– Mark,
przestań mnie całować, a przy okazji rozbierać, bo, pomimo, że od środka jest
mi naprawdę gorąco to na zewnątrz trzęsę się jak galareta – czarownica
przemówiła, kiedy tylko udało się jej złapać oddech. – Chcę z tobą porozmawiać.
Poważnie.
–
Kochanie, a nie możemy pogadać za parę chwil, kiedy już będziesz należeć tylko
do mnie – słodko się uśmiechnął.
– Nalegam
– odsunęła się na tyle, żeby nie mógł jej pocałować i próbowała wyswobodzić się
z mocnego uścisku chłopaka.
– Skoro
to poprawi ci humor – zrezygnowany opuścił ręce.
– O, tak
o wiele lepiej – skradła mu delikatnego całusa. – Mark, nie zrozum mnie źle,
ale nie jestem przygotowana na taki krok. Musisz dać mi trochę czasu. Moja
miłość do ciebie jest naprawdę gorąca, jednakże miałam wpojone inne cele,
którymi mam się kierować w życiu i na razie chcę się ich trzymać – czuła, że
to, co powiedziała, było nieszczere.
– W takim razie jestem gotowy z tej poduszki stransmutować pierścionek – wskazał ręką na pościel. – Oświadczyć ci się w tej chwili, a jutro od samego rana jechać do zaprzyjaźnionego pastora i wziąć z tobą cichy ślub bez świadków. Pomyśl, jaka byłby piękna ceremonia o wschodzie słońca w małym kościołku gdzieś nad morzem? Ty ubrana w białą sukienkę. Oczywiście w welonie, albo nie! Z białą lilią we włosach – rozmarzył się.
– W takim razie jestem gotowy z tej poduszki stransmutować pierścionek – wskazał ręką na pościel. – Oświadczyć ci się w tej chwili, a jutro od samego rana jechać do zaprzyjaźnionego pastora i wziąć z tobą cichy ślub bez świadków. Pomyśl, jaka byłby piękna ceremonia o wschodzie słońca w małym kościołku gdzieś nad morzem? Ty ubrana w białą sukienkę. Oczywiście w welonie, albo nie! Z białą lilią we włosach – rozmarzył się.
– Wariat!
– uderzyła go z całej siły wspomnianym wcześniej jaśkiem, sprowadzając go na
ziemię. – Wystarczy, że na początek mnie przytulisz.
– Ależ
oczywiście! – wziął ją w ramiona, powstrzymując swoje nie do końca spokojne
żądze.
Przez
chwilę siedzieli na łóżku Krukonki wtuleni w siebie. Chłopak delikatnie głaskał
Sophie po głowie tak jakby to miało jej pomóc odgonić złe myśli.
–
Skarbie, ja już pójdę do siebie – pocałował ją w czoło. Powinnaś się wyspać, bo
jutro czeka nas kolejny ciężki dzień – westchnął.
– A w
żadnym wypadku! Nigdzie się stąd nie ruszysz – zatrzymała go, kiedy próbował
się podnieść. Filch i Pani Norris czekają tylko jak pojawi się jakiś uczeń
łamiący regulamin – przez myśl lotem błyskawicy przeleciało jej pewne
zdarzenie, które wywarło na niej niemałe wrażenie.
Stała na
środku szkolnego korytarza przemoknięta do suchej nitki. W jej stronę szedł
woźny, obok niego dumnie kroczyła bura kocica o zielonych oczach, które
dostrzec mogły wszystkie potknięcia uczniów. Bała się. Nagle skądś pojawił się
Snape. Zabrał ją stamtąd. Wspomnienie znikło tak samo szybko jak się pojawiło,
pozostawiając po sobie wiele pytań. Zapewne wiele z nich pozostanie bez
odpowiedzi...
– Coś się
stało? Źle się czujesz?– spytał zdenerwowany Mark.
– Nie...
Trochę zakręciło mi się w głowie, ale już jest ok – słabo się uśmiechnęła.
Wzięła
piżamę i udała się szybkim krokiem do łazienki. Chłodny prysznic podziałał
kojąco na rozpalone różnymi emocjami ciało. „Dlaczego właśnie teraz jej pamięć
nagle zaczęła pracować? Dlaczego akurat to wydarzenie zostało odtworzone?
Dlaczego był w nim Snape?” – westchnęła ciężko.
–
Dziękuję za ugrzanie miejsca – cmoknęła Mark’a w policzek i wskoczyła pod
kołdrę, kiedy zakończyła kąpiel.
– Może
jednak zmienisz zdanie na wcześniejszy temat? – zamruczał jej koło ucha.
– Może
nie! – obrażona odwróciła się do niego plecami.
Po chwili
poczuła na głowie dłoń swojego chłopaka. Delikatnie głaskał jej włosy. Ziewnęła
kilka razy i usnęła, wtulając się w Mark’a.
***
Ostatkiem
sił, jakie mu pozostały próbował się podnieść – bezskutecznie. Stłumione jęki
wydobywały się z zachrypniętego gardła Mistrza Eliksirów. Całe ciało go bolało
od całonocnych tortur, które zaserwował mu Czarny Pan. Trzeba przyznać nie był
w tym delikatny. Cruciatusy latały w stronę Snape z częstotliwością większą niż
światło słoneczne dociera do ziemi z kosmosu. Od czasu do czasu oberwał
Imperiusem, Sectusemprą, Petryficusem Totalusem dla wzmocnienia władzy Lorda Voldemorta
i chyba też, dlatego, że Czarny Pan szybko nudził się jednym zaklęciem.
Lewitowanie i uderzanie z dużą siłą o chropowatą, kamienną ścianę też nie było
obce Severusowi. Myślenie o tym momencie za bardzo go męczyło. Wyczerpany
torturami zasnął na zimnej, marmurowej posadzce prosząc niebiosa oto żeby się
już nigdy nie obudzić.
Niestety
jego modlitwy nie zostały wysłuchane. Nadal żył i wciąż leżał w ciemnej,
przesiąkniętej stęchlizną piwnicy. Wszystko go bolało, począwszy od czubków
palców u nóg skończywszy na końcówkach rozdwojonych włosów. Nie wiedział ile
spał. Przez małe okienko przy samym suficie wpadały, co prawda delikatne
promienie słoneczne, jednakże nie było do końca wiadomo, jaka panuje obecnie
pora dnia. Nagle usłyszał czyjeś kroki i zgrzyt klucza w zamku.
– Och,
Severusie już się obudziłeś? Mam nadzieję, że było ci tu wygodniej niż w swoim,
własnym łóżku. Tak bardzo się starałem, żeby było ci u mnie przyjemnie. Chyba
nie powiesz, że cię źle ugościłem? – zaśmiał się szyderczo Tom.
– Panie, twoje atrakcje, które mi zagwarantowałeś były... niezwykłym przeżyciem. Będę Cię musiał częściej odwiedzać, ponieważ bardzo mi się to podobało – rzucił poważnie Mistrz Eliksirów.
– Panie, twoje atrakcje, które mi zagwarantowałeś były... niezwykłym przeżyciem. Będę Cię musiał częściej odwiedzać, ponieważ bardzo mi się to podobało – rzucił poważnie Mistrz Eliksirów.
–
Severusie, nie musisz się martwić, że jestem za mało gościnny: Crucio!
Ciałem
czarodzieja wstrząsnął wielki spazm bólu. Z jednej strony miażdżył go z
zewnątrz, a z drugiej rozrywało od środka. Chciał krzyknąć, ale głos został
gdzieś daleko, jakby po za nim. Przygotował się na kolejny cios, jednak go nie
otrzymał.
– No na
dzisiaj starczy „rozrywki” – odezwał się chłodno Czarny Pan. Za trzy minuty ma
cię tu nie być! Zrozumiano? – rzucił mu pod nos różdżkę.
Severus
po raz kolejny został sam. Pomijając kilka szczurów przebiegających obok niego.
Powoli rozprostował rękę w kierunku swojego magicznego patyka. Wypowiedział
ciche „antefero”* i teleportował się wprost do Hogwartu.
***
Już od
kilku godzin Sophie próbowała wytłumaczyć Markowi działanie eliksiru
Wielosokowego, ale jej starania przynosiły mierny skutek. Chłopak ciągle się
czymś się dezorientował, wprawiając swoją dziewczynę we wściekłość. Próbując
załagodzić sytuację zapytał:
– Może
jakaś mała przerwa?
– Mark,
nie zmieniaj tematu! – skarciła go. Chociaż masz rację. Zrobimy sobie przerwę.
Widziałeś te zdziwione miny, kiedy oboje weszliśmy przytuleni do Wielkiej Sali
na śniadanie? – wyczarowała dwie szklanki soku dyniowego.
– Trudno
było nie zauważyć. Biedna Helen. Musieli ją ratować, bo zakrztusiła się sokiem.
A Ślizgoni? Tam to dopiero huczy od plotek. Dobrze, że Nietoperza nie było na
śniadaniu, bo chyba posądziłby mnie o dekoncentrowanie cię przed konkursem.
Szlaban murowany – zaczął się śmiać.
– No
właśnie! Na obiedzie też go nie widziałam, a za dzisiejszą lekcję eliksirów
mieliśmy transmutację. To do niego nie podobne, żeby się spóźniał, albo w ogóle
nie przychodził na zajęcia. Odkąd go znam nigdy nawet kataru czy kaszlu nie
miał – zignorowała wzmiankę o szlabanie.
–
Przesadzasz – machnął ręką i napił się soku. – Sophie, a skąd właściwie wiesz,
że Snape jest punktualny, nigdy nie choruje? Coś ci się przypomniało? –
zlustrował ją wzrokiem.
– Nie, chyba nie… – zawahała się. – Powiedziałam to całkiem naturalnie. Jakbym o tym wiedziała. A teraz przeczytaj strony od sto siódmej do sto trzydziestej trzeciej – podała mu książkę „Podręcznik dla początkujących czarodziei”. A teraz przepraszam Cię, bo muszę iść porozmawiać z Dumbledorem na temat Snape’a. Martwię się o niego.
– Sophie, ale to książka dla drugoroczniaków, a ja jestem w szóstej klasie! – krzyknął zdegustowany, ale dziewczyny już nie było w Pokoju Wspólnym.
– Nie, chyba nie… – zawahała się. – Powiedziałam to całkiem naturalnie. Jakbym o tym wiedziała. A teraz przeczytaj strony od sto siódmej do sto trzydziestej trzeciej – podała mu książkę „Podręcznik dla początkujących czarodziei”. A teraz przepraszam Cię, bo muszę iść porozmawiać z Dumbledorem na temat Snape’a. Martwię się o niego.
– Sophie, ale to książka dla drugoroczniaków, a ja jestem w szóstej klasie! – krzyknął zdegustowany, ale dziewczyny już nie było w Pokoju Wspólnym.
***
No i
namazałam nową notkę! Miałam przy niej tyyyyle stresu, dlatego Severus oberwał.
Musiałam się wyżyć na kimś. Przepraszam, że to był Sev, a nie Mark, chociaż
wiele czytelników by się z tego ucieszyło:P Wiem jestem zła, ale są gorsi ode
mnie (czyt. panna Rickman:)).
Muszę być
nieskromna i powiedzieć, że jestem studentką etnologii!!! Mają
szczęście, że mnie przyjęli, bo straciliby bardzo wielki skarb... Jejku, jak sobie
słodzę?!
Mam jeszcze jedną dobrą wiadomość: kolejna notka ukaże się... w sobotę, ponieważ mam bardzo ładny dialog pomiędzy Sophie, a Mistrzem Naszym i nie może on zbyt długo czekać na publikację.
Mam jeszcze jedną dobrą wiadomość: kolejna notka ukaże się... w sobotę, ponieważ mam bardzo ładny dialog pomiędzy Sophie, a Mistrzem Naszym i nie może on zbyt długo czekać na publikację.
Dedykacja
dla:
- Annie - a
mówiłam, że się na nas poznają:P
-
Merimaat - specjalnie dla Ciebie starałam się pokazać Voldzia z kanonicznej
strony. Udało się?
- Panny
Rickman - bo jesteś gorsza ode mnie:P
Biedny Sev... Jak mogłaś tak go urządzić?!;p Będziesz musiała mu to jakoś wynagrodzić :) Gratulacje dostania się na etnologię:)
OdpowiedzUsuń~Annie
Gratuluję z całego serca takiego sukcesu :) i dziękuję za dedykację.
OdpowiedzUsuńVoldemort iście kanoniczny z tym swoim "szyderstwem" i klątwami. Płaczę tylko po torturach mojego {a może naszego?} kochanego Mistrza. Jesteś zła :) Mark'owi zależy tylko na łóżkowych sprawach, skoro nie liczy się dla niego ślub, który z przytoczonego tu dialogu, traktuje jak zwykłą formalność. Ale Sophie jaka dojrzała, duuuuuży plus za to. Uwielbiam ją.
Jak zawsze piękne opisy idealnie oddające atmosferę pomiędzy poszczególnymi bohaterami czy nastrój otaczający dane miejsce.
W jednym zdaniu była literówka, zamiast byłaby użyłaś "byłby".
U mnie już wkrótce, rozdział gotowy, ale nie mam za bardzo czasu, kiedy go wstawić, bo zaczytuję się w książkach o Egipcie, które ostatnio nabyłam.
Serdecznie pozdrawiam
~Merimaat
Myślę, że dobrze zrobiłaś ukazują Voldemorta jako potfora, bo w kanonie nim jest i gdybyś tego nie zrobiła, byłoby tak słooodko. Ten niekanoniczny Tom zawsze leżał mi na wątrobie, ale teraz na szczęscie już jest lepiej.
OdpowiedzUsuńNotka właściwie zbyt duzo nie wniosła oprócz tego, ze Sophie miała jakieś tam przebłyski, a Snape nadal żyje.
Pozdrawiam
~bóg powieści
Oj, jaki ten rozdział długi...
OdpowiedzUsuńSevciu nieźle oberwał. Jak to mówią: "Musiało boleć". Napisałaś, że rozdział ukarze się w sobotę, a mi jest smutno, że go nie przeczytam od razu ;( A ten wspomniany dialog mnie tak zaciekawił, że chyba umrę z zniecierpliwienia.
Pozdrawiam [sensibility-love]
~Sensibility
Nareszcie coś dłuższego xd A w sobotę new:] Rozpieszczasz nas^^ Ale to fajnie!;)
OdpowiedzUsuńMówiłam już, że Mark działa mi na nerwy? I to bardzo...jak nie, to mówię xd
Chyba coś sobie przypomina;p Takie wspomnienia ze Snape'm ;]
A Tomcio-Voldzio jak zawsze gościnny xd
Gratuluję przyjęcia na studia;*
I zapraszam na http://vampire-element.blog.onet.pl/ ;)
dzo
B: Specjalnie dla ciebie wymąciłam od kuzyna na niecałą godzinę komputer xD Muszę powiedzieć, że Mark mnie irytuje. Jak mogłaś potraktować tak Snape'a?! :c No wiesz ty co... koniec tego pisania, zaległosci trzeba nadrobić...
OdpowiedzUsuń~Bell i Hidney