Droga do
gabinetu dyrektora stawała się nie mieć końca. Sophie podążała spokojnym
krokiem w stronę owego pomieszczenia, gdzie miała odbyć się znacząca dla jej
dalszego życia rozmowa. W głowie dziewczyny znajdowało się tyle myśli, ile
kropli mieściło jezioro niedaleko Zakazanego Lasu. Dlaczego Drops akurat teraz
chciał z nią rozmawiać? Czego będzie dotyczyć dialog pomiędzy nimi? Czy
zaróżowione policzki i lekko potargana fryzura nie zdradzą przed dyrektorem, że
jej nieobecność podczas lekcji transmutacji była spowodowana chwilowym
przypływem oszołomienia i ciepłymi ustami Mistrza Eliksirów? Czy właśnie
wspominany chwilę wcześniej nauczyciel też znajdzie się na dywaniku przed
biurkiem Dumbledore’a? Na wszystkie te oraz inne pytania czarownica miała
znaleźć odpowiedź za wielkimi, zdobionymi drzwiami gabinetu dyrektora. Z
zaciśniętym gardłem i bijącym sercem wypowiedziała hasło: „Malinowa konfitura”,
po czym weszła do komnaty czarodzieja. W środku pomieszczenia siedziało
naprzeciw siebie dwóch mężczyzn i rozmawiało o czymś nadzwyczaj interesującym.
Na widok Sophie były nauczyciel transmutacji zamilkł w pół słowa i kazał
swojemu rozmówcy zostawić ich samych. Severus bez mrugnięcia okiem i żadnych
komentarzy opuścił włości swojego przełożonego. Jednak, kiedy przechodził obok
niej, położył na jej barku swoją zimną, kościstą dłoń.
–
Thompson, zobaczysz wszystko będzie dobrze – spróbował się uśmiechnąć, ale bardziej
wyraz twarzy Snape’a przypominał grymas niż uśmiech.
Po tych
słowach skierował się w kierunku wyjścia. Z cichym trzaskiem zamknął potężne
wrota.
– Usiądź,
Sophie – dyrektor wskazał jej miejsce naprzeciwko siebie, gdzie wcześniej
siedział nauczyciel eliksirów.
Spoczęła
w miękkim fotelu i z zaciekawieniem czekała, co dyrektor ma jej do powiedzenia.
Albus
długo nie mógł zdecydować się jak zacząć z nią rozmowę. Wiedział, że Sophie
bardzo emocjonalnie podchodzi do wielu spraw i nie wiadomo jak zareaguje na
wiadomość, którą ma jej do przekazania. Wziął kilka cichych wdechów i
postanowił powiedzieć dziewczynie wszystko bez owijania w bawełnę.
– Sophie,
nie będę cię okłamywał. Twoja mama trafiła do szpitala, ale nie martw się o nią
jest pod dobrą opieką.
– Jak to
w szpitalu? Przecież w piątek miała mnie zabrać w ten weekend i cały przyszły
tydzień do domu. Dyrektorze, proszę sobie nie żartować – dziewczyna starała
się, żeby jej głos nie drżał.
– To
jednak prawda. Zaraz ci coś pokażę – podał czarownicy mały zwitek papieru
wyjęty z szuflady biurka.
Do
Dyrektora Hogwartu Albusa Dumbledor’a
Proszę
powiadomić Sophie o tym, że trafiłam do szpitala św. Munga na oddział zakażeń
magicznych. Przechodzę dokładne badania, mające na celu zdiagnozowanie przyczyn
mojego złego stanu zdrowia. Mam nadzieję, że wyjdę w piątek i odbiorę córkę tak
jak to wcześniej było ustalone. Jeśli nie będzie chciała uwierzyć w to, co Pan
Dyrektor jej przekaże to proszę pokazać jej ten list.
Z
poważaniem
Isabelle
Thompson
Sophie
kilka razy przeczytała treść wiadomości, jaka była zawarta na kartce. „Mama –
okaz zdrowia. Teraz ma kłopoty z samopoczuciem. Dlaczego? Co spowodowało nagły
atak jakiejś choroby?” – myślała oszołomiona.
–
Dyrektorze, dziękuję za informację – powiedziała łamiącym się głosem. Mogłabym
już iść, bo za dziesięć minut mam podwójną lekcję eliksirów, a wie dyrektor jak
alergicznie na wszelkie spóźnienia reaguje profesor Snape – starała się nie
rozpłakać.
–
Dziecko, nie martw się na zapas. Zrobią badania, przepiszą eliksiry i twoja
mama wróci do pełnego zdrowia szybciej niż myślisz – próbował ją pocieszyć.
– Do
zobaczenia, dyrektorze – pożegnała się.
Kiedy
opuściła gabinet Dropsa kilka samotnych łez spłynęło jej po policzku. Wytarła
je szybko, żeby nikt nie zauważył jej przygnębienia.
Dzisiaj
zdarzyło się tak wiele. Dobrych rzeczy było o wiele więcej niż złych, ale i tak
czuła się, że zaraz usiądzie gdzieś w kącie i rozbeczy się na dobre. Zdziwiło
ją, że na korytarzach nie ma uczniów, choć według zegara w gabinecie Dropsa
powinna być jeszcze przerwa. Mimowolnie spojrzała na swój czasomierz. Zaklęła
głośno i biegiem puściła się w stronę swojego dormitorium po książki do
eliksirów, których poprzednio zapomniała wziąć, a potem skierowała swoje
przyspieszone kroki w kierunku sali Nietoperza.
– Jestem
już obecna na zajęciach panie profesorze! – krzyknęła, gdy po uchyleniu drzwi
usłyszała, że nauczyciel wyczytuje jej nazwisko.
– To
widzę, Thompson. Ale trochę ciszej by się nie dało?
–
Następnym razem spróbuję już nie wejść pańskim sposobem, ale niczego nie
obiecuję – uśmiechnęła się.
–
Thompson, siadaj i nie waż się już odzywać do końca lekcji, bo będę zmuszony
postąpić dokładnie tak samo jak dzisiejszego ranka – odezwał się groźnie.
– Z miła
chęcią to powtórzę – spojrzała się maślanymi oczami na swojego profesora.
– W takim
razie Ravenclaw traci dwadzieścia punktów i dzisiaj o ósmej widzę cię u siebie
na szlabanie.
– A ja
myślałam, że panu profesorowi chodzi o coś zupełnie innego – obserwowała twarz
nauczyciela, która pod wpływem tych słów zrobiła się lekko czerwona.
–
Thompson, Wywar Ognia* ma być zrobiony za dwadzieścia minut, a reszta
głąbów, co w przyszłym roku chce jakimś cudem zdawać Owutemy z mojego
przedmiotu otworzyć podręczniki na siedemdziesiątej stronie i czytać w ciszy o
krwi jednorożca! – grzmiał. W ciszy panno Leavedove – uderzył pięścią w biurko,
aż kociołki podskoczyły na palnikach.
Sophie
zadowolona z tego, że ulżyła sobie po ciężkiej rozmowie z dyrektorem zapaliła
ogień pod kociołkiem i nalała do niego wody. Kiedy płyn zaczął bulgotać, dodała
cztery plastry korzenia mandragory oraz dwa kły diabła tasmańskiego. Po
odczekaniu kilku minut wrzuciła pokrojone nasiona czarnego lulka. Modliła się,
żeby nogi koguta niebyły zaczarowane jak ostatnio i nie rozbiegły się po
klasie. „Wtedy to już chyba Mistrz Eliksirów zabije mnie własnymi rękami, bez
użycia jakichkolwiek czarów” – uśmiechnęła się po nosem.
–
Thompson, co ci tak wesoło? –usłyszała obok swojego ucha głos Snape’a. Ciepły
oddech jego głosu sprawił, że dostała gęsiej skórki na całym ciele.
–
Profesorze, proszę nie dekoncentrować uczennicy – powiedziała spokojnie,
dodając wspomniane wcześniej nogi koguta.
–
Hopkins, matole zostaw w spokoju pannę Leavedove, bo biedaczka zaraz spadnie z
krzesełka. Po pięć punktów stracił Ravenclaw i Hufflepuff – nagle naczelny
Nietoperz Hogwartu odwrócił się w stronę tej dwójki uczniów.
W tym
momencie z kociołka Sophie wydobył się purpurowy ogień, po dodaniu dwóch gramów
arszeniku i pięćdziesięciu mililitrów czystego spirytusu.
–
Imponujące! – krzyknął któryś z uczniów Slytherinu, zajęty zupełnie czymś
innym, ale kiedy ujrzał wyczyn Krunkonki był w głębokim szoku.
–
Ravenclaw dostaje dziesięć punktów – nauczyciel zrobił kwaśną minę, a samopiszące
pióro zanotowało korzystny wynik dla domu Roweny.
Druga
lekcja minęła już o wiele spokojniej. Uczniowie głównie trzymali nosy w
książkach, a Sophie dostała pokaźny plik zadań do rozwiązywania.
*
Severus
usiadł zmęczony po wszystkich zajęciach za swoim biurkiem i zaczął sprawdzać
testy, które jego podopieczna już zakończyła. Robiła niewielkie błędy w
dobieraniu współczynników do wzorów, ale i takie potknięcia zdarzały się nawet
jemu. Jednak to, co dzisiaj pokazała na zajęciach przeszło nawet jego najśmielsze
oczekiwania.
„Jest
zupełnie niewinna” – myślał. Dawno, a właściwie nigdy nie spotkał się z takim
kolorem płomienia podczas przygotowywania Wywaru Ognia. Zawsze, kiedy jego
barwa przybierała czarny odcień, czarownik, który przygotowywał tę miksturę był
przesiąknięty do szpiku kości czarną magią, bladoniebieski wskazywał na
zaawansowane zatracenie się w siłach zła, zielony – czarodzieja jeszcze da się
uratować od popadnięcia w podłość, a właśnie purpurowy pokazywał, że osoba jest
niewinna i czarna magia jest dla niej obca, choć wie, jakie skutki może
przynieść używanie jej w codziennym życiu.
On nigdy
nie odważył się przygotowywać tego wywaru. Bał się, jaki kolor przybierze
płomień. Czy był już tak wytrawnym Śmierciożercą, że ogień stanie się czarny?
Może jednak jakaś cząstka jego duszy jeszcze nie do końca oddała się czarnej
magii i jest szansa na niebieski bądź zielony kolor o purpurowym nawet nie
marzył. Pragnął jedynie uchronić te osoby, które na dobre nie oddały się czarno
magicznym praktykom.
– Profesorze.
Tu ziemia do profesora Severusa Snape’a – ktoś pomachał mu przed oczami ręką.
–
Thomson, do cholery nie strasz mnie! Pięć punktów stracił twój dom. I nie
przepraszaj, tylko bierz się za prace pierwszoroczniaków – zauważył, że
płakała, ale nic się na to nie odezwał.
– Już się
robi – słabo się uśmiechnęła.
Usiadła
bez pytania na kanapie, na co Mistrz Eliksirów tylko westchnął.
– Znowu
coś nie tak? –spojrzała na niego zza firanki długich rzęs. Przy biurku nie ma
miejsca.
– Po to
tu jesteś. Żeby posprzątać – rzucił zimnym głosem.
–
Doskonale wiem o tym – odłożyła wypracowania swoich kolegów, podniosła się z
sofy i zaczęła porządkować porozrzucane papiery. Zajęło jej to niewiele czasu i
po chwili wróciła do przeglądania zadań domowych z eliksirów, tyle, że już przy
biurku. Nachyliła się prowokacyjnie w stronę swojego nauczyciela. Nie musiała
długo czekać na jego reakcję.
– Sądzę,
że jednak panno Thompson, lepiej będzie ci na kanapie, bo przy biurku masz
skrzywiony kręgosłup i na starość będziesz mieć z nim problemy – odezwał się.
– Zna pan
ten ból profesorze z autopsji? – zapytała siadając na kanapie.
–
Thompson, nie pozwalaj sobie! – ryknął. Masz robotę to się nią zajmij.
Wsadziła
nos w papiery i mechanicznie zaczęła wychwytywać błędy młodszych kolegów.
Zdawała sobie sprawę, że choroba matki nie pojawiła się od tak. Kojarzyła
sobie, że zaraz po jej powrocie ze szpitala, rodzicielka wyglądała jakoś blado,
ale wytłumaczyła sobie tym, że martwi się o jej stan zdrowia. Obserwacje, które
przeprowadzała, kiedy mama była w domu też nie wskazywały na zły stan zdrowia.
Może to tylko zwykłe przemęczenie i dyrektor ma rację, żeby na zapas się nie
martwić. W takim razie, dlaczego Drops przerwał rozmowę z Nietoperzem, kiedy
pojawiła się w jego gabinecie? Miała nadzieję, że nie dotyczyła incydentu z
Mistrzem Eliksirów... Przecież dyrektor by jej o tym powiedział, wydalił ze
szkoły razem ze Snapem, a jednak tylko powiadomił ją o pobycie jej mamy w
szpitalu. Dziwne. Może dyskutowali na temat tego blondasa, co rano odwiedził
szkołę. Kim on był, czego chciał od Trelawney i dlaczego Nietoperz kłamał go w
sprawie nauczycielki wróżbiarstwa? Znowu kolejne pytania bez odpowiedzi.
Chciała też wiedzieć, czemu zrobiło jej się dziwnie przyjemnie, gdy na lekcji
szepnął jej do ucha, dlaczego się śmieje. „Przecież nie mogłam się w nim
zakochać. To w Marku ulokowałam uczucia, ale Snape tak wspaniale całuje” –
rozmarzyła się.
Nieśmiało
spojrzała w jego stronę, tak jakby chciała sprawdzić, czy nie próbuje robić
tego samego, co ona. Niesamowite skupienie malowało się na jego bladej,
pociągłej twarzy. Lubiła patrzeć na niego, gdy pracuje. Dokładne ruchy przy
miażdżeniu czy krojeniu składników do eliksirów, powolne ruchy przy mieszaniu
substancji w kociołkach. Widać było, że ta praca daje mu satysfakcję, ale też
zbytnio go pochłania. Mógłby wyjść od czasu do czasu z lochów, bo zapomni jak
wygląda świat.
–
Profesorze, skończyłam – ziewnęła i przeciągnęła się niczym pani Norris.
– Dobrze,
napijesz się czegoś? – zaproponował odrywając się od mieszania jakieś
substancji w mosiężnym kociołku.
–
Poproszę, ale nie tego świństwa, co ostatnio – skrzywiła się, marszcząc nos.
–
Egzotyczna czy truskawkowo–waniliowa?
–
Erotycz… to znaczy egzotyczną, poproszę – zmieszała się.
–
Thompson, o czym ty myślisz? Lepiej myśleć nie wiadomo, o czym mieszaj ten
eliksir według wskazówek zegara dopóki nie zmieni barwy na żółtą, potem przelej
go do pustej buteleczki – udał, że jej przejęzyczenie nie zrobiło na nim
wrażenia.
– Dobrze.
Po kilku
minutach nauczyciel wrócił z dwiema filiżankami parującego napoju. Postawił
obie na stoliku obok kanapy i podszedł, sprawdzić jak jego uczennica radzi
sobie z eliksirem. Już przelewała go do flakonika. Potem bez słowa zabrała się
za wyszorowanie kociołka. Na kanapie obok Severusa usiadła dopiero, kiedy
uprzątnęła bałagan, który został po przyrządzaniu eliksiru.
– Myśli
pan profesor, że moja mama jest tylko osłabiona i nie będzie poważnie chora?
Czy dyrektor powiedział panu profesorowi coś więcej niż mnie? – zapytała,
upijając łyk przestudzonej już herbaty.
– Skąd
wiesz, że rozmawiałem na ten temat z Dumbledorem? – odpowiedział pytaniem na
pytanie.
– Tak
czuję. Proszę mnie nie okłamywać. Moja mama jest poważnie chora? – łzy
momentalnie spłynęły jej po policzkach.
–
Przestań się mazać, Thompson! – podał jej chusteczkę.
–
Dziękuję – uśmiechnęła się słabo i wytarła nos. Panie profesorze, jakie to
nasze życie jest trudne i zagmatwane – przytuliła się do jego piersi.
Nie
wiedział, co robić. Objął ją delikatnie ramieniem i zaczął gładzić po włosach.
Czuł, że zaraz jej łzy przemoczą mu surdut i koszulę, ale nie chciał jej
odtrącić. Była taka niewinna, a zarazem jej ognisty temperament doprowadzał go
do szaleństwa. Nagle jej płacz ustał. Usnęła. Jemu też zachciało się spać. Nie
chciał jej obudzić, aby wróciła do swojego dormitorium, dlatego zaniósł ją do
swojej sypialni i delikatnie ułożył ją na miękkiej pościeli.
– Proszę
mnie nie zostawiać samej – przebudziła się i pociągnęła nauczyciela za płaszcz.
–
Thompson, jak to będzie wyglądać? – usiadł obok niej na łóżku.
– Nie
mniej perwersyjnie niż ostatnim razem, kiedy mnie pan całował i rozbierał –
uśmiechnęła się, pociągnęła go za połę płaszcza i nie zważając na nic
pocałowała.
Ich
pocałunek był lekki jak muśniecie motylich skrzydeł, ale wnet język Severusa
wdarł jej się do ust, biorąc je wyłączne posiadanie. Wsunął swoją dłoń pod jej
plecy, a drugą rękę położył na miękkiej poduszce tuż obok głowy. Nie miała się
jak ruszyć, ale nie przeszkadzało jej to. Szlak pocałunków wiódł od kącika ust
przez policzek i delikatne płatki uszu, dalej biegł w dół szyk, aż dotarł w
bardziej wrażliwe zagłębienie nad krtanią. Nie liczyło się dla nich nic prócz
bliskości dwóch spragnionych prawdziwej miłości ciał.
*
Wiem
jestem niewyżyta ostatnio, ale cóż ja na to poradzę...
Prawie 4
strony w Wordzie - moja wena się rozciągnęła i wyszło takie coś! Dziękować
Polsatowi za Robin Hooda:D
Mam
nadzieję, że się wam podoba. Miało byś smutno, ale jakoś nie wyszło... Cały
czas zbieram wenę na smutniejsze części, które z pewnością będą, ale zamierzam
też napisać wesołe momenty i bardziej podkręcić akcję.
I jeszcze
taki mały bonusik dla wielbicielek Alana:
Proszę
nie bić;) Ja osobiście umarłam jak to zobaczyłam. To zdjęcie łamie wszelkie
kanony! Jest THE BEST!
*I znowu
Panna S błyszczy wyobraźnią;) tak mi przyszedł na myśl taki wywar i machnęłam
coś więcej o nim.
Szkoda że tylko pocałunek xD Ale dobre i to;p Snape zaczyna ulegać młodej uczennicy. Parę literówek się wkradło, ale wybaczam, bo dałaś dzisiaj rozdział;p
OdpowiedzUsuń~Annie
Chrzanić literówki, chrzanić to, że mi i tak mało!
OdpowiedzUsuńbyło genialnie, tylko oczywiście kolejny raz nie żyjesz!
Początek świetny, taki stonowany... no a na koniec oczywiście emocje sięgały zenitu i... nic. zabić cię to mało
ja chcę więcej i już! Ja tam wiem, że zamieniasz się w nimfomankę, ale za wolno
phiii... dumbledore miałby ich wyrzucić? pierwszy by mi życzył szczęścia na nowej drodze życia
No ale nic, będę żyć
co do tej fotki to widziałam zdjęcia Seva z planu gdy się uśmiechał, ale ta fotka rządzi:D mało nie spadłam z krzesła
No i zapomniałabym pochwalić cię za grafikę, świetna
Ty, wiesz, że o tobie dzisiaj myślałam... nawet nie wiesz jak mi się miło zrobiło. otóż nudziło mi się strasznie i jakoś tak przez przypadek znalazłam bloga, gdzie bardzo miło się o mnie wyraziłaś, za to autorkę opowiadania zjechałaś równo.
pozdrawiam cieplutko
~panna Rickman
Hej, trafiłam na Twojego bloga przypadkiem, zaciekawił mnie i przeczytałam wszystko! ;D
OdpowiedzUsuńNiecierpliwie czekam na kolejny rozdział, ale ja, jak to ja, potrzebuję więcej romansu, nieprzyzwoitości itd.
Pozdrawiam!
~Klawiszowa Pan
B: Ohh! Cudownie! Ten tekst z erotyczną zamiast egzotyczną rządzi :D Po prostu bosko! Chcę więcej scen z Sophie i Severusem! Szkoda, że był tylko pocałunek, ale śpieszyć się też nie można... Piękny wystrój bloga. Co do zdjęcia to podobnie jak Panna Rickman widziałam z planu, ale to zdjęcie to jakaś masakra! Prawie spadłam z krzesła XD
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy i życzymy dalszej weny
~Bell i Hidney
Jedno słowo...Bosko^^
OdpowiedzUsuńJak ja kocham takie pikantne momenty xD
I fajną miksturę wymyśliłaś:)
Czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością;]
Pisz szybko:>
~Dżo
Zaczyna robić się ciekawie. Sev i Sophie zbliżają się do siebie w zawrotnym tempie. Niektóre wątki coś mi przypominają :)
OdpowiedzUsuńKilka literówek, ale sama długość rozdziału Cię usprawiedliwia.
Pozdrawiam
~Merimaat