Z każdym
kolejnym dniem Severus czuł się, co raz lepiej. Lekcje zaczął prowadzić już
normalnie, czyli wydzierał się, odejmował punkty oraz karał szlabanami. Nawet
nie odpuścił, Sophie żadnego przygotowania do konkursu, który miał odbyć się w
najbliższym czasie. Jednym słowem to, co wydarzyło się w ostatnio dodało mu
sił. Nie chciał się rozczulać nad swoim losem. Wiedział, że to do niczego nie
prowadzi, ale chociażby chwilowe rozmyślanie nad podwójnym życiem szpiega
powodowało u niego chwile słabości, sięgał wtedy po Ognistą. Z każdą kolejną
szklanką miał większe wyrzuty sumienia, twarze setek zamordowanych osób i wtedy
też pojawiała się ona… Lily Evans. Szmaragdowe oczy, anielski uśmiech i burza
rudych włosów. Pamięć przywoływała wspomnienia: pierwsze spotkanie, odkrycie
magicznych zdolności dziewczyny, wspólna nauka i rozmowy, śmiechy, pierwszy,
nieśmiały pocałunek.
Był
ciepły, wiosenny wieczór na piątym roku. Siedzieli na brzegu jeziora i
wpatrywali się w jego spokojną taflę i odbijający się w nim milionami świateł
księżyc. Severus trzymał ją w ramionach, głaskał puszyste i miękkie włosy. Miał
wtedy poprosić ją o chodzenie, ale nagle na horyzoncie stanął Potter. Szedł w
ich stronę wraz z Black’iem, Lupin’em i Pettigrew’em.
– No
patrzcie na nich – dwa gołąbeczki. Lily, jak możesz zadawać się z czymś takim?
– wskazał różdżką na Severusa.
– Potter,
nie twój interes, co robię i z kim! – krzyknął i sięgnął ręką po różdżkę.
– Sev, daj
spokój – próbowała uspokoić przyjaciela. James, przecież my nic nie robimy.
Przez to jak się zachowujesz, stwierdzam, że jesteś bardzo niedojrzały. Chodź
Sev, nie będziemy rozmawiać z takimi półgłówkami, jak Huncwoci – podniosła się
i wzięła go pod rękę.
Szli w
milczeniu, nie oglądając się za siebie. Nagle Severus poczuł, że unosi się do
góry. „Przeklęty Porter” – rzucił gniewnie, kiedy przeleciał kilka centymetrów
nad ziemią obok swojej różdżki. Lily stała przerażona, ale nic nie zrobiła żeby
go ratować. Kiedy z impetem spadł do zimnej wody, dziewczyna przeraźliwie
krzyknęła i rzuciła się z pięściami na Pottera. Ten nic nie robił sobie z jej
próśb i nadal znęcał się nad Severusem. Gryfonka nie wiedziała, co począć.
Zebrała się na odwagę i z całą siłą pocałowała Jamesa. Chłopak oszołomiony,
przestał zwracać na kogokolwiek uwagę, zwolnił zaklęcia ciążące na swojej
ofierze. Po chwili młody Ślizgom usłyszał triumfalny śmiech swojego wroga i
ujrzał odchodzącą Lily wraz z Huncwotami. Odwróciła się jeszcze raz i spojrzała
smutno na swojego przyjaciela leżącego na plaży z nogami w wodzie. Od tej pory
starał się nie rozmawiać z nią w obecności Pottera. W ogóle rzadko się
widywali. A on za nią tak tęsknił…
Wspomnienie
wywołało w nim skrajne uczucia. Od nienawiści do Jamesa po miłość do Lily.
Pomimo, że od tego wydarzenia minęło już prawie piętnaście lat nadal gniew był
tak samo duży jak tamtego wieczoru.
–
Profesorze, słyszy mnie pan profesor? – poczuł nagle czyjąś dłoń na swoim
ramieniu.
–
Thompson, co ty tutaj robisz? – poderwał się z fotela.
– O ile
dobrze pamiętam, miałam codziennie przychodzić na przygotowania do kolejnego
etapu konkursu. I kto tu ma amnezję? – westchnęła.
–
Thompson, nie życzę sobie takich komentarzy. Pięć punktów. Zabieraj się za
przygotowanie wywaru żywej śmierci.
Miała
ochotę mu odpyskować, ale tylko energicznie zapaliła ogień pod kociołkiem. Nie
wiedziała, co się z nią dzieje. Na co dzień cicha i spokojna, a w towarzystwie
Nietoperza stawała się pyskata i arogancka. Te czarne oczy zdecydowanie źle na
nią wpływały, dlatego starała się nie szukać kontaktu wzrokowego z
nauczycielem, ale nie zawsze jej się to udawało. Szczególnie ostatnio, niby to
przez przypadek ich oczy spotykały się. Jej ciepłe w kolorze ciemnego
bursztynu, a jego zimne, przenikliwe barwy nieba w bezgwiezdną noc, nawzajem
przenikały się tamtego ranka, kiedy poszła zanieść mu śniadanie i zobaczyć czy
rany nie były śmiertelne. Rumieniec zdradził ją od razu, a on zachował
niezmieniony wyraz twarzy przez całą rozmowę. Dała mu satysfakcję, że jego
widok tak na nią wpływa. „Tylko dlaczego? Przecież to na widok Mark’a powinna
doświadczać szybszego bicia serca, rumienić się czy myśleć o nim częściej niż o
innych osobach, a te zachowania raczej miała, kiedy znajdowała się w okolicach
osoby nauczyciela. Wzrok Mistrza Eliksirów po prostują zamrażał, ale nie czuła
strachu jak to było w przypadku jej kolegów” – zastanawiała się nad swoim
zachowaniem mieszając eliksir. Mogła nazwać to uczucie euforią, ale w takim
razie jednoznacznie wyszłoby, że podkochuje się w postrachu hogwardzkich
korytarzy – Severusie Snape’ie. To stwierdzenie wywołało na jej lekkie
rozbawienie i poczuła morderczy wzrok profesora na swojej osobie.
–
Thompson, czego znowu rżysz? –odezwał się, kiedy przez przypadek z jej gardła wydobył
się przeraźliwy śmiech. Przy ważeniu wywaru żywej śmierci należy zachować
całkowite skupienie, a ciebie najwyraźniej bawi przygotowywanie jednego z
najniebezpieczniejszych eliksirów na świecie. Straciłaś kolejne pięć punktów.
–
Przepraszam, panie profesorze – spuściła wzrok jeszcze niżej niż poprzednio.
– Trzeba
być totalnym kretynem, żeby przepraszać za swoją głupotę, Thompson. Wnioskując
po twoim zachowaniu, śmiem twierdzić, że eliksir ukończony? – zapytał.
– Jeszcze
nie do końca – znów spojrzała na swoje buty. Bo te ziarna sopofora nie dają się
pokroić, kiedy kładę je pod ostrze sztyletu, one po prostu uciekają –
powiedziała zmieszana.
– Jestem
na sto procent pewien, że one są całkowicie martwe i nie mogą „uciekać” jak to
określiłaś. Panna Thompson wreszcie czegoś nie wie i nie umie sobie poradzić z
bezbronną roślinką. To trzeba koniecznie gdzieś zapisać – ironiczny uśmiech
zagościł na twarzy nauczyciela.
– To nie
jest śmieszne, profesorze. Powinnam się dowiedzieć tego od pana profesora, ale
pan nie raczy nawet spojrzeć na to, co znajduje się w kociołku. Równie dobrze
mogłabym przygotować inny eliksir o podobnym kolorze, co wywar żywej śmierci, a
pan profesor nawet by się nie zorientował, że mikstura jest niewłaściwa –
oświadczyła pewnie, próbując dalej rozprawić się z ingrediencją. Ziarno
wyślizgnęło jej się spod ostrza sztyletu i z impetem uderzyło Mistrza Eliksirów
w oko.
– Do
cholery, Thompson, chcesz mnie zabić! – krzyknął, łapiąc się za głowę w
okolicach skroni.
–
Przepraszam – wyjąkała. Zrobię zimny okład – kartkę papieru przetransmutowała
na małą ściereczkę, a ołówek zamieniła w kostkę lodu.
– Nie
dotykaj mnie, bo jeszcze zabijesz mnie przez przypadek – prawie wyrwał jej z
rąk kompres i przyłożył sobie go twarzy. A teraz słuchaj uważnie, weź sztylet i
rozmiażdż ziarno, powtórz tą czynność trzynaście razy…
– Ale w
podręczniku – przerwała mu.
–
Thompson, nie odzywaj się przez chwilę i posłuchaj się raz kogoś starszego i
bardziej doświadczonego od ciebie – posłał jej mordercze spojrzenie. I nie
przepraszaj, bo zaraz naprawdę moja cierpliwość się skończy – dodał szybko,
kiedy dziewczyna otworzyła buzię chcąc coś powiedzieć. Zaraz ją zamknęła i
tylko pokiwała głową, że rozumie, co do niej mówi.
– Tak
lepiej – jego usta znów wykrzywiły się w ironicznym uśmiechu. Kiedy już dodasz
sopofora, a eliksir przybierze liliowy kolor, zamieszaj go przeciwnie to ruchów
wskazówek zegara, ale po siedmiu razach zmień kierunek i raz poprowadź pipetę w
drugą stronę i tak aż eliksir stanie się przeźroczysty – poinstruował ją.
Dziewczyna
zrobiła wszystko według rad profesora i rzeczywiście ziarno dało się bez
problemów zgnieść. Po paru chwilach eliksir był gotowy. Zadowolona z siebie
przelała go do buteleczki i wręczyła profesorowi. Ten chwilę popatrzył się na
płyn wstrząsnął nim i odrzekł spokojnym głosem:
– Źle!
Jest zbyt mętny. W nagrodę wyczyścisz kociołek i posegregujesz sprawdziany.
–
Profesorze… – jęknęła. „A niech to szlag trafi przecież zrobiłam wszystko
według jego wskazówek” – zacisnęła pięści.
– Do
roboty i nie chcę słyszeć żadnych sprzeciwów. – ponaglił ją. – A różdżkę połóż
tu – wskazał wolne miejsce na biurku.
Krukonka
cicho westchnęła i zabrała się za sprzątanie. Miała ochotę rzucić na Nietoperza
jakieś niewerbalne zaklęcie, ale ten gdzieś wyszedł. Po chwili wrócił z dwoma
filiżankami herbaty. Kiedy już skończyła usiadła zmęczona naprzeciwko
nauczyciela, wzięła spory łyk napoju i skrzywiła się.
– Ble… Co
to jest? – spojrzała do kubeczka.
–
Cytrynowa rozkosz. Prawda, że pyszne? – upił bez mrugnięcia okiem.
–
Rozkosz? Chyba katorga. To jest strasznie kwaśne. Co właściwie znajduje się w
tej herbacie – zapytała.
–
Cytryny, grapefruity, czerwone porzeczki.
– Chyba
już wiem, dlaczego pan profesor ma taki cierpki humor każdego dnia –
uśmiechnęła się. Ja po wypiciu czegoś takiego na pewno nie chodziłabym
zadowolona na zajęcia – palnęła nieświadomie.
–
Thompson! Tylko bez takich komentarzy. Ja ci proponuje coś do wypicia, a ty tak
bezczelnie się zachowujesz. Pięć punktów w dół za niestosowne uwagi. Jeśli nie
chcesz to nie pij! Na drugi raz sto razy się zastanowię zanim ci coś
zaproponuję – rzucił.
– W takim
razie do widzenia, panie profesorze – wstała i z hukiem zamknęła za sobą drzwi.
– Wredny
Nietoperz! – krzyknęła już na korytarzu.
–
Thompson, jeszcze jedno słowo i będę zmuszony zaraz zaprowadzić cię powrotem do
mojego gabinetu i spędzisz tam bardzo miły szlaban w towarzystwie braci Weasley
– pojawił się niespodziewanie obok niej.
–
Yyyyyyy… Ja nic przecież nie mówiłam – zmieszała się.
– A ja
jestem ciotecznym stryjem, dziadka Filcha? A faktycznie teraz stwierdzam, że
eliksir jest jednak poprawnie przyrządzony - uśmiechnął się sarkastycznie.
– Mnie
już tu nie ma. Jeszcze raz do widzenia – pobiegała w stronę schodów
prowadzących do wyjścia z lochów.
– Oj Thompson,
Thompson będzie z tobą urwanie głowy – westchnął, po czym wszedł powrotem do
swojego gabinetu.
***
Rozdział
XXV za nami. Inspirowany poniedziałkowym seansem "Harry'ego Pottera i
Księcia Półkrwi". Boski Alan:D
Mam nadzieję,
że was usatysfakcjonuje, bo ja jestem z niego zadowolona:D Może za wiele się
nie dzieje, ale wymiana zdań pomiędzy Sophie, a Sev'em jest naprawdę ciekawa
(oczywiście możecie się ze mną nie zgodzić).
W
kolejnej notce powiedzmy weekendowej postaram się żeby było więcej akcji i
jakiś nieoczekiwanych zwrotów w życiu bohaterów tego bloga.
Dziś
dedykacja dla mnie:D Za ranne wstawanie i mocną kawę!
Pierwsza! Boska wymiana zdań xD Uwielbiam te ich kłótnie:) Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału:):):)
OdpowiedzUsuń~Annie
Nie masz litości nad czytelnikami, aby kończyć w takim momencie :)
OdpowiedzUsuńDialogi są świetne, z dużym poczuciem humoru, sarkazmem Seva i inteligentnymi ripostami Sophie. Rozkosz dla duszy :) Ja chcę stanowczo więcej.
Ja też byłam w pon. na "Księciu Półkrwi", ale wyszłam niezadowolona. Za mało Seva, stanowczo za mało, ale mi chyba nigdy nie będzie go dość. Widać duże wpływy filmu na ten rozdział, ale to tylko na +.
Serdecznie pozdrawiam i weny życzę.
~Merimaat
Oj Thomsom Thomson... Takiego Sevka jeszcze nie znałam... Świetne.
OdpowiedzUsuńZagadaj do mnie na gg 3993871. Masz głowę pełną wspaniałych pomysłów, chętnie Cię poznam nn.
lowcy-warth.blog.onet.pl - opowiadaie o wilkach, na które nie warto posćwiecić nawet klikniecie ;)
Pies_Yuki
Nooo! xd
OdpowiedzUsuńDialog między nimi po prostu boski^^
Znowu się uśmiałam:)) i wgl to fajne to wspomnienie Seva napisałaś.
A ja byłam na filmie w niedzielę i stwierdziłam, że się jeszcze raz wybiorę xd Zaje był^
pozdrawiam;*
~Dżo
B: Cudowne! Jak ja kocham takie dialogi! :D
OdpowiedzUsuńH: Gdy Bell powiedziała mi, że w tym rozdziale jest wspomnienie Snape'a dotyczące Jamesa i Lily nie mogłam sie powstrzymac i go przeczytałam. Coż, podobało mi się ^^
Pozdrawiamy i zapraszamy na nn na everything-and-nothing-diary.blog.onet.pl ;)
~Bell i Hidney
Hej!:) Dopiero wczoraj znalazłam Twój blog i chciałam napisać komentarz jak przeczytam... więc to robię: Bardzo fajnie piszesz! trochę mnie zaskoczyła ta amnezja ale mam nadzieję że pamięć Jej wróci:) Pozdrawiam i weny życzę
OdpowiedzUsuń~Amok44
AAAAA....
OdpowiedzUsuńwchodzę i patrzę 3 nowe notki
(cieszy mi się paszcza:D)
I po przeczytaniu muszę powiedzieć, że cię nie lubię! I koniec!
Głupi Sev(sama wiesz czemu), Głupia Sophie(bo zamiast rzucić się na Seva to jest dalej z tym kretynem) i głupi Marc(po prostu jest głupi!!!)
Tak w skrócie to tyle, a i jeszcze głupi Lordi Voldi, bo nie daje Severuskowi spokoju
Czekam na dalszy ciąg akcji... trzymam cię za słowo co do tego zwrotu akcji
pozdrawiam
panna Rickman(też głupia)
~panna Rickman
xD rozdział może być :p w końcu siadłam i nadrobiłam zaległosci. Alan- boooski, ale za to kawe sobie podaruje :P
OdpowiedzUsuń~bóg powieści