wtorek, 14 sierpnia 2012

XX

Przez ostatnie trzy miesiące w willi przy Green Street panowała grobowa atmosfera. Domownicy już tak chętnie nie prowadzili ze sobą rozmów. Isabelle, kiedy tylko nie przebywała w szpitalu przy łóżku córki zamykała się w swoim pokoju i nie wychodziła z niego bez potrzeby.
Tom też w pewien sposób przeżywał zaistniałą sytuację. Może nie miał wyrzutów sumienia, ale coś nie pozwalało mu patrzeć sobie w oczy podczas porannej i wieczornej toalety. Nie dopuszczał do siebie tego, że to właśnie przez niego Sophie leży nieprzytomna i lada chwila może umrzeć. Według niego przyczyną tego zdarzenia był Robert i tak miało pozostać. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Sophie, nie powinna przeżyć jego ataku, a stało się inaczej. Była silną czarownicą, ale nie wiedział, że jej moc jest aż tak potężna. Musiał przekonać Severusa żeby zaraz po tym jak dziewczyna się obudzi ponownie zaczął ją w sobie rozkochiwać. Jego szeregi bardzo jej potrzebują.

***

Severus Snape szedł szpitalnym korytarzem w stronę sali, na której leżała jego uczennica. Jego czarna jak noc szata unosiła się w powietrzu sprawiając wrażenie jakby Mistrz eliksirów nie dotykał podłogi. W dłoni mocno trzymał małą fiolkę z fioletowym płynem. Miał nadzieję, że jego praca nie pójdzie na marne i eliksir pomoże jej. Kiedy doszedł do pomieszczenia, w którym leżała dziewczyna doznał palpitacji serca połączonych z niedotlenieniem mózgu i skrętem żołądka. Na łóżku nikogo nie było, a niska, pulchna salowa zmieniała pościel na świeżą. Wszedł niepewnie do środka i po wzięciu kilku głębszych oddechów zapytał łamiącym głosem:
– Dzień dobry! Przepraszam bardzo, co stało się z pacjentką, która tu leżała? Czy ona umarła?
– Niech się pan nie martwi. Zabrali ją na jakieś dodatkowe badania. Z tego, co słyszałam dzisiaj znowu na chwilę odzyskała przytomność i bardzo podskoczyło jej ciśnienie. Trochę zamieszania było, ale teraz chyba wszystko się unormowało – wyjaśniła mu. Miał ochotę rzucić jej się na szyję i ją uściskać, ale uznał, że będzie to niestosowne jedynie wydusił z siebie:
– Nie wie pani jak mi ulżyło po tych słowach.
– Martwisz się o nią? – spytała tonem dobrodusznej cioci, która martwi się o swojego siostrzeńca, bądź bratanka.
– Nie wie pani jak bardzo. Jest dla mnie kimś ważnym, ale nie potrafię sprecyzować, co do niej czuję – Severus nagle posmutniał.
– Kochaneczku, czas pokaże czy będziecie sobie przeznaczeni. Przepraszam, ale już muszę iść – zabrała brudną pościel i wyszła.
– Dziękuję – powiedział prawienie poruszając swoimi ustami.
Chwilę wpatrywał się w buteleczkę, którą trzymał w swojej kościstej dłoni. Wiedział, że mikstura, którą zamknął w tej szklanej fiolce pomoże nie tylko Sophie, ale także jemu.
Nagle usłyszał głośny turkot kółeczek od szpitalnego łóżka. Po chwili zobaczył jak pielęgniarka wjeżdża do sali z Sophie. Serce ponownie podeszło mu do gardła. Dziewczyna była bledsza od farby, którą pomalowano szpitalne ściany. Zwrócił uwagę na jej dłonie. Można było na nich zobaczyć prześwitujące przez mlecznobiałą skórę błękitne naczynia krwionośne. Twarz bez rumianych kolorów, a powieki lekko zapadnięte w oczodołach. Włosy w nieładzie, potargane i bez dawnego blasku. Widać było, że również kilka kilogramów odeszło z ciała czarownicy. Gdy pielęgniarka zakończyła swoje czynności Severus upewnił się czy nikt nie przeszkodzi mu w ratowaniu Krukonki. Powoli szybkim krokiem doszedł do jej łóżka. Lekko rozchylił jej usta i przechylił buteleczkę z życiodajnym płynem. W tej samej chwili usłyszał rozpaczliwy krzyk kobiety:
– Niech pan nie zabija mojej córki!
– Proszę się nie denerwować. Próbuję ratować Sophie. Niech pani mi zaufa – Śmierciożerca starał się być spokojny. Proszę zamknąć drzwi – rzucił w pośpiechu.
Na reakcję ze strony organizmu dziewczyny nie trzeba było długo czekać. Po krótkiej chwili ogromny wstrząs przeszedł przez jej słabe ciało. Jej matka po raz kolejny krzyknęła, po czym zna jej policzkach pojawił się potok kryształowych łez. Severus też miał gardło ściśnięte, ale dla Sophie musiał być silny. Podszedł do niej i dotknął dłonią jej czoła – było cieplejsze od jego ręki. Czarownica odzyskiwała normalną ciepłotę ciała. Po chwili też zaczerwieniły się jej policzki, jednak oddech nadal był płytki. Isabelle z przerażeniem patrzyła, co dzieje się z jej córką. Modliła się, żeby to coś, co podał jej Severus zadziałało. Minęło kilka minut, które dla tych dwojga wydawały się wiecznością. Kiedy zdawało im się, że mikstura nie podziałała dziewczyna otworzyła oczy i wzięła głęboki oddech.
– Sophie, kochanie nareszcie się obudziłaś. Tak bardzo się o ciebie martwiliśmy – Isabelle znowu się rozpłakała, ale tym razem były to łzy szczęścia.
– Kim pani jest? – powiedziała całkiem trzeźwo.
– Sophie nie rób sobie żartów, że mnie nie pamiętasz – spojrzała na córkę karcącym spojrzeniem. Jestem twoją mamą.
– Mama? A kto to taki? Proszę mnie zostawić. A co pan tu tez robi? Chcę zostać sama – powiedziała zdenerwowana.
– Niech pani jej posłucha. Chodźmy do jej lekarza prowadzącego powiedzieć, że się obudziła – poradził Snape.
Zostawili dziewczynę samą. Sophie długo wpatrywała się w tylko sobie znany punkt znajdujący się na suficie. Myślała o ludziach, którzy byli przed chwilą w tym pomieszczeniu. Kobieta o brązowych włosach i mężczyzna o oczach w kolorze węgla. Kim byli dla niej? Gdzie się teraz znajdowała? Co ją czeka jutro? Chciała wstać, ale pierwszy kontakt z wyprostowaną postawą ciała przyniósł ogromny zawrót głowy. Opadła z powrotem na łóżko. Wzięła kilka głębszych oddechów i spróbowała ponownie się podnieść – bez skutku. Nadal świat wirował jej przed oczami. Położyła się z powrotem do łóżka i czekała na rozwój sytuacji.

***

Zniecierpliwiona badaniami prowadzonymi wnikliwie przed doktora i litrami niepotrzebnie pitych przez nią leków każdego dnia wzdychała ciężko i przewracała oczami. Kiedy po raz kolejny zaświecił jej w oczy nie wytrzymała:
– Długo jeszcze będę królikiem doświadczalnym?
– Panno Thompson, proszę się nie wiercić – lekarz jakby nie zwracał uwagi na marudzenie pacjentki.
– Chcę wrócić do domu, dobrze się czuję i nie ma potrzeby trzymać mnie tutaj – pewnym ruchem odsunęła rękę doktora z lampką, która raziła ją w oczy.
– Musimy sprawdzić, co jest przyczyną twojej amnezji.
– A może już nigdy nie odzyskam moich wspomnień? Niech mnie pan doktor zostawi teraz w spokoju – krzyknęła. Na razie nie mam ochoty sobie nic przypomnieć – dodała po chwili trochę ciszej, ale także stanowczo.

***

Tom siedział w swoim ogromnym fotelu wpatrzony w artykuł w „Proroku Codziennym”. Nagłówek reportażu brzmiał: „Ucieczka znanego Aurora Roberta T. z więzienia na Morzu Północnym!”

Dzisiaj w nocy z Azkabanu uciekł znany Auror Robert T. Skazany odsiadywał wyrok dożywotniego więzienia za użycie na swojej córce zaklęcia niewybaczalnego oficjalnie uznanego za zakazane. Nikt z pilnujących go Dementorów nie zauważył, że więźnia nie ma w celi. Od razu zostały wszczęte poszukiwania, które na razie nie przynoszą efektu. Ministerstwo nie chce wypowiadać się na ten temat, ale z nieoficjalnych informacji wynika, że to właśnie dzięki kolegom z pracy udała się ucieczka.
Rita Skeeter

Czarny Pan ze złością rzucił gazetą o ścianę. Znów Robert mieszał mu szyki. Myślał, że jak wtrąci go do Azkabanu to sprawa się zamknie, a tu właśnie było odwrotnie. Brakowało jeszcze tylko tego żeby nie pojawił się u niego w domu. Nagle drzwi od jego gabinetu otworzyły się. Tom odwrócił swój fotel, ale na szczęście nie zastał tam swojego wroga, a tylko przyszłą żonę.
– Tom musimy poważnie porozmawiać– oświadczyła pewnie.
– Kochanie, co się stało?
– Wyprowadzam się do tego mieszkania, które załatwił nam Robert. Tom nie zrozum mnie źle, ale muszę się skupić teraz na Sophie. Ona nie może wiedzieć, że coś w ogóle nas łączy. Ślub też na razie musi poczekać. Możliwe, że kiedyś staniemy na ślubnym kobiercu, ale teraz chce zając się zdrowiem córki. Rozumiesz mnie? – kobieta wyrzuciła z siebie potok słów.
– Isabelle przecież Sophie może tu mieszkać dopóki nie wróci do szkoły. Będzie wam lepiej tu niż w tamtym mieszkaniu. Nie odchodź. Wiesz przecież jak Cię kocham – głos zaczął mu się łamać.
– Podjęłam już decyzje i żadna siła nie zmusi mnie do zmiany – powiedziała twardo. Jutro nie powinno mnie tu już być – podeszła do byłego już narzeczonego pocałowała go namiętnie i wręczyła mu pierścionek do ręki. Dziękuję za wszystkie dni i noce. Do zobaczenia – wyszła po cichu zamykając za sobą drzwi.
To już do końca rozwścieczyło Lorda Voldemorta. Tak ścisnął pierścionek w ręku, że ten zdeformował się. „Isabelle jeszcze tego pożałujesz” – rzucił kawałkiem metalu w stronę wejścia.

***

Mark cieszył się, że jego przyjaciółka już się obudziła i może ja w spokoju odwiedzić, ponieważ wyprosił dropsa o wyjście po za teren szkoły. Zakupił w kwiaciarni bukiet czerwonych róż i zadowolony udał się w odwiedziny. Sophie akurat spała, kiedy pojawił się w jej sali. Złożył na jej policzku delikatny pocałunek i właśnie wtedy dziewczyna się obudziła.
– Kim jesteś? – spytała przestraszona.
Nietoperz mówił mu, że może mieć problemy z pamięcią, ale nie sądził, że amnezja jest tak zaawansowana.
– No jak to mnie nie poznajesz? – uśmiechnął się łobuzersko. Jestem Mark... twój chłopak – wypalił bez namysłu licząc na to, że dziewczyna złapie haczyk.
– Mam chłopaka? Fajnie – ucieszyła się. Te kwiaty są dla mnie? – spojrzała na wiązankę.
– Tak, proszę – wręczył jej prezent.
– Dziękuję – z jej twarzy nie znikał uśmiech.
Potem jeszcze długo rozmawiali. Mark w duchu cieszył się, że Sophie uwierzyła w tą bajkę, że chodzili ze sobą przed wypadkiem. Miał też nadzieję, że jego kłamstwo nie wyjdzie szybko na jaw, bo inaczej będzie wąchać kwiatki od spodu.
Krukonka nie mogła uwierzyć, że ma chłopaka. Kogoś, kto kochał ją nawet teraz po wypadku. Zastanawiała się też jak to będzie wszystko wyglądać, kiedy wróci do szkoły. Była przekonana, że Mark będzie potrafił ją ochronić przed wszystkim złem, które na nią czeka. Z tym przekonaniem odpłynęła do krainy Morfeusza.

***
No i jest rozdział numer 20. Duma mnie rozpiera, a serce głośno się raduje. Jednym słowem, a właściwie pięcioma mówię, że: dawno nie napisałam taaaaakiej notki:D Nie wiem jak utrzymam dalej taki poziom, ale się postaram. Mam nadzieję, że jesteście trochę zaskoczeni:P

Dedykacja dla Annie, Merimaat, panny Rickman i Dżo za ciepłe słowa, które motywują mnie do dalszego udoskonalania się w tym co robię oraz za to, że są ze mną od początku pisania bloga. Dziękuję:*

9 komentarzy:

  1. Głupi Mark!!! Jak on tak mógł?! Mam nadzieję, że kłamstwo szybko się wyda, a Snape mu coś zrobi xD hehe:)

    ~Annie

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja, Du hast das Recht. Ich freue mich sehr, sehr... Kochana Ty moja, ten rozdział spowodował, że aż zaniemówiłam. Uśmiech, wzruszenie, strach - cała gama emocji wymalowana na mojej twarzy. Nie mam nic do zarzucenia, chociaż jedno się znajdzie :) - ja chcę więcej, więcej, bo robię się głodna ;).
    Sev w szpitalu, jego lęk, słowa wzruszyły mnie. Za to rozmowa z pielęgniarką - rozbawiła. Podziwiam odwagę Isabell, że zdecydowała się na zerwanie zaręczyn. Ciekawi mnie, co zrobisz z Robertem? A Mark i Sophie - oby ten pierwszy gorzko nie pożałował swego kłamstwa.
    Chylę czoła przed talentem, pomysłowością i Tobą samą. Z notki na notkę zadziwiasz mnie coraz bardziej. Gratuluję i mam nadzieję, że kiedyś będę mogła Ci dorównać. Jesteś po prostu niesamowita.
    P.S To nie puste komplementy, a szczera prawda.
    Pozdrawiam

    ~Merimaat

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak myślałam, że Snape się popisze i przygotuje jakąś miksturę xD
    Ta amnezja i zerwane zaręczyny...po prostu MeGa^^
    Hmm...Mark i jego zagranie, będzie cienko jak kłamstwo się wyda:)
    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy xp
    Gratuluję napisania XX rozdziału. Taki mały jubileusz można powiedzieć:D
    No i dziękuję za dedykację:*

    ~Dżo

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początek dziękuję serdecznie za dedykacje:* strasznie mi miło.
    A teraz moja droga należy ci się ochrzan -CO tak krótko??? Dajesz taką notkę, że aż się rozpływam a tu "Bum" koniec, no ale wybaczam ci biorąc pod uwagę jakość rozdziału.
    Mój pan od historii sztuki powiedziałby, że jest "empirycznie doskonały" -to chyba oddaje mój zachwyt:D
    Co ten Mark sobie wyobraża, tak oszukiwać Sophie? Weź go uśmierć czy coś takiego... przestaje go lubić.
    Czekam na jeszcze więcej chociaż mi zawsze będzie mało

    Pozdrawiam cieplutko

    ~panna Rickman

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję okrągłej liczby rodziałów. :) Oczywiście na poziomie, jak zwykle. Ale z uczekaniem czekam na następną. Pozdrawiam. =*

    ~Bellatrix

    OdpowiedzUsuń
  6. Teraz to ja Markowi współczuję. Zyczę mu, zeby się rozstali zanim Sophie odzyska pamięć.

    ~Bóg powieści

    OdpowiedzUsuń
  7. B: Czekam na kolejną notkę ;) Ciekawe co Snape zrobi jak się dowie co Mark nagadał.
    H: Treść ciekawa. Zapominałaś znaki polskie. Wiem, że mój i Bell blog to na razie porażka, ale może w wakacje to się zmieni.
    Pozdrawiamy

    ~Bell i Hidney

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem czemu, ale tak myślałam, że Sophie straci pamięć, mam jednak nadzieję, że szybko ją odzyska.
    OOooo nie chcę być w skórze Marka jak Sophie odzyska nawet część swoich wspomnień i wyjdzie na jaw to, że jednak nie byli para. W końcu kłamstwo ma krótkie nogi.
    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam [sensibility-love]

    ~Sensi

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział, przyjemnie się czyta. :)

    Zapraszam na nowy u siebie [darkness-inside-me]
    Pozdrawiam. :)

    ~AliBell

    OdpowiedzUsuń