wtorek, 14 sierpnia 2012

XXX

Bielusieńkie chmury o przedziwnych kształtach i rodzajach leniwie snuły się po błękitnym nieboskłonie. Promienie słoneczne subtelnie oświetlały swoim blaskiem i ciepłem hogwarckie błonia powodując, że przyroda wreszcie na dobre obudziła się z zimowego snu.
Wierzba bijąca okryła swoją zimową nagość gałęzi milionami drobnych, zielonych listków. Zakazany Las dotąd ponury zamienił się w tętniący życiem ekosystem. Wesołe, ptasie trele dochodzące z koron drzew zwiastowały powiększenie się ich rodzin o młode pisklęta. Nie tylko w fruwających familiach nastąpiło przybycie na świat potomstwa, bo również w innych gatunkach było słychać popiskiwania nowonarodzonych zwierząt.
Trawa przybrała soczyście zielony kolor. Hagrid z dumą każdego ranka oglądał swoje plony w ogródku znajdującym się niedaleko chatki, a profesor Sprout zachwycała się barwami, jakimi natura obdarzyła rośliny w jej szklarni. Na dziedzińcu zakwitły pierwsze kolorowe prymulki, tulipany, żółte żonkile oraz krokusy, fioletowe i bordowe irysy. Uczniowie, co raz chętniej wychodzili z chłodnych i słabo oświetlonych zamkowych pomieszczeń na świeże powietrze, zapominając często o zadanych pracach domowych. Sophie pomimo nawału pracy, jaką miała na dwa miesiące przez zakończenie mroku szkolnego czy ostatnie przygotowania do drugiego etapu konkursu z eliksirów znalazła wolną chwilę na spędzenie popołudnia z dala od szkolnego gwaru.
W lazurowej tafli jeziora poruszanej przez lekki, chłodny wiatr odbijały się milionami srebrzystych kryształków promienie popołudniowego słońca. Czarownica zmęczona długim spacerem przysiadła z na rozgrzanym kamieniu. Wyjęła z kieszeni szaty małe zawiniątko wielkości mugolskiego pudełka od zapałek, po chwili mogła już zanurzyć się w lekturze Gryzeldy Binnds na temat biografii Mistrzów Eliksirów w historii świata. Było ich niewielu. Raptem dwudziestu trzech od początku istnienia człowieka. O hogwarckim postrachu szkolnych korytarzy też zostało zamieszczone kilka informacji, ale Sophie postanowiła pozostawić sobie profesora na deser.
Już w V wieku p.n.e na terenie Mezopotamii i Egiptu powstały pierwsze szkoły kształcące przyszłych Mistrzów Eliksirów. W dolinie Tygrysu i Eufratu jak i Nilu bujna roślinność i łatwy dostęp do bogactw naturalnych pozwalał na sporządzanie przeróżnych magicznych mikstur. Zdobycie tytułu Mistrza Eliksirów wiązało się z pewnymi przywilejami i szacunkiem wśród społeczeństwa, dlatego starożytni magowie przykładali dużą wagę do tego, jaki człowiek chce się kształcić w dziedzinie uważania eliksirów. Zdarzały się przypadki, że na naukę trudnych i zawiłych zagadnień ze świata magii zgłaszali się zwykli chłopi przebrani za czarodziejów chcący uzyskać profity z „posiadania” wiedzy magicznej. Wielu z nich zginęło od niewłaściwego zmieszania przygotowanych składników. Takie wypadki, które zdarzały się dosyć często i zmuszały prawdziwych posiadaczy nadprzyrodzonych mocy do rezygnacji z nauki.
Kiedy rozpoczęły się wędrówki ludów wiedza na temat uważania eliksirów rozprzestrzeniała się na kolejne tereny. Teraz nie tylko na półwyspie Arabskim czy w dolinie Nilu znane były przepisy na wszelakie mikstury powodujące od wskrzeszenia człowieka przez jego ozdrowienie z nieuleczalnej choroby po śmierć w wyniku zażycia odpowiedniego specyfiku, ale również magia starożytnych Mistrzów Eliksirów zawitała w całym basenie Morza Śródziemnego. Stamtąd pierwszy znany na całym świecie rzymski czarownik Magnus Sapientianulous (s.10-13) wyruszył w wędrówkę po Europie, gdzie nauczał wybranych przez siebie magów skomplikowanej sztuki przygotowywania eliksirów.
Średniowieczne wieki ciemnoty i zacofania ludzi przyczyniły się dotego, że szkoły działały raczej nieoficjalnie i znajdowało się w nich najwyżej dwóch czy trzech uczniów, którzy nie zawsze kończyli swoją edukację, ponieważ mugolska Święta Inkwizycja prowadziła na szeroką skalę procesy o czary. W roku 1583 doszło do głośnej rozprawy w Oberkirch w małej wiosce w Niemczech niedaleko granicy z Francją. Tamtejszy sąd wezwał przed swoje oblicze młodego chłopaka i kilkuset świadków, którzy mieli świadczyć przeciwko Mistrzowi Eliksirów. Niebieskooki blondynek o anielskim uśmiechu imieniem Adoniusz (s.18-20) cudem uszedł przed widmem spalenia na stosie. Większość ludzi opowiedziała się za tym, że młody czarodziej został niesłusznie oskarżony o czary. Mikstury, które przygotowywał głównie pomagały wieśniakom, aniżeli szkodziły. Podobny los spotkał Maryelenę McLondton (s.22-26) – pierwszą kobietę, która zdobyła ten tytuł. W roku 1692 w Salem również odbył się proces. Niestety Maryelena nie miała takiego szczęścia jak jej nauczyciel, który przybył na dziewicze tereny Ameryki Północnej wraz z pierwszymi kolonizatorami angielskimi. Została spalona na stosie. (...)
Delikatne podmuchy wiosennego wiatru muskały policzki dziewczyny i targały jej długimi czarnymi włosami. Słońce powoli kierowało się w stronę zachodniej części nieba. Sophie wyciągnęła przed siebie zdrętwiałe nogi głośno przy tym mrucząc. Książka pochłonęła ją całkowicie. Straciła poczucie czasu, ale wiosenne powietrze tak dobrze na nią działało.
– Panno Thompson, proszę nie wydawać z siebie niezrozumiałych dla nikogo dźwięków, ponieważ wystraszysz wszystkie ptaki z Zakazanego Lasu – usłyszała za sobą spokojny głos Snape’a.
– Ja też się cieszę, że widzę Pana Profesora. Czy coś się stało? – zapytała zmieszana. Dopiero za dwie godziny miałam przyjść na przygotowania do konkursu.
– A czy coś musiało się stać? – przysiadł się do swojej uczennicy. Proszę – wręczył jej mały bukiecik niezapominajek.
– To dla mnie? – spojrzała się dziwnie na nauczyciela. Nic nie mogła wyczytać z czerni jego oczu prócz pustki, za to ona momentalnie zarumieniła się. Dziękuję – wydukała.
Siedzieli tak w milczeniu jeszcze jakiś czas i wpatrywali się w spokojne lustro wody. Sophie jakby szukając czułości i silnej męskiej ręki oparła swoją głowę na ramieniu Severusa. Czuła spokojne bicie jego serca, ciepło ciała. Objął ją jednocześnie przykrywając szatą.
– Nie boi się Pan profesor, że ktoś nas razem zauważy? – spytała się niepewnie podnosząc oczy ku niemu.
– Thopmson, czy ty jesteś taka głupia czy zamieniłaś się na mózg z Hopkinsem? Rzuciłem na nas zaklęcie Kameleona. Nie sądzisz chyba, że pozwoliłbym na jeszcze większe plotki niż te, które teraz chodzą po szkole? – nadal wpatrywał się w jezioro, ale teraz ton jego głosu zrobił się ostrzejszy.
Miał rację. Mark, w zupełności wykorzystał swoją wiedzę, jaką posiadał w tym temacie. Teraz rzadko, kto z nią rozmawiał. Kiedy wchodziła na posiłki na Wielką Salę czuła na sobie wzrok nie tylko kolegów z Ravenclawu, ale również Gryfonów, Ślizgonów, a nawet Puchonów, których na co dzień raczej nie obchodzą sfery uczuciowe innych ludzi. Nauczyciele raczej chłodno podchodzili do rewelacji, jakie usłyszeli na szkolnych korytarzach. Westchnęła cicho. Czym sobie zasłużyła na taki los? Dlaczego ulokowała swe uczucia w tym zimnym, niedostępnym człowieku, jakim jest Snape? Był Mark, ale do niego nic nie czuła prócz wdzięczności za okazaną po wypadku pomoc. Teraz dokładnie to wiedziała.
– Profesorze? – zapytała cichym prawie niedosłyszalnym głosem.
– Tak?
Sophie się zawahała. Zastanawiała się, czy pytanie, które chce zadać nauczycielowi zbytnio nie wpłynie na ich wzajemne stosunki.
– Chciałaś o coś zapytać, więc cię słucham – nalegał na poznanie tego, co siedzi jej w głowie.
– Czy… Czy trudno… – starała się żeby głos był jak najbardziej normalny. Bała się jego reakcji na jej zapytanie.
– Thompson, długo jeszcze będziesz się zastanawiać nad pytaniem? Nie chcę spędzić tutaj nocy.
– Czy trudno zostać… Śmierciożercą? – wydusiła w końcu z siebie.
– Thompson, czy ty już do końca rozum postradałaś?! – poderwał się nagle z miejsca.
Momentalnie Sophie zrobiło się strasznie zimno. Chłód dotarł do niej ze zdwojoną siłą. Pod szatą Mistrza Eliksirów było tak ciepło i… bezpiecznie.
– Thompson, mam nadzieję, że to było pytanie czysto retoryczne i raczej wynikające z twojej głupoty i szaleństwa niż odrobiny zdrowego myślenia o tym żeby wstąpić w szeregi Czarnego Pana. Zastanów się najpierw sto razy nad tym, o co chcesz pytać ludzi, a dopiero potem wypowiadaj to na głos. Wracamy do szkoły – jego głos był stanowczy i zimny jakby przedtem zjadł całą, wielką miskę kostek lodu.
– Przepraszam – powiedziała cicho, kiedy wchodzili już do szkoły.
– Mnie nie musisz przepraszać, lepiej zastanów się nad tym, o co mnie zapytałaś. Zostając Śmierciożercą nosiłabyś na sobie niesamowite piętno, które odznacza się na całym twoim życiu. Uwierz mi na słowo, że to jest przyjemne, kiedy jest się wyrzutkiem społeczeństwa. Do zobaczenia na przygotowaniu do konkursu – nauczyciel odwrócił się na pięcie i odszedł w sobie tylko znaną stronę.
Nie chciała zadawać więcej pytań. Stała jeszcze chwilę w miejscu, w którym się rozstali. W dłoni trzyma łamały bukiecik niezapominajek, który dał jej przed paroma godzinami. Niby taki zwykły gest, a wywołał u niej szybsze bicie serca. Nie spodziewała się, że Snape jest zdolny do takiej czułości. A jednak…

***

W pokoju panował półmrok. Z lampy stającej na stylowej komodzie sączyło się słabe światło. Miarowe tykanie dużego zegara przerywało głuchą ciszę. Isabelle Thompson siedziała w dużym fotelu z nogami podkurczonymi pod brodę i tępo wpatrywała się w dywan. Jej twarz bledsza niż zwykle z pierwszymi zmarszczkami zdradzała, że kobieta nie martwi się tylko stanem swojego zdrowia.
Dzisiejszego popołudnia zdobyła się na odwagę i poszła prosić o pomoc Toma. Robert ucieszył się z jej wizyty. Już od progu zaproponował coś do picia i szybko zaprowadził ją do gabinetu swojego pana.
– Isabello, jak miło cię widzieć. Co cię do mnie sprowadza, czyżbyś zmieniła zdanie, co do ślubu? – szarmancko ujął jej dłoń i złożył na niej delikatny pocałunek. Proszę usiądź –wskazał jej miejsce naprzeciwko siebie.
– Dzień dobry. Chciałam prosić cię o pomoc. Jestem umierająca. Mam białaczkę ostrą. Pozostało mi najwyżej pół roku życia – wydusiła z siebie jednym tchem. Tom, jesteś moją ostatnią deską ratunku. Ktoś musi zająć się Sophie, przynajmniej dopóki nie pozbiera się po mojej śmierci.
– Isabelle, to nie może być prawda. Zawsze byłaś okazem zdrowia – w głowie Czarnego Pana zaczęło kołowało się milion myśli jak wykorzystać zaistniała sytuację. A Robert? Przecież to on jest ojcem Sophie. Jaki ja mógłbym mieć w tym udział?
– Jeszcze nie wiem. Chciałabym żebyś z nią był, kiedy odejdę. O to cię proszę. Wytłumaczę jej to jakoś. Robert, on… zaginął, nawet jego ojciec nie wie gdzie on jest. Podejrzewa, że zginął gdzieś na morzu – starała się być spokojna, ale głos jej się łamał. Pomóż mi.
Riddle wyjął z szuflady biurka małe pudełeczko, wstał i podszedł do swojej byłej narzeczonej.
– W takiej sytuacji pozostaje tylko jedno wyjście. Wyjdziesz za mnie, Isabelle? – włożył jej na palec pierścionek.
Spoglądała na małą błyszcząca biżuterię na swoim, serdecznym palcu. Ślub? Czy powinna wychodzić w tej sytuacji za Toma? Jak to przyjmie Sophie? Bała się, ale wierzyła, że Tom to dobry człowiek i nie pozwoli nikomu zrobić krzywdy Sophie.
To już za miesiąc. Trzydzieści dni na przekonanie córki na to, że robi dobrze wychodząc za Toma. Ten wyjazd do George’a to jedyna możliwość żeby poważnie porozmawiać z nią na temat jej dalszej przyszłości.

***

Mamy mały jubileusz! Otóż po wielu próbach i męczarniach łącznie ze snem z Sevem w roli głównej napisałam 30 rozdział moich wypocin!
Jestem z niego dumna i mam nadzieję, że wam też się podobał:)
Akcja się komplikuje, pojawia się Voldzio i mam pomysł na dalsze rozdziały, ale nie wiem jak czas mi pozwoli "ubierać" je w zdania.

1 komentarz:

  1. Nie wierzę - jestem pierwsza!!! Weszłam już odruchowo na tego bloga sprawdzić, czy pojawił sie kolejny rozdział, więc radość podwójna, że jest :):):)
    Wyłapałam parę literówek, błędów interpunkcyjnych i spacji w nieodpowiednich miejscach, chwialmi ciut to raziło, ale do treści nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń. A ten Snape z bukiecikiem kwiatów - cuuudooo!!! ;) Zastanawia mnie też, jak Sophie zareaguje na ponowne zaręczyny swojej matki z Tomem... Troszkę wydaje mi się to przesadzone, ale zobaczymy, co dalej wymyślisz ;)
    Czekam na kolejną notkę, mam tylko nadzieję, że nie będziesz mnie i pozostałych, którzy czytają Twojego bloga, zbyt długo torturować i znajdziesz czas na pisanie ;p

    ~hope357

    OdpowiedzUsuń