wtorek, 14 sierpnia 2012

XXV

Z każdym kolejnym dniem Severus czuł się, co raz lepiej. Lekcje zaczął prowadzić już normalnie, czyli wydzierał się, odejmował punkty oraz karał szlabanami. Nawet nie odpuścił, Sophie żadnego przygotowania do konkursu, który miał odbyć się w najbliższym czasie. Jednym słowem to, co wydarzyło się w ostatnio dodało mu sił. Nie chciał się rozczulać nad swoim losem. Wiedział, że to do niczego nie prowadzi, ale chociażby chwilowe rozmyślanie nad podwójnym życiem szpiega powodowało u niego chwile słabości, sięgał wtedy po Ognistą. Z każdą kolejną szklanką miał większe wyrzuty sumienia, twarze setek zamordowanych osób i wtedy też pojawiała się ona… Lily Evans. Szmaragdowe oczy, anielski uśmiech i burza rudych włosów. Pamięć przywoływała wspomnienia: pierwsze spotkanie, odkrycie magicznych zdolności dziewczyny, wspólna nauka i rozmowy, śmiechy, pierwszy, nieśmiały pocałunek.
Był ciepły, wiosenny wieczór na piątym roku. Siedzieli na brzegu jeziora i wpatrywali się w jego spokojną taflę i odbijający się w nim milionami świateł księżyc. Severus trzymał ją w ramionach, głaskał puszyste i miękkie włosy. Miał wtedy poprosić ją o chodzenie, ale nagle na horyzoncie stanął Potter. Szedł w ich stronę wraz z Black’iem, Lupin’em i Pettigrew’em.
– No patrzcie na nich – dwa gołąbeczki. Lily, jak możesz zadawać się z czymś takim? – wskazał różdżką na Severusa.
– Potter, nie twój interes, co robię i z kim! – krzyknął i sięgnął ręką po różdżkę.
– Sev, daj spokój – próbowała uspokoić przyjaciela. James, przecież my nic nie robimy. Przez to jak się zachowujesz, stwierdzam, że jesteś bardzo niedojrzały. Chodź Sev, nie będziemy rozmawiać z takimi półgłówkami, jak Huncwoci – podniosła się i wzięła go pod rękę.
Szli w milczeniu, nie oglądając się za siebie. Nagle Severus poczuł, że unosi się do góry. „Przeklęty Porter” – rzucił gniewnie, kiedy przeleciał kilka centymetrów nad ziemią obok swojej różdżki. Lily stała przerażona, ale nic nie zrobiła żeby go ratować. Kiedy z impetem spadł do zimnej wody, dziewczyna przeraźliwie krzyknęła i rzuciła się z pięściami na Pottera. Ten nic nie robił sobie z jej próśb i nadal znęcał się nad Severusem. Gryfonka nie wiedziała, co począć. Zebrała się na odwagę i z całą siłą pocałowała Jamesa. Chłopak oszołomiony, przestał zwracać na kogokolwiek uwagę, zwolnił zaklęcia ciążące na swojej ofierze. Po chwili młody Ślizgom usłyszał triumfalny śmiech swojego wroga i ujrzał odchodzącą Lily wraz z Huncwotami. Odwróciła się jeszcze raz i spojrzała smutno na swojego przyjaciela leżącego na plaży z nogami w wodzie. Od tej pory starał się nie rozmawiać z nią w obecności Pottera. W ogóle rzadko się widywali. A on za nią tak tęsknił…
Wspomnienie wywołało w nim skrajne uczucia. Od nienawiści do Jamesa po miłość do Lily. Pomimo, że od tego wydarzenia minęło już prawie piętnaście lat nadal gniew był tak samo duży jak tamtego wieczoru.
– Profesorze, słyszy mnie pan profesor? – poczuł nagle czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
– Thompson, co ty tutaj robisz? – poderwał się z fotela.
– O ile dobrze pamiętam, miałam codziennie przychodzić na przygotowania do kolejnego etapu konkursu. I kto tu ma amnezję? – westchnęła.
– Thompson, nie życzę sobie takich komentarzy. Pięć punktów. Zabieraj się za przygotowanie wywaru żywej śmierci.
Miała ochotę mu odpyskować, ale tylko energicznie zapaliła ogień pod kociołkiem. Nie wiedziała, co się z nią dzieje. Na co dzień cicha i spokojna, a w towarzystwie Nietoperza stawała się pyskata i arogancka. Te czarne oczy zdecydowanie źle na nią wpływały, dlatego starała się nie szukać kontaktu wzrokowego z nauczycielem, ale nie zawsze jej się to udawało. Szczególnie ostatnio, niby to przez przypadek ich oczy spotykały się. Jej ciepłe w kolorze ciemnego bursztynu, a jego zimne, przenikliwe barwy nieba w bezgwiezdną noc, nawzajem przenikały się tamtego ranka, kiedy poszła zanieść mu śniadanie i zobaczyć czy rany nie były śmiertelne. Rumieniec zdradził ją od razu, a on zachował niezmieniony wyraz twarzy przez całą rozmowę. Dała mu satysfakcję, że jego widok tak na nią wpływa. „Tylko dlaczego? Przecież to na widok Mark’a powinna doświadczać szybszego bicia serca, rumienić się czy myśleć o nim częściej niż o innych osobach, a te zachowania raczej miała, kiedy znajdowała się w okolicach osoby nauczyciela. Wzrok Mistrza Eliksirów po prostują zamrażał, ale nie czuła strachu jak to było w przypadku jej kolegów” – zastanawiała się nad swoim zachowaniem mieszając eliksir. Mogła nazwać to uczucie euforią, ale w takim razie jednoznacznie wyszłoby, że podkochuje się w postrachu hogwardzkich korytarzy – Severusie Snape’ie. To stwierdzenie wywołało na jej lekkie rozbawienie i poczuła morderczy wzrok profesora na swojej osobie.
– Thompson, czego znowu rżysz? –odezwał się, kiedy przez przypadek z jej gardła wydobył się przeraźliwy śmiech. Przy ważeniu wywaru żywej śmierci należy zachować całkowite skupienie, a ciebie najwyraźniej bawi przygotowywanie jednego z najniebezpieczniejszych eliksirów na świecie. Straciłaś kolejne pięć punktów.
– Przepraszam, panie profesorze – spuściła wzrok jeszcze niżej niż poprzednio.
– Trzeba być totalnym kretynem, żeby przepraszać za swoją głupotę, Thompson. Wnioskując po twoim zachowaniu, śmiem twierdzić, że eliksir ukończony? – zapytał.
– Jeszcze nie do końca – znów spojrzała na swoje buty. Bo te ziarna sopofora nie dają się pokroić, kiedy kładę je pod ostrze sztyletu, one po prostu uciekają – powiedziała zmieszana.
– Jestem na sto procent pewien, że one są całkowicie martwe i nie mogą „uciekać” jak to określiłaś. Panna Thompson wreszcie czegoś nie wie i nie umie sobie poradzić z bezbronną roślinką. To trzeba koniecznie gdzieś zapisać – ironiczny uśmiech zagościł na twarzy nauczyciela.
– To nie jest śmieszne, profesorze. Powinnam się dowiedzieć tego od pana profesora, ale pan nie raczy nawet spojrzeć na to, co znajduje się w kociołku. Równie dobrze mogłabym przygotować inny eliksir o podobnym kolorze, co wywar żywej śmierci, a pan profesor nawet by się nie zorientował, że mikstura jest niewłaściwa – oświadczyła pewnie, próbując dalej rozprawić się z ingrediencją. Ziarno wyślizgnęło jej się spod ostrza sztyletu i z impetem uderzyło Mistrza Eliksirów w oko.
– Do cholery, Thompson, chcesz mnie zabić! – krzyknął, łapiąc się za głowę w okolicach skroni.
– Przepraszam – wyjąkała. Zrobię zimny okład – kartkę papieru przetransmutowała na małą ściereczkę, a ołówek zamieniła w kostkę lodu.
– Nie dotykaj mnie, bo jeszcze zabijesz mnie przez przypadek – prawie wyrwał jej z rąk kompres i przyłożył sobie go twarzy. A teraz słuchaj uważnie, weź sztylet i rozmiażdż ziarno, powtórz tą czynność trzynaście razy…
– Ale w podręczniku – przerwała mu.
– Thompson, nie odzywaj się przez chwilę i posłuchaj się raz kogoś starszego i bardziej doświadczonego od ciebie – posłał jej mordercze spojrzenie. I nie przepraszaj, bo zaraz naprawdę moja cierpliwość się skończy – dodał szybko, kiedy dziewczyna otworzyła buzię chcąc coś powiedzieć. Zaraz ją zamknęła i tylko pokiwała głową, że rozumie, co do niej mówi.
– Tak lepiej – jego usta znów wykrzywiły się w ironicznym uśmiechu. Kiedy już dodasz sopofora, a eliksir przybierze liliowy kolor, zamieszaj go przeciwnie to ruchów wskazówek zegara, ale po siedmiu razach zmień kierunek i raz poprowadź pipetę w drugą stronę i tak aż eliksir stanie się przeźroczysty – poinstruował ją.
Dziewczyna zrobiła wszystko według rad profesora i rzeczywiście ziarno dało się bez problemów zgnieść. Po paru chwilach eliksir był gotowy. Zadowolona z siebie przelała go do buteleczki i wręczyła profesorowi. Ten chwilę popatrzył się na płyn wstrząsnął nim i odrzekł spokojnym głosem:
– Źle! Jest zbyt mętny. W nagrodę wyczyścisz kociołek i posegregujesz sprawdziany.
– Profesorze… – jęknęła. „A niech to szlag trafi przecież zrobiłam wszystko według jego wskazówek” – zacisnęła pięści.
– Do roboty i nie chcę słyszeć żadnych sprzeciwów. – ponaglił ją. – A różdżkę połóż tu – wskazał wolne miejsce na biurku.
Krukonka cicho westchnęła i zabrała się za sprzątanie. Miała ochotę rzucić na Nietoperza jakieś niewerbalne zaklęcie, ale ten gdzieś wyszedł. Po chwili wrócił z dwoma filiżankami herbaty. Kiedy już skończyła usiadła zmęczona naprzeciwko nauczyciela, wzięła spory łyk napoju i skrzywiła się.
– Ble… Co to jest? – spojrzała do kubeczka.
– Cytrynowa rozkosz. Prawda, że pyszne? – upił bez mrugnięcia okiem.
– Rozkosz? Chyba katorga. To jest strasznie kwaśne. Co właściwie znajduje się w tej herbacie – zapytała.
– Cytryny, grapefruity, czerwone porzeczki.
– Chyba już wiem, dlaczego pan profesor ma taki cierpki humor każdego dnia – uśmiechnęła się. Ja po wypiciu czegoś takiego na pewno nie chodziłabym zadowolona na zajęcia – palnęła nieświadomie.
– Thompson! Tylko bez takich komentarzy. Ja ci proponuje coś do wypicia, a ty tak bezczelnie się zachowujesz. Pięć punktów w dół za niestosowne uwagi. Jeśli nie chcesz to nie pij! Na drugi raz sto razy się zastanowię zanim ci coś zaproponuję  – rzucił.
– W takim razie do widzenia, panie profesorze – wstała i z hukiem zamknęła za sobą drzwi.
– Wredny Nietoperz! – krzyknęła już na korytarzu.
– Thompson, jeszcze jedno słowo i będę zmuszony zaraz zaprowadzić cię powrotem do mojego gabinetu i spędzisz tam bardzo miły szlaban w towarzystwie braci Weasley – pojawił się niespodziewanie obok niej.
– Yyyyyyy… Ja nic przecież nie mówiłam – zmieszała się.
– A ja jestem ciotecznym stryjem, dziadka Filcha? A faktycznie teraz stwierdzam, że eliksir jest jednak poprawnie przyrządzony - uśmiechnął się sarkastycznie.
– Mnie już tu nie ma. Jeszcze raz do widzenia – pobiegała w stronę schodów prowadzących do wyjścia z lochów.
– Oj Thompson, Thompson będzie z tobą urwanie głowy – westchnął, po czym wszedł powrotem do swojego gabinetu.

***

Rozdział XXV za nami. Inspirowany poniedziałkowym seansem "Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi". Boski Alan:D
Mam nadzieję, że was usatysfakcjonuje, bo ja jestem z niego zadowolona:D Może za wiele się nie dzieje, ale wymiana zdań pomiędzy Sophie, a Sev'em jest naprawdę ciekawa (oczywiście możecie się ze mną nie zgodzić).
W kolejnej notce powiedzmy weekendowej postaram się żeby było więcej akcji i jakiś nieoczekiwanych zwrotów w życiu bohaterów tego bloga.
Dziś dedykacja dla mnie:D Za ranne wstawanie i mocną kawę!

8 komentarzy:

  1. Pierwsza! Boska wymiana zdań xD Uwielbiam te ich kłótnie:) Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału:):):)

    ~Annie

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie masz litości nad czytelnikami, aby kończyć w takim momencie :)
    Dialogi są świetne, z dużym poczuciem humoru, sarkazmem Seva i inteligentnymi ripostami Sophie. Rozkosz dla duszy :) Ja chcę stanowczo więcej.
    Ja też byłam w pon. na "Księciu Półkrwi", ale wyszłam niezadowolona. Za mało Seva, stanowczo za mało, ale mi chyba nigdy nie będzie go dość. Widać duże wpływy filmu na ten rozdział, ale to tylko na +.
    Serdecznie pozdrawiam i weny życzę.

    ~Merimaat

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj Thomsom Thomson... Takiego Sevka jeszcze nie znałam... Świetne.
    Zagadaj do mnie na gg 3993871. Masz głowę pełną wspaniałych pomysłów, chętnie Cię poznam nn.

    lowcy-warth.blog.onet.pl - opowiadaie o wilkach, na które nie warto posćwiecić nawet klikniecie ;)

    Pies_Yuki

    OdpowiedzUsuń
  4. Nooo! xd
    Dialog między nimi po prostu boski^^
    Znowu się uśmiałam:)) i wgl to fajne to wspomnienie Seva napisałaś.
    A ja byłam na filmie w niedzielę i stwierdziłam, że się jeszcze raz wybiorę xd Zaje był^
    pozdrawiam;*

    ~Dżo

    OdpowiedzUsuń
  5. B: Cudowne! Jak ja kocham takie dialogi! :D
    H: Gdy Bell powiedziała mi, że w tym rozdziale jest wspomnienie Snape'a dotyczące Jamesa i Lily nie mogłam sie powstrzymac i go przeczytałam. Coż, podobało mi się ^^
    Pozdrawiamy i zapraszamy na nn na everything-and-nothing-diary.blog.onet.pl ;)

    ~Bell i Hidney

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej!:) Dopiero wczoraj znalazłam Twój blog i chciałam napisać komentarz jak przeczytam... więc to robię: Bardzo fajnie piszesz! trochę mnie zaskoczyła ta amnezja ale mam nadzieję że pamięć Jej wróci:) Pozdrawiam i weny życzę

    ~Amok44

    OdpowiedzUsuń
  7. AAAAA....
    wchodzę i patrzę 3 nowe notki
    (cieszy mi się paszcza:D)
    I po przeczytaniu muszę powiedzieć, że cię nie lubię! I koniec!
    Głupi Sev(sama wiesz czemu), Głupia Sophie(bo zamiast rzucić się na Seva to jest dalej z tym kretynem) i głupi Marc(po prostu jest głupi!!!)
    Tak w skrócie to tyle, a i jeszcze głupi Lordi Voldi, bo nie daje Severuskowi spokoju
    Czekam na dalszy ciąg akcji... trzymam cię za słowo co do tego zwrotu akcji

    pozdrawiam
    panna Rickman(też głupia)


    ~panna Rickman

    OdpowiedzUsuń
  8. xD rozdział może być :p w końcu siadłam i nadrobiłam zaległosci. Alan- boooski, ale za to kawe sobie podaruje :P

    ~bóg powieści

    OdpowiedzUsuń