Mugolski
budzik stojący na nocnym stoliku przy równo zasłanym łóżku wskazywał kwadrans
po jedenastej. Rozmowy i gwar milkły na hogwardzkich korytarzach z minuty na
minutę. Uczniowie zmęczeni całodziennym wysiłkiem udawali się na zasłużony
spoczynek, aby zebrać siły na kolejny dzień nauki. Jednak nie wszyscy mieszkańcy
średniowiecznego zamku kładli się spać o jednakowej godzinie. Sophie siedziała
na parapecie swojego okna i wpatrywała się w nieprzeniknioną czerń Zakazanego
Lasu. Księżyc przezierał przez szary welon chmur – pełny, błyszczący,
zwycięski. Jak baśniowy czarnoksiężnik barwił błękitnawym blaskiem mrok nocy.
Właśnie, kiedy ziemski satelita panował na niebie Krukonka czuła się najlepiej.
Nareszcie miała czas tylko dla siebie i spokój, który w ciągu dnia mącony był
przez kolegów z Ravenclaw’u. Lubiła ich towarzystwo szczególnie młodszych
roczników, ale chwilami miała ich dość. Czasem też zastępowali jej rodzeństwo,
którego nie miała. Ostatnio, zupełnie z ciekawości zadała mamie pytanie,
dlaczego nie zdecydowali się z nieżyjącym już ojcem na więcej dzieci. Nie
odpowiedziała i szybko zmieniła temat. Czarownica nie wiedziała, czemu to
wywołało na twarzy rodzicielki strach i smutek zarazem. Postanowiła, że kiedy
nadarzy się kolejna okazja do rozmowy na ten temat będzie go drążyć dopóki nie
dowie się prawdy.
Chłód
wiosennej nocy muskał blade policzki dziewczyny, ale nie przeszkadzało jej to.
Lubiła zapach lasu zmieszany z ostrym, często zdradliwym dla zdrowia marcowym
powietrzem. Chłonęła każdy silniejszy podmuch i upajała się aromatem przyrody.
Nagle w oddali ujrzała lecącego w jej stronę wielkiego puchacza. Potężne
skrzydła walczyły dzielnie z oporem powietrza. Sophie pomyślała jak to cudownie
byłoby latać bez użycia miotły czy jakiegokolwiek innego pojazdu. Ot tak po
prostu wzbić się wysoko, dotknąć chmur, przez moment pooddychać zimnym,
rozrzedzonym powietrzem, które powoduje ból i zawroty głowy. Zachłysnąć się
chwilową wolnością, poczuć adrenalinę w żyłach i śmiać się do utraty tchu.
Kilkanaście
razy w swoim życiu odrywała się od ziemi. Początkowo latała samolotem między
Londynem, a Madrytem czy Paryżem. Dziadek nie lubił, kiedy używali
teleportacji, aby złożyć mu wizytę, wolał mugolskie sposoby podróżowania, bo
jak mówił: „Nawet najlepiej wykonana teleportacja może czasem zawieść”. Z
biegiem lat zaczęła interesować się miotłami. Na swoje jedenaste urodziny
dostała pierwszą – Nimbusa 1984. Nauka latania wychodziła jej całkiem nieźle,
do czasu tego feralnego wypadku sprzed trzech lat. Wybrała się tamtego dnia na
nocny lot nad Londynem. Pogoda była wyśmienita na obserwację uśpionej i usianej
milionami lamp stolicy Wielkiej Brytanii. Delikatny wiatr przyjemnie drażnił
policzki dziewczyny, zaróżowiały je jeszcze bardziej, ponieważ emocje związane
z nocną eskapadą już i tak mocno działały na ciało czarownicy. Spoglądała z
bliska na wiekowe wskazówki „Big Bena”, przeleciała z zawrotną prędkością pod
mostem „Tower Bridge", a nawet zajrzała nawet do królewskich ogrodów przy
pałacu Buckingham. Nim się obejrzała na londyńskim zegarze dochodziła druga w
nocy. Gwiaździste niebo powoli znikało za nadciągającymi z nad morza chmurami.
Początkowo przyjemny wietrzyk przybrał na sile, aby po kilku minutach zamienić
się w mocne i porywiste podmuchy. Miotła, pomimo tego, że była najnowszej
generacji jak na tamte czasy, nie potrafiła sobie poradzić z takimi warunkami
atmosferycznymi. Sophie również nie miała tyle doświadczenia, żeby okiełznać
pojazd. Próbowała złapać właściwy kurs, jednakże padający deszcz uniemożliwiał
jej to. Lodowate krople niczym ostrze noża cięły twarz, utrudniając zobaczenie
czegokolwiek nawet w bliskiej odległości. Głośny szum deszczu, co chwila
przerwały pioruny uderzające z zawrotną szybkością o ziemię. Jeden
niespodziewanie przetoczył się niedaleko dziewczyny, powodując utratę
koncentracji. W efekcie Sophie zaczęła spadać w kierunku Tamizy. A potem była
już tylko ciemność…
Krukonka
gwałtownie potrząsnęła głową i przypomniała sobie, że należy oddychać. Głośno
wciągnęła powietrze nasycając się zapachem zimy, który jeszcze bardziej
podziałał na euforię dziewczyny. Zeskoczyła z parapetu, zaczęła obracać się
wokół własnej osi śmiejąc się przeraźliwie. Nie zważała na to, że zaraz może
wpaść do jej dormitorium Filch z Panią Norris. Cieszyła się tym, że wreszcie po
wielu nieudanych próbach wygrzebania z pamięci choćby mglistego wspomnienia,
coś sobie przypomniała. Trybiki w jej mózgu nareszcie ruszyły, może nie na
takich obrotach jakby chciała, ale zawsze to już jakiś postęp. W tej chwili
mogłaby iść nawet do Nietoperza i go pocałować prosto w usta! Chociaż po
przemyśleniu tej szalonej koncepcji, stwierdziła, że aż tak odważna nie jest.
Zmęczona
rzuciła się na łóżko, przymknęła oczy. Niedawno przypomniane obrazy swobodnie
przemykały przez mózg dziewczyny. Robiło jej się przyjemnie lekko na ciele. Sen
przychodził powoli, ale skutecznie ją omamiał, gdyby nie głośne pohukiwanie nad
uchem Sophie z pewnością odpłynęłaby do krainy Morfeusza. Próbowała rzucić w
niego czymś, co nie skrzywdziłoby go, ale ptaszysko widocznie było bardziej
przebiegłe od Krukonki i zanim poduszka doleciała do niego to zwierz latał nad
jej głową i mocno tłukł ją skrzydłami.
– Wredne
ptaszysko! Daj spać! – krzyknęła, wymachując rękami.
– Huuu,
huuu! – sowa nie dawała spokoju i nadal krążyła nad głową dziewczyny.
– No
dobrze wygrałaś! Czego chcesz?
Ptak
momentalnie się uspokoił i usiadł na oparciu krzesełka. Wyciągnął prawą nóżkę w
stronę swojej „ofiary”, aby przekazać jej wiadomość. Sophie odczepiła mały
rulonik, który nieznacznie powiększył się i zamienił się w kartkę. Znajdował
się na niej tekst napisany starannym pismem.
Kochana
Sophie!
Mam
nadzieję,że Puchatek nie sprawił Ci zbyt dużo problemów. Wiem, że to bardzo
niecierpliwe i nieposłuszne ptaszysko, jednak jestem bardzo do niego
przywiązany i za żadne skarby nie oddam Go nikomu. No, ale nie o nim ten list.
Dowiedziałem
się od Twojej mamy, że od przyszłego tygodnia masz trochę wolnego od szkoły,
dlatego może przyjechałabyś z Isabelle do mnie na kilka dni. Odpoczniesz,
opalisz się trochę, no i spotkasz się ze swoim starym dziadkiem. Jakbyś miała
jakieś pytania to mama wie wszystko.
Serdecznie
zapraszam!
Całuję
Cię mocno
Dziadek
George
– I
tylko, dlatego nie pozwoliłaś mi zasnąć? – spojrzała z wyrzutem na sowę, ale
jakby ona nie przejęła się tym, co powiedziała Krukonka, tylko wzbił się w
powietrze i zniknął w mroku nocy.
Sophie
schowała kartkę z listem do szuflady, przebrała się w zieloną piżamę. Zanim
pożądanie się rozgrzała, zmorzył ją sen.
***
Wiem,
wiem zawiodłam, ale moja pani Wena znalazła sobie przystojnego pana Wena i
wyjechała gdzieś za ruską granicę i nie zabrała ze sobą telefonu, dlatego notka
wyszła taka sobie. Nie podoba mi się wcale, poza kilkoma zdaniami...
Chciałyście
żeby sobie coś przypomniała, więc macie! Ten rozdział nie jest bez znaczenia,
ponieważ wyjazd Sophie spowoduje mały zwrot w akcji;) Jednak to dopiero za
kilka odcinków.
A jak wam
się podoba nowy wystrój? Pracowałam nad nim trochę - głównie nad nagłówkiem
(po, co ten limit 200 KB na wgrywanie obrazków?!)
B: No więc ty wszechwiedząca czarownico i wampirze w jednej osobie dlaczego nie poinformowałaś nas o nowym rozdziale? Mniejsza o to. Pewnie pomyłka, albo ja coś przeoczyłam. Rozdział wcale nie jest taki zły. Tylko szkoda, że taki krótki. Oby pani Wena prędko wróciła ;) Czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy
~Bell i Hidney
I Ty śmiesz twierdzić, że wena Cię opuściła? A może Twoje serce ruszyło na łowy, co?
OdpowiedzUsuńPoczątek rozdziału taki poetycki jak u Orzeszkowej w "Nad Niemnem", przelot nad miastem, jej uczucia gdy latała, jakie pragnienia w niej to wywoływało. Hmm...cudownie!!!
Jej dziadek mieszka w Hiszpanii, jak dobrze pamiętam, tak? Jeśli tak, to zapowiada się ciekawie. I to wspomnienie o Severusie - ona coś naprawdę do niego czuje. A co z uczuciem do Toma i przepowiednią? Wypadek sprzed 3 lat? Akcja zaczyna się komplikować. Mam nadzieję, że masz jakiś pomysł na dalszą część i wyjaśnienie tego wszystkiego, bo zaplątać się łatwo.
Podsumowując: rozdział mi się podobał, ale krótko. :(
P.S Kiedy coś o Angel i Diablo? Tęsknię trochę za tamtą historią. Będziesz ją kontynuować?
Pozdrawiam
~Merimaat
Jezu rozwaliłaś mnie tym wstępem... normalnie ty chcesz, żebym się w sobie zamknęła.
OdpowiedzUsuńObrońcy praw zwierząt mogli by obrazić się za ten "dialog z sową", wiesz?
No wystój boski, i Voldzio nawet w nagłówku
Jeśli to była notka pisana bez weny to ja bym chciała zawsze nie mieć weny na twoim miejscu.
Mam podejrzenie, że wiem gdzie jest twoja wena. Otóż moja droga chyba wybrała się z moim wenem za słowacką granice i pluskają się razem w termalnych basenach Hajduszoboszlo. (Mój wen został tam na pewno)
Pozdrawiam
~panna Rickman
Może, az tak bardzo nie zawiodłaś. notka rzeczywiście bardzo krótka, ale pewnie to jeszcze nadrobisz. Znalazłam błąd, który mi się strasznie nie podoba, bo ja wierna fanka mitologii i w oógle, ale o tym innym razem :P Mianowicie chodzi mi o tego Orfeusza. To był śpiewak, muzyk i poeta w jednym. Myslę, że bardziej tu by odpowiadał Morfeusz, z resztą pewnie jego miałaś też na myśli :)
OdpowiedzUsuńA nagłówek owszem ładny i chwała ci za to, zew nie widać jak bardzo postacie są wycięte.
Pozdrawiam
~bóg powieści
Noo xd Mi się tam rozdział podobał:) Nie wiem czemu się go czepiasz;p
OdpowiedzUsuńI ta wzmianka, że Sophie mogłaby iść Snape'a pocałować....ciekawe jakby to wyglądało xD
Czekam na rozwój akcji u dziadka:] I imię sowy boskie^^
Sory, że dopiero teraz komentuję, ale miałam komputer zepsuty;p
Pozdrawiam;*
No i oczywiście nowy wygląda bomba xd
~Dżo
Jaki opis żeś walnęła na początku xD Czytałam i czytałam:) Bardzo mi się podobał. Notka krótka, ale mam nadzieję że podczas wyjazdu wydarzy się co nie co xD Pozdrówka.
OdpowiedzUsuń~Annie