Sophie obudziły promienie słońca wpadające przez szparę w
niebieskich zasłonach. Po raz pierwszy od kilku dni było pogodnie. Odsłoniła
ciężkie kotary, w powietrzu zaczęły tańczyć drobinki kurzu. Rozejrzała się po
pokoju, przejechała palcem po blacie biurka na opuszku pojawił się brudny
puszek. Widać było, że w pomieszczeniu dawno nikt nie sprzątał. Nie było w tym
nic dziwnego, ponieważ pokój znajdował się na najwyższej z wież Hogwartu.
Wyjęła różdżkę z futerału, machnęła nią kilka razy. W komnacie wreszcie zapanował
porządek. Na małym stoliku postawiła wazon z bukietem tulipanów, który przed
chwilą wyczarowała. Zapach kwiatów rozniósł się po całym pokoju wprawiając
dziewczynę w jeszcze lepszy nastrój. W szybkim tempie poukładała ubrania w
szafie i książki na półce. Kiedy uporała się z tym na zegarze dochodziła ósma. Ubrała
się w szkolną szatę i zeszła na śniadanie.
Na Wielkiej Sali znalazła miejsce dla siebie. Przyglądała się z uwagą uczniom Hogwartu zajętym spożywaniem posiłku. Sama też naszyła sobie na talerz tost i konfiturę.
Na Wielkiej Sali znalazła miejsce dla siebie. Przyglądała się z uwagą uczniom Hogwartu zajętym spożywaniem posiłku. Sama też naszyła sobie na talerz tost i konfiturę.
– Cześć, jestem Mark Edwards – ktoś nagle pojawił się
obok dziewczyny.
– Hej, Sophie Thompson. Miło mi.
Na krzesełku obok usiadł chłopak o długich, kręconych
włosach i szmaragdowych oczach. Nałożył sobie niewyobrażalną ilość przeróżnego jedzenia,
po czym zjadł to ze smakiem.
– Jak ci się podoba szkoła?! – zapytał Mark przełykając.
– Jak ci się podoba szkoła?! – zapytał Mark przełykając.
– Myślałam, że będzie gorzej. Na razie znam z widzenia
tylko kilku nauczycieli i siebie, bo koło mnie usiadłeś – uśmiechnęła się.
– Chodźmy już, bo spóźnimy się na lekcję – zaproponował
chłopak.
*
Pierwszy tydzień w szkole minął Sophie nadzwyczaj szybko.
Być może dlatego, że dziewczyna łaknęła szkoły. Po raz ostatni na lekcje
uczęszczała, kiedy miała dziesięć lat. Cieszyła się, że wreszcie jest wśród
ludzi. Jednak czegoś jej brakowało. Postanowiła, że przed kolacją zajrzy do
biblioteki, aby sprawdzić, jakie pozycje zawiera. To, co tam zobaczyła przeszło
jej najśmielsze oczekiwania. W pomieszczeniu panował półmrok, a w powietrzu
unosił się charakterystyczny zapach. Czarownica rozglądała się z zaciekawieniem
dookoła siebie. Jeszcze nie widziała tylu książek w jednym miejscu. Zachwycona
całym wnętrzem niechcący potknęła się o źle położony dywan i runęła wprost w
ramiona... nauczyciela eliksirów. Sophie spojrzała w jego czarne oczy i od razu
oblała się rumieńcem. Jego spojrzenie było głębokie, ale nie przedstawiało
żadnych uczuć. Chwilę spoglądali sobie w oczy jak dwoje zakochanych. Jednak po
jakimś czasie Snape przemówił swoim zimnym głosem:
– Panno Thompson, co to za zachowanie?!
– Przepraszam Panie Profesorze. To było niechcący.
Potknęłam się i przewróciłam się na Pana Profesora – próbowała się bronić, ale
nie za bardzo jej to wychodziło.
– Ravenclaw traci piętnaście punktów za nieuwagę – rzucił Snape nadal trzymając Sophie w ramionach.
– Ravenclaw traci piętnaście punktów za nieuwagę – rzucił Snape nadal trzymając Sophie w ramionach.
– Panie Profesorze, Dyrektor Dumbledore prosi Pana do
swojego gabinetu – nagle jak z pod ziemi wyrósł znajomy czarownicy.
– Już idę – powiedział nietoperz, po czym podniósł
dziewczynę i postawił ją na posadzce.
– Dzięki za pomoc – uśmiechnęła się do chłopaka.
– Dzięki za pomoc – uśmiechnęła się do chłopaka.
Kątem oka ujrzała jak postać nauczyciela oddala się i
znika za drzwiami biblioteki.
Miała jeszcze kilka chwil przed kolacją na wypożyczenie książek. Wybrała podręcznik dla zaawansowanych do transmutacji oraz dziesięć tysięcy eliksirów do wykorzystania w życiu codziennym – przewodnik dobrego czarodzieja. „No to weekend mam z głowy” – przemknęło Sophie przez myśl niosąc pod pachą dwie dosyć grube księgi.
Miała jeszcze kilka chwil przed kolacją na wypożyczenie książek. Wybrała podręcznik dla zaawansowanych do transmutacji oraz dziesięć tysięcy eliksirów do wykorzystania w życiu codziennym – przewodnik dobrego czarodzieja. „No to weekend mam z głowy” – przemknęło Sophie przez myśl niosąc pod pachą dwie dosyć grube księgi.
*
Tymczasem w gabinecie Dyrektora panowała ożywiona
dyskusja na temat Lorda Voldemorta. W ostatnim numerze„ Proroka Codziennego”
zamieszczono artykuł na temat krwawej masakry na terenie Paryża i kilku innych
francuskich miast. Jak donosił dziennik zginęło blisko dwustu ludzi, a ponad
sto zostało rannych.
– Severusie, jak mogłeś dopuścić żeby coś takiego się
wydarzyło – Dumbledore nie krył oburzenia.
– Albusie, zrozum mnie nic nie wiedziałem, że Czarny Pan
organizuje kolejną rzeź. Sądziłem, że najpierw będzie omawiał z nami szczegóły,
a dopiero potem zaatakuje. Niestety pomyliłem się – Snape ze złością uderzył
pięścią w stół.
– Na razie nie znamy motywów, jakimi kierował się. Być
może jest to zemsta spowodowana tym, że Sophie Thompson trafiła do naszej
szkoły – dyrektor zaczął snuć domysły.
– Ale jaki związek ma panna Thompson z Czarnym Panem? –
zapytał nauczyciel.
– Severusie, to tylko moje przypuszczenia. Ostatnio
mówiłeś przecież, że jego ludzka postać interesuje się matką naszej nowej
uczennicy. Podejrzewam, że Voldemort widzi w Sophie potężną czarownicę. Być
może ona jest kolejnym z horkruksów, powstałym w wyniku zamordowania jej babki.
Nie możemy jednak polegać na domysłach. Severusie musisz koniecznie to
sprawdzić – polecił mu Albus.
– Postaram się, ale nic nie obiecuję – Snape teleportował
się do angielskiej willi Toma.
:) Już nie mogę sie doczekać, jak Snape spotka sie z Voldemortem;p
OdpowiedzUsuń~XxX
Ciekawe. Czyli Sophie zakochała się w Tomie Riddlu. Będzie pewnie też coś ze Snape'm. Zobaczymy. P.S Papirusu używa się w Egipcie, a we Francji, w ogóle Europie pergaminu, który wytwarza się ze skóry owiec. Notka u mnie wkrótce, może jutro albo w przyszłym tygodniu. Matura rządzi się swoimi prawami. ;)
OdpowiedzUsuń~Merimaat