wtorek, 14 sierpnia 2012

XXVI

Mugolski budzik stojący na nocnym stoliku przy równo zasłanym łóżku wskazywał kwadrans po jedenastej. Rozmowy i gwar milkły na hogwardzkich korytarzach z minuty na minutę. Uczniowie zmęczeni całodziennym wysiłkiem udawali się na zasłużony spoczynek, aby zebrać siły na kolejny dzień nauki. Jednak nie wszyscy mieszkańcy średniowiecznego zamku kładli się spać o jednakowej godzinie. Sophie siedziała na parapecie swojego okna i wpatrywała się w nieprzeniknioną czerń Zakazanego Lasu. Księżyc przezierał przez szary welon chmur – pełny, błyszczący, zwycięski. Jak baśniowy czarnoksiężnik barwił błękitnawym blaskiem mrok nocy. Właśnie, kiedy ziemski satelita panował na niebie Krukonka czuła się najlepiej. Nareszcie miała czas tylko dla siebie i spokój, który w ciągu dnia mącony był przez kolegów z Ravenclaw’u. Lubiła ich towarzystwo szczególnie młodszych roczników, ale chwilami miała ich dość. Czasem też zastępowali jej rodzeństwo, którego nie miała. Ostatnio, zupełnie z ciekawości zadała mamie pytanie, dlaczego nie zdecydowali się z nieżyjącym już ojcem na więcej dzieci. Nie odpowiedziała i szybko zmieniła temat. Czarownica nie wiedziała, czemu to wywołało na twarzy rodzicielki strach i smutek zarazem. Postanowiła, że kiedy nadarzy się kolejna okazja do rozmowy na ten temat będzie go drążyć dopóki nie dowie się prawdy.
Chłód wiosennej nocy muskał blade policzki dziewczyny, ale nie przeszkadzało jej to. Lubiła zapach lasu zmieszany z ostrym, często zdradliwym dla zdrowia marcowym powietrzem. Chłonęła każdy silniejszy podmuch i upajała się aromatem przyrody. Nagle w oddali ujrzała lecącego w jej stronę wielkiego puchacza. Potężne skrzydła walczyły dzielnie z oporem powietrza. Sophie pomyślała jak to cudownie byłoby latać bez użycia miotły czy jakiegokolwiek innego pojazdu. Ot tak po prostu wzbić się wysoko, dotknąć chmur, przez moment pooddychać zimnym, rozrzedzonym powietrzem, które powoduje ból i zawroty głowy. Zachłysnąć się chwilową wolnością, poczuć adrenalinę w żyłach i śmiać się do utraty tchu.
Kilkanaście razy w swoim życiu odrywała się od ziemi. Początkowo latała samolotem między Londynem, a Madrytem czy Paryżem. Dziadek nie lubił, kiedy używali teleportacji, aby złożyć mu wizytę, wolał mugolskie sposoby podróżowania, bo jak mówił: „Nawet najlepiej wykonana teleportacja może czasem zawieść”. Z biegiem lat zaczęła interesować się miotłami. Na swoje jedenaste urodziny dostała pierwszą – Nimbusa 1984. Nauka latania wychodziła jej całkiem nieźle, do czasu tego feralnego wypadku sprzed trzech lat. Wybrała się tamtego dnia na nocny lot nad Londynem. Pogoda była wyśmienita na obserwację uśpionej i usianej milionami lamp stolicy Wielkiej Brytanii. Delikatny wiatr przyjemnie drażnił policzki dziewczyny, zaróżowiały je jeszcze bardziej, ponieważ emocje związane z nocną eskapadą już i tak mocno działały na ciało czarownicy. Spoglądała z bliska na wiekowe wskazówki „Big Bena”, przeleciała z zawrotną prędkością pod mostem „Tower Bridge", a nawet zajrzała nawet do królewskich ogrodów przy pałacu Buckingham. Nim się obejrzała na londyńskim zegarze dochodziła druga w nocy. Gwiaździste niebo powoli znikało za nadciągającymi z nad morza chmurami. Początkowo przyjemny wietrzyk przybrał na sile, aby po kilku minutach zamienić się w mocne i porywiste podmuchy. Miotła, pomimo tego, że była najnowszej generacji jak na tamte czasy, nie potrafiła sobie poradzić z takimi warunkami atmosferycznymi. Sophie również nie miała tyle doświadczenia, żeby okiełznać pojazd. Próbowała złapać właściwy kurs, jednakże padający deszcz uniemożliwiał jej to. Lodowate krople niczym ostrze noża cięły twarz, utrudniając zobaczenie czegokolwiek nawet w bliskiej odległości. Głośny szum deszczu, co chwila przerwały pioruny uderzające z zawrotną szybkością o ziemię. Jeden niespodziewanie przetoczył się niedaleko dziewczyny, powodując utratę koncentracji. W efekcie Sophie zaczęła spadać w kierunku Tamizy. A potem była już tylko ciemność…
Krukonka gwałtownie potrząsnęła głową i przypomniała sobie, że należy oddychać. Głośno wciągnęła powietrze nasycając się zapachem zimy, który jeszcze bardziej podziałał na euforię dziewczyny. Zeskoczyła z parapetu, zaczęła obracać się wokół własnej osi śmiejąc się przeraźliwie. Nie zważała na to, że zaraz może wpaść do jej dormitorium Filch z Panią Norris. Cieszyła się tym, że wreszcie po wielu nieudanych próbach wygrzebania z pamięci choćby mglistego wspomnienia, coś sobie przypomniała. Trybiki w jej mózgu nareszcie ruszyły, może nie na takich obrotach jakby chciała, ale zawsze to już jakiś postęp. W tej chwili mogłaby iść nawet do Nietoperza i go pocałować prosto w usta! Chociaż po przemyśleniu tej szalonej koncepcji, stwierdziła, że aż tak odważna nie jest.
Zmęczona rzuciła się na łóżko, przymknęła oczy. Niedawno przypomniane obrazy swobodnie przemykały przez mózg dziewczyny. Robiło jej się przyjemnie lekko na ciele. Sen przychodził powoli, ale skutecznie ją omamiał, gdyby nie głośne pohukiwanie nad uchem Sophie z pewnością odpłynęłaby do krainy Morfeusza. Próbowała rzucić w niego czymś, co nie skrzywdziłoby go, ale ptaszysko widocznie było bardziej przebiegłe od Krukonki i zanim poduszka doleciała do niego to zwierz latał nad jej głową i mocno tłukł ją skrzydłami.
– Wredne ptaszysko! Daj spać! – krzyknęła, wymachując rękami.
– Huuu, huuu! – sowa nie dawała spokoju i nadal krążyła nad głową dziewczyny.
– No dobrze wygrałaś! Czego chcesz?
Ptak momentalnie się uspokoił i usiadł na oparciu krzesełka. Wyciągnął prawą nóżkę w stronę swojej „ofiary”, aby przekazać jej wiadomość. Sophie odczepiła mały rulonik, który nieznacznie powiększył się i zamienił się w kartkę. Znajdował się na niej tekst napisany starannym pismem.

Kochana Sophie!
Mam nadzieję,że Puchatek nie sprawił Ci zbyt dużo problemów. Wiem, że to bardzo niecierpliwe i nieposłuszne ptaszysko, jednak jestem bardzo do niego przywiązany i za żadne skarby nie oddam Go nikomu. No, ale nie o nim ten list.
Dowiedziałem się od Twojej mamy, że od przyszłego tygodnia masz trochę wolnego od szkoły, dlatego może przyjechałabyś z Isabelle do mnie na kilka dni. Odpoczniesz, opalisz się trochę, no i spotkasz się ze swoim starym dziadkiem. Jakbyś miała jakieś pytania to mama wie wszystko.
Serdecznie zapraszam!
Całuję Cię mocno
Dziadek George

– I tylko, dlatego nie pozwoliłaś mi zasnąć? – spojrzała z wyrzutem na sowę, ale jakby ona nie przejęła się tym, co powiedziała Krukonka, tylko wzbił się w powietrze i zniknął w mroku nocy.
Sophie schowała kartkę z listem do szuflady, przebrała się w zieloną piżamę. Zanim pożądanie się rozgrzała, zmorzył ją sen.

***

Wiem, wiem zawiodłam, ale moja pani Wena znalazła sobie przystojnego pana Wena i wyjechała gdzieś za ruską granicę i nie zabrała ze sobą telefonu, dlatego notka wyszła taka sobie. Nie podoba mi się wcale, poza kilkoma zdaniami...
Chciałyście żeby sobie coś przypomniała, więc macie! Ten rozdział nie jest bez znaczenia, ponieważ wyjazd Sophie spowoduje mały zwrot w akcji;) Jednak to dopiero za kilka odcinków.
A jak wam się podoba nowy wystrój? Pracowałam nad nim trochę - głównie nad nagłówkiem (po, co ten limit 200 KB na wgrywanie obrazków?!)

6 komentarzy:

  1. B: No więc ty wszechwiedząca czarownico i wampirze w jednej osobie dlaczego nie poinformowałaś nas o nowym rozdziale? Mniejsza o to. Pewnie pomyłka, albo ja coś przeoczyłam. Rozdział wcale nie jest taki zły. Tylko szkoda, że taki krótki. Oby pani Wena prędko wróciła ;) Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiamy

    ~Bell i Hidney

    OdpowiedzUsuń
  2. I Ty śmiesz twierdzić, że wena Cię opuściła? A może Twoje serce ruszyło na łowy, co?
    Początek rozdziału taki poetycki jak u Orzeszkowej w "Nad Niemnem", przelot nad miastem, jej uczucia gdy latała, jakie pragnienia w niej to wywoływało. Hmm...cudownie!!!
    Jej dziadek mieszka w Hiszpanii, jak dobrze pamiętam, tak? Jeśli tak, to zapowiada się ciekawie. I to wspomnienie o Severusie - ona coś naprawdę do niego czuje. A co z uczuciem do Toma i przepowiednią? Wypadek sprzed 3 lat? Akcja zaczyna się komplikować. Mam nadzieję, że masz jakiś pomysł na dalszą część i wyjaśnienie tego wszystkiego, bo zaplątać się łatwo.
    Podsumowując: rozdział mi się podobał, ale krótko. :(
    P.S Kiedy coś o Angel i Diablo? Tęsknię trochę za tamtą historią. Będziesz ją kontynuować?
    Pozdrawiam

    ~Merimaat

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu rozwaliłaś mnie tym wstępem... normalnie ty chcesz, żebym się w sobie zamknęła.
    Obrońcy praw zwierząt mogli by obrazić się za ten "dialog z sową", wiesz?
    No wystój boski, i Voldzio nawet w nagłówku
    Jeśli to była notka pisana bez weny to ja bym chciała zawsze nie mieć weny na twoim miejscu.
    Mam podejrzenie, że wiem gdzie jest twoja wena. Otóż moja droga chyba wybrała się z moim wenem za słowacką granice i pluskają się razem w termalnych basenach Hajduszoboszlo. (Mój wen został tam na pewno)

    Pozdrawiam


    ~panna Rickman

    OdpowiedzUsuń
  4. Może, az tak bardzo nie zawiodłaś. notka rzeczywiście bardzo krótka, ale pewnie to jeszcze nadrobisz. Znalazłam błąd, który mi się strasznie nie podoba, bo ja wierna fanka mitologii i w oógle, ale o tym innym razem :P Mianowicie chodzi mi o tego Orfeusza. To był śpiewak, muzyk i poeta w jednym. Myslę, że bardziej tu by odpowiadał Morfeusz, z resztą pewnie jego miałaś też na myśli :)
    A nagłówek owszem ładny i chwała ci za to, zew nie widać jak bardzo postacie są wycięte.
    Pozdrawiam

    ~bóg powieści

    OdpowiedzUsuń
  5. Noo xd Mi się tam rozdział podobał:) Nie wiem czemu się go czepiasz;p
    I ta wzmianka, że Sophie mogłaby iść Snape'a pocałować....ciekawe jakby to wyglądało xD
    Czekam na rozwój akcji u dziadka:] I imię sowy boskie^^
    Sory, że dopiero teraz komentuję, ale miałam komputer zepsuty;p
    Pozdrawiam;*
    No i oczywiście nowy wygląda bomba xd

    ~Dżo

    OdpowiedzUsuń
  6. Jaki opis żeś walnęła na początku xD Czytałam i czytałam:) Bardzo mi się podobał. Notka krótka, ale mam nadzieję że podczas wyjazdu wydarzy się co nie co xD Pozdrówka.

    ~Annie

    OdpowiedzUsuń