wtorek, 14 sierpnia 2012

XXVIII

Droga do gabinetu dyrektora stawała się nie mieć końca. Sophie podążała spokojnym krokiem w stronę owego pomieszczenia, gdzie miała odbyć się znacząca dla jej dalszego życia rozmowa. W głowie dziewczyny znajdowało się tyle myśli, ile kropli mieściło jezioro niedaleko Zakazanego Lasu. Dlaczego Drops akurat teraz chciał z nią rozmawiać? Czego będzie dotyczyć dialog pomiędzy nimi? Czy zaróżowione policzki i lekko potargana fryzura nie zdradzą przed dyrektorem, że jej nieobecność podczas lekcji transmutacji była spowodowana chwilowym przypływem oszołomienia i ciepłymi ustami Mistrza Eliksirów? Czy właśnie wspominany chwilę wcześniej nauczyciel też znajdzie się na dywaniku przed biurkiem Dumbledore’a? Na wszystkie te oraz inne pytania czarownica miała znaleźć odpowiedź za wielkimi, zdobionymi drzwiami gabinetu dyrektora. Z zaciśniętym gardłem i bijącym sercem wypowiedziała hasło: „Malinowa konfitura”, po czym weszła do komnaty czarodzieja. W środku pomieszczenia siedziało naprzeciw siebie dwóch mężczyzn i rozmawiało o czymś nadzwyczaj interesującym. Na widok Sophie były nauczyciel transmutacji zamilkł w pół słowa i kazał swojemu rozmówcy zostawić ich samych. Severus bez mrugnięcia okiem i żadnych komentarzy opuścił włości swojego przełożonego. Jednak, kiedy przechodził obok niej, położył na jej barku swoją zimną, kościstą dłoń.
– Thompson, zobaczysz wszystko będzie dobrze – spróbował się uśmiechnąć, ale bardziej wyraz twarzy Snape’a przypominał grymas niż uśmiech.
Po tych słowach skierował się w kierunku wyjścia. Z cichym trzaskiem zamknął potężne wrota.
– Usiądź, Sophie – dyrektor wskazał jej miejsce naprzeciwko siebie, gdzie wcześniej siedział nauczyciel eliksirów.
Spoczęła w miękkim fotelu i z zaciekawieniem czekała, co dyrektor ma jej do powiedzenia.
Albus długo nie mógł zdecydować się jak zacząć z nią rozmowę. Wiedział, że Sophie bardzo emocjonalnie podchodzi do wielu spraw i nie wiadomo jak zareaguje na wiadomość, którą ma jej do przekazania. Wziął kilka cichych wdechów i postanowił powiedzieć dziewczynie wszystko bez owijania w bawełnę.
– Sophie, nie będę cię okłamywał. Twoja mama trafiła do szpitala, ale nie martw się o nią jest pod dobrą opieką.
– Jak to w szpitalu? Przecież w piątek miała mnie zabrać w ten weekend i cały przyszły tydzień do domu. Dyrektorze, proszę sobie nie żartować – dziewczyna starała się, żeby jej głos nie drżał.
– To jednak prawda. Zaraz ci coś pokażę – podał czarownicy mały zwitek papieru wyjęty z szuflady biurka.

Do Dyrektora Hogwartu Albusa Dumbledor’a

Proszę powiadomić Sophie o tym, że trafiłam do szpitala św. Munga na oddział zakażeń magicznych. Przechodzę dokładne badania, mające na celu zdiagnozowanie przyczyn mojego złego stanu zdrowia. Mam nadzieję, że wyjdę w piątek i odbiorę córkę tak jak to wcześniej było ustalone. Jeśli nie będzie chciała uwierzyć w to, co Pan Dyrektor jej przekaże to proszę pokazać jej ten list.
Z poważaniem
Isabelle Thompson

Sophie kilka razy przeczytała treść wiadomości, jaka była zawarta na kartce. „Mama – okaz zdrowia. Teraz ma kłopoty z samopoczuciem. Dlaczego? Co spowodowało nagły atak jakiejś choroby?” – myślała oszołomiona.
– Dyrektorze, dziękuję za informację – powiedziała łamiącym się głosem. Mogłabym już iść, bo za dziesięć minut mam podwójną lekcję eliksirów, a wie dyrektor jak alergicznie na wszelkie spóźnienia reaguje profesor Snape – starała się nie rozpłakać.
– Dziecko, nie martw się na zapas. Zrobią badania, przepiszą eliksiry i twoja mama wróci do pełnego zdrowia szybciej niż myślisz – próbował ją pocieszyć.
– Do zobaczenia, dyrektorze – pożegnała się.
Kiedy opuściła gabinet Dropsa kilka samotnych łez spłynęło jej po policzku. Wytarła je szybko, żeby nikt nie zauważył jej przygnębienia.
Dzisiaj zdarzyło się tak wiele. Dobrych rzeczy było o wiele więcej niż złych, ale i tak czuła się, że zaraz usiądzie gdzieś w kącie i rozbeczy się na dobre. Zdziwiło ją, że na korytarzach nie ma uczniów, choć według zegara w gabinecie Dropsa powinna być jeszcze przerwa. Mimowolnie spojrzała na swój czasomierz. Zaklęła głośno i biegiem puściła się w stronę swojego dormitorium po książki do eliksirów, których poprzednio zapomniała wziąć, a potem skierowała swoje przyspieszone kroki w kierunku sali Nietoperza.
– Jestem już obecna na zajęciach panie profesorze! – krzyknęła, gdy po uchyleniu drzwi usłyszała, że nauczyciel wyczytuje jej nazwisko.
– To widzę, Thompson. Ale trochę ciszej by się nie dało?
– Następnym razem spróbuję już nie wejść pańskim sposobem, ale niczego nie obiecuję – uśmiechnęła się.
– Thompson, siadaj i nie waż się już odzywać do końca lekcji, bo będę zmuszony postąpić dokładnie tak samo jak dzisiejszego ranka – odezwał się groźnie.
– Z miła chęcią to powtórzę – spojrzała się maślanymi oczami na swojego profesora.
– W takim razie Ravenclaw traci dwadzieścia punktów i dzisiaj o ósmej widzę cię u siebie na szlabanie.
– A ja myślałam, że panu profesorowi chodzi o coś zupełnie innego – obserwowała twarz nauczyciela, która pod wpływem tych słów zrobiła się lekko czerwona.
– Thompson, Wywar Ognia* ma być zrobiony za dwadzieścia  minut, a reszta głąbów, co w przyszłym roku chce jakimś cudem zdawać Owutemy z mojego przedmiotu otworzyć podręczniki na siedemdziesiątej stronie i czytać w ciszy o krwi jednorożca! – grzmiał. W ciszy panno Leavedove – uderzył pięścią w biurko, aż kociołki podskoczyły na palnikach.
Sophie zadowolona z tego, że ulżyła sobie po ciężkiej rozmowie z dyrektorem zapaliła ogień pod kociołkiem i nalała do niego wody. Kiedy płyn zaczął bulgotać, dodała cztery plastry korzenia mandragory oraz dwa kły diabła tasmańskiego. Po odczekaniu kilku minut wrzuciła pokrojone nasiona czarnego lulka. Modliła się, żeby nogi koguta niebyły zaczarowane jak ostatnio i nie rozbiegły się po klasie. „Wtedy to już chyba Mistrz Eliksirów zabije mnie własnymi rękami, bez użycia jakichkolwiek czarów” – uśmiechnęła się po nosem.
– Thompson, co ci tak wesoło? –usłyszała obok swojego ucha głos Snape’a. Ciepły oddech jego głosu sprawił, że dostała gęsiej skórki na całym ciele.
– Profesorze, proszę nie dekoncentrować uczennicy – powiedziała spokojnie, dodając wspomniane wcześniej nogi koguta.
– Hopkins, matole zostaw w spokoju pannę Leavedove, bo biedaczka zaraz spadnie z krzesełka. Po pięć punktów stracił Ravenclaw i Hufflepuff – nagle naczelny Nietoperz Hogwartu odwrócił się w stronę tej dwójki uczniów.
W tym momencie z kociołka Sophie wydobył się purpurowy ogień, po dodaniu dwóch gramów arszeniku i pięćdziesięciu mililitrów czystego spirytusu.
– Imponujące! – krzyknął któryś z uczniów Slytherinu, zajęty zupełnie czymś innym, ale kiedy ujrzał wyczyn Krunkonki był w głębokim szoku.
– Ravenclaw dostaje dziesięć punktów – nauczyciel zrobił kwaśną minę, a samopiszące pióro zanotowało korzystny wynik dla domu Roweny.
Druga lekcja minęła już o wiele spokojniej. Uczniowie głównie trzymali nosy w książkach, a Sophie dostała pokaźny plik zadań do rozwiązywania.

*

Severus usiadł zmęczony po wszystkich zajęciach za swoim biurkiem i zaczął sprawdzać testy, które jego podopieczna już zakończyła. Robiła niewielkie błędy w dobieraniu współczynników do wzorów, ale i takie potknięcia zdarzały się nawet jemu. Jednak to, co dzisiaj pokazała na zajęciach przeszło nawet jego najśmielsze oczekiwania.
„Jest zupełnie niewinna” – myślał. Dawno, a właściwie nigdy nie spotkał się z takim kolorem płomienia podczas przygotowywania Wywaru Ognia. Zawsze, kiedy jego barwa przybierała czarny odcień, czarownik, który przygotowywał tę miksturę był przesiąknięty do szpiku kości czarną magią, bladoniebieski wskazywał na zaawansowane zatracenie się w siłach zła, zielony – czarodzieja jeszcze da się uratować od popadnięcia w podłość, a właśnie purpurowy pokazywał, że osoba jest niewinna i czarna magia jest dla niej obca, choć wie, jakie skutki może przynieść używanie jej w codziennym życiu.
On nigdy nie odważył się przygotowywać tego wywaru. Bał się, jaki kolor przybierze płomień. Czy był już tak wytrawnym Śmierciożercą, że ogień stanie się czarny? Może jednak jakaś cząstka jego duszy jeszcze nie do końca oddała się czarnej magii i jest szansa na niebieski bądź zielony kolor o purpurowym nawet nie marzył. Pragnął jedynie uchronić te osoby, które na dobre nie oddały się czarno magicznym praktykom.
– Profesorze. Tu ziemia do profesora Severusa Snape’a – ktoś pomachał mu przed oczami ręką.
– Thomson, do cholery nie strasz mnie! Pięć punktów stracił twój dom. I nie przepraszaj, tylko bierz się za prace pierwszoroczniaków – zauważył, że płakała, ale nic się na to nie odezwał.
– Już się robi – słabo się uśmiechnęła.
Usiadła bez pytania na kanapie, na co Mistrz Eliksirów tylko westchnął.
– Znowu coś nie tak? –spojrzała na niego zza firanki długich rzęs. Przy biurku nie ma miejsca.
– Po to tu jesteś. Żeby posprzątać – rzucił zimnym głosem.
– Doskonale wiem o tym – odłożyła wypracowania swoich kolegów, podniosła się z sofy i zaczęła porządkować porozrzucane papiery. Zajęło jej to niewiele czasu i po chwili wróciła do przeglądania zadań domowych z eliksirów, tyle, że już przy biurku. Nachyliła się prowokacyjnie w stronę swojego nauczyciela. Nie musiała długo czekać na jego reakcję.
– Sądzę, że jednak panno Thompson, lepiej będzie ci na kanapie, bo przy biurku masz skrzywiony kręgosłup i na starość będziesz mieć z nim problemy – odezwał się.
– Zna pan ten ból profesorze z autopsji? – zapytała siadając na kanapie.
– Thompson, nie pozwalaj sobie! – ryknął. Masz robotę to się nią zajmij.
Wsadziła nos w papiery i mechanicznie zaczęła wychwytywać błędy młodszych kolegów. Zdawała sobie sprawę, że choroba matki nie pojawiła się od tak. Kojarzyła sobie, że zaraz po jej powrocie ze szpitala, rodzicielka wyglądała jakoś blado, ale wytłumaczyła sobie tym, że martwi się o jej stan zdrowia. Obserwacje, które przeprowadzała, kiedy mama była w domu też nie wskazywały na zły stan zdrowia. Może to tylko zwykłe przemęczenie i dyrektor ma rację, żeby na zapas się nie martwić. W takim razie, dlaczego Drops przerwał rozmowę z Nietoperzem, kiedy pojawiła się w jego gabinecie? Miała nadzieję, że nie dotyczyła incydentu z Mistrzem Eliksirów... Przecież dyrektor by jej o tym powiedział, wydalił ze szkoły razem ze Snapem, a jednak tylko powiadomił ją o pobycie jej mamy w szpitalu. Dziwne. Może dyskutowali na temat tego blondasa, co rano odwiedził szkołę. Kim on był, czego chciał od Trelawney i dlaczego Nietoperz kłamał go w sprawie nauczycielki wróżbiarstwa? Znowu kolejne pytania bez odpowiedzi. Chciała też wiedzieć, czemu zrobiło jej się dziwnie przyjemnie, gdy na lekcji szepnął jej do ucha, dlaczego się śmieje. „Przecież nie mogłam się w nim zakochać. To w Marku ulokowałam uczucia, ale Snape tak wspaniale całuje” – rozmarzyła się.
Nieśmiało spojrzała w jego stronę, tak jakby chciała sprawdzić, czy nie próbuje robić tego samego, co ona. Niesamowite skupienie malowało się na jego bladej, pociągłej twarzy. Lubiła patrzeć na niego, gdy pracuje. Dokładne ruchy przy miażdżeniu czy krojeniu składników do eliksirów, powolne ruchy przy mieszaniu substancji w kociołkach. Widać było, że ta praca daje mu satysfakcję, ale też zbytnio go pochłania. Mógłby wyjść od czasu do czasu z lochów, bo zapomni jak wygląda świat.
– Profesorze, skończyłam – ziewnęła i przeciągnęła się niczym pani Norris.
– Dobrze, napijesz się czegoś? – zaproponował odrywając się od mieszania jakieś substancji w mosiężnym kociołku.
– Poproszę, ale nie tego świństwa, co ostatnio – skrzywiła się, marszcząc nos.
– Egzotyczna czy truskawkowo–waniliowa?
– Erotycz… to znaczy egzotyczną, poproszę – zmieszała się.
– Thompson, o czym ty myślisz? Lepiej myśleć nie wiadomo, o czym mieszaj ten eliksir według wskazówek zegara dopóki nie zmieni barwy na żółtą, potem przelej go do pustej buteleczki – udał, że jej przejęzyczenie nie zrobiło na nim wrażenia.
– Dobrze.
Po kilku minutach nauczyciel wrócił z dwiema filiżankami parującego napoju. Postawił obie na stoliku obok kanapy i podszedł, sprawdzić jak jego uczennica radzi sobie z eliksirem. Już przelewała go do flakonika. Potem bez słowa zabrała się za wyszorowanie kociołka. Na kanapie obok Severusa usiadła dopiero, kiedy uprzątnęła bałagan, który został po przyrządzaniu eliksiru.
– Myśli pan profesor, że moja mama jest tylko osłabiona i nie będzie poważnie chora? Czy dyrektor powiedział panu profesorowi coś więcej niż mnie? – zapytała, upijając łyk przestudzonej już herbaty.
– Skąd wiesz, że rozmawiałem na ten temat z Dumbledorem? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
– Tak czuję. Proszę mnie nie okłamywać. Moja mama jest poważnie chora? – łzy momentalnie spłynęły jej po policzkach.
– Przestań się mazać, Thompson! – podał jej chusteczkę.
– Dziękuję – uśmiechnęła się słabo i wytarła nos. Panie profesorze, jakie to nasze życie jest trudne i zagmatwane – przytuliła się do jego piersi.
Nie wiedział, co robić. Objął ją delikatnie ramieniem i zaczął gładzić po włosach. Czuł, że zaraz jej łzy przemoczą mu surdut i koszulę, ale nie chciał jej odtrącić. Była taka niewinna, a zarazem jej ognisty temperament doprowadzał go do szaleństwa. Nagle jej płacz ustał. Usnęła. Jemu też zachciało się spać. Nie chciał jej obudzić, aby wróciła do swojego dormitorium, dlatego zaniósł ją do swojej sypialni i delikatnie ułożył ją na miękkiej pościeli.
– Proszę mnie nie zostawiać samej – przebudziła się i pociągnęła nauczyciela za płaszcz.
– Thompson, jak to będzie wyglądać? – usiadł obok niej na łóżku.
– Nie mniej perwersyjnie niż ostatnim razem, kiedy mnie pan całował i rozbierał – uśmiechnęła się, pociągnęła go za połę płaszcza i nie zważając na nic pocałowała.
Ich pocałunek był lekki jak muśniecie motylich skrzydeł, ale wnet język Severusa wdarł jej się do ust, biorąc je wyłączne posiadanie. Wsunął swoją dłoń pod jej plecy, a drugą rękę położył na miękkiej poduszce tuż obok głowy. Nie miała się jak ruszyć, ale nie przeszkadzało jej to. Szlak pocałunków wiódł od kącika ust przez policzek i delikatne płatki uszu, dalej biegł w dół szyk, aż dotarł w bardziej wrażliwe zagłębienie nad krtanią. Nie liczyło się dla nich nic prócz bliskości dwóch spragnionych prawdziwej miłości ciał.

*
Wiem jestem niewyżyta ostatnio, ale cóż ja na to poradzę...
Prawie 4 strony w Wordzie - moja wena się rozciągnęła i wyszło takie coś! Dziękować Polsatowi za Robin Hooda:D
Mam nadzieję, że się wam podoba. Miało byś smutno, ale jakoś nie wyszło... Cały czas zbieram wenę na smutniejsze części, które z pewnością będą, ale zamierzam też napisać wesołe momenty i bardziej podkręcić akcję.

I jeszcze taki mały bonusik dla wielbicielek Alana:
Proszę nie bić;) Ja osobiście umarłam jak to zobaczyłam. To zdjęcie łamie wszelkie kanony! Jest THE BEST!

*I znowu Panna S błyszczy wyobraźnią;) tak mi przyszedł na myśl taki wywar i machnęłam coś więcej o nim.

6 komentarzy:

  1. Szkoda że tylko pocałunek xD Ale dobre i to;p Snape zaczyna ulegać młodej uczennicy. Parę literówek się wkradło, ale wybaczam, bo dałaś dzisiaj rozdział;p

    ~Annie

    OdpowiedzUsuń
  2. Chrzanić literówki, chrzanić to, że mi i tak mało!
    było genialnie, tylko oczywiście kolejny raz nie żyjesz!
    Początek świetny, taki stonowany... no a na koniec oczywiście emocje sięgały zenitu i... nic. zabić cię to mało
    ja chcę więcej i już! Ja tam wiem, że zamieniasz się w nimfomankę, ale za wolno
    phiii... dumbledore miałby ich wyrzucić? pierwszy by mi życzył szczęścia na nowej drodze życia
    No ale nic, będę żyć
    co do tej fotki to widziałam zdjęcia Seva z planu gdy się uśmiechał, ale ta fotka rządzi:D mało nie spadłam z krzesła
    No i zapomniałabym pochwalić cię za grafikę, świetna
    Ty, wiesz, że o tobie dzisiaj myślałam... nawet nie wiesz jak mi się miło zrobiło. otóż nudziło mi się strasznie i jakoś tak przez przypadek znalazłam bloga, gdzie bardzo miło się o mnie wyraziłaś, za to autorkę opowiadania zjechałaś równo.
    pozdrawiam cieplutko

    ~panna Rickman

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, trafiłam na Twojego bloga przypadkiem, zaciekawił mnie i przeczytałam wszystko! ;D
    Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział, ale ja, jak to ja, potrzebuję więcej romansu, nieprzyzwoitości itd.
    Pozdrawiam!

    ~Klawiszowa Pan

    OdpowiedzUsuń
  4. B: Ohh! Cudownie! Ten tekst z erotyczną zamiast egzotyczną rządzi :D Po prostu bosko! Chcę więcej scen z Sophie i Severusem! Szkoda, że był tylko pocałunek, ale śpieszyć się też nie można... Piękny wystrój bloga. Co do zdjęcia to podobnie jak Panna Rickman widziałam z planu, ale to zdjęcie to jakaś masakra! Prawie spadłam z krzesła XD
    Pozdrawiamy i życzymy dalszej weny

    ~Bell i Hidney

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedno słowo...Bosko^^
    Jak ja kocham takie pikantne momenty xD
    I fajną miksturę wymyśliłaś:)
    Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością;]
    Pisz szybko:>

    ~Dżo

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaczyna robić się ciekawie. Sev i Sophie zbliżają się do siebie w zawrotnym tempie. Niektóre wątki coś mi przypominają :)
    Kilka literówek, ale sama długość rozdziału Cię usprawiedliwia.
    Pozdrawiam

    ~Merimaat

    OdpowiedzUsuń