Godziny
spędzone razem mijały szybko. Sophie potrzebowała towarzystwa, pomimo tego, że
w samotności też czuła się doskonale. Severus idealnie spełniał wymagania,
jakie miała dziewczyna. Był mądry, można było się z nim pogadać na przeróżne
tematy, kiedy nie wpadał w złość. Na ironie, którymi sypał z rękawa niczym
mugolski magik wyciąga króliki ze swojego cylindra, Sophie odpowiadała równie
ciętymi ripostami wprawiając Mistrza Eliksirów w jeszcze większy gniew.
–Profesorze,
jestem pewna, że gdyby dodać dwa liście prawoślazu eliksir odkrztuszający były
dwa razy mocniejszy – odezwała się z nad parującego kociołka, kiedy przybyła na
przygotowywania do konkursu.
–
Thompson, nie masz wymyślać nowych, bezużytecznych eliksirów tylko uczyć się
jak przyrządzać znane od wieków mikstury.
–Sądzę
jednak, że to w dużym stopniu również skróciłoby to pańską pracę, profesorze,
ponieważ nie musiałby pan profesor dodawać śluzu z bzu czarnego, który jest
trudny w zebraniu –pochwaliła się znajomością nie tylko przygotowywania
eliksirów, ale również wiedzą, którą posiadała z zielarstwa.
–Thompson,
to ile czasu spędzam w swojej pracowni powinno cię najmniej obchodzić! Lubię
swoją pracę! – warknął tak aż dziewczyna podskoczyła do góry.
–Wiem,
nie jestem pańską matką – odburknęła, cytując słowa nauczyciela, które słyszała
zawsze podczas niezliczonych kłótni z profesorem, kiedy pytała się go o coś
niezwiązanego ze szkołą. A właściwie, kim są pana rodzice?
Po chwili
doszło do niej, że jednak jest do zbyt osobiste pytanie.
Spojrzała
niepewnie na swojego nauczyciela. Stał odwrócony do niej plecami, ręce miał
oparte na blacie stołu,przy którym pracował. Z niepokojem czekała na jego
reakcję. Wiedziała, że przekroczyła cienką linię, która oddzielała ją od
Snape’a. Wdarła się brutalnie w prywatne życie Nietoperza bez jego zgody. Zdała
sobie sprawę, że o takie rzeczy nie powinna się pytać. Znali się zbyt krótko i
był jej nauczycielem. Zmniejszyła ogień pod kociołkiem i prawie bezgłośnie
skierowała się w jego stronę. Chciała żeby teraz odwrócił się i nawrzeszczał na
nią, ale nadal opierał się o blat.
–
Profesorze… – odezwała się. Czy coś panu jest?
–
Thompson, próbuję zdusić w sobie chęć zabicia cię! Nie waż się już nigdy pytać
o moją rodzinę! – ryknął.
–Jak
dobrze, że nic panu profesorowi nie jest – rzuciła mu się na szyję. Przepraszam
za mój niewyparzony język – spojrzała mu prosto w oczy. Dostrzegła w nich gniew
mieszany z pewną dozą niepewności. Odgarnęła pojedynczy kosmyk włosów, który
opadł mu na czoło. Czuła jego przyspieszony oddech, połączony z jej szalejącym
niczym sztorm na morzu sercem. Już nigdy nie będę pytać o pańską rodzinę.
Przyrzekam –wydusiła z siebie.
– Do
następnego razu – uśmiechnął się nieznacznie.
– Nie
rozumiem, jak do następnego razu, profesorze? – spojrzała pytająco na
nauczyciela, którego nadal obejmowała.
–Do tego,
w którym zapytasz się o inne rzeczy związane ze mną. Thompson, ciekawość
towarzyszy nam już od samego początku świata. Wiele eliksirów czy zaklęć nie
powstałoby w ogóle gdyby właśnie człowiek nie dążył do poznania nowych
zagadnień, ale na Merlina trzeba to robić z wyczuciem. Tobie go z pewnością
jeszcze brakuje, lecz nie przeczę, choć to bardzo ryzykowne, co powiem i mogę
tego w przyszłości żałować jednakże z wiekiem powinnaś wyrobić w sobie jakieś
pokłady delikatności.
–
Rozumiem – lekko zaczerwieniła się na tę pochwałę, co wywołało u Severusa
ponowny uśmiech.
– Pan profesor
się uśmiechnął? – zauważyła.
– Skądże.
Thompson, wracaj do eliksiru, a raczej do tego, co z niego zostało – próbował
blokować swój umysł. Do jasnej cholery, nie sprawdzaj w ten sposób mojej
cierpliwości – podniósł lekko głos.
–
Chciałam…
– Wiem,
co chciałaś, ale pamiętaj, że jestem twoim nauczycielem i takie praktyki są
surowo zabronione! – przerwał jej.
–
Przepraszam – wyswobodziła się z uścisku Mistrza Eliksirów, który zdążył ją
objąć podczas rozmowy.
Wrócili
do swoich zajęć. Pracowali w milczeniu. Sophie intensywnie mieszała ciecz
znajdującą się w mosiężnym kociołku jakby to miało pomóc jej zapomnieć o
sytuacji sprzed kilku minut. Wiedziała, że nie powinna zaglądać w umysł
nauczyciela, ale chciała mu pokazać, że to ona jednak miała rację. Zastanawiała
się również, co do ukrycia ma taki człowiek jak Snape. Kawaler o trudnym
charakterze, sarkastyczny nauczyciel, doskonały kochanek. Tego ostatniego nie
była pewna w stu procentach, ale sądząc po tym jak całuje mogła przypuszczać,
że w łóżku może doprowadzać kobietę do pewnych rzeczy, na które się rumieniła,
kiedy o tym myślała. Odgoniła te myśli szybko od siebie, ponieważ poczuła
dziwne, nieznane dotąd uczucie, które zawładnęło jej ciałem. Ciepło mieszane z
pewnym nieprzyjemnym uściskiem w dole brzucha przechodzące gwałtownie do serca
właśnie teraz przybrało na sile. Czyżby osoba profesora tak na nią działała?
Przywołała w pamięci zdarzenia sprzed kilku dni, kiedy w opuszczonej sali
oddawali się czułościom, czy pocałunki, którymi obdarzali się ostatnio w jego
sypialni. Po raz kolejny fala gorąca przebiegła po jej ciele. Głośno wciągnęła
powietrze, aby się uspokoić. Trochę pomogło, ale nadal czuła dyskomfort.
Skończyła eliksir i przelała go do buteleczki.
– Gotowe
– machnęła kilka razy energicznie różdżką czyszcząc kociołek i inne przedmioty
potrzebne do sporządzenia mikstury.
– W takim
razie możesz wracać do siebie – powiedział Severus nie odrywając się od swojej
pracy.
– Jutro
raczej nie przyjdę na przygotowania, ponieważ wyjeżdżam z Hogwartu na czas
próbnych testów. Dobranoc, profesorze – po cichu zamknęła za sobą drzwi od
pracowni Snape’a.
*
Chłód
kwietniowego poranka wdarł się przez uchylone okno do dormitorium Sophie
Thompson. Dzień zapowiadał się równie przyjemnie, jak poprzedni. Błękit nieba
mieszany z bielą chmur piętra wysokiego i zielenią Zakazanego Lasu tworzył
piękną mozaikę kolorów i kształtów, którymi pani wiosna obdarowała krajobrazy
otaczające Hogwart. Małe wskazówki na mugolskim budziku wskazywały godzinę wpół
do siódmej. Czarownica zaraz po przebudzeniu wzięła się za pakowanie bagażu.
Cztery książki do eliksirów, których jeszcze nie przeczytała, a były konieczne
do konkursu, kilka ulubionych ubrań, choć wiedziała, że cała szafa ciuchów
czeka na nią w domu, różową kosmetyczkę oraz etui na różdżkę. Zadowolona z
siebie zapięła walizkę i postawiła ją w kącie pokoju.
Czarownica
wyjrzała mimowolnie przez okno, aby zorientować się jak dzisiejszego dnia ma
się ubrać. W oddali zauważyła znajomą postać biegnącą w stronę Zakazanego Lasu.
Przetarła oczy ze zdumienia. Nie mogła sobie odmówić takiej przyjemności jak
spotkanie Snape’a podczas porannego joggingu. Ubrała się w stary dres i
wyciągnięty podkoszulek, a włosy związała w koński ogon. Teleportowała się
wprost przed haczykowaty nos Mistrza Eliksirów.
– Dzień
dobry, profesorze – powiedziała wesoło. No, nie podejrzewałabym pana profesora
o takie zachowanie.
–Do
jasnej cholery, Thompson! Co ty tutaj robisz o tej porze? – prawie wpadłby na
nią. Pięć punktów straty zastraszenie nauczyciela – syknął.
– Też się
cieszę, że pan profesor ma dobry humor od samego rana. Mogę się przyłączyć? –
spytała.
–Thompson,
nawet podczas porannej gimnastyki musisz mnie prześladować? Nie możesz sobie
znaleźć innego terminu, który nie koliduje z moim. Nie dość, że muszę cię znosić
po lekcjach to odbierasz mi jeszcze odrobinę prywatności również przed
zajęciami – spojrzał na nią groźnie.
– W takim
razie do zobaczenia na eliksirach – Krukonka odwróciła się i pobiegła w stronę
jeziora.
Biegła
ile sił w nogach wzdłuż plaży. Wiatr smagał jej policzki i targał włosy.
„Wstrętny, przerośnięty nietoperz zawsze musi zepsuć mi humor. Chciałam być
miła, a jak zawsze wyszło, że mu przeszkadzam. I po co się tak bardzo angażuję?
– myślała. Ale on tak seksownie wygląda w tym dosyć obcisłym dresie. Zupełnie
inaczej niż w tych, swoich nietoperzowatych szatach.” Przeleciało jej przez
myśl, że mógłby nieźle prezentować się bez nich, ale zaraz zganiła się za to,
co przywołała jej wyobraźnia.
– No,
muszę przyznać, Thompson, że masz dobrą kondycję – po jakimś czasie usłyszała
za sobą zdyszany głos Mistrza Eliksirów.
– Już
panu profesorowi nie przeszkadza moja obecność? – przyspieszyła.
–
Thompson, nie tak szybko, mogłem już z tobą biegać od dobrych kilku minut, ale
ty tak wyrwałaś, że nie nadążałem za tobą.
– Widocznie
już panu profesorowi wiek nie pozwala na takie szybkie bieganie, a z drugiej
strony to chyba nie wypada tak uganiać się za uczennicą. Dyrektor pozwala na
to? – uśmiechnęła się nieznacznie.
–
Thompson! Dziesięć punktów właśnie stracił twój dom za bezczelność! – ryknął.
–Za
piętnaście minut śniadanie! Jak pierwsza dobiegnę do szkolnej bramy to cofa mi
pan profesor dzisiejsze stracone punkty – zaproponowała.
– Chyba
śnisz, Thompson!
– Tchórz!
– krzyknęła i pędem puściła się w stronę zamku.
– Nigdy w
życiu! – ruszył za nią.
*
Sophie
śmiała się na całe gardło opowiadając mamie sytuację, która wydarzyła się rano.
Miała satysfakcję, że chociaż raz pokonała w czymś Snape’a. To było bezcenne
doświadczenie widzieć zdyszanego i bezradnego nauczyciela, biegnącego za
uczennicą, ale przecież człowiek każdego dnia styka się z różnymi dziwnymi
zdarzeniami. Isabelle słuchała córki, ale jakby znajdowała się w innym świecie.
Wiedziała, że czeka ją trudna rozmowa z Sophie, ale miała nadzieję, że córka
zrozumie decyzje, które nią kierowały. Chciała mieć to już za sobą, ale zdawała
sobie sprawę, że lepiej poruszyć ten temat podczas wyjazdu do Hiszpanii, gdzie
z pomocą może przyjść jej George, a tu jednak była zdana tylko na siebie.
*
Uwielbiam
ten brak czasu i różne sytuacje, które odciągają cię od pisania rozdziału.
Właśnie w ostatnich dniach tak się złożyło, że mój grafik był napięty jak
sznurek do wieszania prania:| ale notka jest, więc dusza się raduje;)
Od jutra
zaczynam na ostro ze studiami! Nie martwcie się, że zawieszę bloga(ów), będę
starać się raz na jakiś czas dawać rozdziały, nie obiecuję, że będą długie, ale
zawsze coś naskrobię!
Dedykacja
dla:
- Annie,
bo jutro ona też będzie się męczyć na uczelni tak samo jak ja!
- Merimaat,
bo 200 komentarzem, było powiadomienie o nowej, genialnej notce.
- Panny
Rickman, bo doprowadziła do tego, że mam jesienną depresję! Jesteś
niedobra, zła i przebiegła niczym sama Bellatrix! i chyba ostatni raz
poinformowałam Cię o notce i domyśl się dlaczego!
Ps.
Powiadomienia kasuję więc kto da 200 komentarz ten przez 5 notek będzie mieć
ode mnie dedykację!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz