tu jednak była zdana tylko na siebie.

*

Uwielbiam ten brak czasu i różne sytuacje, które odciągają cię od pisania rozdziału. Właśnie w ostatnich dniach tak się złożyło, że mój grafik był napięty jak sznurek do wieszania prania:| ale notka jest, więc dusza się raduje;)
Od jutra zaczynam na ostro ze studiami! Nie martwcie się, że zawieszę bloga(ów), będę starać się raz na jakiś czas dawać rozdziały, nie obiecuję, że będą długie, ale zawsze coś naskrobię!

Dedykacja dla:
- Annie, bo jutro ona też będzie się męczyć na uczelni tak samo jak ja!
- Merimaat, bo 200 komentarzem, było powiadomienie o nowej, genialnej notce.
- Panny Rickman, bo doprowadziła do tego, że mam jesienną depresję! Jesteś niedobra, zła i przebiegła niczym sama Bellatrix! i chyba ostatni raz poinformowałam Cię o notce i domyśl się dlaczego!

Ps. Powiadomienia kasuję więc kto da 200 komentarz ten przez 5 notek będzie mieć ode mnie dedykację!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz