Każdy
nowy dzień przynosi nowe spojrzenie na świat i ludzi. Analizujemy minione
zdarzenia, wyciągamy z nich wnioski, abyśmy w przyszłości nie popełnili tego
samego błędu. Choć to trudne trzeba się z tym zmierzyć i spróbować pogodzić się
z tym, że czasu nie da się cofnąć. Właśnie dzisiejszego ranka Sophie dopadły
takie refleksje. Leżąc na wielkim łóżku pod ogromnym baldachimem myślała o
pocałunku ze Snapem – głupim, szczeniackim wybryku, który dla niej nic tak
naprawdę nie znaczył, a dla nauczyciela spragnionego czułości mógł stać się
początkiem walki o jej względy. No właśnie czy to, co wydarzyło się tamtego
wieczoru nie zmieniło jej stosunku do Mistrza Eliksirów. W jednej chwili
zapragnęła mu pomóc. Pod zamkniętymi powiekami próbowała odtworzyć sobie wygląd
nauczyciela. Wciąż przetłuszczone włosy, zimny wyraz twarzy, blada cera i
ogólna niechęć do życia sprawiał, że z pewnością żadna normalna kobieta nie
spojrzy na niego jak na obiekt do kochania. Wizerunek to nie wszystko trzeba
jeszcze pomyśleć nad charakterem. Niewątpliwie trudnym. Sądziła, że przy
bliższym poznaniu profesor otworzy swoje serce przed jak by to nie patrzeć
wścibską uczennicą. Westchnęła i uśmiechnęła się sama do siebie.
Po dość
długiej, porannej toalecie spędzonej w ogromnej wannie wypełnionej w całości
aromatyczną pianą czarownica zeszła na śniadanie. Z jednej strony podobało się
jej to, że może do woli używać wygód, jakie oferuje Tom, ale z drugiej wolałaby
żeby powróciły czasy, kiedy mieszkała razem z rodzicami. Pan domu siedział już
przy stole i czytał „Proroka Codziennego”.
– Dzień
dobry! Co tam ciekawego słychach w szerokim świecie? – zapytała na powitanie.
– Cześć!
Nic ciekawego. Znów jakieś zmiany na stołkach w Ministerstwie – odpowiedział.
– Jak
skończysz to daj przeczytać. Lubię od czasu do czasu spojrzeć na politykę –
dziewczyna uśmiechnęła się.
– Nie
sądzę, że będzie cię interesowało to, co tam się dzieje – Tom odłożył gazetę na
bok.
– Może
masz rację. Nudzą mnie te ciągłe przepychanki. A zmieniając temat idziesz ze
mną do mamy?
–
Niestety Sophie. Mam dzisiaj ważne spotkanie, ale pozdrów ją ode mnie.
Pozwolisz, że udam się do mojego gabinetu. Dziękuję za miłe towarzystwo podczas
śniadania – wstał z fotela i opuścił jadalnię.
Miał
rację, co do Roberta Thompsona. Węszył i to bardzo. Już Prorok rozpisywał się
obszernie na jego temat. „Dobrze, że odradził Sophie przejrzenie gazety.
Pieprzony sukinsyn! Chce wojny to będzie ją miał” – trzasnął drzwiami od
swojego gabinetu.
W głowie
Voldemorta świtał plan. Może jeszcze nie doskonały, ale z pewnością wymyśli
jakieś rozwiązanie. Usiadł przy biurku i wyjął z szuflady zdjęcie Isabelle.
Przez dłuższy czas wpatrywał się w uśmiechniętą twarz kobiety. „Już niedługo
uwolnisz się od tego frajera” – powiedział na głos. Zapragnął już teraz
pojechać do Ministerstwa, wejść do jego pokoju i wymierzyć różdżką
sprawiedliwość. Jednak po chwili namysłu doszedł do wniosku, że własnoręcznie
wykonane tortury będą lepsze od jednego wyraźnie wypowiedzianego zaklęcia
niewybaczalnego.
zmiany
była... KOBIETA – Isabelle Jeszcze kilkanaście lat temu Robert skoczyłby za nim
w ogień. Był takim samym jak on bezwzględnym Śmierciożercą, ale coś w nim
pękło. Któregoś dnia po prostu powiedział, że odchodzi. Nie podał powodu. Tom
jeszcze wtedy nie na tyle potężny, aby mógł sprawić krzywdę Robertowi pozwolił
mu odejść ze zgromadzenia. Potem dzięki swoim ludziom dowiedział się, że
powodem Saint szczupła szatynka o brązowych oczach. Krótko potem na świecie
pojawiła się Sophie. Czarny Pan już wtedy wiedział jak zemści się na zdrajcy.
Najpierw odbierze mu żonę, a potem wciągnie do swoich szeregów jego córkę. Z
Isabelle mu się udało, a kwestią czasu będzie uporanie się Severusa z buntowniczą
naturą Krukonki. Tom doskonale wiedział, że dziewczyna czuje do niego coś
więcej niż tylko sympatię, ale zbyt niebezpieczne byłoby działanie na dwa
fronty. Severus wydawał się najlepszym kandydatem na adoratora. Samotny trochę
dziwaczny, ale zawsze lepszy od tych szczeniaków z Slytherinu. Zastanawiał się
tylko, dlaczego jeszcze nie zaczął uwodzić dziewczyny. Przecież miał swoje
potrzeby i chyba nie załatwiał ich w samotności. Rozmyślania przerwało mu
delikatne pukanie do drzwi. Zaprosił Sophie do środka. Dziewczyna chciała się
upewnić czy na pewno Tom ni pójdzie wraz z nią odwiedzić Isabelle. Otrzymała
negatywną odpowiedź. Pożegnała się nadzwyczaj czule i opuściła gabinet.
Mężczyzna nie miał wątpliwości, że jeszcze kiedyś dziewczyna zagości nie tylko w
jego gabinecie, ale i w sypialni.
*
Londyński
Big Ben właśnie wskazywał godzinę dwunastą, kiedy Sophie przechodziła przez
witrynę sklepową. Szybkim krokiem udała się do sali, w której leżała jej mama.
Kobieta stała przy oknie i wyglądała przez okno na szare, londyńskie ulice.
Sophie weszła po cichu do pomieszczenia i delikatnie objęła matkę od tyłu.
Kobieta niespokojnie poruszyła się, ale po chwili z radością na twarzy witała
córkę. Nie wiadomo, dlaczego od razu obie zaczęły płakać. Łzy ciurkiem leciały
im po policzkach.
– Sophie
przestań się mazać, bo rozmażesz swój śliczny makijaż – Isabelle próbowała
przywołać córkę do porządku.
– Dobrze,
jeśli ty mamo zrobisz to samo – dziewczyna uśmiechnęła się przez łzy.
Przyniosłam Ci mamo trochę pyszności od Konrada. A jak się czujesz? – spytała
zatroskana.
–
Podziękuj mu. Jeszcze tu i ówdzie mnie czasem coś pobolewa, ale jestem dobrej
myśli. Lepiej opowiedz mi, co słychach w domu, jak ci idzie w szkole? Sądząc po
tym, że tu jesteś Tom musiał być naprawdę zmartwiony.
– Bo był.
Teraz już przekonałam go, że żadne niebezpieczeństwo ci nie grozi. Mamo, a
pamiętasz coś z tamtego wieczoru?
Kobieta
chwile zastanawiała się nad odpowiedzią. Niestety pamiętała tylko dziwną
jasność wyłaniającą się zza jej pleców, poczuła nieziemski ból na całym ciele i
straciła przytomność. Napastnik zaatakował ją znienacka. Nawet nie miała szans
na obronę. Ale teraz, jakie to miało znaczenie. Ważne było, że przeżyła i mogła
dalej cieszyć się z sukcesów córki i czekać na ślub z Tomem.
Godziny
mijały szybko. Kobiety nie obejrzały się, a mrok spowił cały świat. Isabelle
stwierdziła, że Sophie, powinna wracać do domu. Dziewczyna, choć nie chciała
pożegnała się z matką i opuściła szpital. Kiedy zupełnie wyszła na ulicę
dopiero poczuła jak bardzo jest zimno. Porywisty wiatr smagał jej twarz i
rozwiewał włosy we wszystkie strony. Pogoda nie zachęcała do spaceru, ale
Krukonka postanowiła nie przejmować się aurą i wrócić do domu na piechotę.
Szybkim krokiem kierowała się w stronę willi. W między czasie wstąpiła jeszcze
do butiku, ponieważ na wystawie zobaczyła śliczną brązową bluzkę.
*
W
czasie nieobecności Sophie na Green Street trwało zebranie Śmierciożerców.
Poplecznicy Voldemorta siedzieli w tej samej jadalni, co jeszcze kilka godzin
temu Sophie jadła śniadanie. Jednak pomieszczenie nie wyglądało tak samo.
Pastelowe kolory zamieniły się w ciemne barwy, a wszelakie bibeloty po prostu
znikły. Pokój wyglądał ponuro. Czarny Pan stał na froncie stołu i żywo
wymachiwał kościstymi rękami. Nie mieściło mu się w głowie jak bardzo jego
słudzy są zidiociali. Wszystko musiał im tłumaczyć jak małym dzieciom. Po kilku
godzinach wytężonej pracy plan był opracowany. Mieli zaatakować Ministerstwo
podczas corocznego zjazdu ministrów. Kilku Śmierciożerców miało tam posady,
wiec droga była ułatwiona. Po dopracowaniu wszystkich nieścisłości zwolennicy
Toma opuścili willę, ponieważ Sophie zbliżała się do domu.
***
Konrad
podał kolację Tomowi i Krukonce. Dziewczyna z zapałem opowiadała, co dzieje się
u mamy w szpitalu. Riddle słuchał jej, ale jakby myślami był w innym świecie.
Czarownica nagle zamilkła i zapytała:
– Tom,
czy ja nie jestem zbyt męcząca.
– Nie. Po
prostu zamyśliłem się. Miałem ciężki dzień. Spotkania biznesowe i takie męskie
rozmowy. Nawet mnie to w końcu zmęczyło.
Po
posiłku każde z nich udało się do swoich pokoi. Sophie uczyła się transmutacji,
a Tom analizował jeszcze plan ataku na Ministerstwo.
Kiedy
zegar wybijać północ czarownica postanowiła napić się gorącej czekolady, na
którą od dawna miała ochotę. Zeszła do kuchni i przyrządziła sobie smakołyk.
Wychodząc z kuchni z kubkiem gorącego napoju postanowiła, że wypije ją w
salonie przy kominku. Usiadła naprzeciwko niego i smętnym wzrokiem wpatrywała
się w skaczące iskierki. Po pewnym czasie usłyszała ciche kroki. Tom przysiadł
się do niej. Chwilę oboje obserwowali ogień. Sophie nie bacząc na żadne
konsekwencje wtuliła się w Toma. Mężczyzna odwzajemnił uścisk. Czuła jego
ciepło, zapach drogich perfum. W jego ramionach poczuła się bezpieczna. Chciał
ażeby ta chwila nigdy się nie skończyła. Poczuła, że gładzi ją po włosach. Oddała
się temu przyjemnemu uczuciu. Nie wiadomo ile tak siedzieli wtuleni w siebie.
Tom zauważył, że dziewczyna zasnęła. Wziął ją delikatnie na ręce i zaniósł do
jej pokoju. Nie miał odwagi przebierać jej w piżamę. Położył ją na łóżku
przykrył kołdrą i złożył delikatny pocałunek na jej ustach. Czarownica
uśmiechnęła się przez sen i bardziej wtuliła się w poduszkę. Teraz mógł
spokojnie udać się do swojej sypialni i oddać się tak samo snu jak ona.
Po pierwsze to powodzenia na maturze,
OdpowiedzUsuńpo drugie to genialny rozdział,
po trzecie nie wiem czemu ale rozbawiły mnie wzmianki o Severusie
(czyżby był impotentem?),
po czwarte już myślałam, że Sophie i Tom... ehhh.. może to nawet lepiej, że nic się nie wydarzyło .
no i po piąte życzę dużo weny i jeszcze raz powodzenia na maturze
~panna Rickman
Jak zwykle dobre opisy, dialogi, przemyślana fabuła. Przedmówczyni opowiedziała już główne myśli przyświecające mi podczas czytania :)
OdpowiedzUsuńWreszcie coś o powodzie ślubu z Izą i przeszłości Roberta. Sophie wciąż ma dylemat, którego pana wybrać - współczuję jej, bo to niełatwa sytuacja. Poza tym Tom przechodzi sam siebie, już planuje ich łóżkowe igraszki?! chyba trochę za wcześnie, ale ten tekst Riddle'a spodobał mi się, podobny do niego.
Powodzenia na maturze, mam nadzieję, że trafią się Nam łatwe zadania :) i tematy. Szczęścia!
Pozdrawiam
~Merimaat
Aaaa! Kocham ten rozdział xD Naprawdę dopracowany w najdrobniejszym szczególe:)
OdpowiedzUsuńZwłaszcza końcówka mi się podobała, już myślałam, że coś się wydarzy;>
Powodzenia na maturze=D
~Dżo
A dla mnie za krótko;p Ale notka fajna:)
OdpowiedzUsuń~XxX
Troszkę pogmatwane, ale zaraz przeczytam ponownie i powinnam się odnaleźć :)
OdpowiedzUsuń~Gabe