poniedziałek, 13 sierpnia 2012

XII

Szlaban był czymś, o czym Sophie „marzyła” w piątkowy wieczór. Gdyby nie złośliwa natura Snape’a już dawno siedziałaby przed rozpalonym kominkiem z kubkiem gorącej czekolady w ręku i wpatrywałaby się w skaczące iskierki, a tak będzie czyścić najbardziej zasyfione buteleczki po przeróżnych miksturach, porządkować kartoteki ze składnikami eliksirów, a może jeszcze i coś gorszego. Miała cichą nadzieję idąc schodami w stronę lochów, że również dzisiejszy szlaban się nie odbędzie. Dwa poprzednie zostały przeniesione na inny termin, ponieważ Dumbledore zlecił Snape’owi przygotowanie doskonalszych wersji eliksirów. Sophie chciała mu pomóc, ale nauczyciel nie zgodził się na to i jeszcze z hukiem wyrzucił dziewczynę ze swojego gabinetu. Niestety sytuacja się nie powtórzyła. Mistrz z kamiennym wyrazem twarzy zaprosił ją do środka. W jego komnacie panował jeszcze większy chłód niż na szkolnych korytarzach. Dziewczyna zadrżała wprawiając w zadowolenie Nietoperza. Otuliła się jeszcze szczelniej śliwkowym sweterkiem. Bez słowa zabrała się za mycie fiolek. Zimna woda delikatnie spływała po dłoniach i długich palcach dziewczyny, ziębiąc je zupełnie. Chciała jak najszybciej skończyć wykonywana pracę. Jednakże Snape, co chwila wynajdywał dodatkowe „atrakcje”, aby Sophie się nie nudziło. Sam zasiadł w fotelu i czytał „Proroka Codziennego”, a przynajmniej próbował, ponieważ dziwnym trafem jego myśli krążyły wokół panny Thompson. Bardzo był ciekaw, co teraz kłębi się w głowie jego uczennicy. Niestety dziewczyna była na tyle sprytna, że blokowała penetrację swojego umysłu i do tego jeszcze nuciła jego ulubioną mugolską piosenkę. Zastanawiał się, kiedy wreszcie popełni jakiś błąd. Jak na złość radziła sobie z zadaniami szybko i nawet sprawnie. Nie obejrzał się, kiedy zakończyła mycie buteleczek po eliksirach, szorowanie kociołka po wywarze z liści aloesu i uprzątnęła stosy prac do sprawdzenia. Usiadła zmęczona na krzesełku, wzięła kilka głębszych oddechów, po czym się odezwała:
– Naprawdę jest pan Profesor ciekawy, dlaczego go pocałowałam?
Snape wpadł w osłupienie. Nie wiedział, co ma powiedzieć. „Cwaniara sama stosowała oklumencję, a ja się dałem legimencji” – przeleciało mu przez głowę.
– Nie wiem, czemu to zrobiłam. To był impuls. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale chyba obojgu nam jest to na rękę, aby nikt się nie dowiedział o naszym pocałunku. A najlepiej będzie, jeżeli każde z nas puści to w niepamięć – podsumowała.
– Sądzę, że to dobry pomysł – wreszcie odzyskał mowę. Na dzisiaj koniec upodlania uczniów, ale wiedz, że od przyszłego zaczynamy ostre przygotowania do konkursu.
– W porządku. Panie Profesorze mogłabym mieć malutką prośbę. Obiecałam Tomowi wizytę, ale nie wyrobię się już na ostatni pociąg do Londynu. Gdyby to nie sprawiło Panu Profesorowi problemu to mógłby Pan mnie przeteleportować do domu – spojrzała na niego błagalnie.
Snape chwilę zastanawiał się nad prośbą dziewczyny.
– W takim razie za pięć minut bądź gotowa pod bramą szkoły.
– Dziękuję – powiedziała, po czym opuściła lochy.
Na dworze wiał przeraźliwie zimny wiatr, a z nieba leciało coś na podobieństwo deszczu. Dziewczyna stała pod bramą Hogwartu otulona ciepłym szalikiem od mamy i małą walizka w ręku. Mijały kolejne minuty, a nauczyciela nie było widać. Czarownica trochę obawiała się, że coś mogło mu się stać. Kiedy stwierdziła, że mogłaby ruszyć mu na ratunek Nietoperz pojawił się na horyzoncie. Szedł dosyć szybko, jego włosy rozwiał wiatr, a na twarzy malowało się zdenerwowanie.
– Profesorze czy coś się stało? – zapytała z troską w głosie, kiedy do niej podszedł.
– Nie twój interes Thompson. Złap mnie za ramię – polecił jej.
Sophie poczuła znajome szarpniecie, a po chwili stała przed drzwiami willi. Pewnie wcisnęła dzwonek. Nie musieli długo czekać. Konrad z uśmiechem na ustach otworzył drzwi.
– Dobry wieczór panienko – wziął od dziewczyny walizkę.
– Sophie nareszcie jesteś. Już martwiłem się, że coś ci się stało – nagle pojawił się Pan domu.
– Tom jak dobrze cię widzieć – czarownica rzuciła mu się na szyję i mocno pocałowała w policzek.
– A czym sobie na to zasłużyłem? – Tom nie krył zdziwienia.
– Tym, że jesteś.
– Przepraszam, ale chyba ja już nie jestem potrzebny – odezwał się Snape.
– Och Severusie. Wybacz, że cię nie zauważyłem – mężczyźni podali sobie ręce. Zostaniesz na kolacji?
– Nie będę przeszkadzał.
– Ależ nie przeszkadzasz. Konrad przygotował jeszcze jedno nakrycie. Zapraszam.
Jadalnia była dosyć dużym pomieszczeniem pomalowanym na brzoskwiniowy kolor. Na środku pokoju stał ogromny stół i dwanaścioro krzeseł. Nogi uginały się po ciężarem jedzenia. Obok smakowitości znajdowały się trzy talerze, sztućce i przeróżne lampki do alkoholi. Usiedli, po czym każde z nich zabrało się za konsumpcję. Jedli w milczeniu jednak Sophie, co chwila spoglądała na jednego bądź na drugiego uczestnika posiłku. Kiedy oczy któregoś z nich spotkały się z czekoladowymi źrenicami czarownicy czerwienił się jak dorodny pomidor, co pannę Thompson wprawiało w nie mały kłopot. Postanowiła, że przerwie tą niezręczną ciszę, bo zaraz zjedzą ją wzrokiem.
– A mama jak się czuje?
– Już dobrze. Jest jeszcze słaba, ale lekarze mówią, że wyjdzie z tego. Mnie martw się o nią – oznajmił Tom.
– Jutro zamierzam się do niej wybrać, ale się ucieszy – upiła łyk soku.
– Chyba będę się już zbierać. Jest późno – Snape wstał ze swojego miejsca.
– Zaczekaj Severusie. Nie widzieliśmy się tyle czasu. Powspominajmy stare szkolne czasy – Riddle wymienił z Mistrzem porozumiewawcze spojrzenia.
– W takim razie ja nie będę przeszkadzać. Dziękuję za pyszną kolację. Dobranoc – Sophie pocałowała w policzek Toma.
– Dobranoc – powiedzieli chórem.
Po wyjściu dziewczyny atmosfera trochę się rozluźniła. Mężczyźni mogli wreszcie spokojnie porozmawiać na ważne tematy. Tom nie miał wątpliwości, że ojciec Sophie węszy wokoło jego osoby i z pewnością nie tylko on. To chyba, dlatego ktoś tak skrzywdził Isabelle. Planował odwet. Chciał zemścić się za to, co spotkało jego przyszłą żonę. Severus odradzał mu atak na Ministerstwo, bo było by to zbyt niebezpieczne. Niestety Voldemort nie słuchał go. Jego oczy zapłonęły żądzą krwi i zadawania bólu. Snape nic nie mógł wskórać. Tom zarządził zebranie w czasie nieobecności Sophie. Po czym pozwolił opuścić willę Mistrzowi eliksirów, a sam udał się do swojej sypialni. Nie miał wątpliwości, że śmierć Roberta ułatwi mu drogę do serca nie tylko Isabelle, ale i też Sophie.

4 komentarze:



  1. Nie, tak być nie może! Że niby mają udawać, że nic się nie ...
    Nie, tak być nie może!
    Że niby mają udawać, że nic się nie stało? Mam tylko nadzieję, że podczas przygotowań do konkursu zmienią zdanie:)

    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na następny pozdział


    ~panna Rickman

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli Tobie odmawia wena, to co dzieje się, gdy Ci pomaga? Świetnie. Severus nie spodziewał się ataku Sophie na swoje myśli? :) Widzę, że układa się między nimi coraz lepiej. Poza tym Krukonka wciąż waha się pomiędzy Tomem a Sevem. Jestem ciekawa, kogo ostatecznie wybierze? Podsumowując rozdział bardzo mi się podobał i dziękuję za zaproszenie ;*
    Życzę wesołych, spokojnych i radosnych świąt Wielkiej Nocy!
    Weny, jak najlepiej zdanej matury i dostania się na wymarzone studia!

    ~Merimaat

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna notka Ci wyszła:) Wesolych Świąt tak przy okazji;D

    ~XxX

    OdpowiedzUsuń
  4. Uff! Nareszcie chwila czasu i mogłam zajrzeć xD
    Rozdział jak zawsze powala^^ Haha...Snape tak łatwo dał Sophie przejrzeć swoje myśli xp Się rozproszył:)
    I Voldzio wreszcie zachowuje się jak Voldzio! Jupi xd Czekam aż się Tomasz rozkręci <x
    pzdr;*

    ~Dżo

    OdpowiedzUsuń