Severus jeszcze chwilę wpatrywał się w zamglone oczy
swojej uczennicy, nie był pewien czy dobrze postępuje. Położył rękę na jej
udzie i wtedy... poczuł znajomy ból rozchodzący się po całym ciele. Czuł się
jak sparaliżowany. Pieczenie nie ustępowało. Krukonka patrzyła na niego z
przerażeniem...
– Sophie, lepiej będzie jak już pójdziesz– wycedził dosyć
spokojnie.
– Panie Profesorze, co się dzieje? Coś pana boli? –
zapytała przestraszona na trzymającego się za rękę nauczyciela.
– Thompson, czy ty od słowa nie rozumiesz? Wynoś się
stąd! – ryknął jak rozjuszony lew.
Dziewczyna nie zastanawiała się długo nad tym, co ma
robić. Szybko podniosła się z kanapy i z impetem opuściła gabinet Snape’a.
Korytarz w lochach prowadzący w stronę schodów dłużył się
niemiłosiernie. Słone kryształki spływały po policzkach dziewczyny mocząc
seledynowy sweterek. Była tego pewna, Snape chciał ją pocałować. Miliony pytań
kłębiło jej się w głowie. Co spowodowało nagły bólu nauczyciela? Czyżby to ona
tak działała na niego? Dlaczego odezwał się do niej w ten sposób? Wiedziała
jedno. Nie będzie mówić nikomu o tym zdarzeniu.
Skręciła w stronę wieży, gdzie znajdował się Pokój Wspólny Ravenclav’u. Przed portretem Szarej Damy wytarła mokre oczy. Postać z obrazu spojrzała z troską na dziewczynę i wpuściła ją od razu do środka po podaniu hasła. W środku siedziało kilkoro uczniów jej domu. Na widok Sophie rozmowy momentalnie umilkły. Pierwszy raz widzieli ją w takim stanie. Zawsze uśmiechnięta, pełna energii – teraz podpuchnięte oczy, czerwone policzki zdradzały wcześniejszy płacz.
Skręciła w stronę wieży, gdzie znajdował się Pokój Wspólny Ravenclav’u. Przed portretem Szarej Damy wytarła mokre oczy. Postać z obrazu spojrzała z troską na dziewczynę i wpuściła ją od razu do środka po podaniu hasła. W środku siedziało kilkoro uczniów jej domu. Na widok Sophie rozmowy momentalnie umilkły. Pierwszy raz widzieli ją w takim stanie. Zawsze uśmiechnięta, pełna energii – teraz podpuchnięte oczy, czerwone policzki zdradzały wcześniejszy płacz.
– Co się tak gapicie? Jestem gdzieś brudna? – zapytała
ironicznie spoglądając na bluzkę. Po czym przeszła z podniesioną głową obok
zszokowanych kolegów i koleżanek.
Dopiero u siebie w pokoju ponownie się rozpłakała. Miękka
poduszka w słoniki była jedyną powierniczką w długie większości przepłakane
noce. Ta pustka, która wypełniała głowę dziewczyny była nie do zniesienia.
Próbowała wydobyć z pamięci wydarzenia, które zdarzyły się w przeszłości – na
próżno. Czuła dziurę nie tylko we wspomnieniach, ale i w sercu. Niby uczucie,
którym po wypadku obdarzyła Mark’a było gorące i świadome, ale gdzieś w głębi
coś podpowiadało jej, że ta miłość może stać się tylko fikcją, która zaprowadzi
ją na skraj załamania. Szybko jednak odgoniła te myśli sądząc, że są one
spowodowane rozdrażnieniem po sytuacji, jaka zdarzyła się w lochach. „Pieprzony
Nietoperz!” – uderzyła pięścią w miękką poduszkę.
Po chwili usłyszała ciche pukanie do drzwi. W tym momencie nie chciała się z nikim widzieć. Nie odezwała się nic. Udawała, że jej tam w ogóle nie ma. Nakryła się na głowę kołdrą sądząc, że taki manewr spowoduje, że zniknie z tego pomieszczenia. Oddychała ciężko, co chwila połykając nowe porcje łez. Na jej pozorną ciszę odpowiadało spokojne i miarowe stukanie palcem w drewnianą deskę oddzielającą dwa pomieszczenia od siebie, przed którą można przejść, kiedy naciśnie się klamkę. Z minuty na minutę hałas, który dobiegał zza ściany zaczął ją denerwować. W końcu skapitulowała i ociągając się jak najwięcej można skierowała się w kierunku drzwi. Za nimi stał Mark.
Po chwili usłyszała ciche pukanie do drzwi. W tym momencie nie chciała się z nikim widzieć. Nie odezwała się nic. Udawała, że jej tam w ogóle nie ma. Nakryła się na głowę kołdrą sądząc, że taki manewr spowoduje, że zniknie z tego pomieszczenia. Oddychała ciężko, co chwila połykając nowe porcje łez. Na jej pozorną ciszę odpowiadało spokojne i miarowe stukanie palcem w drewnianą deskę oddzielającą dwa pomieszczenia od siebie, przed którą można przejść, kiedy naciśnie się klamkę. Z minuty na minutę hałas, który dobiegał zza ściany zaczął ją denerwować. W końcu skapitulowała i ociągając się jak najwięcej można skierowała się w kierunku drzwi. Za nimi stał Mark.
– No już myślałem, że nie otworzysz. Miałem wyparzyć
drzwi – uśmiechnął się promiennie, ale kiedy zobaczył, w jakim stanie jest jego
dziewczyna od razu mina mu zrzedła. Sophie skarbie, co się dzieje? – wszedł do
pokoju bez zaproszenia.
– Nic – uśmiechnęła się słabo, wyciekając i tak już mokrym rękawem swoje zapuchnięte oczy.
– Nic – uśmiechnęła się słabo, wyciekając i tak już mokrym rękawem swoje zapuchnięte oczy.
– Nie wciskaj mi kitu, że wszystko jest okey. Mówi mi
prędko, dlaczego płakałaś – spojrzał na nią swoimi zielonymi oczami pełnymi
troski.
– Mark, bo... uwierz mi to dla mnie trudne mówić o swoich
uczuciach. Może kiedyś byłam inna, ale teraz się zmieniłam. Ten wypadek. Moja
śpiączka... – broda znów zaczęła jej się trząść. Mark, ja nic nie pamiętam! Mój
charakter, zachowanie całkowicie się zmieniły. Jestem inna... Zostań ze mną.
Pozwól poczuć mi, że ktoś rozumie pustkę, która wdziera się do mojego umysłu
raniąc mnie – wtuliła się w chłopaka i pozwoliła łzą swobodnie płynąć po
policzkach.
– Cicho. Kochanie, płacz – mówił spokojnie głaszcząc
roztrzęsioną dziewczynę po rozczochranych włosach.
Przez parę chwil wtuleni w siebie stali na środku pokoju.
Mark powoli podniósł podbródek Sophie. Delikatnie przejechał kciukiem po
rozpalonych policzkach wycierając mokrą twarz. Przez chwilę wpatrywał się w
zapłakane oczy Krukonki, na jej długich rzęsach można było dostrzec maleńkie
kropelki łez.
– Wiesz, co? Kocham Cię – złożył na ustach czarownicy
delikatny pocałunek.
– I nigdy byś mnie nie skrzywdził? – zapytała nie wiadomo dlaczego.
– I nigdy byś mnie nie skrzywdził? – zapytała nie wiadomo dlaczego.
– Oczywiście, że nie – uśmiechnął się, po czym znów
zaczął całować ją w usta.
Delikatne muśnięcia po rozgrzanych wargach, ciche
mruknięcia zadowolenia, przyspieszone oddechy. To teraz łączyło Sophie i
Mark’a. Nie liczyło się dla nich prócz bliskości dwóch ciał złączonych w
namiętnym tańcu pożądania.
***
– Do jasnej cholery, Severusie ślimaczysz się jak żółw
błotny na pogrzeb swojej teściowej. Trochę więcej energii, bo stary przecież
jeszcze nie jesteś – rzucił na powitanie Tom. Co tam u Sophie?
– Panie, jak chcesz wiedzieć to sam się jej zapytaj! –
Snape spojrzał zimno na swojego władcę.
– Nie dość, że Isabelle odwołała ślub to jeszcze ty się
przeciwstawiasz. Myślałem, że ty jesteś inny, ale nawet Czarny Pan się myli –
westchnął teatralnie. Severusie, weź się w garść! Nie po to Cię mam żebym
odwalał całą robotę sam.
– Sam sobie jesteś Panie winien, że matka dziewczyny
odeszła. Nie trzeba było być w gorącej wodzie kąpanym i samemu nie robić
nalotów Robertowi. Gdybyś wstrzymał się kilka dni to byśmy załatwili całe
Ministerstwo i w tym momencie być może Sophie zostałaby wcielona do twoich
szeregów.
– Wmawiasz mi, że to wszystko moja wina? – zagrzmiał
Voldemort i niezauważenie wyjął z szuflady różdżkę.
– Mówię tylko, że działałeś Panie zbyt pochopnie – stwierdził
Severus spokojnie.
– Nikt mi nie będzie mówić, co robię dobrze, a co źle: Crucio – z różdżki Czarnego Pana
trysnęło oślepiające światło.
***
Kolejny rozdział za wami... Jak wrażenia? Pewnie znowu
nie żyję, ale cóż ja na to poradzę, że jestem zła i lubię pastwić się nad moimi
czytelnikami;)
Wiem, że rozdział jest krótki i do bani, ale moje
samopoczucie nie pozwoliło na napisanie większej ilości tekstu(czytałam
"Przed świtem" - Ci co czytali to wiedzą dlaczego miałam załamkę) .
Postaram się w kolejnej notce namazać coś ciekawszego o
ile wena na to pozwoli...
A jak Wam się podoba nowy wystrój bloga? Dwa dni nad nim siedziałam i powiem szczerze, że mi się strasznie podoba;)
A jak Wam się podoba nowy wystrój bloga? Dwa dni nad nim siedziałam i powiem szczerze, że mi się strasznie podoba;)
Dedykacja dla:
- Annie - zobaczysz, że świat się jeszcze
na nas pozna:)
- Merimaat - dzięki Tobie moja wena wraca:)
- panny Rickman - bo, z rozdziału na rozdział
zaskakujesz mnie - oczywiście pozytywnie:) No i nie upiłaś Sev'a:P
- Dżo - zabieraj się Kochana za nową opowieść.
Liczę na Ciebie:)
oraz... chyba pierwszy raz na mojej "czarnej
liście"
- Sensibility - za ostatni rozdział, bo naprawdę
mnie urzekł. Oby tak dalej:)
Oj pozna xD A notka suuuper;) Ten Mark mnie coraz bardziej wkurza;p A Sev i Tom - bosko:) Krótko, ale perfekcyjnie, a przecież to się liczy najbardziej;)
OdpowiedzUsuń~Annie
No ja mam nadzieję, że zaskakuję:) a co do upicia Seva to jestem z siebie dumna:D w sumie sama po ostatnim weekendzie przechodzę na abstynencję (do następnego razu, oczywiście)
OdpowiedzUsuńNo ale tak, zanim zapomnę, dziękuję za dedykację.
Za każdym razem gdy zmieniasz wystrój bloga nie mogę się napatrzeć, taka jestem zachwycona
śliczny nagłówek
A teraz koniec słodzenia, należy ci się porządny ochrzan! Po pierwsze, ja zaczęłam czytać a tu już koniec nie no zabić cię to mało.
Po drugie nie żyjesz, za to wezwanie Toma? On ma jakiś radar wyczuwający najmniej odpowiednie chwile, czy co?
A po trzecie to co to miało być to na koniec? Nie lubię cię... Cruciatusy na Seva! Niedobra ty!
Powinnam zgadać się z twoimi czytelnikami, zrzucić się i wynająć panów, którzy znajdą cię i dadzą ci do zrozumienia, że jesteś niedobra dla swoich zacnych czytelników.
Otak!
No to chyba tyle mam ci do powiedzenia
Bój się bój:D
~panna Rickman
Ołł! xd super;) Tylko czemu krótko znowu, nooo? Ja czytam i nagle mi się literki skończyły. Chcesz mnie do płaczu doprowadzić? Ja chcę następnym razem taki dłuuuuugi rozdział;p Poproszę:]
OdpowiedzUsuńAle ten Mark...bleee...nie lubię go;p A Snejpkowi się oberwało. Biedaczek.
Czekam na next xD
I wgl to twoje prośby zostały wysłuchane:)
http://vampire-element.blog.onet.pl/
Zapraszam na nowe opowiadanie^^
pozdrawiam;*
ps. Nowy wygląd mega! xp
dzo_19@onet.eu
B: No wystrój bloga jest naprawdę super :) Mam nadzieję, że pamięć Sopchie powróci. Akurat w takim momencie musiał się zapalić mroczny znak? I do tego w takim momencie przerwać? No wiesz ty co. Czekam na nową notkę.
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy
~Bell i Hidney
Rozdział był rzeczywiście krótki, ale zawsze lepsze to niź nic. Nie wiem co cię podłamało w tej książce. ja osobiście ubolewam tylko nad jej treścią. Zrobił sie z niej harlekin w ostatniej części.
OdpowiedzUsuńmarki jest odważny, utrzymując ich "związek". Jak tylko Sophie odzyska pamięc nie będzie juz tak kolorowo.
Pozdrawiam
~bóg powieści
Wygląd bloga zasługuje na jakieś wyróżnienie ze strony onetu :) Co do rozdziału - krótki, ale jakże treściwy. Uczucia pomiędzy Sophie, a Markiem przybierają na sile, tylko gdy ona dowie się prawdy lub wróci jej pamięć, to Mark oberwie i to porządnie, znając jej prawdziwy charakter. Cóż dalej stało się między pożądającymi się wzajemnie uczniami? ;) Pozostaje mi się tylko domyślać.
OdpowiedzUsuńSev i Tom rozmawiają jak starzy przyjaciele, co trochę mi wadzi, przypominając sobie kanon, ale z drugiej strony ukazujesz Voldemorta z nieznanego wcześniej punktu. To działa zdecydowanie na Twą korzyść.
Jak mogłaś dopuścić, by ten zdradziecki Riddle skrzywdził kochanego Severuska? :)
Na poważnie: bardzo mi się podobało, znów humor ze strony Seva, uczucia i opisy w roli głównej Sophie, czyli wszystko co dobre opowiadanie powinno zawierać.
Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za dedykację.
P.S Jak wyniki na uczelniach?
merimaat@onet.eu
Widzę zmiany. Szablonik naprawdę śliczny.
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału, urzekł mnie tekst o żółwiu błotnym, wybierającym się na pogrzeb teściowej (czy jakoś tak). To sprawiło, że choć na chwilkę na mych ustach zagościł uśmiech.
Ciekawa jestem co sprawiło Severusowi tak wielki ból. Zaskakujesz...
Dziękuję za dedykacje, jest mi niezmiernie miło. Odwzajemnie się na pewno.
Pozdrawiam [sensibility-love]
~Sensibility