Sophie
obudziło gwałtowne uderzanie deszczu o szyby. W pokoju panował półmrok. Ledwie
mała wiązka światła przedostała się przez szczelnie zasunięte zasłony.
Dziewczyna czuła się lepiej niż wczoraj. Sen przyniósł ukojenie dla ciała, ale
dusza nie tak łatwo dała się pokonać. Myślała na temat wczorajszej rozmowy w
gabinecie dyrektora. Doskonale wiedziała, że ucieczka niczego nie rozwiąże.
Postanowiła sobie, że stawi czoło problemom, które przyniesie jej los. Leniwie
przeciągnęła się. Spojrzała na zegarek – wskazywał kilka minut przed
siódmą. Szybko wyskoczyła z łóżka i jednym sprawnym ruchem różdżki zasłała je.
Po
wzięciu szybkiego prysznica, ubrała się w bluzkę i dżinsy, a na wierzch
narzuciła szkolna szatę. Wzięła ze sobą książkę do eliksirów i zeszła na
śniadanie. Mark Edwards już siedział przy stole i pałaszował tosty z dżemem.
– Smacznego – powiedziała do kolegi i usiadła obok niego.
– Smacznego – powiedziała do kolegi i usiadła obok niego.
– Dzięki
– odpowiedział pomiędzy jednym kęsem, a drugim.
Reszta
śniadania przebiegła w milczeniu. W pewnym momencie Sophie gwałtownie podniosła
się z krzesełka i bez żadnych wyjaśnień wybiegła z Wielkiej Sali. Zdyszana
wpadła do gabinetu Dumbledore’a budząc wszystkich poprzednich dyrektorów.
–
Przepraszam bardzo dyrektorze, że bez pukania, ale moja sprawa nie może czekać
– rzuciła od progu.
– Siadaj,
dziecko – wskazał jej miejsce przy biurku naprzeciwko siebie. Co cię do mnie
sprowadza o tak wczesnej porze?
– Może to
zabrzmi trochę nienormalnie, ale zmieniłam zdanie. Nigdzie się stąd nie ruszam
Jak Voldzio albo jego „koledzy” chcą ze mną walczyć to proszę bardzo. Nie boję
się ich – powiedziała pewnie.
– Sophie
przemyśl to jeszcze raz. Z Voldemortem nie ma żartów – prosił ją dyrektor.
– Wystarczająco długo myślałam nad tym. Jestem pewna, że poradzę sobie i z Czarnym Panem – oświadczyła dobitnie. A teraz dyrektor pozwoli, że go opuszczę, bo spóźnię się na lekcje.
– Wystarczająco długo myślałam nad tym. Jestem pewna, że poradzę sobie i z Czarnym Panem – oświadczyła dobitnie. A teraz dyrektor pozwoli, że go opuszczę, bo spóźnię się na lekcje.
Sophie
przeklinała teraz dzień, w którym trafiła do tej szkoły. Prawie biegiem
kierowała się do lochów. Była już i tak spóźniona. Z impetem weszła do sali
Nietoperza. Cała klasa zwróciła oczy na brunetkę.
– Dzień
dobry Panie Profesorze. Przepraszam za spóźnienie, ale byłam u Dyrektora –
mówiła szybko łapiąc oddech.
– Nie
obchodzi mnie gdzie byłaś i co robiłaś. Ravenclaw traci dziesięć punktów.
Otwórzcie książki na trzydziestej stronie i przygotujcie wywar zakłopotania
–oświadczył swoim zwykłym, zimnym głosem.
Sophie
usiadła w ławce. Nie musiała otwierać podręcznika – znała ten przepis
doskonale. Nie raz przygotowywała go na złość nielubianym nauczycielom. Do
kociołka wlała wodę. Po zagotowaniu wrzuciła kilka pestek brzoskwini, kilkanaście
płatków róży. Zamieszała energicznie miksturę, po czym dodała śluz żaby i garść
kwiatów rumianku. Wyciąg zaczął bulgotać i unosiły się nad kociołkiem różowe
opary–znak, że wywar był gotowy. Zadowolona z siebie rozsiadła się na krzesełku
i czekała na reakcję nauczyciela. Snape pewnym krokiem zmierzał w kierunku
dziewczyny jednak coś odwróciło jego uwagę.
–
Hopkins, matole ile razy mam ci powtarzać, że nie można gotować samego śluzu
żaby, bo opary są niebezpieczne dla zdrowia – rzucił gniewnie.
– Panie
Profesorze, ja... – uczeń momentalnie zbladł, kiedy spojrzał nauczycielowi w
oczy.
– Gdyby Bobby się o tym dowiedział to na pewno nie narażałby życia swoich kolegów, a z pewnością nie śmiałby próbować skrzywdzić Pana Profesora –oświadczyła Sophie akcentując ostatnie słowa.
– Gdyby Bobby się o tym dowiedział to na pewno nie narażałby życia swoich kolegów, a z pewnością nie śmiałby próbować skrzywdzić Pana Profesora –oświadczyła Sophie akcentując ostatnie słowa.
– Panno
Thompson, nie prosiłem obranie udziału w dyskusji. Kolejna strata punktów. Tym
razem piętnaście – spojrzał na nią lodowato. Czy nie mówiłem o tym na którejś z
ostatnich lekcji?
– Nie,
ponieważ rozdział o śluzach jest dopiero w połowie książki, a my jesteśmy
trochę wcześniej – powiedziała dobitnie. Dlatego uważam, że niepotrzebnie Pan
Profesor wyżywa się na Bobby’m. Mógł Pan Profesor nam to wytłumaczyć, a nie
teraz egzekwować od każdego posiadaną wiedzę. Dużo łatwiej byłoby nam pisać
wypracowania z Pańską pomocą. Oceny uległyby poprawie i wszyscy byli by
zadowoleni łącznie z Panem Profesorem.
Z sekundy
na sekundę twarz Nietoperza przybierała coraz ciemniejsze odcienie czerwieni.
Nauczyciel wziął głęboki oddech, po czym wydusił z siebie:
– Panno
Thompson tego już za wiele. Dzisiaj szlaban u mnie po kolacji. Odechce się kpin
z nauczyciela. Skoro jesteś taka mądra to przepytam Cię dokładnie ze
wszystkiego materiału dotyczącego mojego przedmiotu. Bądź pewna, że potrafię
być jeszcze bardziej upierdliwy – uśmiechnął się ironicznie.
–
Zobaczymy, kto wygra tę bitwę. Wredny Nietoperz! – powiedziała pod nosem
Sophie.
– Czy ktoś coś mówił – odwrócił się nauczyciel.
– Czy ktoś coś mówił – odwrócił się nauczyciel.
– Nie
skądże – odparła.
Do końca
lekcji nikt już nie ważył się odezwać nawet do Mistrza Eliksirów. Z pierwszymi
dźwiękami dzwonka uczniowie prawie biegiem opuścili salę, tylko Sophie została
jeszcze w środku –spisywała składniki na kilka leczniczych eliksirów, o których
nie było napisane w książkach. Czuła na sobie jego wzrok, ale nie śmiała
spojrzeć na niego. Kiedy zakończyła czynność zabrała ze sobą swoje rzeczy i bez
pożegnania wyszła z klasy.
Przechodząc
korytarzem na zajęcia z transmutacji ktoś złapał ją za rękę.
–
Przepraszam Cię. To przeze mnie dostałaś ten szlaban – powiedział niski,
szczupły blondynek o niebieskich oczach.
– Bobby,
daj spokój! Snape’owi się należało. Nie będzie się wyżywać na bezbronnych
uczniach. A to mój pierwszy szlaban – uśmiechnęła się. Chodź, bo zaraz zarobimy
jeszcze jeden szlaban tylko, że u McGonagall.
*
,,Co się
dzieje z tym człowiekiem?” – czarownica westchnęła i zaczęła przygotowywać do
„interesującego spotkania” z Mistrzem Eliksirów. „Nie powinien krzyczeć na
Hopkinsa. Dzieciak trochę zagubiony i czasem nie kumaty, ale jak posiedzi nad
książkami to na pewno od tego nic mu się nie stanie” – jej myśli krążyły wokół
dzisiejszej lekcji. Trzeba postawić wszystko na jedną kartę i zmierzyć się z
„wrogiem” –uśmiała się ze swojej „głupoty”.
Kroczyła
szkolnym korytarzem w stronę lochów. Miała na sobie czerwoną bluzkę z dosyć
dużym dekoltem i czarną spódniczkę przed kolano. Włosy związała w luźną kitkę,
a usta pociągnęła malinowym błyszczykiem. Przed wyjściem z pokoju
profilaktycznie przejrzała się z lustrze. Czuła się jakby szła na randkę, a nie
na szlaban.
Kiedy dotarła do jego gabinetu delikatnie zapukała do drzwi, po chwili usłyszała „proszę”. Nauczyciel siedział przy biurku i był czymś zajęty. Na widok dziewczyny lekko się zdziwił. Zupełnie inaczej wyglądała niż w szkolnej szacie. Bluzka i spódniczka uwydatniły jej atuty. Przez kilka sekund wpatrywał się w nią jak w obrazek, ale jakaś siła nakazała mu oprzytomnieć. Poprosił ją, aby zajęła miejsce na przeciwko niego. Czuł, że jest zdenerwowana, ale nie mógł odczytać jej myśli. Czy umyślnie zastosowała oklumencję?
Kiedy dotarła do jego gabinetu delikatnie zapukała do drzwi, po chwili usłyszała „proszę”. Nauczyciel siedział przy biurku i był czymś zajęty. Na widok dziewczyny lekko się zdziwił. Zupełnie inaczej wyglądała niż w szkolnej szacie. Bluzka i spódniczka uwydatniły jej atuty. Przez kilka sekund wpatrywał się w nią jak w obrazek, ale jakaś siła nakazała mu oprzytomnieć. Poprosił ją, aby zajęła miejsce na przeciwko niego. Czuł, że jest zdenerwowana, ale nie mógł odczytać jej myśli. Czy umyślnie zastosowała oklumencję?
Od razu
przeszedł do sedna – zaczął zadawać pytania. Na każde znała mniej lub bardziej
rozwiniętą odpowiedź. Prowadziła z nim dyskusję jakby nie tylko zdała z
wyróżnieniem Hogwart, ale i miała przynajmniej dwadzieścia lat doświadczenia w
ważeniu eliksirów.
Czarownica
sama była zdziwiona, że potrafi odpowiedzieć na wszystkie zapytania
nauczyciela. Po części teoretycznej przyszła pora na praktykę. Sophie miała
przygotować eliksir Rumbin. Snape pochwalił ją za niego. Już dawno nie spotkał
tak inteligentnej, szybko uczącej się osoby. Miał wyrzuty sumienia, że ukrywa
przed nią, kim naprawdę jest Tom. Jednak coś mówiło mu, że poradzi sobie z
Voldemortem.
Dziewczyna delikatnie przelewała miksturę do buteleczki. Jeden niewłaściwy ruch i mogła na zawsze stać się śliczną zieloną żabką zamieszkującą najbliższe jezioro. Wszystko szło idealnie dopóki coś nie zaczęło intensywnie walić w szybę. Momentalnie puściła to, co miała w rękach. Nie minęła sekunda, a czarownica stała się skaczącym stworzonkiem. Snape przerażony całą sytuacją wpadł do pokoju jak burza. Ze złością rozglądał się po pokoju. Zaglądał pod każdy zakamarek. Przecież nie mogła zapaść się pod ziemię. Ostatkiem sił i wiary, że ją znajdzie zajrzał do zlewu wypełnionego wodą. Siedziała w niej zielona żabka i radośnie zarechotała na widok nauczyciela. Odetchnął z ulgą – znalazł ją. Zdawał sobie sprawę z tego, że będzie musiał ją pocałować, aby czar prysł. Wziął czarownicę w swoje kościste ręce. Patrzyła na niego wielkimi, wyłupiastymi oczami. Mistrz Eliksirów delikatnie skierował swoje usta w kierunku pyszczka płaza.
Dziewczyna delikatnie przelewała miksturę do buteleczki. Jeden niewłaściwy ruch i mogła na zawsze stać się śliczną zieloną żabką zamieszkującą najbliższe jezioro. Wszystko szło idealnie dopóki coś nie zaczęło intensywnie walić w szybę. Momentalnie puściła to, co miała w rękach. Nie minęła sekunda, a czarownica stała się skaczącym stworzonkiem. Snape przerażony całą sytuacją wpadł do pokoju jak burza. Ze złością rozglądał się po pokoju. Zaglądał pod każdy zakamarek. Przecież nie mogła zapaść się pod ziemię. Ostatkiem sił i wiary, że ją znajdzie zajrzał do zlewu wypełnionego wodą. Siedziała w niej zielona żabka i radośnie zarechotała na widok nauczyciela. Odetchnął z ulgą – znalazł ją. Zdawał sobie sprawę z tego, że będzie musiał ją pocałować, aby czar prysł. Wziął czarownicę w swoje kościste ręce. Patrzyła na niego wielkimi, wyłupiastymi oczami. Mistrz Eliksirów delikatnie skierował swoje usta w kierunku pyszczka płaza.
Udało mu
się ją odczarować. Przez krótką chwilę stali bardzo blisko siebie i czuł jej
delikatny zapach. Ileż ona miała uroku...
–
Dziękuje Panu Profesorowi – szepnęła stłumionym głosem.
Chętnie wziąłby
ją teraz w ramiona, ale nie mógł nadużyć jej zaufania. Musiało mu wystarczyć
to, że uniósł jej dłoń do ust i ucałował. Puścił ją po krótkiej chwili i już
miał odejść, gdy – ku jego zaskoczeniu – wspięła się nagle na palce, zarzuciła
mu ręce na szyję i pocałowała go z entuzjazmem, choć trochę niezręcznie. Był
zaskoczony. Mimo to jej zachowanie sprawiło, że zapragnął czegoś więcej. Od
śmierci Lily nigdy tak naprawdę nie czuł czegoś takiego jak w tym momencie.
Sophie dała mu iskierkę nadziei na zmianę losu, ale też na to, że może stać się
dla niego ważna i nie pozwoli Tomowi na skrzywdzenie dziewczyny... Sophie
zarumieniona, cofnęła się równie prędko jak przedtem go objęła.
Severus
odchrząknął, zanim się odezwał. Ale jego głos i tak brzmiał ochryple.
– Nie
trzeba było tego robić, moja droga... to znaczy... Panno Thompson.
–
Dlaczego przecież nikt nas nie widzi? Uratował mi Pan Profesor życie. Co ja bym
zrobiła gdybym sama ważyła ten eliksir? – spojrzała na niego ufnie.
Przepraszam, że poczuł się Pan Profesor urażony. Muszę już iść.
Odwróciła
się i prawie bezszelestnie opuściła gabinet nauczyciela. Jeszcze przez chwilę
Severus wpatrywał się w zamknięte drzwi.
no proszę jestem pierwsza(chyba)
OdpowiedzUsuńsuper rozdział.
ta scena z żabą (umarłam w pozytywnym tego słowa znaczeniu)
no i severus zachował się w porządku, chociaż ona chciała...
pozdrawiam i czekam na następną notkę
~panna Rickman
Wow! no akcja ze Snape'm pierwsza klasa xp Czułam, że coś się wydarzy:)) A scena z żabą to mi się z bajką skojarzyła x) Normalnie szał:)
OdpowiedzUsuńWięcej takich gorących odcinków proszę xD
pzdr;*
~Dżo
Fajny odcinek, a akcja z tą żabą-rewelacja. Niech więcej będzie takich scen z Sevem. Mam też pytanie:co z Angel i Diablo, a i jestem ciekawa kogo ostatecznie wybierze Sophie. Czekam na kolejny odcinek.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
~Merimaat