Severus
obudził się pierwszy. Kątem oka spojrzał na pogrążoną we śnie Sophie. „Jest
taka słodka i niewinna, a zarazem umie pokazać pazurki” – myślał wpatrzony w
spokojną twarz swojej uczennicy niewyrażającą żadnych emocji.
Kościstym
palcem przejechał po miękkim policzku uczennicy, odgarniając z jej twarzy
splatane kosmyki włosów. Była taka inna. Zupełne przeciwieństwo jego osoby.
Skóra podatna na działanie promieni słonecznych, nawet na początku wiosny miała
delikatny, brązowy koloryt. A jego? Kartka papieru była ciemniejsza od jego
karnacji. Włosy lekko falowane – lśniły w słońcu tysiącem odcieni. U niego
ciągle przetłuszczone, bez blasku z rozdwojonymi końcówkami. Jej ciało, takie
miękkie i ciepłe, niezaznaczone żadną chociażby maleńką szramą. O swoich ranach
i bliznach nie chciał myśleć. Ile ich było? Setki, jeśli nie tysiące. Wyleczone
czy nie, ale pozostaną w pamięci do końca życia.
Najpierw
ojciec „czule” opiekował się swoim synkiem, dogaszając papierosy na jego
plecach, rękach czy nogach albo gorący wrzątek wylany „przez przypadek” na
brzuch. W szkole Potter i koledzy nie pozwolili, aby zbytnio zapomniał o tym,
że jest gorszy, Bellatrix i Tom też nie byli delikatni, kiedy karali kogoś za
nawet najdrobniejsze przewinienia.
Nie tylko
fizycznie, ale również charaktery tych dwojga znajdowały się po przeciwnych
stronach biegunów. Zimny, sarkastyczny nauczyciel, Nietoperz z lochów – takie
określenia przylgnęły do niego zaraz po rozpoczęciu nauczania w Hogwarcie.
Budził postrach wśród uczniów, dzięki temu mógł kryć swoje uczucia pod maską
ironicznego uśmiechu i groźnego spojrzenia. Ona pierwsza nie przestraszyła się
jego metod wychowawczych. Śmiało przeciwstawiała się najdrobniejszym zakazom.
Łamała wszelakie zasady. Od pierwszego pocałunku, przez co raz śmielsze
pieszczoty wczorajszego wieczora, pyskówki podczas lekcji i przygotowań do
konkursu, pospanie w jednym łóżku z trzynaście lat starszym od siebie
nauczycielem.
Severus
westchnął cicho, ale tak, aby jej nie obudzić. Po chwili szukania jeszcze jakiś
innych różnic znalazł wreszcie jedną wspólną cechę. Zarówno on jak i Sophie
odznaczali się ponadprzeciętną wiedzą. Samo jej imię oznaczało „mądrość”, więc
od dziecka skazano ją na zgłębianie wszelakich nauk i szukania odpowiedzi nawet
na najtrudniejsze pytania. Dążyła uparcie tego, żeby stać się mądrzejszą od niego,
ale brakowało jej jeszcze dużo doświadczenia i kontrolowania swoich uczuć oraz
pragnień.
Przypomniał
sobie, siebie w jej wieku. Też lubił przesiadywać w bibliotece do późna
zagłębiając się w starych księgach. Kilkanaście razy udało mu się przechytrzyć
Irmę i zabrać do swojego dormitorium pozycje dotyczące czarnej magii. Do
dzisiaj pewnie biedaczka nie domyśla się, że znikniecie kilku starodruków to
jego sprawka. Posądzili o to Huncwotów, a że oni też mieli różne grzeszki na
sumieniu przyznali się od razu. To był chyba jedyny raz, kiedy miał satysfakcję
z tego, że im coś się nie udało.
– Dzień
dobry, profesorze – z zamyślenia wyrwał go zaspany głos dziewczyny.
– Dzień
dobry, Sophie. Jak się spało? – zapytał zupełnie mechanicznie, jakby czarownica
spędzała każdą noc w jego sypialni.
– Źle!
Strasznie pan profesor chrapie. Już nigdy nie skuszę się na spanie w takim
towarzystwie – westchnęła teatralnie.
–
Thompson, nie pozwalaj sobie, bo ostatnio cię za bardzo nosi! Sama się o to
prosiłaś. Mogłem spać na kanapie jak ostatnim razem – po namyśle stwierdził, że
palnął głupotę.
„Przecież
dziewczyna nie pamięta tego, że już kiedyś została u niego na noc. Severusie
myśl!” – zganił się w duchu.
–
Profesorze, czy ja o czymś nie wiem? – usiadła na łóżku i zawzięcie wpatrywała
się w swojego nauczyciela.
– Właśnie
wiesz nawet za dużo. Jeśli nie chcesz, żebym ci nie odebrał punktów to ubieraj
się i wracaj do siebie, bo niedługo nie będzie ci tak łatwo przedostać się
szkolnym korytarzem na zachodnią wieżę – poradził jej, subtelnie zmieniając
temat.
–
Dziękuję panu profesorowi – przytuliła się do jego pleców, a on wzdrygnął się
na tą czułość.
–
Thompson! – warknął, kiedy jej ręce znalazły się na jego brzuchu.
– Do
zobaczenia na eliksirach– rzuciła w pośpiechu całując go w szyję.
–
Thompson, dziesięć punktów straciłaś! – krzyknął, ale jej już nie było.
*
Błoga
cisza panowała na zamkowych korytarzach. Sophie szybkim krokiem przemieszczała
się w stronę zachodniej wieży Hogwartu. Z wypiekami na twarzy wspominała
wczorajszą noc. Musiała się przyznać do tego w końcu. Kochała Snape’a. Za jego
wisielczy humor od samego rana, odebrane punkty, szlabany, ukradkowe
spojrzenia, odrobinę dobroci, z której tak naprawdę nie do końca zdaje sobie
sprawę i jeszcze za nieziemskie pocałunki. Tylko, czy on czuje do niej to samo?
Dlaczego boi się jakiegokolwiek pozytywnego uczucia? Wiedziała, że musi odkryć
wszystkie jego tajemnice, aby zrozumieć jego postępowanie i pomóc nauczycielowi
otworzyć się na miłość.
– Mark...
co ty tutaj robisz o tej porze? Mieliśmy spotkać się jak zawsze na śniadaniu –
zapytała zaskoczona widokiem chłopaka przy swoim pokoju.
– O to
samo mógłbym zapytać ciebie? Gdzie byłaś przez całą noc? Nie mów mi, że w
swojej komnacie, bo i tak ci nie uwierzę! Byłaś u niego? – w głosie Mark’a
Edwardsa można było znaleźć wiele jadu i nienawiści.
– U kogo?
– U tego
pieprzonego Nietoperza! Dałaś mu? Dobry jest w łóżku? Lepiej całuje ode mnie? –
wepchnął dziewczynę do jej pokoju.
– Mark, o
czym ty mówisz? Nie spałam ze Snapem – skłamała, ale przecież nie mogła mu
wyznać tego, co się wydarzyło się jeszcze przed kilkoma godzinami.
– Nie
wierze ci! Zabije go jak nawet małym palcem cię dotknie!– zagroził. – Pedofil z
niego jest i tyle!
– Uspokój
się! – zamachnęła się i uderzyła chłopaka prosto w twarz z otwartej ręki. –Zabraniam ci tak o nim mówić! On jest
zagubiony i trzeba mu pomóc.
– W takim
razie pomagaj mu! To koniec z nami. Rozumiesz? Koniec! – wyszedł trzaskając
drzwiami.
Sophie
poczuła się jakoś dziwnie. Jakby ciężki kamień spadł jej z serca. Nawet się nie
rozpłakała z tego powodu, że Mark z nią zerwał, a nawet się ucieszyła, ponieważ
mogła bez wyrzutów sumienia zacząć zdobywać serce Mistrza Eliksirów. Zadowolona
wzięła prysznic i udała się na śniadanie.
*
–
Severusie dobrze, że już jesteś. Proszę usiądź – Albus wskazał Snape’owi
miejsce naprzeciwko siebie.
–
Albusie, streszczaj się, bo za piętnaście minut mam lekcję z czwartym rokiem.
– Co
łączy cię z panną Thompson? – zapytał zanim Mistrz Eliksirów usiadł w fotelu.
– No to
rzeczywiście się walnąłeś prosto z mostu, o co ci chodzi. Z panną Thompson
łączy mnie to, że muszę ją jakoś przygotować do konkursu, mieć z nią lekcje,
jadać posiłki w Wielkiej Sali, stykam się z nią również, kiedy mijamy się na
korytarzu. Albusie, nie rozumiem twojego pytania – powiedział spokojnie.
– Nie
chodzi mi o to. Czy ten konkurs to nie jakaś przykrywka do tego żeby spędzać z
Sophie więcej czasu? Severusie, czy czasem się w niej nie zakochałeś? Czy to,
dlatego, że Tom kazał ci to robić?
– Te
twoje cytrynowe dropsy już ci na mózg działają? Skąd te przypuszczenia, że
mógłbym coś czuć do panny Thompson? Traktuje ją tak samo jak innych uczniów –
nadal mówił głosem pozbawionym emocji, chociaż w środku wszystko się w nim
gotowało.
– W takim
razie, dlaczego dzisiejszej nocy nie spała u siebie w dormitorium?
To
pytanie spowodowało, że w Mistrz Eliksirów poderwał się z krzesła i prawie
doskoczył do Dumbledore’a.
– Skąd to
wiesz? Kto ci to powiedział? – w jego oczach można było dostrzec furię.
–
Severusie, uspokój się! A więc to prawda? Spała u ciebie?
– Tak,
spała! A to tylko, dlatego, że późno skończyła szlaban i zarobiłaby kolejny u
Filcha. Była też roztrzęsiona po tym jak powiedziałeś jej o pobycie jej matki w
szpitalu. Dobrze, że chociaż nie zdradziłeś jej, że choroba, którą chcą
zdiagnozować może być śmiertelna, bo to by ją do końca rozstroiło – przyznał
się. – A teraz lepiej powiedz, kto ci to powiedział, że została u mnie, bo nie
będę taki miły jak jeszcze przed paroma minutami.
– Prosił
żeby nikomu o tym nie mówić.
–
Edwards! Zabiję gnoja! Albusie, otwórz te drzwi, bo inaczej wyjdę razem z nimi!
– Mistrz Eliksirów mocował się z mosiężną klamką.
–
Severusie! Bądź poważny! – Dropsowi również udzieliły się emocje Nietoperza.
– Albusie,
spóźnię się na lekcje – powiedział po chwili spokojnym już głosem.
– Nie rób
niczego, co potem będziesz żałował – rzucił do wychodzącego nauczyciela
eliksirów.
*
Mrok
powoli ogarniał świat. Blade promienie kwietniowego słońca ostatkiem sił próbowały
jeszcze walczyć z pierwszymi gwiazdami pojawiającymi się na bezchmurnym niebie.
Niestety bezskutecznie. Cykl dnia i nocy musiał być zachowany, aby przyroda nie
została zaburzona takim obrotem. Tak samo dzieje się w życiu człowieka. Kto się
urodził, umrzeć musi. Oczywiście najlepiej gdyby nikt nie odchodził, ale wtedy
na świecie byłoby za mało miejsca na pomieszczenie tylu istnień, dlatego natura
wybrała takie rozwiązanie, z którymi nie wszyscy godzą się od razu.
Najlepiej
jest, kiedy ludzie starsi, którzy przeżyli już wiele swoich dni, doświadczyli
masę dobrych jak i złych chwil opuszczają ziemię, aby udać się w stronę
lepszego i bezpieczniejszego świata, jakim jest niebo dla chrześcijan bądź coś
o podobnym znaczeniu w innych religiach. Co dzieje się wtedy, kiedy śmierć
wybiera osoby w średnim wieku, młodzież szkolną albo w najgorszym przypadku
maleńkie dzieci? Dlaczego takie osoby też potrzebne są po tak zwanej „drugiej
stronie”? Chyba tak naprawdę każdy dowie się w ostateczną godzinę swojego
życia, kiedy pani w czarnej szacie z kapturem na głowie i kosą w ręku przyjdzie
po nas i zabierze ze sobą do krainy, z której już nie można powrócić.
Choroba
spadła na Isabelle Thompson jak grom z jasnego nieba. Pewnego dnia poczuła się
źle i wiedziała, że objawy, które posiada nie wskazują na to, że stan jej
zdrowia prędko się poprawi.
Białaczka
– tak brzmiał wyrok. Lekarz nie krył się z nią, że stadium choroby jest tak
zaawansowane, że pozostało jej zaledwie kilka miesięcy życia. Nie wiedziała, co
spowodowało pojawienie się choroby. Zawsze odżywiała się zdrowo, nie paliła,
alkohol piła tylko z jakiś specjalnych okazji. Uprawiała mugolskie sporty, aby
mieć dobrą kondycję i szczupłą sylwetkę. Nie powinna jej dopaść taka straszliwa
dolegliwość, a jednak...
„Czyżby
to kara za rozpad małżeństwa i związanie się z dużo młodszym mężczyzną? –
myślała często.
Sophie!
To teraz o niej musiała myśleć najwięcej. Nie mogła zostawić jej bez
zabezpieczeń na przyszłość. Na Roberta nie miała, co liczyć. sam był w
niebezpieczeństwie – musiał ukrywać się przed dementorami, George zbyt stary,
żeby wrócił do Londynu, a przecież synana pastwę losu też nie zostawi,
przyjaciele z mugolskiego instytutu biologicznego nie powinni mieć styczności
ze światem magii. Pozostawało jedno wyjście. Ostateczne. Poprosić o pomoc Toma.
*
Gdyby się
wczoraj nie powstrzymał pewnością doszłoby do czegoś więcej niż tylko śmiałych
pieszczot i cichych pojękiwań. Musiał przyznać, że dziewczyna miała niespożyte
pokłady energii. Zrobiło mu się dziwnie przyjemnie, kiedy przypomniał sobie, z
jakim zacięciem rozpinała guziki przy jego surducie, a potem od koszuli by w
końcu przyłożyć swe usta i pieścić nimi jego nagi tors. Kiedy odsunął ją
delikatnie od siebie dając do zrozumienia, że dzisiejszej nocy powinna
zachowywać się bardziej stosownie, fuknęła i zaczęła zbierać swoje rzeczy
porozrzucane po całej sypialni. Musiał jej tłumaczyć, że wyjście o tej porze w
takim stroju wiąże się ze stuprocentowym spotkaniem Filcha, szlabanem, a może
nawet wydaleniem ze szkoły. Posłuchała. Zmieniła za pomocą czarów swój poranny
strój w piżamę i skierowała się w stronę łazienki. Po kąpieli szybko wślizgnęła
się pod kołdrę. Nie wiedział, co zrobić, kiedy przytuliła się do niego. Jej
cichy i miarowy oddech oraz ciepło ciała uspokoiły go od razu. Nawet nie
wiedział, kiedy przeniósł się do krainy snów.
*
Kolejna
natchniona notka. Powiedziałabym, że słodko-kwaśna... Każdy znajdzie coś dla
siebie. Teraz już życie wszystkich bohaterów będzie się komplikować, mniej lub
więcej. No i pojawi się długo niewidziany przez wszystkich Voldzio;D
Proszę
powiadomienia zostawiać w spamowniku, po powrocie przejrzę go i odwiedzę wasze
blogi:)
Dedykacje
dla:
- Dżo
- twój ostatni rozdział natchnął mnie na czwartą odsłonę rozdziału:)
- Panny
Rickman - ani mi się waż kończyć z pisaniem o Sev'ie! Dziękuję, że o mnie
myślisz;*
- Annie
- żeby pisała dłuższe komentarze, bo te krótkie mnie nie satysfakcjonują. Mam
nadzieję, że dziś nie doszukasz się literówek;p
Chciałabym
powiadomić, że robię sobie małą przerwę w pisaniu, ponieważ jutro z rana jadę
na kilka dni nad polskie morze |jupi| Raczej nie znajdę czasu na zrobienie
jakiegokolwiek wstępu do nowego rozdziału. A co Pannie S też należy się urlop;D
Sam początek co nieco przypomina jeden z moich, nie wiem czy to zbieg okoliczności czy celowy zamiar.
OdpowiedzUsuńReszta notki jest ciekawa. Mark pokazał swoje prawdziwe oblicze, Severus wreszcie wie, co czuje do Sophie. Albus domyśla się, co się święci.
Ładne opisy, dobrze poprowadzone dialogi.
Oby tak dalej.
Pozdrawiam
~Merimaat
Mega! xD
OdpowiedzUsuńNormalnie cieszyłam się jak głupia jak przeczytałam, że koniec z Mark'iem=]
Szkoda, że jej mama jest chora, jestem ciekawa jak Sophie to przyjmie.
Wreszcie będzie Voldi! Ołł je xD Ale się za nim stęskniłam;p
Dziękuję za dedykację i miło mi, że mój rozdział się podobał:) Fajnie, że Cię natchnęłam, bo końcówka bardzo dobrze Ci wyszła.
Miłego pobytu nad morzem życzę:] Wracaj z nową dawką pomysłów i weną! x)
~Dżo
Wiesz co, "odpoczynek"? Nie normalnie, nie przeżyję tego!
OdpowiedzUsuńI co, mam czekać tak po prostu na rozdział 30?
No dobra, sama też wybieram się na tygodniowy urlop...niech ci bedzie
Co do rozdziału to właśnie takie lubię
coś wesołego i smutnego zarazem:)
Już myślałam że Snape wyważy te drzwi, taki z niego... mmm... brakło mi słowa (moja wyobraźnia jak widac pracuje)
ciekawe jak Sophie, teraz taka beztroska i na swój sposób szczęśliwa przyjmie "wyrok matki"
no ale czas pokaże... pewnie zapowiada się kilka smutnych rozdziałów
zobaczymy
A i Pannie Jonas byłoby miło gdybyś zgłosiła się do naszej ocenialni, nie postawiłyśmy żadnej piątki, więc możesz byc pierwsza:D
no ale nie żebym sugerowała ci coś:)
panna_rickman@onet.eu
Notka świetna:) Dłuuugiego komentarza nie napisze, bo już późno;p ale bardzo mi się podobała reakcja Snape'a, jak dowiedział się, że Mark się wypaplał przed Dumbledorem:D
OdpowiedzUsuń~Annie
Nie zdążyłam skomentować poprzedniej notki, patrzę i jest kolejna xD zdjęcie było genialne, ąz się przeraziłam xD
OdpowiedzUsuńCo do notki, to bardzo podobał mi się tekst z tymi drzwiami xD
nie myślałam, że związek Sophie się tak skończy. byłam przekonana, że dowie się ona prawdy. a tu proszę :)
Pozdrawiam
Alex
~anabell-severus.blog.onet.pl
B: Pięknie! Bardzo mi się podobało, ale dla mnie to było za mało. Ja nie wytrzymam bez kolejnego rozdziału...
OdpowiedzUsuńMam dużego zaciesza, bo w końcu Mark zerwał z Sophie :D Coś czuję, że Severus odegra się na donosicielu XD Nie wiem co jeszcze napisać. Po prostu świetny rozdział :) Miłego wypoczynku nad morzem ;)
Pozdrawiamy
~Bell i Hidney
Hej :) Przeczytałam to, co napisałaś do tej pory i muszę przyznać, że choć początkowo nie byłam przekonana do tematu: Snape i uczennica, to po tym, co udało Ci sie stworzyć, nie mogłam nie mienić zdania :)
OdpowiedzUsuńOpowiadanie czyta się rewelacyjnie - wyraźnie zarysowani bohaterowie, plastyczne opisy, które naprawdę robią wrażenie, ciekawe pomysły (choć ten wątek, gdy Sophie była nieprzytomna w szpitalu wydał mi sie trochę niedopracowany - czegoś tam po prostu brakowało...), świetny wygląd samego bloga - nie sposób tego nie zauważyć. Ale, ale - nie mogę sie przecież wyrażać w samych superlatywach ;)
Zdarzają sie drobne błędy i literówki, za które jednak nie potępiam, bo kto ich nie robi? Jednak jeśli nie uznasz tego za straszne wścibstwo - chcialabym Ci coś tak nieśmiało i cichutko zasugerować... Jeśli możesz, to zrób to dla mnie i zastanów się, czy nie brakuje tu trochę problemów natury moralnej? Czy Sophie się nie zastanawia poważnie nad tym, co może jej grozić, gdy jej związek (choć to na razie chyba trochę naciągane słowo) z nauczycielem wyjdzie na jaw? Czy o tym nie myśli? A Snape? O jego uczuciach wspominałaś, ale nadal czuję niedosyt... I czy Sophie nie ma żadnych znajomych w Hogwarcie prócz Marka i bezimiennych uczniów z młodszych klas?...
Mam nadzieję, że nie masz mi za złe tego, co tu powypisywałam :):):)
Z niecierpliwością czekam na następną notkę.
~hope357
I znow pieknie! Ty zawsze masz wene? Piszesz po prostu najpiekniejsze opowiadania, a na tym blogu szczegolnie mi sie podobaja. Nie moge sie doczekac nastepnej notki. Powiadomisz mnie na pani-trzech-serc.blog.onet.pl Z gory dzieki:)
OdpowiedzUsuń~.Pani Trzech Serc
wracam ze szkoły w podłym nastroju, patrzę jest! na mojej twarzy pojawił się uśmiech(normalnie jakbym zobaczyła pewnego pana w sandałach)
OdpowiedzUsuńgratuluję dobicia do 30 rozdziału, życzę ci kolejnych trzydziestu a jeśli starczy ci siły i czasu(bo pomysłów na pewno masz wiele) to nawet stu i wielokrotności!
wspaniały opis przyrody na początku, aż mi się żal zrobiło myśląc, że niebawem za oknem zobaczę jedynie biały puch w odcieniach miejskiej szarości:/
No i trochę historii wprowadziłaś do swej opowieści. no i znowu mnie na sentymenty zebrało, dobra daruję sobie.
Te niezapominajki od Snape'a były bardzo trafionym pomysłem...
ale chyba nie zamierzasz zrobić z Sophie śmierciożercy?
pozdrawiam gorąco
~panna Rickman
Zupełny szok!!! Severus wręczył swojej uczennicy bukiecik niezapominajek ni z tego ni z owego? Mroczny nietoperz Hogwartu odważył się na taki desperacki krok? Coś mu się stało, że postąpił w ten sposób? Czy zbliżająca się śmierć matki Sophie tak na niego wpłynęła?
OdpowiedzUsuńJak widzisz same pytania mi się nasuwają. Jestem strasznie ciekawa co Tom wymyśli wobec Sophie i jak ona na to zareaguje. Czy ona pamięta Riddle'a?
Śliczne opisy i dobre dialogi między parą tego rozdziału.
Oni siedzieli nad jeziorem kilka godzin, tak? Nikt w tym czasie nie zainteresował się, gdzie jest Mistrz?
Notka bardzo fajna, podobała mi się, ale Severus nie całkiem mi pasuje w tej postaci. Za bardzo podoba mi się jego mroczna strona :).
Pozdrawiam
PS Zyskałaś wiele sympatii przez wprowadzenie takiej roli dla Historii :) Ukłon w Twoją stronę.
~Merimaat
Snape i niezapominajki?:D Jaki czuły z niego mężczyzna. Super, że pojawia się Voldemort:D Będzie jeszcze ciekawiej;p
OdpowiedzUsuń~Annie
B: Kurcze nie wiem co napisać, żeby to było z ładem i składem XD Bardzo mi się podobało (ta wiem taki banał, ale to prawda). Piękny opis na początku. Sama się wczułam w tą wiosenną atmosferę. Jakoś nie mogę sobie Severusa wyobrazić jak daje bukiecik niezapominajek XD Nie no już sobie wyobraziłam XD Za to druga część z Isabelle mnie wzruszyła. Nie wiem dlaczego tak po prostu...
OdpowiedzUsuńCo do naszego opowiadania to już Cię uspokajam - jak na razie nie mamy zamiaru łączenia Mel' z Voldkiem, bo uważamy to za mało oryginalny pomysł. No to chyba już wszystko.
Pozdrawiamy ;)
~Bell i Hidney
No pięknie jak zawsze xD
OdpowiedzUsuńHeh! I ten kwiatek:) Jakie to romantyczne...ehh;]
Ogólnie fajnie Ci wyszedł fragment z książki xD Normalnie jak z prawdziwej takiej;p
I znowu spóźniony komentarz od Dżo xp No ale niestety....oprócz szkoły doszły jeszcze problemy sercowe i nie jest fajnie. A opowiadanko to taka miła odskocznia od codzienności:)
Gratuluję jubileuszu!;*
~Dżo