Niby tą
samą osobę, co wczorajszego wieczora widziała Sophie w łazienkowym lustrze – te
same brązowe oczy, choć trochę podpuchnięte, zgrabny nos, kształtne usta,
rumiane policzki i rozczochrane włosy, ale jakby to wszystko było jakieś inne.
Gdyby można było zajrzeć w głąb ludzkiej duszy z pewnością w wielu przypadkach
okazałoby się, że na pozór silni ludzie są delikatniejsi od kwiatu lilii.
Często też problemy, z którymi muszą się zmierzyć przerastają ich i trudno
potem po pokonaniu wszelakich przeciwności losu powrócić do normalnego życia.
Krukonka długo wpatrywała się w swoje odbicie. Analizowała kawałek po kawałku
swoją twarz. Z jednej strony tak dobrze znajomą, a z drugiej szalenie obcą. W
głowie kłębiło się milion myśli. Na temat ślubu, Toma, Snape’a i jeszcze wielu,
wielu innych. Zastanawiała się czy sobie poradzi z tym, czym los chce ją
obdarzyć.
Kiedy
wyszła z łazienki była w trochę lepszym humorze, ale jeszcze nie czuła się na
tyle dobrze, żeby opuszczać swój pokój. Odsłoniła ciężkie zasłony. Drobne pyłki
kurzu zaczęły tańczyć w blasku grudniowego słońca. Widać było, że kotary już
dosyć długo nie miały kontaktu z wodą i proszkiem. „Musi poprosić Konrada o ich
odświeżenie, bo w kurzu mieszkać nie będzie” – zadecydowała. Otworzyła okno.
Mroźne powietrze momentalnie wdarło się do środka. Czarownica wciągnęła porcję orzeźwiającego
tlenu. Podziałało to na nią jak balsam. Uwielbiała ten zapach. Z utęsknieniem
czekała, kiedy chociaż mała warstwa białego puchu pokryje ziemię, aby móc
wyszaleć się na śniegu. Odważyła się wyjść na balkon. Nie przeszkadzało jej to,
że ma na sobie jedynie cienką piżamę. Stała tam przez dłuższy czas wpatrując
się w nagie drzewa i szare ulice.
– Niech
panienka natychmiast wraca do pokoju, bo się przeziębi – dobiegł ją głos
kamerdynera.
– Dzień dobry Konradzie. Spokojnie jestem zahartowana – uśmiechnęła się. Mógłbyś w wolnej chwili postarać się, aby te zasłony odzyskały dawną świetność.
– Dzień dobry Konradzie. Spokojnie jestem zahartowana – uśmiechnęła się. Mógłbyś w wolnej chwili postarać się, aby te zasłony odzyskały dawną świetność.
– Jak
sobie panienka życzy. Proszę się ubrać, bo za chwilę podaję śniadanie. Chyba,
że panienka życzy sobie posiłek do pokoju? – zapytał.
–
Dziękuję Konradzie. Zaraz będę gotowa. A mama już wstała?
– Tak.
Jest w... sypialni pana Toma – w głosie majordomusa czarownica odczytała lekkie
wahanie.
W szafie
dziewczyna znalazła dawno nienoszoną bluzkę. Całkowicie aseksualną. Kolor
czarny, bez dekoltu no i zakrywającą przedłużenie pleców. Do tego dodała
ulubione jeansy i znoszone, choć wygodne kozaki. Chciała wyjść nawet bez
makijażu, ale podkrążone oczy od razu zdradziłyby, że coś jest nie tak. Lekko
przejechała pudrem maskującym potwarzy i wytuszowała rzęsy, a włosy dokładnie
rozczesała i pozostawiła je niczym niezwiązane.
Śniadanie
wyglądało wspaniale, a smakowało jeszcze lepiej. Grzanki idealnie zrumienione,
konfitura nie za słodka, ale też nie za kwaśna, a w soku pomarańczowym dało się
wyczuć kawałki owoców. Tom i Isabelle ze zdziwieniem przyglądali się jedzącej z
ogromnym apetytem dziewczynie. Krukonka chyba zorientowała się, że osobliwy
wzrok towarzyszy posiłku wróży to, iż przy stole zachowuje się trochę niestosownie.
–
Przepraszam. Zachowuje się teraz jak mój przyjaciel Mark – oznajmiła skruszona.
– Sophie nic się nie stało, ale na drugi raz trochę przystopuj, bo to nie ładnie wygląda – poradziła jej mama.
– Sophie nic się nie stało, ale na drugi raz trochę przystopuj, bo to nie ładnie wygląda – poradziła jej mama.
–
Postaram się – wyszczerzyła zęby.
–
Kochanie, mamy z Tomem do ciebie bardzo ważną sprawę. Czy nie chciałabyś zostać
świadkiem na naszym ślubie? – powiedziała Isabelle jednym tchem.
Gdyby
kalendarz nie wskazywał grudnia to z pewnością przez okno wleciałby ogromny
piorun i trafiłby bez problemu pannę Thompson. Szok był ogromny. Nie potrafiła
wydobyć z siebie żadnego sensownego zdania. Jednie wydusiła krótkie „tak”. Po
chwili, gdy doszła już w miarę do siebie zapytała:
–
Naprawdę zaskoczyliście mnie tym pytaniem. A mogę jeszcze wiedzieć, kto będzie
drugim świadkiem?
– Jakby
ci to Sophie powiedzieć... Jest nim twój nauczyciel od eliksirów – oznajmił
Tom.
– Słucham?! Czy wy powariowaliście? Nietoperz na waszym ślubie w roli świadka? Czy to jakiś żart prawda? Mugolskie Mamy Cię? – Krukonka nie kryła oburzenia.
– Spokojnie. Jeżeli nie chcesz to uszanujemy twoją wolę.
– Słucham?! Czy wy powariowaliście? Nietoperz na waszym ślubie w roli świadka? Czy to jakiś żart prawda? Mugolskie Mamy Cię? – Krukonka nie kryła oburzenia.
– Spokojnie. Jeżeli nie chcesz to uszanujemy twoją wolę.
– To nie
tak. Ja bardzo chcę. W końcu to wasza uroczystość i to wy zapraszacie tych, co
wam się podobają. A zmieniając temat. Czy dzisiejsze zakupy są nadal aktualne?
– Oczywiście Kochanie, że tak – Isabelle uśmiechnęła się.
– Oczywiście Kochanie, że tak – Isabelle uśmiechnęła się.
Zaraz po
śniadaniu obie kobiety ubrane dosyć ciepło opuściły willę przy Green Street w
celu szalonych zakupów na zbliżający się wielkimi krokami ślub. Teleportowały
się na jedną z bocznych londyńskich ulic. Udały się do kilku salonów z sukniami
ślubnymi. Isabelle przymierzyła kilkanaście kreacji, ale żadna nie przypadła
jej do gustu. Jedna była za długa, druga za krótka w innej kolor nie komponował
się z karnacją przyszłej panny młodej. Czarownica próbowała doradzić matce w
tej kwestii, ale rodzicielka nie za bardzo chciała słuchać córki.
Godzina
po godzinie mijała, a kobiety kupiły zaledwie buty i inne ślubne dodatki.
Dopiero w ostatnim sklepie Isabelle zdecydowała się nabyć jedwabną sukienkę
ecru z lekkimi wyszywanymi kwiatkami na gorsecie, haftowanymi rękawami, na dole
kilka marszczeń, które dopełniły świetności stroju. Przy okazji Sophie też
znalazła dla siebie kreację.
Sukienka z czarnym gorsetem i spódnica z tafty w kolorze czerwonego wina idealnie układała się na Krukonce.
Sukienka z czarnym gorsetem i spódnica z tafty w kolorze czerwonego wina idealnie układała się na Krukonce.
Zadowolenie
kobiet nie miało granic. Odesłały zakupy do domu, a same postanowiły jeszcze
wybrać się na coś słodkiego. Kawiarnia „Chwila zapomnienia” wydawała się
wspaniałym miejscem na popołudniowe pogaduchy matki z córką. W środku było
ciepło i przyjemnie. Ściany pomalowano na jasny beż, stoliki przykryte
śnieżnobiałymi obrusami i kinkiety w kolorze gorzkiej czekolady perfekcyjnie
komponowały się ze sobą. Zamówiły po dużym ciastku z ogromna ilością kremu i
kubku gorącej czekolady.
– Sophie,
o co chodziło twojemu nauczycielowi? – Isabelle zapytała, kiedy upiła pierwszy
łyk napoju.
– Mamo,
daj spokój! Nietoperz uwziął się na uczniach. Wszyscy się go boją. Trzeba mu
pokazać, że ktoś jest odważny. Akurat wypadło na mnie – powiedziała pewnie.
– Ale czy to nie zaważy na twojej ocenie z zachowania?
– Ale czy to nie zaważy na twojej ocenie z zachowania?
–
Spokojnie. Tylko tak naprawdę on ma coś do mnie. Inni nauczyciele mnie lubią, a
uczniowie nie pozwolą żebym ucierpiała – pogładziła matkę po ręce.
– Może
jednak to był zły pomył, żeby on został naszym świadkiem – kobieta zamyśliła
się.
– Oj mamo bardzo chcę zobaczyć minę Snape’a mnie, kiedy mnie obok was również stanę ja – uśmiechnęła się tajemniczo.
– Oj mamo bardzo chcę zobaczyć minę Snape’a mnie, kiedy mnie obok was również stanę ja – uśmiechnęła się tajemniczo.
Reszta
popołudnia minęła zadziwiająco szybko. Dzień chylił się ku zachodowi. Mrok
powoli ogarniał melancholijny Londyn Deszcz, który przed kilkoma godzinami
zaczął padać zamienił się w śnieg. Drobne płatki wirowały wesoło w powietrzu,
okrywając wszystko cienką warstwą białego puchu. Ludzie w pośpiechu wracali do
swoich domów, co chwila wpadając w ogromne kałuże, które z godziny na godzinę
zamarzały zamieniając się w miniaturowe lodowiska.
Kobiety
postanowiły skończyć już i tak długie ucztowanie. Sophie wychodząc z lokalu
niechcący na kogoś wpadła.
–
Przepraszam najmocniej – spojrzała niepewnie. Tata?! Jak dobrze Cię widzieć –
rzuciła się mu na szyję.
– Sophie
a ty, co tu robisz? – Robert zapytał z lekkim zdziwieniem w głosie.
– Jestem na spotkaniu z mamą. Zaraz przyjdzie, bo poszła zapłacić rachunek. A ciebie tato, co tu sprowadza? – spojrzała z ciekawością na ojca.
– Jestem na spotkaniu z mamą. Zaraz przyjdzie, bo poszła zapłacić rachunek. A ciebie tato, co tu sprowadza? – spojrzała z ciekawością na ojca.
–
Umówiłem się z moją... przyjaciółką na kawę. Powinna niedługo się pojawić –
rozejrzał się po ulicy.
– Dobry
wieczór Robercie – do rozmowy przyłączyła się również Isabelle.
– Witaj. Jeśli nie masz nic przeciwko temu to chciałbym spędzić resztę wieczoru z córką. Tak dawno się nie widzieliśmy.
– Witaj. Jeśli nie masz nic przeciwko temu to chciałbym spędzić resztę wieczoru z córką. Tak dawno się nie widzieliśmy.
–
Robercie jutro tez jest dzień. Sophie nie masz na jutro niczego innego
zaplanowanego? – zwróciła się do córki.
–
Oczywiście, że nic – dziewczyna rozpromieniła się.
– W takim
razie przyjdę jutro po ciebie koło trzeciej. Widzę, że idzie Monique. Do jutra
– mężczyzna pożegnał się.
***
Po
powrocie Sophie długo myślała na temat spotkania z ojcem. Ta kobieta, z którą
umówił się Robert była jakaś znajoma. Krukonka dałaby sobie obciąć swoje długie
paznokcie, że już wcześniej gdzieś ją widziała. Analizowała ostatnio spotkane
kobiety i doznała olśnienia połączonego z szokiem i niedowierzaniem. Jeżeli jej
domysły są prawdziwe to znajoma jej ojca jest również tą laską, która
przyczepiła się ostatnim razem do Snape’a, kiedy była z Markiem w Hogesmeade.
Nie wierzyła własnym myślom, ale szósty zmysł nigdy jej nie zawiódł. Z
rozmyślań wyrwało ja intensywne walenie o szybę. Wstała z łóżka i udała się w
stronę okna. Kiedy je otworzyła, wleciała przez nie duża, czarna sowa. Po
pozostawieniu przez ptaka małej koperty na równo zasłanej pościeli zwierzątko
wyleciało tak samo szybko jak się pojawiło w pokoju czarownicy. Sophie
otworzyła list i zaczęła czytać.
Panno
Thompson, chciałbym zawiadomić, że w przyszły piątek jest już konkurs.
Przesyłam Ci zadania do rozwiązania. Gdybyś nie potrafiła sobie z nimi poradzić
rozwiążemy je na spotkaniu w poniedziałek. Przepraszam, że Cię niepokoję, ale
to sprawa, która nie może czekać na Twój powrót do szkoły.
Z
poważaniem Severus Snape
„Tego
jeszcze brakowało żeby Nietoperz w weekend maltretował mnie swoimi listami” –
westchnęła i zaczęła szukać w kopercie dodatkowych kartek. Małe zwitki papieru
po chwili zamieniły się w cztery spore kupki zadań do rozwiązywania. „Niech
szlag go trafi” – rzuciła gniewnie. Usiadła przy biurku i poczęła rozwiązywać
zadania. Zanim się spostrzegła zegar wskazywał kilka minut po drugiej.
Zmęczenie dało się we znaki. Sophie prawie śpiąc przebrała się w piżamę i bez
problemu zasnęła, kiedy tylko weszła do łóżka.
***
Robert
zjawił się równo o trzeciej w willi przy Green Street. Drzwi otworzył mu sam
pan domu. Na widok rywala Tom odezwał się ironicznie:
– Kogo
moje oczy widzą?
– Daj
spokój. Dawne sprawy zostały zakończone. Ja nie mam nic do ciebie, a ty też nie
powinieneś żywić do mnie urazy. Oddałem Ci Isabelle bez walki, ale od Sophie
trzymaj się z daleka – zagroził mu.
– Nie
rozśmieszaj mnie. Co ty mi możesz zrobić? – spojrzał na niego z pogardą.
– Wiesz dobrze, że znam twoją największą tajemnicę – Robert sięgnął po coś do kieszeni.
– Wiesz dobrze, że znam twoją największą tajemnicę – Robert sięgnął po coś do kieszeni.
Gdyby
Krukonka nie pojawiła się na czas to z pewnością obaj mężczyźni wyciągnęliby
różdżki i zaczęłaby się pomiędzy nimi bitwa.
– Tato
chodźmy już, bo przecież muszę jutro iść do szkoły.
– W takim
razie do widzenia – rzucił na odchodne Robert.
Czas
spędzony z ojcem minął szybko. Wizyta w kinie, potem gorąca czekolada. Długie
rozmowy, żarty zrekompensowały, Sophie chociaż po części rozłąkę z tatą. Nie
spodziewała się, że być może będzie to ostatnie spotkanie tych dwojga. Tom
planował już dawno zabicie go i kwestią czasu było spełnienie tego.
Czarownica,
kiedy już jechała w stronę Hogwartu z łezką w oku wspominała dzisiejszy dzień.
Obiecała sobie, że w najbliższy, czasie znowu zaplanuje spotkanie z ojcem. W
szkole wstawiła w ramkę zdjęcie, które dzisiaj sobie zrobili. Spoglądała na nie
długo. Teraz była o wiele bardziej przekonana, że oboje z mamą będą szczęśliwi
w nowych związkach. Z tym przeświadczeniem odpłynęła w krainę snów.
Rozdział może nie obfituje w zawrotne akcje, niespodziewane wątki itp, ale jest bardziej refleksyjny. Spodobały mi się opisy, dzięki takiemu nagromadzeniu przymiotników prawie widziałam wnętrza pomieszczeń, przez które przechodziła Sophie, jej twarz po nocnym płaczu, suknię jej matki.
OdpowiedzUsuńOstanie spotkanie? Z tego wnoszę, że Robert zginie jeszcze przed ślubem Toma i Izy. Szkoda, bo jest naprawdę miły i sympatyczny. A Monika to wtyczka Voldemorta, skoro kręci się koło Snape'a i Roberta.
Odcinek wiele wyjaśniający, a takie są potrzebne od czasu do czasu.
Piękny szablon u Angel i Diablo, a kiedy nowa notka?
~Merimaat
Opisy bardzo ładne:) A następną notkę uczyń pełną akcji:D Super;*
OdpowiedzUsuń~Annie
Jupi! Mowa notka xD
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam i jak zwykle powiem, że cudnie^^ nie ma innych słów, albo ja mam ubogie słownictwo :)
HeHe...Snape drugim świadkiem, może być ciekawie:D Już się nie mogę doczekać kolejnej notki.
Pozdrawiam;*
~Dżo
jedyne czego mi to brakuje to... Severusa oczywiście!
OdpowiedzUsuńoj... po przeczytaniu tego wstępu zrobiłam zdziwioną minę, która zmieniła się w wytrzeszcz oczu gdzieś między piątym a siódmym zdaniem.
normalnie empirycznie (w moim języku to słowo oddaje wszystkie pozytywne emocje)
pozdrawiam gorąco
aaaa.... no i jak tam matura??
~panna Rickman
Rzeczywiście Snapa troszkę było mało, ale poza tym wszystko bardzo fajnie. Opisy mnie naprawdę urzekły, "tańczące drobinki kurzu" itp.
OdpowiedzUsuńSorrki, że komentuje tak późno, ale zwyczajnie nie miałam czasu. Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam [sensibility-love]
~Sensibility