poniedziałek, 13 sierpnia 2012

IX

Przez kilka minionych dni Sophie i Mistrz Eliksirów unikali się jak ognia. Na lekcji każde z nich zajmowało się swoimi sprawami. Epizod w czasie szlabanu zmienił ich stosunek do siebie. Severus jeszcze bardziej przeklinał dzień, kiedy zgodził się na współpracę z Dropsem. Teraz nie byłoby całego tego zamieszania. Żyłby w swoim minimalistycznym świecie posłuszny Czarnemu Panu. Nie obchodziłoby go nic prócz pełnej miski i kilku nieszczęsnych mugoli, których musiał znajdywać i co jakiś czas posyłać na tamten świat, aby nie narazić się na gniew Toma.
Czarnowłosa wyrzucała sobie zbytnią nachalność. Nie powinna była rzucać się nauczycielowi na szyję. Co on sobie teraz o niej pomyśli, że szuka przygody, albo jeszcze czegoś innego?! Na zajęciach z nim starała sięjak najmniej odzywać i zwracać na siebie uwagę.
***
Nadszedł listopad, a wraz z nim pierwsze opady śniegu. Błonia przykryła cieniutka warstwa białego puchu, a drzewa całkowicie pozbawione liści smutnie kołysały się w rytm świszczącego wiatru. Płatki wirowały w powietrzu skutecznie ograniczając widoczność. Sophie wpatrywała się w ten krajobraz za oknem tęskniąc za ciepłymi promieniami słońca i lekkim powiewem wiatru od morza. Próbowała skupić się na eseju z transmutacji‚ale jej myśli krążyły wciąż wokół tamtego wieczoru w gabinecie Snape’a. Kiedy o tym myślała czuła dziwne ściskanie w okolicy serca. Według niej nauczyciel nie wyróżniał się niczym szczególnym. Stale przetłuszczone włosy, ciągle te same ubrania wskazywały na to, że Mistrz Eliksirów nie za bardzo zwraca uwagę na swój wygląd. Z przemyśleń wyrwało ją gwałtowne pukanie do drzwi.
– No, myślałem, że już mi nie otworzysz – wyszczerzył zęby długowłosy chłopak.
– Bo miałam nie otwierać. Co się stało, że mnie nachodzisz, kiedy się uczę? – zaprosiła kolegę do środka.
– Sophie mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia.
– Mark, co ty znowu wymyśliłeś? – spojrzała na niego podejrzliwie.
– Pomyślałem sobie, że może pójdziemy dzisiaj wieczorem do Trzech Mioteł na kremowe piwo. Ja stawiam – uśmiechnął się.
– Czy ty w tym momencie zapraszasz mnie na randkę? – oczy czarownicy zrobiły się jak dwa dorodne arbuzy.
– W żadnym wypadku. Po prostu chciałem Cię gdzieś wyrwać, bo ciągle siedzisz w tych książkach. Niedługo zapomnisz, co to dobra zabawa. Jeśli nie chcesz nie obrażę się, ale gdybyś zmieniła zdanie to czekam na ciebie w holu wpół do ósmej – Mark wyszedł bez pożegnania.
W głowie dziewczyny kłębiło się tyle myśli ile pary w kociołku pełnym gotującego się eliksiru. Może Mark miał rację, że za dużo czasu poświęca na naukę. Kiedy jeszcze mieszkała z matką czasem wychodziła gdzieś na miasto. Snuła się wtedy cichymi uliczkami Paryża podziwiając zabytki i zachowanie tamtejszej ludności jednak nigdy nie przyszłoby jej do głowy żeby chodzić po nocnych klubach i podrywać przystojnych Francuzów. Była łatwym kąskiem dla Żabojadów – sama w obcym mieście, ale kiedy któryś próbował ją poderwać spławiała go szybko i skutecznie. Miała z nich niezły ubaw, kiedy z zagubionej turystki stawała się pewną siebie dziewczyną mówiąca doskonale ojczystym językiem Napoleona. Zawsze wtedy nawet dobry humor stawał się jeszcze lepszy.

*

Równo o wpół do ósmej odszykowana w najlepsze ciuchy, jakie miała zeszła na umówione spotkanie. Seledynowa bluzka zawiązywana na szyję podkreślała jaj dosyć spory biust, brązowa spódniczka do pół uda pokazywała zgrabne nogi, a długie kozaki dźwięcznie stukały o kamienną posadzkę. Włosy skręciła w zabawne loczki opadające równo na jej odkryte ramiona. Umalowała się lekko, ale wyraziście. Mark stał już na dole. Oniemiał, kiedy ujrzał swoją koleżankę schodzącą ze schodów.
– No, no, nie myślałem, że z ciebie taka laska jest – powiedział do niej pomagając założyć jej płaszcz.
– Mark, zachowaj sobie takie teksty dla jakiejś naiwnej czarownicy – spojrzała na niego spode łba.
Kiedy wrota Hogwartu zamknęły się za nimi poczuła, że ktoś ich śledzi. Kilka razy odwróciła się, ale nikogo ani niczego nie ujrzała. Wzięła pod rękę Marka Edwardsa i wtuliła się w jego ramię tak objęci pokierowali się w stronę Hogsmeade.
Tymczasem w gabinecie Dumbledore'a trwała ostra dyskusja.
– Ja nie będę niańczył jakieś smarkuli, bo tobie się tak podoba – żywo gestykulował Snape.
– Severusie nie denerwuj się. Proszę Cię tylko o to żebyś poszedł dzisiaj do Hogsmeade. Posiedział tam trochę i zobaczysz czy nic złego nie dzieje się i wrócisz do swoich lochów. Wiesz dobrze, że Lucjusz nie odpuści zanim nie skrzywdzi Sophie. Nie proszę Cię, żebyś afiszował się z tym, że tam jesteś – dyrektor spojrzał błagalnie na Mistrza Eliksirów.
– Lucjusz jeszcze nie kontaktował się ze mną w tej sprawie. Nie będzie chyba na tyle głupi, żeby narażać się na gniew Toma?
– Nie wiemy tego, ale lepiej gdybyś tam poszedł. Dzisiaj dostałem wiadomość, że ktoś próbował pozbawić życia jej matkę. Nic jej się nie stało. Ma tylko kilka zadrapań i siniaków spowodowanych nieumiejętnym zastosowaniem Avady. Podejrzewam, że zrobił to Draco, ale pewności nie mam.
– Albusie niech Ci będzie. Pójdę tam – wstał i wyszedł bez pożegnania nie stawiając żadnych warunków.
Kiedy dotarł do Trzech Mioteł było już dobrze po ósmej. Wiedział, że się trochę spóźnił, ale musiał się przecież jakoś w miarę normalnie ubrać, choć w swoim stylu. Założył czarną koszulę i dopasowane spodnie. Na wierzch zarzucił pelerynę również w swoim ulubionym kolorze nocy. Zauważył Sophie siedzącą na przeciwko Edwardsa. Śmiała się z czegoś. Na jego widok zamarła i nachyliła się na chłopakiem, ale on nie odwrócił się. Severus usiadł w najciemniejszym kącie, ale właśnie stamtąd miał dobry widok na swoich uczniów. Zamówił ognistą i czekał aż małolatom znudzi się siedzenie w zadymionej knajpie.
Mijały minuty, a Sophie z Mark’iem nie opuszczali Trzech Mioteł, co wprawiało go w lekką irytację. Już by do niech podszedł gdyby na horyzoncie nie pojawiła się długonoga blondynka o niebieskich oczach. Usiadła obok Mistrza Eliksirów i z gracją przedstawiła się:
– Jestem Monique.
– Severus – podał jej rękę, po czym zamówił dla niej i dla siebie kolejną kolejkę ognistej.
Nie zauważył nawet, kiedy pomieszczenie opuścili jego uczniowie. Spoglądał tylko na nowo poznaną kobietę, a właściwie na jej obfity biust. Po jakimś czasie opuścili bar w bardzo dobrych nastrojach. Wiatr smagał ich twarze, ale nie przeszkadzało im to. Alkohol uderzył im do głowy. Znaleźli sobie przytulny hotelik. Zarezerwowali pokój i udali się do niego obsypując się nawzajem pocałunkami. Szybko zrzucili z siebie wierzchnie odzienie i udali się do równo posłanego łoża. Pieścili nawzajem swoje ciała tak intensywnie jakby nowego dnia miało nie być. Kiedy spazm rozkoszy przeszedł i chciała, opadli zmęczeni na miękki materac i od razu usnęli.

3 komentarze:

  1. Cudowny rozdział moja droga. Masz talent. Świetnie trzymasz w napięciu. Sophie taką laską? Oj, coś czuję,że dla Marka to nie tylko koleżanka, ale już się chyba nią zauroczył, przynajmniej mi się tak wydaje. Sev dalej taki sam, głęboko w sobie ukrywa swe uczucia. Niech się wreszcie przyzna, że zależy mu na dziewczynie. A postać Monique uatrakcyjniła to opowiadanie. Severus w pewnym sensie zdradził Sophie, ale mam nadzieję, że najdą go z tego powodu wyrzuty sumienia.
    Rozpisałam się, sorry. Wyobraźnia pracuje na wyższych obrotach po takim zakończeniu :), zwłaszcza jeśli jest się zakochanym po uszy. Dziękuję za dedykację {jeśli to dla mnie} :).
    Pozdrawiam i proszę o jedno - nie opuszczaj Angel i Diabla, bo to opko było i jest wspaniałe. :)

    ~Merimaat

    OdpowiedzUsuń
  2. O jezu jaki zaskok na koniec:)
    ty to potrafisz człowieka zaskoczyć:D

    Severus taki ogier no nie pogadasz
    bosko:)
    już sie nie mogę doczekać nexta:*

    pozdrawiam i niech cie wena niesie


    ~panna Rickman

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeej! Normalnie końcówka zaskoczyła xp Snape i taki 'one night stand' ;] szał! xd
    I z Sophie jaka panna się zrobiła:)) MeGa po prostu:D A wgl to Lucjan jak coś jej zrobi to go zabije xp Dobrze, że jej matce nic nie jest:)
    Pzdr;*

    ~Dżo

    OdpowiedzUsuń