poniedziałek, 13 sierpnia 2012

I

Pomimo tego, że kartka z kalendarza wskazywała początek września za oknem wcale nie było tego widać. Granatowe chmury całkowicie zasnuły niebo, które jeszcze kilka dni temu przypominało zagon niezapominajek. Deszcz rytmicznie uderzał w szyby, a wiatr hulał pomiędzy drzewami strącając pożółkłe już liście. W pokoju panował półmrok. Jedynym źródłem światła była mała lampka w kształcie kwiatowego kielicha. Sophie siedziała w fotelu i czytała książkę. Przynajmniej próbowała czytać, bo jej myśli krążyły wokół tych niebiesko-zielonych oczu. Pierwszy raz zobaczyła je na czterdziestych urodzinach matki i od razu się w nich zadurzyła. Starszy od niej o prawie dwanaście lat mężczyzna zawrócił dziewczynie w głowie galanterią, nienagannymi manierami i adorowaniem przy każdej sprzyjającej okoliczności. Imponowało jej to, ponieważ chłopcy w jej wieku traktowali ją bardziej jak kumpla niż obiekt westchnień. Każdej nocy śniły jej się te oczy wpatrzone w jej postać. Zawsze wtedy czuła te motylki wariujące w dole brzucha. Odłożyła książkę i w przypływie emocji wyjęła papirus, aby napisać do niegowiadomość. Kiedy zaczęła stawiać pierwsze litery ktoś zapukał do drzwi. Szybko schowała kartkę, powtórnie sięgnęła po podręcznik do zielarstwa. I wypowiedziała krótkie „proszę”. Do pokoju weszła szczupła szatynka o brązowych oczach na jej twarzy dało się zauważyć lekkie zdenerwowanie.
– Cześć córciu, jak ci minął dzień? – przywitała się z dziewczyną, po czym usiadła koło niej.
– Dobrze. Mamo coś się stało?! – spytała niepewnie, ponieważ spostrzegła dziwne zachowanie matki.
– Sophie musimy poważnie porozmawiać. Dostałam wczoraj od twojego ojca list. Pisał w nim, że Lord Voldemord zwiększa swoje szeregi i teren działania. Boi się o ciebie i dlatego prosi o to abyśmy przeprowadzili się do Anglii przynajmniej do czasu, kiedy Harry Potter na tyle nie opanuje swoje magiczne umiejętności, aby pokonać Czarnego Pana – wytłumaczyła jej.
– Chyba raczej pojechały – dziewczyna starała się poprawić matkę, kiedy popełniała chociażby drobne błędy językowe.
– Nie kochanie jedzie z nami jeszcze Tom, bo wiesz jesteśmy ze sobą. Nie chciałam ci tego mówić w ten sposób no, ale jak tak wyszło to musiałam ci wyznać naszą tajemnicę – kobieta zaczęła gubić się w tym, co mówiła.
– Mamo to dla mnie trudne. Tu we Francji się wychowałam i jest mi tu dobrze. Daj mi trochę czasu na zastanowienie – poprosiła matkę.
– Sophie, nie możesz długo zwlekać, bo w przyszłym tygodniu mamy stawić się w Londynie – kobieta poklepała ją po ramieniu i wyszła z pokoju.
Ta wiadomość spadła na dziewczynę jak grom z jasnego nieba. Nie sądziła, że matka omota Toma na tyle,  że zgodzi się na związek z nią. Dla pewności uszczypnęła się w pośladek. Niestety to była prawda. I jeszcze ten wyjazd. Z pewnością rodzice wyślą ją do Hogwartu, bo to najlepsza szkoła magii, a wtedy nie będzie szans na bliższe pozna nieprzyjaciela matki. Zgniotła papirus i jednym celnym rzutem wrzuciła go do kosza. Pragnęła wyżalić się komuś ze swoich rozterek jednak tak naprawdę nikt nie był w stanie jej pomóc. Prawdziwej przyjaciółki nie miała. Bała się, że jeśli ktoś pozna jej sekret narazi nie tylko ją na niebezpieczeństwo, ale i samego siebie. Z początku chodzenie do mugolskiej szkoły było dobrym rozwiązaniem, ale kiedy, w Sophie zaczęły budzić się nadprzyrodzone moce Isabelle z Robertem postanowili, że ich córka będzie uczyć się w domu pod okiem najlepszych nauczycieli. Sophie poznawała tajniki nie tylko białej magii, ale również zaklęcia związane z jej ciemną stroną. Cieszyło ją każde wykonane zadanie nieważne czy było dobrze zrobione czy nie. Czary sprawiały dziewczynie frajdę. Potrafiła godzinami studiować stare księgi dziadka i zgłębiać się w zdaniach tam zamieszczonych. Czasami potrafiła zasnąć nad książką i spać takcałą noc. Ta miłość do starodruków była jak najbardziej odwzajemniona i owocowała u czarownicy rozległą wiedzą w każdej dziedzinie.

*

Londyn przywitał Sophie i jej matkę mżawką oraz porywistym wiatrem. Tom miał jeszcze kilka spraw do załatwienia w Paryżu, dlatego nie przybył wraz z nimi na wyspy. Może to i lepiej, ponieważ ojciec nie mógłby znieść widoku rozanielonych oczu swojej byłej żony (i córki) do innego faceta.
Dom, w którym miała zamieszkać Isabelle wraz z córka był przestronny i wygodny. Robert starał się najlepiej jak umiał dogodzić swojej eks. Sophie nie przywiązywała zbytnio wagi do tego jak mieszka. Dla niej ważne było czy domowa biblioteka wyposażona jest w odpowiednie pozycje do dalszego samokształcenia.
Tak jak przypuszczała rodzice zapisali ją do Hogwartu. Za kilka dni miała się tam pojawić. Pomimo tego, że doskonale radziła sobie z czarami Dumbledore poprosił ją o napisanie SUMów. Z niechęcią podeszła do egzaminu, ponieważ nie lubiła, gdy ktoś wątpił w jej umiejętności jednak napisała go najlepiej jak umiała. Wyniki nie tylko zdziwiły Dyrektora, ale i sama zainteresowaną. Albus obiecał dziewczynie, że otoczy ją opieką i będzie się mogła zwracać do niego z każdym problemem, jaki będzie ją trapił.


*

Sophie nie mogła spać przez całą noc. Niepokoiło ja to jak będzie wyglądać nauka w Hogwarcie i do jakiego dom utrafi. Czy inni uczniowie zaakceptują ją i jak nauczyciele spojrzą na to, że jej moc jest dużo bardziej rozwinięta niż u innych. Na szczęście jej obawy szybko się rozwiały, bo gdy tylko weszła do szkoły każdego, kogo spotkała na swojej drodze uśmiechał się do niej przyjaźnie. Na Wielkiej Sali kłębiło się mnóstwo ludzi. Dziewczyna stanęła z boku i przypatrywała się tłumowi. Gwar ustał, kiedy na podwyższeniu pojawił się Dyrektor. Wygłosił krótką, ale dobitną mowę i oddał głos dojrzałemu brunetowi o dłuższych włosach. Pomimo, że dziewczyna stała dość daleko od mówcy doskonale widziała jego czarne oczy. Coś jej mówiło, że taki wzrok potrafi zdziałać wiele rzeczy. Zasłuchała się w tym,co mówił. Starała się zapamiętać barwę jego głosu. Nie wiedziała, dlaczego tak bardzo zainteresowała ją osoba przyszłego profesora.
– Sophie Thompson – z zamyśleń wyrwał ją głos Dumbledore’a.
Brunetka podeszła do zebranych przy Tiarze Przydziału i podała rękę każdemu nauczycielowi z osobna. Kiedy wymieniała uścisk z czarnookim profesorem coś pomiędzy nimi zaiskrzyło. Jakaś dziwna siła sprawiła, że Sophie oblała się rumieńcem, a jej orzechowe oczy dziwnie się rozświetliły.
Tiara długo zastanawiała gdzie przydzielić młodą czarownicę z jednej strony była pracowita jak Puchonka jednak szczerość i uczciwość też zostały zauważone, takie cechy powinna mieć Gryfonka. Wreszcie Tiara wykrzyknęła:
– Ravenclaw!
Dyrektor pogratulował Filiusowi Flitwickowi znakomitej uczennicy. Sophie byłą trochę zawiedziona, że nie trafiła do Slytherinu. Jej rozczarowanie zauważył Snape.
– Z pewnością tiara miała dobre zamiary kierując cię do Krukonów. Sadzę, że jeszcze nie raz będziemy razem współpracować. Żegnam – powiedział nauczyciel.
– Do zobaczenia – pożegnała się.
Wzrok nauczyciela nie wyraził żadnych emocji. Uśmiechnął się tylko lekko pod nosem i podszedł w swoja stronę.
Sophie zmęczona całym dniem udała się do swojego dormitorium. Kiedy tylko przyłożyła głowę do poduszki od razu zmorzył ją sen.

2 komentarze:

  1. Zaczyna sie ciekawie:) Zobaczymy co wymyślisz dalej;)

    ~XxX

    OdpowiedzUsuń
  2. zaczynam czytac Twój blog mam nadzieje ze sie nie załamie jak po takim jednym ale nie bede mówić jakim...^^

    ~LOlciaa

    OdpowiedzUsuń