Czas do
wyjazdu dłużył się Sophie niemiłosiernie. Odliczała dni nie mogąc się doczekać
się spotkania z dziadkiem. Przejrzała dokładnie swoją garderobę i stwierdziła,
że przydałoby się odświeżyć kilka rzeczy. Większość ubrań, które mieściła
stara, dębowa szafa były za duże na czarownicę. Zaklęcie zmniejszające wydawało
się dobrym rozwiązaniem, jednakże zakup nowych ciuchów jeszcze bardziej
poprawiłby jej humor.
– Cześć,
skarbie! Co ci tak wesoło od kilku dni? – zapytał Mark przy śniadaniu, całując
swoją dziewczynę w policzek.
– Jadę do
dziadka w przyszłym tygodniu. A właśnie! Może masz ochotę zabrać się ze mną?
Dziadek ucieszy się, że ktoś jeszcze go odwiedził – uśmiechnęła się zalotnie.
– Eeeee…
Mówisz serio? – podrapał się po głowie. Raczej będę musiał ci odmówić, bo
widzisz rodzice wracają ze Stanów i obiecałem im wizytę. Przepraszam –
posmutniał.
– Mark,
nic się nie stało. Ja jadę z mamą, więc nudzić się raczej nie będę. Mamy
przecież całe wakacje. Na pewno kiedyś przedstawię cię mojemu dziadkowi, a
teraz wcinaj do końca jajecznicę i biegiem na zaklęcia – cmoknęła chłopaka w
policzek i wyszła z Wielkiej Sali kierując się na zajęcia z transmutacji.
Profesor
McGonagall weszła energicznym krokiem chwilę przed dzwonkiem. Gwar roznoszący
się po klasie momentalnie ustał. Nauczycielka potrafiła jednym spojrzeniem
uciszyć całą Wielką Salę, co nie każdemu się udawało. Pomimo, że stosowała
dosyć surowe metody wychowania czy nauczania wszyscy ją lubili i szanowali. Nie
zdarzyło się żeby któryś z uczniów za jej plecami ją obgadywał, co zdarzało
się, kiedy chodziło o innego profesora. Gryfoni byli dumni, że opiekunem ich
domu została właśnie McGonagall.
Czarownica
usiadła przy biurku i zaczęła sprawdzać listę. Kilkoro uczniów jej brakowało,
dlatego wysłała Sophie na przeszukanie skrzydła szpitalnego i kilku zakamarków,
do których nauczycielom nie można było oficjalnie wchodzić. Dziewczyna z
niechęcią wykonała polecenie. Wiedziała, że jeśli znajdzie choćby jednego
kolegę lub koleżankę skaże się na potępienie. Szła z bijącym sercem przez szkolne
korytarze, modląc się żeby nikogo nie spotkała na swojej drodze. Nagle
usłyszała dwa podniesione głosy. Była pewna, że jeden należy do Snape’a, ale
drugi. Na Dumbledore’a zbyt zimny i pewny siebie, Flitwick nigdy nie kłóciłby
się z Nietoperzem, bo on stara się rozwiązywać wszelakie problemy ugodowo i z
małymi stratami, a Lingeus Dart* zignorowałby Mistrza Eliksirów z daleka i nie
wstawałby się w niepotrzebne konwersacje. Więc kto? Serce Sophie podeszło
prawie do gardła, kiedy kierowała się w stronę kłócących się mężczyzn. Wyjrzała
zza rogu i ujrzała odwróconego w jej stronę profesora Snape’a, naprzeciwko
niego stał długowłosy blondyn o jasnej wręcz białej skórze i zimnych oczach.
–
Severusie, nie wmawiaj mi, że Sybilli nie ma na zamku, bo i tak nie uwierzę –
grzmiał.
–
Niestety musisz. Wczoraj Dumbledore wysłał ją na kilkudniowy urlop. Biedaczka
nie wytrzymywała psychicznie z bandą tych rozwydrzonych bachorów. Na nasze
nieszczęście nie powiedziała gdzie będzie zbierać siły na dożycie do końca roku
– Severus kłamał jak najęty.
Trelawney
faktycznie nie znajdowała się teraz w szkole, a na błoniach. Jak zwykle, kiedy
pierwsze, cieplejsze promienie słoneczne zostawały skierowane w stronę ziemi,
wróżbitka wychodziła na zewnątrz i oddawała się kilkugodzinnej medytacji
zapominając, że wokół niej nadal toczy się życie.
–
Lucjuszu, kiedy tylko Sybilla wróci na zajęcia poinformuję ją o twojej wizycie.
– Nie
mogę czekać! Muszę poznać kolejną przepowiednię! Ta szmata chodzi spokojnie po
tej ziemi i cały czas zagraża Naszemu Panu, a ty mówisz o tym tak spokojnie –
Malfoy nie wytrzymał i wyjął różdżkę z kieszeni płaszcza.
–
Drętwota! – krzyknęła Sophie, zanim blond włosy czarownik zdążył wykonać
jakikolwiek ruch ręką.
– Do
cholery, Thompson, tylko ciebie jeszcze tu brakowało! Sto punktów dla
Ravenclawu, codzienny szlaban do końca roku, a teraz marsz do dyrektora – głos
profesora roznosił się echem po korytarzu. – Albo nie, pójdziemy oboje.
Poczekaj na mnie chwilę – teleportował się z trzaskiem wraz ze swoim rozmówcą.
„No to
się wkopałam” – westchnęła czarownica zsuwając się powoli po ścianie i siadając
na zimnej, marmurowej posadzce. Zawsze musiała znajdować się w niewłaściwym
miejscu i czasie. Schowała twarz w dłoniach, a łzy ciurkiem zaczęły lecieć jej
po policzkach. „Przecież ja uratowałam mu życie. A on? Nawrzeszczał na mnie,
odebrał punkty i na dodatek do końca roku mam odrabiać szlabany. Pięknie, Panno
Thompson! – zrugała się w myślach.
–
Thompson, przestań się mazać i podnieś wreszcie swój tyłek – z rozmyślań wyrwał
ją zimny głos Snape’a.
–
Przepraszam, panie profesorze – szybko zaczęła wycierać łzy.
– Znowu
zaczynasz? – teatralnie westchnął. – Idziemy do Dumbledore’a! – złapał ją za
ramię.
– Boli –
syknęła i próbowała się wyrwać. – Profesorze, może załatwimy to w jakiś inny
sposób. Jeśli dyrektor dowie się, że Pan Profesor przyjmuje nielegalnie gości
to na pewno nie pochwali Pana Profesora za takie zachowanie.
–
Thompson, co ty insynuujesz? Jak mamy to załatwić inaczej? – zapytał zdumiony.
– Mogę
wziąć na siebie sprawdzanie prac młodszych roczników – zaproponowała nieśmiało.
– To
właśnie leżało w twoich obowiązkach w czasie szlabanów, ale pewnie coś razem
wymyślimy – uśmiechnął się ironicznie i przysunął się niebezpiecznie do Sophie.
Uniósł ku
sobie jej twarz w obu dłoniach. Spojrzała na niego ze zdumieniem. Dał jej
chwilę, żeby mogła się cofnąć, ale stała bez ruchu, z zaciśniętymi wagarami,
zgadzając się na pocałunek.
Najpierw
lekko musnął jej wargi swoimi, a potem, mocniej, delektując się nimi – były
delikatne, miękkie i pełne. Pocałunek stawał się coraz bardziej intensywny, w
miarę jak wzbierała w nim namiętność. Niemal zapomniał, że miał zamiar ją tylko
przestraszyć. Dla jej własnego dobra. Rozchyliła wargi i mógł się w nie
zgłębić.
Raczej
wyczuł, niż usłyszał, jak jęknęła. Obydwoje zatracili się w pocałunku. Nie
cofnęła się, ani nie próbowała udawać nieśmiałości. Wtuliła się w niego.
Severus oderwał się od niej. Patrzył na Sophie, walcząc z przyspieszonym
oddechem.
– To na
tym mają polegać moje szlabany? – uśmiechnęła się chytrze.
– Panno
Thompson, ja… – Severus zaczął się jąkać z trudem łapiąc oddech.
– Severus
Snape, Mistrz Eliksirów, przerośnięty Nietoperz i postrach hogwardzkich
korytarzy w jednej osobie nie wie, co powiedzieć biednej wykorzystanej przez
siebie uczennicy. Trzeba to gdzieś zapisać – zaśmiała się na całe gardło, a
potem przysunęła się ponownie do swojego profesora.
Znaleźli
się w jakieś mało uczęszczanej sali. Snape przygniótł Sophie całym ciałem do
ściany i gwałtownie zaczął całować po szyi. Dziewczyna jęknęła przeciągle jak
kotka i wsunęła swoje palce we włosy nauczyciela. W jej głowie kłębiło się
milion myśli. „Dlaczego ja to robię?
Dlaczego zdradzam Mark’a z tym… genialnie całującym facetem?! Dlaczego akurat
musi to być Snape? A może przed wypadkiem coś nas łączyło, a ja o tym
zapomniałam. Nie to nie może być prawda. Byłam dziewczyną Mark’a i tak
zostanie.
Z
rozmyślań wyrwało ją ciche uderzanie guzików od jej szkolnej szaty o kamienną
posadzkę. Snape nie był delikatny tak w doprowadzaniu kobiety do ekstazy jak w
przygotowywaniu eliksirów.
–
Profesorze! Moja szata – jęknęła.
–
Thompson, nie rób z siebie takiej świętej – powiedział zachrypniętym głosem.
Twój kochaś chwali się na prawo i lewo, czego to z tobą nie robił. Kilka razy
odebrałem temu półgłówkowi punkty za obrażanie cię, ale widocznie to go nic nie
nauczyło – zaśmiał się gorzko.
– Niech
Pan Profesor nie obraża Mark’a! – prawie krzyknęła. – Puść mnie, zboczeńcu –
próbowała się wyrwać.
– Ani mi
się śni – zamknął jej usta pocałunkiem.
Po chwili
ponownie oddawała się czułościom Snape’a. Zapamiętale pieścił językiem jej nagi
dekolt, a ona powoli rozpinała małe guziczki jego szaty. Nieśmiało dotknął jej
uda, delikatnie przesuwając ku górze masował napięte mięśnie. Sophie wyzwoliła
w nim dawno uśpione instynkty. Zastanawiał się tylko czy dziewczyna zdaje sobie
sprawę z tego jak bardzo działa na niego. Czuł, że niedługo jego suwak od
spodni sam się odepnie, a wtedy już nie będzie opanowany tak jak w tej chwili.
– Sophie,
a co z lekcjami?– odezwał się całkiem spokojnie, choć jego ciało było rozgrzane
do granic możliwości.
–
Wytłumaczymy się jakoś McGonagall – przejechała długim paznokciem po nagim
torsie nauczyciela, wywołując u niego przyjemny dreszcz.
– Panno
Thompson, proszę nie demoralizować nauczyciela – jego usta wykrzywiły się w
ironicznym uśmiechu.
– Nie
śmiałabym. Pozwoli Pan Profesor, że udam się na siedem minut lekcji
transmutacji, bo to będzie bardzo dziwne, jeżeli się tam nie pojawię –
delikatnie cmoknęła Severusa w policzek. Do zobaczenia na szlabanie – puściła
do niego oczko, po czym wyszła naprawiając zaklęciem swoją szkolną szatę.
Opiekunka
Gryfonów dosyć spokojnie przyjęła fakt, że cała lekcja zeszła dziewczynie na
poszukiwaniu osób, które kilka minut po jej wyjściu pojawiły się na zajęciach.
Niewiele straciła. Uczyli się jak transmutować człowieka w szkolne krzesło, a
czarownica przerabiała to jeszcze przed przyjazdem do Hogwartu. Wiedziała jak
to się robi, ponieważ znalazła kilka dni temu notatki z tamtego okresu.
Wracając
do swojego pokoju po podręczniki do eliksirów, natknęła się na zdenerwowanego
Bobby’ego Hopkinsa.
– Sophie,
dobrze, że Cię widzę dyrektor chce się z tobą spotkać, bo musi przeprowadzić z
tobą poważną rozmowę.
– Dzięki,
Bobby. Zaraz do niego pójdę.
„Mam
nadzieję, że nie będzie dotyczyć dzisiejszego wybryku z Mistrzem Eliksirów” –
uśmiechnęła się do siebie i zarumieniła, kiedy przypomniała sobie, co
wyprawiali jeszcze przed niespełna godziną.
***
Moja wena
wróciła i to chyba na dobre;) Chyba pożądanie odpoczęła z Panem Wenem Panny
Rickman:P A no i jeszcze wczorajsze dwa filmy z moimi jakby to ich nazwać
przyjaciółmi (czyt."Rewolwer i melonik - Ralph" F. & "Dwa w
jednym" - AlanR.)
Przepraszam
za pieprzne fragmenty, ale tak mnie jakoś natchnęło na coś gorącego...
Mam
nadzieję, że wam się podobało, bo moje doświadczenie z mężczyznami jest znikome
i głównie opierałam się na romansach i mojej "wszechstronnej"
wyobraźni.
W
kolejnej notce nie będzie tak wesoło:/
Dedykacja
dla:
Merimaat
- za całokształt komentowania moich wypocin. Ładnie proszę o drugą część
rozdziału:)
Panny
Rickman - Twój Wen wróci, bo odpoczywa po wytarmoszeniu przez moja panią Wenową
i jeszcze te wysokie słowackie Tatry;p
i
Annie - za
wszystkie dotychczasowe rozmowy na gg;)
*
*Lingeus
Dart - wytwór mojej szalonej wyobraźni - nauczyciel OPCM
Ale gorąco było xD Moja wyobraźnia wciąż pracuje!! Świetny był ten fragment xD Ja chce więcej;p
OdpowiedzUsuń~Annie
kurcze aż dwa zaszczyty mnie kopnęły... dedykacja:D za którą oczywiście dziękuję, ale mój wen nie zamierza się chyba pokazać mi:( a tęsknię za nim:(
OdpowiedzUsuńNO i takie notki lubię:D jakbym to powiedziała ja: Ogggień :D :D
nie wiedziałam, że z Sophie taka niegrzeczna dziewczynka... jakby tak biednego Severusa doprowadziła do zawału??
no ale wszystko skończyło się dobrze... ciekawe co tam stary poczciwy Dumbl chce od Sophie...
no i znowu każesz mi na siebie czekać
cóż, oczywiście zrobię to...
liczę, że niebawem pojawi się kolejny rozdział twojej 2 historii
pozdrawiam gorąco
~panna Rickman
Woow xd bardzo mi się podobały te ostrzejsze fragmenty;p
OdpowiedzUsuńCzekam na ciąg dalszy i na szlaban^^
Ciekawe czego Dumbledore może chcieć od Sophie:]
Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział:))
~Dżo
B: No i to jest co kocham :) Jak ja uwielbiam takie gorące fragmenty. To jest to co najbardziej lubię czytać ^^ Szkoda, że w kolejnej notce nie będzie wesoło:( Mam nadzieję, że dyrektor nie dowie się o tym.
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy
~Bell i Hidney
Dzięki za dedykację.
OdpowiedzUsuńTreść - jestem zaskoczona reakcją Seva. Rzucił się na uczennicę na szkolnym korytarzu? Ostro zaczynasz. Może chciał odreagować wizytę Lucjusza? ;) Jeśli tak, to tych odwiedzin powinno być jeszcze więcej, a Sophie nie odpędzi od siebie naszego Mistrza. Dziwię się jej, że zachowała zimną krew i zechciała wrócić na lekcje. Ale jak to mówią, może trafiła kosa na kamień. :) Ten rozdział rozgrzał moją wyobraźnię do granic możliwości.
Severus górą!!! :) Prawdziwy z niego wulkan energii.
Pozdrawiam, a 2 część już niedługo...
~Merimaat
ah i oh xD ale za to powinnaś dostać porzadnego kopa za to że przerwałaś w takim momencie! xD małam tylko jeden zgrzyt, gdy był fragment, gdzie sophi płakała. Chodzi mi odkłodniej o to odejmowanie pkt, bo on powiedział "dla", a nie "od" co sugeruje dodanie, a nie odjęcie pkt.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
~bóg powieści