Przez
ostatnie trzy miesiące w willi przy Green Street panowała grobowa atmosfera.
Domownicy już tak chętnie nie prowadzili ze sobą rozmów. Isabelle, kiedy tylko
nie przebywała w szpitalu przy łóżku córki zamykała się w swoim pokoju i nie
wychodziła z niego bez potrzeby.
Tom też w
pewien sposób przeżywał zaistniałą sytuację. Może nie miał wyrzutów sumienia,
ale coś nie pozwalało mu patrzeć sobie w oczy podczas porannej i wieczornej
toalety. Nie dopuszczał do siebie tego, że to właśnie przez niego Sophie leży
nieprzytomna i lada chwila może umrzeć. Według niego przyczyną tego zdarzenia
był Robert i tak miało pozostać. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że
Sophie, nie powinna przeżyć jego ataku, a stało się inaczej. Była silną
czarownicą, ale nie wiedział, że jej moc jest aż tak potężna. Musiał przekonać
Severusa żeby zaraz po tym jak dziewczyna się obudzi ponownie zaczął ją w sobie
rozkochiwać. Jego szeregi bardzo jej potrzebują.
***
Severus
Snape szedł szpitalnym korytarzem w stronę sali, na której leżała jego
uczennica. Jego czarna jak noc szata unosiła się w powietrzu sprawiając
wrażenie jakby Mistrz eliksirów nie dotykał podłogi. W dłoni mocno trzymał małą
fiolkę z fioletowym płynem. Miał nadzieję, że jego praca nie pójdzie na marne i
eliksir pomoże jej. Kiedy doszedł do pomieszczenia, w którym leżała dziewczyna
doznał palpitacji serca połączonych z niedotlenieniem mózgu i skrętem żołądka.
Na łóżku nikogo nie było, a niska, pulchna salowa zmieniała pościel na świeżą.
Wszedł niepewnie do środka i po wzięciu kilku głębszych oddechów zapytał
łamiącym głosem:
– Dzień
dobry! Przepraszam bardzo, co stało się z pacjentką, która tu leżała? Czy ona
umarła?
– Niech się pan nie martwi. Zabrali ją na jakieś dodatkowe badania. Z tego, co słyszałam dzisiaj znowu na chwilę odzyskała przytomność i bardzo podskoczyło jej ciśnienie. Trochę zamieszania było, ale teraz chyba wszystko się unormowało – wyjaśniła mu. Miał ochotę rzucić jej się na szyję i ją uściskać, ale uznał, że będzie to niestosowne jedynie wydusił z siebie:
– Niech się pan nie martwi. Zabrali ją na jakieś dodatkowe badania. Z tego, co słyszałam dzisiaj znowu na chwilę odzyskała przytomność i bardzo podskoczyło jej ciśnienie. Trochę zamieszania było, ale teraz chyba wszystko się unormowało – wyjaśniła mu. Miał ochotę rzucić jej się na szyję i ją uściskać, ale uznał, że będzie to niestosowne jedynie wydusił z siebie:
– Nie wie
pani jak mi ulżyło po tych słowach.
–
Martwisz się o nią? – spytała tonem dobrodusznej cioci, która martwi się o
swojego siostrzeńca, bądź bratanka.
– Nie wie
pani jak bardzo. Jest dla mnie kimś ważnym, ale nie potrafię sprecyzować, co do
niej czuję – Severus nagle posmutniał.
–
Kochaneczku, czas pokaże czy będziecie sobie przeznaczeni. Przepraszam, ale już
muszę iść – zabrała brudną pościel i wyszła.
–
Dziękuję – powiedział prawienie poruszając swoimi ustami.
Chwilę
wpatrywał się w buteleczkę, którą trzymał w swojej kościstej dłoni. Wiedział,
że mikstura, którą zamknął w tej szklanej fiolce pomoże nie tylko Sophie, ale
także jemu.
Nagle
usłyszał głośny turkot kółeczek od szpitalnego łóżka. Po chwili zobaczył jak
pielęgniarka wjeżdża do sali z Sophie. Serce ponownie podeszło mu do gardła.
Dziewczyna była bledsza od farby, którą pomalowano szpitalne ściany. Zwrócił
uwagę na jej dłonie. Można było na nich zobaczyć prześwitujące przez
mlecznobiałą skórę błękitne naczynia krwionośne. Twarz bez rumianych kolorów, a
powieki lekko zapadnięte w oczodołach. Włosy w nieładzie, potargane i bez
dawnego blasku. Widać było, że również kilka kilogramów odeszło z ciała
czarownicy. Gdy pielęgniarka zakończyła swoje czynności Severus upewnił się czy
nikt nie przeszkodzi mu w ratowaniu Krukonki. Powoli szybkim krokiem doszedł do
jej łóżka. Lekko rozchylił jej usta i przechylił buteleczkę z życiodajnym
płynem. W tej samej chwili usłyszał rozpaczliwy krzyk kobiety:
– Niech pan
nie zabija mojej córki!
– Proszę
się nie denerwować. Próbuję ratować Sophie. Niech pani mi zaufa – Śmierciożerca
starał się być spokojny. Proszę zamknąć drzwi – rzucił w pośpiechu.
Na
reakcję ze strony organizmu dziewczyny nie trzeba było długo czekać. Po
krótkiej chwili ogromny wstrząs przeszedł przez jej słabe ciało. Jej matka po
raz kolejny krzyknęła, po czym zna jej policzkach pojawił się potok
kryształowych łez. Severus też miał gardło ściśnięte, ale dla Sophie musiał być
silny. Podszedł do niej i dotknął dłonią jej czoła – było cieplejsze od jego
ręki. Czarownica odzyskiwała normalną ciepłotę ciała. Po chwili też
zaczerwieniły się jej policzki, jednak oddech nadal był płytki. Isabelle z
przerażeniem patrzyła, co dzieje się z jej córką. Modliła się, żeby to coś, co
podał jej Severus zadziałało. Minęło kilka minut, które dla tych dwojga
wydawały się wiecznością. Kiedy zdawało im się, że mikstura nie podziałała
dziewczyna otworzyła oczy i wzięła głęboki oddech.
– Sophie,
kochanie nareszcie się obudziłaś. Tak bardzo się o ciebie martwiliśmy –
Isabelle znowu się rozpłakała, ale tym razem były to łzy szczęścia.
– Kim
pani jest? – powiedziała całkiem trzeźwo.
– Sophie
nie rób sobie żartów, że mnie nie pamiętasz – spojrzała na córkę karcącym
spojrzeniem. Jestem twoją mamą.
– Mama? A
kto to taki? Proszę mnie zostawić. A co pan tu tez robi? Chcę zostać sama –
powiedziała zdenerwowana.
– Niech
pani jej posłucha. Chodźmy do jej lekarza prowadzącego powiedzieć, że się
obudziła – poradził Snape.
Zostawili
dziewczynę samą. Sophie długo wpatrywała się w tylko sobie znany punkt
znajdujący się na suficie. Myślała o ludziach, którzy byli przed chwilą w tym
pomieszczeniu. Kobieta o brązowych włosach i mężczyzna o oczach w kolorze
węgla. Kim byli dla niej? Gdzie się teraz znajdowała? Co ją czeka jutro?
Chciała wstać, ale pierwszy kontakt z wyprostowaną postawą ciała przyniósł
ogromny zawrót głowy. Opadła z powrotem na łóżko. Wzięła kilka głębszych
oddechów i spróbowała ponownie się podnieść – bez skutku. Nadal świat wirował
jej przed oczami. Położyła się z powrotem do łóżka i czekała na rozwój
sytuacji.
***
Zniecierpliwiona
badaniami prowadzonymi wnikliwie przed doktora i litrami niepotrzebnie pitych
przez nią leków każdego dnia wzdychała ciężko i przewracała oczami. Kiedy po
raz kolejny zaświecił jej w oczy nie wytrzymała:
– Długo
jeszcze będę królikiem doświadczalnym?
– Panno
Thompson, proszę się nie wiercić – lekarz jakby nie zwracał uwagi na marudzenie
pacjentki.
– Chcę
wrócić do domu, dobrze się czuję i nie ma potrzeby trzymać mnie tutaj – pewnym
ruchem odsunęła rękę doktora z lampką, która raziła ją w oczy.
– Musimy sprawdzić, co jest przyczyną twojej amnezji.
– Musimy sprawdzić, co jest przyczyną twojej amnezji.
– A może
już nigdy nie odzyskam moich wspomnień? Niech mnie pan doktor zostawi teraz w
spokoju – krzyknęła. Na razie nie mam ochoty sobie nic przypomnieć – dodała po
chwili trochę ciszej, ale także stanowczo.
***
Tom
siedział w swoim ogromnym fotelu wpatrzony w artykuł w „Proroku Codziennym”.
Nagłówek reportażu brzmiał: „Ucieczka znanego Aurora Roberta T. z więzienia na
Morzu Północnym!”
Dzisiaj w nocy z Azkabanu uciekł znany Auror Robert
T. Skazany odsiadywał wyrok dożywotniego więzienia za użycie na swojej córce
zaklęcia niewybaczalnego oficjalnie uznanego za zakazane. Nikt z pilnujących go
Dementorów nie zauważył, że więźnia nie ma w celi. Od razu zostały wszczęte
poszukiwania, które na razie nie przynoszą efektu. Ministerstwo nie chce
wypowiadać się na ten temat, ale z nieoficjalnych informacji wynika, że to
właśnie dzięki kolegom z pracy udała się ucieczka.
Rita Skeeter
Czarny
Pan ze złością rzucił gazetą o ścianę. Znów Robert mieszał mu szyki. Myślał, że
jak wtrąci go do Azkabanu to sprawa się zamknie, a tu właśnie było odwrotnie.
Brakowało jeszcze tylko tego żeby nie pojawił się u niego w domu. Nagle drzwi
od jego gabinetu otworzyły się. Tom odwrócił swój fotel, ale na szczęście nie
zastał tam swojego wroga, a tylko przyszłą żonę.
– Tom
musimy poważnie porozmawiać– oświadczyła pewnie.
–
Kochanie, co się stało?
–
Wyprowadzam się do tego mieszkania, które załatwił nam Robert. Tom nie zrozum
mnie źle, ale muszę się skupić teraz na Sophie. Ona nie może wiedzieć, że coś w
ogóle nas łączy. Ślub też na razie musi poczekać. Możliwe, że kiedyś staniemy
na ślubnym kobiercu, ale teraz chce zając się zdrowiem córki. Rozumiesz mnie? –
kobieta wyrzuciła z siebie potok słów.
–
Isabelle przecież Sophie może tu mieszkać dopóki nie wróci do szkoły. Będzie
wam lepiej tu niż w tamtym mieszkaniu. Nie odchodź. Wiesz przecież jak Cię
kocham – głos zaczął mu się łamać.
– Podjęłam
już decyzje i żadna siła nie zmusi mnie do zmiany – powiedziała twardo. Jutro
nie powinno mnie tu już być – podeszła do byłego już narzeczonego pocałowała go
namiętnie i wręczyła mu pierścionek do ręki. Dziękuję za wszystkie dni i noce.
Do zobaczenia – wyszła po cichu zamykając za sobą drzwi.
To już do
końca rozwścieczyło Lorda Voldemorta. Tak ścisnął pierścionek w ręku, że ten
zdeformował się. „Isabelle jeszcze tego pożałujesz” – rzucił kawałkiem metalu w
stronę wejścia.
***
Mark cieszył
się, że jego przyjaciółka już się obudziła i może ja w spokoju odwiedzić,
ponieważ wyprosił dropsa o wyjście po za teren szkoły. Zakupił w kwiaciarni
bukiet czerwonych róż i zadowolony udał się w odwiedziny. Sophie akurat spała,
kiedy pojawił się w jej sali. Złożył na jej policzku delikatny pocałunek i
właśnie wtedy dziewczyna się obudziła.
– Kim
jesteś? – spytała przestraszona.
Nietoperz
mówił mu, że może mieć problemy z pamięcią, ale nie sądził, że amnezja jest tak
zaawansowana.
– No jak
to mnie nie poznajesz? – uśmiechnął się łobuzersko. Jestem Mark... twój chłopak
– wypalił bez namysłu licząc na to, że dziewczyna złapie haczyk.
– Mam chłopaka? Fajnie – ucieszyła się. Te kwiaty są dla mnie? – spojrzała na wiązankę.
– Tak, proszę – wręczył jej prezent.
– Mam chłopaka? Fajnie – ucieszyła się. Te kwiaty są dla mnie? – spojrzała na wiązankę.
– Tak, proszę – wręczył jej prezent.
–
Dziękuję – z jej twarzy nie znikał uśmiech.
Potem
jeszcze długo rozmawiali. Mark w duchu cieszył się, że Sophie uwierzyła w tą
bajkę, że chodzili ze sobą przed wypadkiem. Miał też nadzieję, że jego kłamstwo
nie wyjdzie szybko na jaw, bo inaczej będzie wąchać kwiatki od spodu.
Krukonka nie mogła uwierzyć, że ma chłopaka. Kogoś, kto kochał ją nawet teraz po wypadku. Zastanawiała się też jak to będzie wszystko wyglądać, kiedy wróci do szkoły. Była przekonana, że Mark będzie potrafił ją ochronić przed wszystkim złem, które na nią czeka. Z tym przekonaniem odpłynęła do krainy Morfeusza.
Krukonka nie mogła uwierzyć, że ma chłopaka. Kogoś, kto kochał ją nawet teraz po wypadku. Zastanawiała się też jak to będzie wszystko wyglądać, kiedy wróci do szkoły. Była przekonana, że Mark będzie potrafił ją ochronić przed wszystkim złem, które na nią czeka. Z tym przekonaniem odpłynęła do krainy Morfeusza.
***
No i jest
rozdział numer 20. Duma mnie rozpiera, a serce głośno się raduje. Jednym
słowem, a właściwie pięcioma mówię, że: dawno nie napisałam taaaaakiej notki:D
Nie wiem jak utrzymam dalej taki poziom, ale się postaram. Mam nadzieję, że
jesteście trochę zaskoczeni:P
Dedykacja dla Annie, Merimaat, panny Rickman i Dżo za ciepłe słowa, które motywują mnie do dalszego udoskonalania się w tym co robię oraz za to, że są ze mną od początku pisania bloga. Dziękuję:*
Głupi Mark!!! Jak on tak mógł?! Mam nadzieję, że kłamstwo szybko się wyda, a Snape mu coś zrobi xD hehe:)
OdpowiedzUsuń~Annie
Ja, Du hast das Recht. Ich freue mich sehr, sehr... Kochana Ty moja, ten rozdział spowodował, że aż zaniemówiłam. Uśmiech, wzruszenie, strach - cała gama emocji wymalowana na mojej twarzy. Nie mam nic do zarzucenia, chociaż jedno się znajdzie :) - ja chcę więcej, więcej, bo robię się głodna ;).
OdpowiedzUsuńSev w szpitalu, jego lęk, słowa wzruszyły mnie. Za to rozmowa z pielęgniarką - rozbawiła. Podziwiam odwagę Isabell, że zdecydowała się na zerwanie zaręczyn. Ciekawi mnie, co zrobisz z Robertem? A Mark i Sophie - oby ten pierwszy gorzko nie pożałował swego kłamstwa.
Chylę czoła przed talentem, pomysłowością i Tobą samą. Z notki na notkę zadziwiasz mnie coraz bardziej. Gratuluję i mam nadzieję, że kiedyś będę mogła Ci dorównać. Jesteś po prostu niesamowita.
P.S To nie puste komplementy, a szczera prawda.
Pozdrawiam
~Merimaat
Tak myślałam, że Snape się popisze i przygotuje jakąś miksturę xD
OdpowiedzUsuńTa amnezja i zerwane zaręczyny...po prostu MeGa^^
Hmm...Mark i jego zagranie, będzie cienko jak kłamstwo się wyda:)
Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy xp
Gratuluję napisania XX rozdziału. Taki mały jubileusz można powiedzieć:D
No i dziękuję za dedykację:*
~Dżo
Na początek dziękuję serdecznie za dedykacje:* strasznie mi miło.
OdpowiedzUsuńA teraz moja droga należy ci się ochrzan -CO tak krótko??? Dajesz taką notkę, że aż się rozpływam a tu "Bum" koniec, no ale wybaczam ci biorąc pod uwagę jakość rozdziału.
Mój pan od historii sztuki powiedziałby, że jest "empirycznie doskonały" -to chyba oddaje mój zachwyt:D
Co ten Mark sobie wyobraża, tak oszukiwać Sophie? Weź go uśmierć czy coś takiego... przestaje go lubić.
Czekam na jeszcze więcej chociaż mi zawsze będzie mało
Pozdrawiam cieplutko
~panna Rickman
Gratuluję okrągłej liczby rodziałów. :) Oczywiście na poziomie, jak zwykle. Ale z uczekaniem czekam na następną. Pozdrawiam. =*
OdpowiedzUsuń~Bellatrix
Teraz to ja Markowi współczuję. Zyczę mu, zeby się rozstali zanim Sophie odzyska pamięć.
OdpowiedzUsuń~Bóg powieści
B: Czekam na kolejną notkę ;) Ciekawe co Snape zrobi jak się dowie co Mark nagadał.
OdpowiedzUsuńH: Treść ciekawa. Zapominałaś znaki polskie. Wiem, że mój i Bell blog to na razie porażka, ale może w wakacje to się zmieni.
Pozdrawiamy
~Bell i Hidney
Nie wiem czemu, ale tak myślałam, że Sophie straci pamięć, mam jednak nadzieję, że szybko ją odzyska.
OdpowiedzUsuńOOooo nie chcę być w skórze Marka jak Sophie odzyska nawet część swoich wspomnień i wyjdzie na jaw to, że jednak nie byli para. W końcu kłamstwo ma krótkie nogi.
Czekam na kolejny rozdział.
Pozdrawiam [sensibility-love]
~Sensi
Świetny rozdział, przyjemnie się czyta. :)
OdpowiedzUsuńZapraszam na nowy u siebie [darkness-inside-me]
Pozdrawiam. :)
~AliBell