Szlaban
był czymś, o czym Sophie „marzyła” w piątkowy wieczór. Gdyby nie złośliwa
natura Snape’a już dawno siedziałaby przed rozpalonym kominkiem z kubkiem
gorącej czekolady w ręku i wpatrywałaby się w skaczące iskierki, a tak będzie
czyścić najbardziej zasyfione buteleczki po przeróżnych miksturach, porządkować
kartoteki ze składnikami eliksirów, a może jeszcze i coś gorszego. Miała cichą
nadzieję idąc schodami w stronę lochów, że również dzisiejszy szlaban się nie
odbędzie. Dwa poprzednie zostały przeniesione na inny termin, ponieważ
Dumbledore zlecił Snape’owi przygotowanie doskonalszych wersji eliksirów.
Sophie chciała mu pomóc, ale nauczyciel nie zgodził się na to i jeszcze z hukiem
wyrzucił dziewczynę ze swojego gabinetu. Niestety sytuacja się nie powtórzyła.
Mistrz z kamiennym wyrazem twarzy zaprosił ją do środka. W jego komnacie
panował jeszcze większy chłód niż na szkolnych korytarzach. Dziewczyna zadrżała
wprawiając w zadowolenie Nietoperza. Otuliła się jeszcze szczelniej śliwkowym
sweterkiem. Bez słowa zabrała się za mycie fiolek. Zimna woda delikatnie
spływała po dłoniach i długich palcach dziewczyny, ziębiąc je zupełnie. Chciała
jak najszybciej skończyć wykonywana pracę. Jednakże Snape, co chwila wynajdywał
dodatkowe „atrakcje”, aby Sophie się nie nudziło. Sam zasiadł w fotelu i czytał
„Proroka Codziennego”, a przynajmniej próbował, ponieważ dziwnym trafem jego
myśli krążyły wokół panny Thompson. Bardzo był ciekaw, co teraz kłębi się w
głowie jego uczennicy. Niestety dziewczyna była na tyle sprytna, że blokowała
penetrację swojego umysłu i do tego jeszcze nuciła jego ulubioną mugolską
piosenkę. Zastanawiał się, kiedy wreszcie popełni jakiś błąd. Jak na złość
radziła sobie z zadaniami szybko i nawet sprawnie. Nie obejrzał się, kiedy
zakończyła mycie buteleczek po eliksirach, szorowanie kociołka po wywarze z
liści aloesu i uprzątnęła stosy prac do sprawdzenia. Usiadła zmęczona na
krzesełku, wzięła kilka głębszych oddechów, po czym się odezwała:
–
Naprawdę jest pan Profesor ciekawy, dlaczego go pocałowałam?
Snape
wpadł w osłupienie. Nie wiedział, co ma powiedzieć. „Cwaniara sama stosowała
oklumencję, a ja się dałem legimencji” – przeleciało mu przez głowę.
– Nie
wiem, czemu to zrobiłam. To był impuls. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale
chyba obojgu nam jest to na rękę, aby nikt się nie dowiedział o naszym
pocałunku. A najlepiej będzie, jeżeli każde z nas puści to w niepamięć –
podsumowała.
– Sądzę, że to dobry pomysł – wreszcie odzyskał mowę. Na dzisiaj koniec upodlania uczniów, ale wiedz, że od przyszłego zaczynamy ostre przygotowania do konkursu.
– W porządku. Panie Profesorze mogłabym mieć malutką prośbę. Obiecałam Tomowi wizytę, ale nie wyrobię się już na ostatni pociąg do Londynu. Gdyby to nie sprawiło Panu Profesorowi problemu to mógłby Pan mnie przeteleportować do domu – spojrzała na niego błagalnie.
– Sądzę, że to dobry pomysł – wreszcie odzyskał mowę. Na dzisiaj koniec upodlania uczniów, ale wiedz, że od przyszłego zaczynamy ostre przygotowania do konkursu.
– W porządku. Panie Profesorze mogłabym mieć malutką prośbę. Obiecałam Tomowi wizytę, ale nie wyrobię się już na ostatni pociąg do Londynu. Gdyby to nie sprawiło Panu Profesorowi problemu to mógłby Pan mnie przeteleportować do domu – spojrzała na niego błagalnie.
Snape
chwilę zastanawiał się nad prośbą dziewczyny.
– W takim
razie za pięć minut bądź gotowa pod bramą szkoły.
– Dziękuję – powiedziała, po czym opuściła lochy.
– Dziękuję – powiedziała, po czym opuściła lochy.
Na dworze
wiał przeraźliwie zimny wiatr, a z nieba leciało coś na podobieństwo deszczu.
Dziewczyna stała pod bramą Hogwartu otulona ciepłym szalikiem od mamy i małą
walizka w ręku. Mijały kolejne minuty, a nauczyciela nie było widać. Czarownica
trochę obawiała się, że coś mogło mu się stać. Kiedy stwierdziła, że mogłaby
ruszyć mu na ratunek Nietoperz pojawił się na horyzoncie. Szedł dosyć szybko,
jego włosy rozwiał wiatr, a na twarzy malowało się zdenerwowanie.
–
Profesorze czy coś się stało? – zapytała z troską w głosie, kiedy do niej
podszedł.
– Nie twój interes Thompson. Złap mnie za ramię – polecił jej.
– Nie twój interes Thompson. Złap mnie za ramię – polecił jej.
Sophie
poczuła znajome szarpniecie, a po chwili stała przed drzwiami willi. Pewnie
wcisnęła dzwonek. Nie musieli długo czekać. Konrad z uśmiechem na ustach
otworzył drzwi.
– Dobry
wieczór panienko – wziął od dziewczyny walizkę.
– Sophie
nareszcie jesteś. Już martwiłem się, że coś ci się stało – nagle pojawił się
Pan domu.
– Tom jak dobrze cię widzieć – czarownica rzuciła mu się na szyję i mocno pocałowała w policzek.
– Tom jak dobrze cię widzieć – czarownica rzuciła mu się na szyję i mocno pocałowała w policzek.
– A czym
sobie na to zasłużyłem? – Tom nie krył zdziwienia.
– Tym, że
jesteś.
–
Przepraszam, ale chyba ja już nie jestem potrzebny – odezwał się Snape.
– Och
Severusie. Wybacz, że cię nie zauważyłem – mężczyźni podali sobie ręce.
Zostaniesz na kolacji?
– Nie
będę przeszkadzał.
– Ależ
nie przeszkadzasz. Konrad przygotował jeszcze jedno nakrycie. Zapraszam.
Jadalnia
była dosyć dużym pomieszczeniem pomalowanym na brzoskwiniowy kolor. Na środku
pokoju stał ogromny stół i dwanaścioro krzeseł. Nogi uginały się po ciężarem
jedzenia. Obok smakowitości znajdowały się trzy talerze, sztućce i przeróżne
lampki do alkoholi. Usiedli, po czym każde z nich zabrało się za konsumpcję.
Jedli w milczeniu jednak Sophie, co chwila spoglądała na jednego bądź na
drugiego uczestnika posiłku. Kiedy oczy któregoś z nich spotkały się z
czekoladowymi źrenicami czarownicy czerwienił się jak dorodny pomidor, co pannę
Thompson wprawiało w nie mały kłopot. Postanowiła, że przerwie tą niezręczną
ciszę, bo zaraz zjedzą ją wzrokiem.
– A mama
jak się czuje?
– Już
dobrze. Jest jeszcze słaba, ale lekarze mówią, że wyjdzie z tego. Mnie martw
się o nią – oznajmił Tom.
– Jutro
zamierzam się do niej wybrać, ale się ucieszy – upiła łyk soku.
– Chyba
będę się już zbierać. Jest późno – Snape wstał ze swojego miejsca.
–
Zaczekaj Severusie. Nie widzieliśmy się tyle czasu. Powspominajmy stare szkolne
czasy – Riddle wymienił z Mistrzem porozumiewawcze spojrzenia.
– W takim
razie ja nie będę przeszkadzać. Dziękuję za pyszną kolację. Dobranoc – Sophie
pocałowała w policzek Toma.
–
Dobranoc – powiedzieli chórem.
Po
wyjściu dziewczyny atmosfera trochę się rozluźniła. Mężczyźni mogli wreszcie
spokojnie porozmawiać na ważne tematy. Tom nie miał wątpliwości, że ojciec
Sophie węszy wokoło jego osoby i z pewnością nie tylko on. To chyba, dlatego
ktoś tak skrzywdził Isabelle. Planował odwet. Chciał zemścić się za to, co
spotkało jego przyszłą żonę. Severus odradzał mu atak na Ministerstwo, bo było
by to zbyt niebezpieczne. Niestety Voldemort nie słuchał go. Jego oczy
zapłonęły żądzą krwi i zadawania bólu. Snape nic nie mógł wskórać. Tom
zarządził zebranie w czasie nieobecności Sophie. Po czym pozwolił opuścić willę
Mistrzowi eliksirów, a sam udał się do swojej sypialni. Nie miał wątpliwości,
że śmierć Roberta ułatwi mu drogę do serca nie tylko Isabelle, ale i też
Sophie.
OdpowiedzUsuńNie, tak być nie może! Że niby mają udawać, że nic się nie ...
Nie, tak być nie może!
Że niby mają udawać, że nic się nie stało? Mam tylko nadzieję, że podczas przygotowań do konkursu zmienią zdanie:)
Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na następny pozdział
~panna Rickman
Jeśli Tobie odmawia wena, to co dzieje się, gdy Ci pomaga? Świetnie. Severus nie spodziewał się ataku Sophie na swoje myśli? :) Widzę, że układa się między nimi coraz lepiej. Poza tym Krukonka wciąż waha się pomiędzy Tomem a Sevem. Jestem ciekawa, kogo ostatecznie wybierze? Podsumowując rozdział bardzo mi się podobał i dziękuję za zaproszenie ;*
OdpowiedzUsuńŻyczę wesołych, spokojnych i radosnych świąt Wielkiej Nocy!
Weny, jak najlepiej zdanej matury i dostania się na wymarzone studia!
~Merimaat
Fajna notka Ci wyszła:) Wesolych Świąt tak przy okazji;D
OdpowiedzUsuń~XxX
Uff! Nareszcie chwila czasu i mogłam zajrzeć xD
OdpowiedzUsuńRozdział jak zawsze powala^^ Haha...Snape tak łatwo dał Sophie przejrzeć swoje myśli xp Się rozproszył:)
I Voldzio wreszcie zachowuje się jak Voldzio! Jupi xd Czekam aż się Tomasz rozkręci <x
pzdr;*
~Dżo